środa, 14 września 2011

Recenzja: "Shirley" - Charlotte Brontë

Wydawnictwo MG

Opis wydawcy: 

Nigdy dotąd nie wydawana w Polsce powieść Charlotte Brontë, autorki „Dziwnych losów Jane Eyre”.Borykający się z przeciwnościami losu młody przedsiębiorca, Robert Moore, sprowadza do swej fabryki nowoczesne maszyny, czym naraża się lokalnej ludności do tego stopnia, że doczekuje się zamachu na swoje życie. By ratować podupadający interes, Moore rozważa poślubienie zamożnej i dumnej Shirley Keeldar, mimo że jego serce należy do nieśmiałej Caroline, żyjącej w całkowitej zależności od swego stryja. Tymczasem Shirley zakochana jest w ubogim Louisie, który zajmuje posadę guwernera w rodzinie jej wuja. Choć Louis odwzajemnia jej uczucie, ambicja i świadomość przepaści majątkowej, która ich dzieli nie pozwalają mu się do tego przyznać.„Shirey”, napisana przez Charlotte Brontë zaraz po „Dziwnych losach Jane Eyre”, to pełna pasji opowieść o konflikcie klas, płci i pokoleń, toczącym się wśród wrzosowisk północnej Anglii i na tle niespokojnej epoki wojen napoleońskich.

 
Czytelniku, czy znasz siostry Brontë? Jeśli tak – wiesz co robić i żadne słowa nie zmienią faktu, że prędzej, czy później „Shirley” zagości na Twojej półce. Co słyszę? Nie znasz? Przed Tobą stoi możliwość wzbogacenia nie tylko swojego czytelniczego doświadczenia, ale całego życia.

Nie potrafię być bezstronna, nie potrafię wyzbyć się w pełni subiektywnych odczuć, które żywię do Charlotte Brontë. Jej „Dziwne losy Jane Eyre” to dla mnie niedościgniony ideał. Z niecierpliwością otworzyłam „Shirley” i poczułam to samo. Styl i klasa. Nic więcej się nie liczy. „Shirley” to literacka uczta, po której inne książki wydawać się będą niegodne tak znakomitej poprzedniczki.

Czy „Shirley” jest lepsza od „Jane Eyre” – to pytanie zadaje sobie niejeden ciekawski Czytelnik. Odpowiem szczerze – nie. Całość fabuły nie jest tak doskonale dopracowana, zdarzają się pewne niedociągnięcia. Ale to się nie liczy. Są bowiem w powieści fragmenty, które nawet wyrwane z kontekstu, tworzą maleńkie arcydzieła. Nie wierzysz? Przeczytaj pierwszy rozdział. Mistrzowsko dozowana satyra, groteskowe postaci, których nie powstydziłby się sam Dickens i humor – inteligentny i błyskotliwy.

Akcja powieści toczy się z należytą powolnością. Czytelnik zyskuje pełen obraz hrabstwa York i jego mieszkańców, a także ich zwyczajów. Nie będę opisywała fabuły powieści, polski wydawca uczynił to w sposób dostateczny, a może nawet zbyt mocny. Powiem tylko, że w książce spotkamy się ze wspaniałymi bohaterami; żywymi i pełnowymiarowymi.

I najważniejsze – przez całą powieść znakomita Autorka, wspaniała Charlotte zwraca się do mnie. Nie wysyła swej opowieści w nieokreśloną próżnię, nie stara się zadowolić wszystkich na raz. Zwraca się wprost do Czytelnika, nie stroni od własnych opinii i kąśliwych uwag, a czyni to w tak niezwykły sposób, iż mam wrażenie, że powieść została napisana specjalnie dla mnie, że nie czytam książki, a list od dobrej przyjaciółki. Czuję się, jakbym uczestniczyła we wszystkich wydarzeniach; czasem podpatruję bohaterów zza węgła – wówczas Charlotte szepcze mi do ucha ciekawostki, czasem jednak siedzę wygodnie rozpostarta w fotelu i uczestniczę w rozmowie dwóch eleganckich panów. To jest właśnie magia słowa pisanego! Doświadczyć jej może każdy.

„Jeżeli ten wstęp wzbudził w Tobie, Czytelniku, nadzieję na romantyczne wrażenia, czeka Cię zawód. Czy liczysz na sentymentalizm, poezję, rozmarzenie? Czy spodziewasz się płomiennych uczuć, ekscytacji i melodramatu? Ucisz swoje oczekiwania, sprowadź je na ziemię. Leży przed Tobą coś autentycznego, prozaicznego i namacalnego.”* - Ostrzega nas na pierwszej stronie Autorka. Droga Charlotte, ładnie to tak zakpić z czytelnika i odebrać mu nadzieję na to, co w Twej prozie najlepsze? Romantyczne uczucia wypływają z każdej strony Twojej historii. Wywołujesz nie tylko silne emocje, pokazujesz także cierpienie z powodu niemożności ich zrealizowania. Zgodzę się jednak, że „Shirley” obfituje w realizm. Konflikty płci i wieku, a także dobrze opisane zaplecze polityczne i społeczne przebijają się przez każde, nawet najbardziej romantyczne zdarzenie. To dobrze. Lektura zaspokoiła nie tylko moje serce, ale także umysł.

