czwartek, 7 kwietnia 2011

Recenzja: "Pragnienie" - Carrie Jones

Opis wydawcy:

Zara kolekcjonuje fobie tak, jak inne nastolatki kolekcjonują przyjaciół na Facebooku. Nic dziwnego, że do tej pory jej życie nie było usłane różami. Ojciec Zary zniknął dawno temu, ukochany ojczym właśnie umarł, a matka odpuściła sobie rodzicielskie obowiązki. Bohaterka musi zamieszkać z babcią w sennym, zimnym miasteczku w Maine - tam ponoć nie grozi jej żadne niebezpieczeństwo… tylko do czasu. W prowincjonalnym życiu Zary pojawia się tajemniczy mężczyzna, który wywołuje w dziewczynie paraliżujący strach. To król piksów - przerażających, bynajmniej nie mitologicznych istot wysysających z ludzi krew, a wraz z nią - i duszę. Pierwsza część nowej serii dla młodzieży. Jej tajemnice, romans, bohaterowie z różnych światów sprawiają że obie powieści z cyklu (następna to Captivate – Zniewolenie), trafiły na światowe listy bestsellerów, w tym „New York Timesa”. 

Ta książka była okropna. Tak schematycznej i tak przewidywalnej książki nie czytałam naprawdę dawno. Wszystko było w niej oczywiste, nic nie stanowiło zagadki, od mniej więcej 50 strony wiedziałam jak dalej potoczą się losy bohaterów, i co najgorsze – naprawdę tak się potoczyły. Książka ta trafiła w dobry moment mojego życia – długi weekend zawalony nauką. Gdyby nie to, że „Pragnienie" było moją jedyną alternatywą od piętrzących się na biurku podręczników, chyba bym jej nawet nie dokończyła.

Początek należy do tych zmierzchopodobnych. Nastoletnia dziewczyna zostaje wysłana przez swoją matką z ciepłego południa Stanów do zimnego, ponurego i zalesionego stanu Maine. (Macie już pewne skojarzenia?) Ty razem jednak celem podróży dziewczyny nie jest ojciec, a babcia.
Główna bohaterka – Zara idzie do nowej szkoły i chociaż jest niska, nie najpiękniejsza i na dodatek niemodnie ubrana (a jakże!) już w pierwszej minucie (sic!) zakochuje się w niej najfajniejszy chłopak w szkole. W ciągu następnych pięciu minut (a może czterech?) zakochuje się w niej drugi najfajniejszy chłopak w szkole.
No i tak to się zaczyna.
Co do głównej bohaterki, to gdyby tak bardzo nie lubiła biegania i wuefu, to byłaby wykapaną Bellą. Straszna z niej łamaga i fajtłapa; wystarczyło, że spadł śnieg, a ona przewróciła się kilka razy w drodze do samochodu... Jakie to było żałosne! Poza tym nie ma charakteru. Mówi o sobie, że jest pacyfistką, a jej główne postanowienia to nigdy się nie kłócić i nigdy nie krzyczeć. Cały dzień się strofowała w myślach, jak kiedyś na kogoś krzyknęła i na dodatek w złości złapała tą osobę za rękę... No i najgorsza cecha – zdarzało jej się być naprawdę lekkomyślną idiotką. Kilka razy miałam ochotę rzucać książką o ścianę.

Co do pozostałych bohaterów, to jest to kolejna książka, w której nikt nie wzbudził mojej specjalnej sympatii. Babcia niby była w porządku, ale taka kompletnie nie „babciowata”, trochę zbyt ironiczna. Poza tym bardzo denerwowało mnie to, że Zara zwracała się do niej po imieniu, a co gorsza – imię to brzmiało Betty. Przyjaciółka Zary – Issie – totalna porażka w konstrukcji tej postaci. Bohaterka kompletnie płatka i totalnie jednowymiarowa; potrafi tylko cały czas skakać i chichotać, co czyni z niej osobę „niezwykle uroczą”, ale za to głupią i zachowującą się z ADHD. Wreszcie Nick, do którego nie czułam nic.

