czwartek, 7 kwietnia 2011

Recenzja: "Dotyk. Śmiertelny sekret" - Laurie Faria Stolarz

Opis wydawcy:


Niektóre sekrety nie powinny być zachowywane… Jeszcze trzy miesiące temu życie Camelii było całkiem zwyczajne: miała przyzwoite oceny, niezłe relacje z rodzicami i fajną pracę. Jednak gdy tajemniczy Ben rozpoczyna naukę w jej liceum, przestaje być nudno. Wszyscy wierzą, że Ben przyczynił się do śmierci byłej dziewczyny i unikają go. Wszyscy, oprócz Camelii. Dziewczyna nie chce wierzyć plotkom. Czuje dziwną fascynację Benem. Wkrótce zaczyna odbierać tajemnicze telefony i dostawać listy z pogróżkami. Ben twierdzi, że Camelii grozi niebezpieczeństwo — lecz czy można mu zaufać? Dziewczyna wie, że chłopak coś ukrywa… Ale nie on jeden ma tajemnicę. 


Intrygująca – ta cecha nasuwa mi się jako pierwsza, kiedy myślę o tej książce. Książce? W zasadzie książeczce. 263 strony pokryte są ogromną czcionką, jeszcze większą interlinią, a każdy z króciutkich rozdziałów, często nie przekraczających 2-3 kartek zaczyna się na nowej stronie. Połknęłam ją „na raz”. Usiadłam na kanapie, z kotem na kolanach, ja zanurzyłam się w trzymającej w napięciu intrydze, kot zasnął, a kiedy po kilku godzinach się ocknęłam, książka była już przeczytana. Kot nadal spał.

„Śmiertelny sekret” opowiada o nastoletniej Camelii. Dziewczyna nie wstąpiła do zaszczytnego grona moich ulubionych bohaterek, ale też zbytnio nie irytowała. Ma dwójkę wspaniałych przyjaciół – Kimmie i Wes. Te dwie postaci wprowadzają do powieści tyle humoru, że dzięki ich dialogom i zachowaniom nie jeden raz otarłam łzę wywołaną gwałtownymi wybuchami śmiechu. (Strasznie przypominali mi Lilly i Olivera z „Hanny Montany”, tyle tylko, że byli dużo śmieszniejsi).
W życiu Camelii pojawia się tajemniczy Ben, który ratuje jej życie i co jakiś czas…. dotyka ją. A to w brzuch, a to w rękę przysparzając dziewczynie tematów do rozmyślań. Mniej więcej w tym samym czasie w jej życiu zaczynają się dziać dziwne rzeczy – ktoś ją prześladuje. Zaczyna się robić niebezpiecznie i strasznie.

Książka naprawdę wciąga. Jeszcze nie do końca przyswoiłam sobie końcówkę poprzedniej strony, a już odwracałam kartkę, żeby się dowiedzieć co będzie dalej, jak to wszystko się skończy. Kiedy zadzwonił telefon odrzuciłam rozmowę, bo byłam zdenerwowana, że ktoś dzwoni i mi przeszkadza w lekturze. Napisana jest prostym językiem, co tym bardziej przyspiesza tempo jej czytania.
Zakończenie też jest ciekawe. Niesztampowe, zaskakujące, byłam pozytywnie zdumiona przyjęciem przez autorkę takiej strategii.

Polecam pierwszą część sagi „Dotyk”. Szczególnie na jakiś nudny wieczór; emocje gwarantowane!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...