Czytanie „Shirley” to czysta przyjemność. Brontë reprezentuje sobą wszystko to, co w literaturze XIX-wiecznej najlepsze – idealny styl, język i bogactwo tematów. Ostrzegam jednak, że zanurzenie się w prozie tak wysokiej jakości spowodować może niechęć do wszystkiego (z samego założenia gorszego), z czym przyjdzie nam się zmierzyć w następnej kolejności.

Czytelniku, czy muszę zachęcać Cię do przeczytania „Shirley”? Jeśli znasz perypetie Jane Eyre albo śledziłeś zmagania Lucy Snow z Villette – również spotkanie z niepokorną Shirley Cię nie zawiedzie. Jeśli natomiast zaczynasz dopiero swoją przygodę z genialną Charlotte Brontë – w powieści odnajdziesz to, co złączy Cię z Nią na zawsze. 


Recenzja napisana dla portalu LubimyCzytać.pl



***
Znów mnie nie było. Tym razem wyjechałam. Do Paryża. Powiem Wam, że liczyłam na to, że wakacje będą okresem w ciągu którego nadrobię wszelkie czytelniczo-recenzyjne zaległości. Oczywiście nie wyszło. Nie dość, że mam kilkanaście niedodanych recenzji, to na dodatek kwestia stosików kuleje. Nic tam! Nadrobię, nie? 
Ciekawa jestem, czy ktoś tu jeszcze zagląda. Mam nadzieję, że tak. Niedługo i ja Was odwiedzę. ;) mam nadzieję, że do końca tygodnia uda mi się przeczytać wszystkie zaległe recenzje.

13 komentarzy :

  1. Nie czytałam jeszcze nic tej autorki, jednak strasznie mnie zachęciłaś, z pewnością przeczytam :D

    Byłaś w Paryżu ? Bardzo chcę też tam kiedyś pojechać ... ^^ I jak było ? :D A na bloga oczywiście wchodziłam :P I na pewno wiele osób nadal wchodzi :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam o tej książce jeszcze ani nie miałam przyjemności poznać tegoż autora choćby z innych dzieł. Sądząc jednak po twej recenzji widzę, że warto zapoznać się z tą pozycją, więc jak nadarzy się okazja to chętnie skorzystam.
    Zazdroszczę pobytu w Paryżu, ja jeszcze nigdy za granicą nie byłam. Może kiedyś... a na bloga twojego zawsze chętnie zaglądam. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam u siebie tylko Dziwne losy Jane Eyre i pewnie od tej książki zacznę w przyszłości znajomość z panią Bronte. Może na Shirley też kiedyś nadejdzie czas ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja na ciebie czekałam i na Twoje piękne stosu i się ucieszyłam jak zobaczyłam, że dodałaś recenzje. Witamy z powrotem w świecie blogowiczów i czytelników.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witamy z powrotem :-) Już zaczynałam się martwić.
    Kusisz tą recenzją ale nie czytałam jeszcze żadnej tego typu powieści (pisanej tak dawno)i trochę się obawiam. Jestem jednak skłonna zaryzykować. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za powitanie. ;)
    AnnieK (co to za nowe "K"? :) ) wiem, że czekasz na stosiki, jesteś ich największą fanką. :D :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Wprawdzie sława panny Bronte kusi, ale ta banalna fabuła już trochę mniej...
    W każdym razie cieszę się, że mogłam znów przeczytać coś Twojego, czekam na więcej:)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, bardzo chętnie przeczytam!
    Jane Eyre to bohaterka mojej młodości. Moja bodaj pierwsza kupiona (świadomie) książka.
    Niestety Vilette rozczarowało mnie bardzo. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Lekturę "Shirley" mam już za sobą. O ile pamiętam, dość szybko minęła mi ta pokaźna ilość stron, szybko i przyjemnie. Aczkolwiek nie zaliczam tej książki do kategorii: moje ulubione, czy dzieła wybitne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wstyd się przyznać, ale nie czytałam żadnej książki Charlotte Brontë, aczkolwiek sądzę, że czas to zmienić - po tak zachęcającej recenzji, nie sposób tego nie zrobić ;) Tylko pozostaje rozstrzygnąć kwestię od czego zacząć czytanie: od "Shirley" czy może „Jane Eyre” ? :)
    PS. Przyznam się, że trochę się boję, że masz rację - mój czytelniczy świat się zmieni i wtedy już nic nie będzie w stanie mnie zadowolić...

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba należę do tej grupy, która nie zna sióstr Bronte ;P A raczej zna, ale nie czytała żadnego z ich dzieł - ale dzięki Tobie i Twojej recenzji chcę to zmienić :D

    A ja też w wakacje liczyłam na to, że dużo nadrobię, jeśli chodzi o książki, ale jak zwykle nic z tego nie wyszło :P Latem za dużo rzeczy mnie rozprasza i po prostu nie mogę tyle czytać, co w czasie szkoły xD

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam siostry Bronte!
    Świętowit zapłać ;) za informację, że "Shirley" w końcu u nas "wyszła" - już straciłam nadzieję i przestałam sprawdzać...
    A jeśli chodzi o niedociągnięcia fabuły, to żeby je wybaczyć, wystarczy chyba sobie uświadomić, że to 640 stron napisanych bez komputera ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...