piątek, 20 maja 2011

Recenzja: "Córki księżyca. Bogini nocy" - Lynne Ewing

Opis wydawcy: (według mnie mocno spoilerowaty)

Cztery dziewczyny, cztery charaktery – jedno przeznaczenie. Vanessa, Catty, Serena i Jimena, pozornie przeciętne mieszkanki słonecznej Kalifornii dzielą wspólny sekret. Każda z nich została obdarowana specjalną mocą. Każda z nich ma zadanie do wypełnienia. Każda z nich jest boginią... Vanessa potrafi stać się niewidzialna, Catty podróżuje w czasie, Serena umie czytać w myślach, Jimena zaś ma zdolność przewidywania przyszłości. Tylko razem mogą stawić – Atroxowi, stworzeniu, które karmi się ludzką nadzieją i poluje na niewinnych ludzi w najmodniejszych nocnych klubach Wybrzeża. Choć pradawny i zły do szczętu, Atrox znakomicie radzi sobie we współczesnym świecie – jego śladem podąża liczna grupa zaprzysięgłych wyznawców (a właściwie ofiar, ale na jedno wychodzi). Niestety – wiek lat nastu nie predestynuje nikogo do bycia boginią i dziewczyny, choć każda potężna na swój sposób, muszą radzić sobie nie tylko ze śmiertelnym zagrożeniem, ale również z codziennością, która bywa gorsza od najbardziej przerażającego koszmaru.


„Córki księżyca” to trzynastotomowy cykl o młodych dziewczynach będących potomkiniami bogini księżyca. Początkowo ilość zapowiadanych tomów mnie przeraziła, bałam się, że tak długa historia będzie opierała się na snuciu nudnej, bezbarwnej fabuły. Teraz, po przeczytaniu pierwszego tomu wiem, że z niecierpliwością oczekiwać będę na kolejne części tej niezwykłej historii.

„Bogini nocy” to opowieść o Vanessie, która posiada niezwykły dar – potrafi stać się niewidzialna. Jeśli zajdzie taka potrzeba, jej molekuły rozdzielają się, a Vanessa – w postaci „sproszkowanej” przenosi się w dowolnie wybrane miejsce. Vanessa ma przyjaciółkę – Catty, która manipuluje czasem; potrafi przenosić się w przeszłość oraz w przyszłość. Dziewczyny zaprzyjaźniły się w młodości, kiedy zauważyły na swych szyjach identyczne amulety przedstawiające księżyc – od tego czasu zastanawiają się, skąd wzięły się ich niezwykłe zdolności oraz czy mają ze sobą coś wspólnego.
My – czytelnicy jesteśmy w lepszym położeniu niż bohaterki, ponieważ zanim je poznamy, czytamy prolog, a w nim ciekawy mit o bogini Selene prowadzącej księżyc po niebie, która zakochawszy się w śmiertelniku wydała na świat córki. Nietrudno się domyślić, że córkami tymi są właśnie Vanessa oraz Catty.

„Bogini nocy” nie jest pozycją wybitną – nie wstrząśnie Wami, ani nie zmieni Waszego stosunku do świata. Jedyne co Wam zapewni to naprawdę przyjemnie i miło spędzony czas. Podczas czytania miałam wrażenie, że oglądam dobry film – o szkolnych przyjaciółkach, ich problemach i tajemnicach. Wszystko opisane jest obrazowo i co najważniejsze – ciekawie. Akcja powieści od samego początku jest tajemnicza i pełna niedomówień, wciąga i nie daje się od siebie oderwać. Zabrawszy się za książkę – nie mogłam przestać czytać, chłonęłam kolejne strony zastanawiając się jak rozwinie się zaskakująca mnie nieustannie fabuła.

Po „Córkach nocy” nie spodziewałam się niczego oryginalnego, dlatego zostałam mile zaskoczona. Na naszym rynku panuje przesyt romansów paranormalnych skierowanych do młodzieży, a każdy kolejny powiela utarte schematy poprzedniego. Tutaj było inaczej; nie potrafię jednym zdaniem określić co było inne, ale od samego początku odczuwało się powiew świeżości w opowiadanej historii, a to zdecydowanie ogromny atut tego typu historii.

Przede wszystkim narracja trzecioosobowa, która w „paranormalach” pojawia się rzadko, a szkoda; dzięki niej nie jesteśmy narażeni na „wysłuchiwanie” ciągłych narzekań, zachwytów na chłopakiem i idiotycznych przemyśleń bohaterki. Tutaj zresztą one by się nie pojawiły, ponieważ bohaterki „Córek nocy” diametralnie różnią się od znanych nam dotychczas ofiar losu, które albo bez przerwy się przewracają, albo użalają się nad swym losem, albo są słabe i bezbronne, a ich największą życiową aspiracją jest zostać ugryzioną przez wampira. Vanessa to silna i rozsądna dziewczyna, która od urodzenia mieszka w Los Angeles. Jest pewna siebie i nie jest szkolną ofiarą.
Oczywiście zakochuje się w chłopaku, ale i tu czeka nas niespodzianka – nie pojawia się żaden konkurent, żaden trójkąt miłosny. Dla mnie to zdecydowany plus. Dodam jeszcze, że wątek miłosny opisany jest naprawdę smakowicie; romantycznie i namiętnie zarazem.

