sobota, 6 sierpnia 2011

Recenzja: "Córka kata" - Oliver Pötzsch

Wydawnictwo Esprit

Opis wydawcy:

Krótko po zakończeniu wojny trzydziestoletniej w bawarskim Schongau dochodzi do serii brutalnych morderstw na dzieciach.  Na ciałach ofiar wytatuowane są czarnoksięskie symbole – mieszkańcy miasta widzą w nich dzieło Szatana.  Rozpoczyna się polowanie na czarownice. Akuszerka, Marta zostaje oskarżona o konszachty z diabłem i uznana za morderczynię, jednak kat, który ma za pomocą tortur wymóc na niej zaznania, nie wierzy w winę kobiety. Razem z córką Magdaleną i miejskim medykiem Simonem prowadzi śledztwo na własną rękę. Trop prowadzi bohaterów przez ponury labirynt dzielnic biedoty, wygodne salony miejscowej elity i tajemnicze lochy z czasów ostatniej wojny. Czy Jakub Kuisl będzie zmuszony w majestacie prawa zamordować niewinną kobietę? Ile jeszcze dzieci będzie musiało zginąć, żeby przerażająca prawda wyszła na jaw?

Kryminał historyczny to trudny gatunek; do jego wykonania niezbędny jest nie tylko znakomity warsztat, ale też ogromna wiedza. Autorowi „Córki kata” nie brakuje ani jednego ani drugiego, dzięki czemu przymiotnik „historyczny” został spełniony. Oliver Pötzsch stworzył wspaniałą powieść obyczajową i zaprezentował panoramę ludzkich charakterów. Do zagospodarowania pozostał jeszcze „kryminał”; tutaj niestety sprawa nie wygląda tak dobrze.

Wbrew pozorom katowska córka – Magdalena nie jest główną bohaterką powieści. Najważniejszą rolę pełni sam kat – wspaniale zarysowana, intrygująca postać Jakuba Kuisla. Fabuła zaczyna się dość tragicznie; z rzeki wyłowiony zostaje umierający chłopiec na którego ciele widnieje nie dający się zmyć ciemny znak czarownic. Oskarżona o zabójstwo zostaje natychmiast miejscowa akuszerka, która – jak powszechnie wiadomo – od lat zajmowała się czarami i nieczystymi sprawkami, a co więcej – młody Peter często u niej bywał. Dziki, żądny zemsty lud udaje się do akuszerki Marty, aby samodzielnie wymierzyć sprawiedliwość. Za kobietą wstawia się jednak Jakub, zapewniając jej prawo do procesu. Wkrótce jednak okazuje się, że Peter nie jest jedyną ofiarą tajemniczego sprawcy, a Jakub, wraz z młodym medykiem – Simonem, postanawiają samodzielnie odnaleźć zabójcę i ocalić Martę.

„Córka kata” to niezwykła podróż w głąb XVII-wiecznego, handlowego miasteczka w Bawarii. Realia historyczne zostały szczegółowo zakreślone – pojawiają się odwołania do panującej ówcześnie sytuacji politycznej oraz trwającej wojny. Czytelnik otrzymuje nawet przecudnej urody przedruk autentycznego miedziorytu przedstawiającego Schongau, aby nie zagubił się gdzieś w dzielnicy garbarzy podczas swych wędrówek z bohaterami. Interesująco opisane zostały szczegóły związane z działalnością XVII-wiecznego sądownictwa; jako czytelnicy możemy zajrzeć do szafy z aktami pisarza sądowego, popatrzeć na paradnie ubranego przedstawiciela księcia elektora, a także zajrzeć do przerażającej i pachnącej strachem sali tortur. Podobał mi się prolog powieści. Podczas jego czytania bierzemy udział w krwawej egzekucji. Problemy z nie do końca obciętą głową, panika skazanej – tego typu szczegółów nie szczędzi nam autor. To właśnie tych okrutnych, a nawet przerażających fragmentów, tak bardzo przecież związanych z profesją kata, zabrakło mi na późniejszych stronach powieści.