W książce narracja jest pierwszoosobowa i niestety my, jako czytelnicy ponosimy tego skutki w postaci ciągłych zachwytów nad urodą Nicka. Muskulatura, uśmiech, kształt podbródka podkreślane są dosłownie cały czas, a czasami, żebyśmy na pewno nie zapomnieli jak wspaniały jest Nick, autorka konstruuje zdania w ten sposób (cytat jest autentyczny): „Nick unosi pytająco brew (bardzo piękną oczywiście)”. No i dzięki temu wiemy, że nawet brwi ma ten chłopak idealne.
Ważna jest tutaj strona językowa, która niestety nie wypadła najlepiej. Jest to poniekąd wina autorki, ale myślę, że „Pragnienie” padło ofiarą złego tłumaczenia. Przede wszystkim mamy tu coś strasznego, czym została także dotknięta seria książek o Sookie, a mianowicie – dosłowne tłumaczenie idiomów, przez co niektóre zdania z pozoru mają sens, ale są jakieś takie niezgrabne i bez sensu. Żeby nie być gołosłowną: „Dlaczego Nick z nami nie chodzi?” – dotyczyło tego, dlaczego Nick nie przebywa z nami, nie spędza z nami więcej czasu, a tutaj brzmi to debilnie.
Niestety zdarzają się też błędy językowe samej autorki. Co mnie niesamowicie wkurzało to to, że ma ona takie swoje utarte zdania, które pojawiają się niemal na każdej stronie. W pierwszej części książki na przykład nieustannie ktoś kogoś łapie za łokieć. Sformułowanie „złapał mnie za łokieć”, albo „złapałam go za łokieć” pojawia się na kartach powieści przynajmniej ze 20 razy. I pojawia się w różnych kontekstach – albo jak Zara ma upaść, albo jak ktoś się źle czuje, albo tak po prostu. Widać, że bohaterowie to lubią.
Innym, nieco podobnym, a niemniej popularnym gestem jest kładzenie dłoni na ramieniu. Pojawia się mniej więcej w tych samych okolicznościach. „Nick położył mi dłoń na ramieniu”, „Issie położyła mu dłoń na ramieniu” i takie inne. Jest taki fragment powieści, w którym różne warianty tego zdania pojawiają się na dosłownie każdej stronie.
Kolejnym zdaniem pojawiającym się często jest „W kominku strzeliła iskra”, na które zawsze, ale to naprawdę zawsze jest ta sama reakcja: „podskakuję ze strachu”. To sprawia, że reakcje i zachowania są bardzo schematyczne i przewidywalne.
Same dialogi też są słabe; widać w nich brak kunsztu pisarskiego autorki. I widać w nich też niestety brak inteligencji bohaterów, zwłaszcza Zary.

Jeśli chodzi o romantyczne uczucia między bohaterami, to powiem tylko, że w tej książce znalazłam tekst, który jest jeszcze gorszy niż Patch mówiący „Będziemy się całować”, a o to naprawdę trudno. Dialog brzmi: X- „Teraz cię pocałuję, dobrze?”, Y- „Dobrze” i zaczynają się całować.

Warto też wspomnieć o stworzeniach wymyślonych przez panią Jones, w których nie ma kompletnie nic oryginalnego, poza nazwą. Piksy są kopią wróżek pani Marr.
Wszystko jest wtórne i całkowicie nieoryginalne.

W książce pojawia się też najgorszy z możliwych zabiegów – czyli nagłe i niespodziewane zasłabnięcie bohaterki-narratorki, kiedy dzieją się kluczowe wydarzenia.
Warto też wspomnieć, że zakończenie jest tak głupie i beznadziejne, że nawet ja bym czegoś tak idiotycznego nie wymyśliła.

I na koniec: naprawdę się nie dziwię, że King postanowił rekomendować tę książkę; to dla niego żywa reklama. Zara zaczytuje się powieściami Kinga, niektóre tytuły są nieustannie wspominane. Po prostu reklama kręci interes.

Naprawdę nie polecam tej książki. Nie ma w niej nic nowego i świeżego. Jest pełna schematów i źle napisana. Ja na pewno nie sięgnę po drugi tom, bo opis i zamieszczony fragment są okropne i zwiastują po prostu powtórkę z rozrywki, ponieważ schemat jest niemal identyczny jak w części pierwszej.


3 komentarze :

  1. Jak ja nienawidzę, kiedy bohaterka mdleje w najważniejszym momencie :P To takie beznadziejne, od razu mam ochotę rzucić książką o ścianę... :P

    Oczywiście "Pragnienie" już i tak jest na mojej półce, więc tak czy inaczej KIEDYŚ (pewnie później niż wcześniej) sięgnę po tę książkę ;) Ale nie nastawiam się na zbyt wiele :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, zgadzam się. Książka totalnie mnie rozczarowała, a główna bohaterka strasznie wkurzała :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Wcale sie nie zgadzam z waszymi opiniami. Zara jest okay,Nick tez. Cala ksiazke przeczytalam 1 tchem i nie moglam spac z wrazenia cala noc. Acha i dotad czytalam ja z siedem razy!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...