Do innych zalet zaliczyłabym z pewnością opisy codziennego życia amerykańskich nastolatek, a także szczegółowe opisy spożywanych przez nie potraw. Te wszystkie cuda, takie jak chociażby frytki z serem sprawiały, że nieustannie była głodna. Ostatnio z tak szczegółowym opisem posiłków spotkałam się w „Harrym Potterze”.
Kolejnym plusem jest bardzo szczegółowa i barwna mitologia opisana w powieści. Lubię, kiedy autorka dokładnie zna wykreowany przez siebie świat, lubię też nawiązania do starożytności i obie te rzeczy zapewniła mi Lynne Ewing.
No i wreszcie fakt, że w książce pojawił się jeden z moich ulubionych ostatnio tematów, czyli podróże w czasie. Skoki w czasoprzestrzeni zawsze mnie fascynowały i każda nowa teoria, nawet jeśli nie podparta żadnym naukowym wywodem, wzbudza moją ciekawość. W „Bogini nocy” mamy wytłumaczone między innymi to, dlaczego czasami wydaje nam się, że niektóre dni ciągną się w nieskończoność, albo dlaczego czasami udaje nam się załatwić dużo spraw w ciągu dnia.

Mogłoby się wydawać, że pierwszy tom cyklu o Córkach księżyca jest bez wad i chyba tak jest. Czytając go spędziłam niesamowite chwile wypełnione radością i niepokojem. Szczerze polecam zapoznanie się z tą pasjonującą historią i wrażeń podobnych do moich. 


Książkę zrecenzowałam dla Wydawnictwa Jaguar

18 komentarzy :

  1. Ciekawie napisane; radosnej twórczości!

    OdpowiedzUsuń
  2. Umysł jest podobny do ciała czym go karmi tak nam służy.

    OdpowiedzUsuń
  3. No ale co, ta każdym tom będzie o innej osobie czy jak? Bo wydaje się naprawdę fajne. Czekam na recenzje ognistej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem jak z resztą tomów, ale tom drugi jest o dziewczynie, która dosyć aktywnie występuje w "Bogini nocy" (tylko akurat nie wspomniałam o niej w recenzji ;) ). Ogólnie tam są cztery główne bohaterki, więc cztery pierwsze tomy powinny być o nich, ale co z resztą - nie wiem. No i na pewno usłyszymy jeszcze co słychać u Vanessy.
    A recenzja Ognistej pewnie jeszcze dzisiaj. Już przeczytałam, ale coś się za pisanie nie mogę zabrać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Może bym sięgnęła, bo opis fabuły trochę mnie zaciekawił, ale przeraża mnie ilość tomów - boję się, że znudzi mi się w połowie.

    OdpowiedzUsuń
  6. W sumie pierwsza recenzja tej książki, jaką czytam. No i jaka pozytywna :D Bardzo mnie do niej zachęciłaś.
    Jedno ale:
    "„Córki księżyca” to trzynastotomowy cykl (...)"
    - Co proszę? XD Ale jak rzeczywiście fajne, to z miłą chęcią przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  7. A już miałam sobie odpuścić ten cykl, ale to takie recenzji widzę, że to już niemożliwe.
    Bardzo chętnie przeczytam jeśli będę miała okazje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Recenzja ciekawa i nawet zachęca mnie do przeczytania, ale boję się, że cykl mi się znudzi po pewnym czasie (mam takie same obawy jak Przepowiednia ;D), bowiem wydaje się, że każdy tom będzie opowiadać o innej postaci, a ja raczej lubię serię o losach 'jednego' bohatera - po prostu już tak mam ;P Może przeczytam, ale wątpie, że nastąpi to w najbliższym czasie...

    OdpowiedzUsuń
  9. O, podoba mi się :)). Ale gdy widzę "trzynastotomowy" to troszkę mi słabo. Zawsze się boję, że autor coś zepsuje w takiej ilości książek, bo przez tyle tomów ciężko utrzymać poziom. Ale póki co zachęciłaś mnie do pierwszego, o resztę pomartwię się kiedy indziej ^^.

    OdpowiedzUsuń
  10. Napewno przeczytam! Świetna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  11. 13 tomów to wcale nie tak dużo! Saga o Ludziach Lodu Sandemo - 47 tomów - to jest dużo! :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ooo, kolejna książka do kupienia! ;p Zbankrutuję niedługo, ale pewnie kupię po tak zachęcającej recenzji ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Na początku nie miałam tej książki w planach, ale po tak pozytywnie nastrajającej recenzji, nie wiem czy będę mogła przejść obok niej obojętnie :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Recenzja ciekawa i zachęca do przeczytania książki. Przeraża mnie tylko ilość książek w całym cyklu ; )

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo zachęcająca recenzja. Teraz tylko wziąć ,,Córki Księżyca" do ręki i... czytać!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ale zachęcasz! :0 Nic tylko lecieć do sklepu i kupić! ;)

    PS bardzo ładny szablon. Podoba mi się. ^-^

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo zachęciłaś mnie swoją recnzją. Cieszy mnie fakt, że postawiłaś tę książkę tak wysoko, szczególnie, że kilka dni temu ją kupiłam, a ona tylko czeka na przeczytanie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. bardzo kiepska książka.... recenzja na wyrost

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...