Dzięki lekturze zajrzeć mogłam w głąb psychiki XVII-wiecznego mieszczanina. Więcej nawet! Poznałam różne typy osobowości. Cieszę się, że autor nie użył jednego schematu dla wszystkich typów ludzkich, a ukazał różnice pomiędzy nimi wynikające z wieku, wykształcenia, pozycji społecznej i wykonywanego zawodu. Rzemieślnik różni się od handlarza, a woźny sądowy od przekupki. Jedni są przesądni, boją się, że mogliby stać się ofiarą czarów, dla innych schwytanie czarownicy to tylko pretekst do znalezienia kozła ofiarnego dla swoich niepowodzeń – ci z premedytacją wykorzystują własną pozycję.
Poznajemy także dwa typy leczenia i postrzegania medycyny. Starą szkołę uosabia Bonifaz Fronwieser, dla którego niezbędnym lekarstwem na wszystkie schorzenia jest upust krwi. Nową szkołę reprezentuje jego syn – Simon.

„Córka kata” to także wgląd w fascynujące zaplecze polowań na czarownice. Poznajemy oskarżoną kobietę i dowiadujemy się, że fakt oskarżenia jest niemal równoznaczny z wyrokiem skazującym. Poznajemy sposób jej więzienia, próby zmuszenia niewinnej osoby, aby przyznała się do winy. Doświadczamy też najgorszego – wzajemnych oskarżeń i spekulacji, których ofiarami padają nawet dzieci.

Wszystko co dobre szybko się kończy. Zaczyna się kryminał… Przede wszystkim cała zagadka oraz jej rozwiązanie okazują się być niespójne. W dobrym kryminale wszystkie drobne, często zupełnie niepozorne fakty, słowa i czynności okazują się mieć znaczenie i pod koniec składają się w zaskakujące rozwiązanie. Tutaj sytuacja została odwrócona. Pojawia się kilka istotnych faktów, które powinny się ze sobą łączyć, rozwiązanie natomiast okazuje się kompletnie niezaskakujące, a wszystkie te elementy, na których połączenie czekałam okazały się być niepowiązanymi ze sobą i nie wpływającymi na siebie zbiegami okoliczności. Rozwiązanie zagadki wywołało we mnie pustkę i ogromne rozczarowanie. Sam przebieg wydarzeń związanych z wątkiem kryminalnym też nie zachwyca. Akcja jest mało zaskakująca i co najważniejsze – nie trzyma w napięciu, co w przypadku kryminału jest dla mnie czynnikiem niezbędnym. Na domiar złego mój główny podejrzany okazał się być sprawcą przestępstw, co jeszcze bardziej pogrążyło mnie w smutku.

Powieść podobała mi się, jednak nie wywołała u mnie dreszczy. Ba! Nie wywołała nawet rumieńców na policzkach. Nie potrafię ocenić tej książki jednym słowem. Dla mnie to genialna historia obyczajowa i bardzo marny kryminał.  


Recenzja napisana dla portalu LubimyCzytac.pl




******* 
Przez pewien czas mnie nie było. Mama wyjechała na wakacje i przez dwa tygodnie kursowałam pomiędzy domem jej, a moim własnym. Dostęp do Internetu miałam marny, zaledwie godzinkę, dwie w ciągu dnia, co nie starczyło na wiele. Mama wraca jutro, w związku z czym i ja postaram się nadrobić zaległości nie tylko na własnym blogu, ale też wśród Waszych recenzji (trochę tego będzie). ;) 
Co robiłam przez dwa tygodnie? Nie wiem. Nie za wiele przeczytałam, nie nadrobiłam zaległych recenzji, nawet nie obejrzałam zbyt wielu seriali. Spałam, jadłam popcorn z masłem i pizzę z mrożonki. Potrzebowałam tego. W swoim rozleniwieniu sięgnęłam dna i powracam pełna nowych sił i zapału do pracy. :)

19 komentarzy :

  1. Hm, też powinnam sobie zafundować taki urlop ze spaniem i pizzą ;) Ja akurat zakończenia "Córki kata" nie przewidziałam, za to miałam swoją koncepcję tożsamości mordercy i będę upierać się przy tym, że była to koncepcja dobra ;) Ciekawsza chyba od tej autorskiej. Bo ta... Jak piszesz, nie zgadzała się z poszlakami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę mam w planach i choć opinie o niej są różne, mimo wszystko dałabym jej szansę:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Swego czasu na blogach głośno było o tej książce. Ile czytelników, tyle opinii :) Muszę sięgnąć po "Córkę kata" i przekonać się w czym rzecz :)
    Dawka lenistwa od czasu do czasu nie jest zła ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm... chyba jednak przeczytam! ;D Jak mi się zachce, bo ostatnio nic mi się nie chce. Nic. Zupełnie nic. Coś strasznego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja byłam zachwycona książką, ale kurczę, fajnie tak skonfrontować swoje wrażenie z odmiennymi:)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny taki urlop;) A po "Córkę kata" sięgnę, z ciekawości. Chociaż szkoda, że ten wątek kryminalny jest marny;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubie kryminały ale nie historyczne, więc chyba dam sobie spokój. Co do twego lenistwa, tez czasem potrzebuje takiej odskoczni..

    OdpowiedzUsuń
  8. Kryminał historyczny, który nie sprawdza się jako kryminał.... Brzmi ciekawie, mimo wszystko ;-D

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka raczej nie dla mnie. Niecierpliwie czekam na dalsze Twoje posty. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Coraz bardziej mnie kusi ta książka ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie lubię obyczajowych, a skoro marny kryminał, to się nawet zastanawiać nie będę xD

    OdpowiedzUsuń
  12. Mimo różnych opinii mam nadzieję, że kiedyś przeczytam, Kryminałów nie lubię więc akurat ten niedopracowany element mi nie przeszkadza :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Raczej nie przeczytam, nie przemawia do mnie ;P

    Pozdrawiam ! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. "Córkę katę" miałam już okazję przeczytać. Nie była to lektura przerażająca czy mrożąca krew w żyłach i zgodzę się z Twoją opinią, że bardziej przypominała dobry obyczaj aniżeli kryminał. Pomimo to wspominam tę książkę bardzo dobrze, była wciągająca i ciekawie napisana.

    OdpowiedzUsuń
  15. Już czytałam gdzieś o tej książce. Pomimo, że nie przepadam zbytnio za książkami historycznymi. To tą z chęcią przeczytam dzięki temu wątkowi kryminalnemu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedyś planowałam nawet ją kupić ale chyba to nie lektura dla mnie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Coraz więcej na rynku właśnie takich ksiażek - bardzo dobrych obyczajówek, ktore chcą się mienić kryminałami. Zastanawiałam się nad nią, ale teraz ogarnęly mnie wątpliwości...

    OdpowiedzUsuń
  18. Ksiązka czeka na mnie do zrecenzowania z Gildii i po Twojej recenzji cieszę się, że ją wybrałam:)

    OdpowiedzUsuń
  19. No nie, nie znoszę marnych kryminałów! Ja właśnie uwielbiam jak takie z pozoru nic nie znaczące rzeczy układają się później w spójną całość - jeśli tego zabrakło, to nie wiem czy wystarczy dobry warsztat historyczny, by zachęcić mnie do przeczytania :P Ale mimo wszystko, będę miała na uwadze, jak znajdę ją w bibliotece ;)

    A co do dna rozleniwienia - czasami jest potrzebne, sama też ostatnio korzystam ;D Ale fajnie, że wracasz!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...