środa, 6 lutego 2013

"Blask" - Amy Kathleen Ryan

Wydawnictwo Jaguar

Opisu wydawcy nie wklejam, gdyż według mnie zdradza zbyt wiele!


Czasami przeczytana książka jest tak dobra, że każda próba jej opisu wydaje się niezadowalająca. Bo jak tu ująć w słowa te wszystkie emocje, przyspieszony oddech, wylane łzy, tysiące bijących się ze sobą myśli i uczuć? Jak opisać ten stan „po”, kiedy odkładam książkę i okazuje się, że od tej pory moje życie będzie musiało toczyć się bez ukochanych bohaterów, bez wspaniałego świata, w którym ostatnio przebywałam? „Blask” zdecydowanie zalicza się do kategorii tego typu książek. Chciałabym napisać o niej tylko jedno słowo: „genialna” i liczyć na to, że jakimś cudem wszystko, co o niej myślę zostanie przekazane czytającym te słowa. Boje się napisać więcej, bo wiem, że nie będę w stanie oddać wszystkiego tego, czym była dla mnie lektura „Blasku”.

Alfred Hitchcock powiedział: „film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć”. Ta złota zasada sprawdza się także w powieści, a autorka „Blasku” wzięła ją sobie głęboko do serca. Empireum i Nowy Horyzont, to promy kosmiczne, które od kilkudziesięciu lat przemierzają wszechświat zmierzając ku Nowej Ziemi – planety, która w wyniku kolonizacji ma zastąpić ludzkości coraz bardziej wyniszczoną przez klimat Ziemię. Startujący wcześniej Nowy Horyzont powinien znajdować się dalej, jednak ten, z nieznanych przyczyn zwolnił tak, że po kilku latach dostrzegli go mieszkańcy Empireum. Waverly i Kieran urodzili się i wychowali na promie i tak jak większość pasażerów Empireum, z nieufnością i strachem patrzyli na zbliżający się Nowy Horyzont, nie spodziewali się jednak ataku.

Akcja pędzi od samego początku. Nie chcę zdradzić zbyt wiele, dlatego powiem tylko, że w rezultacie opisanych wydarzeń będziemy świadkami wydarzeń na obydwu statkach, a narracja koncentrować się będzie wokół dwóch grup bohaterów (ocalałych pozostawionych na Empireum oraz na przetrzymywanych na Nowym Horyzoncie jeńcach). Warto jednak zaznaczyć, że nie ma tu tego, czego strasznie nie lubię, czyli nieustannego skakania z miejsca na miejsce uniemożliwiającego przetrawienie przeczytanego tekstu, nie mówiąc już o jakimkolwiek emocjonalnym zaangażowaniu. O nie! W trakcie całej powieści nasz punkt widzenia zmieni się tylko czterokrotnie, dzięki czemu możemy spokojnie rozsiąść się w fotelu, wczuć w atmosferę i nie bać się, że za chwilę ktoś potraktuje nas jak worek kartofli i biednych, niespodziewających się niczego wrzuci do innego miejsca akcji fundując przy tym całkiem odmienny sposób narracji.

Najbardziej podobało mi się w tej powieści to, czego spodziewałam się najmniej. Otóż nie oczekiwałam, że w książce młodzieżowej (czyli takiej, po której zawsze spodziewam się mniej i której zawsze pozostawiam pewien luz przy ocenie opisywanych tematów) tak dojrzałego, a przy tym ciekawego podejścia do wielu ważnych zagadnień. O co chodzi? Już mówię! „Blask” to nie tylko zgrabnie zarysowana opowieść o statkach i międzyplanetarnych podróżach. Wszystko to jest jedynie pretekstem. Autorka zabiera głos (nie przysądzając przy tym jednoznacznie co jest dobre, a co złe) na temat wielu kwestii moralnych i światopoglądowych. Bardzo wyraźnie na przykład, analizuje zagadnienie integralności cielesnej i wolności seksualnej. Zastanawia się nad istotą macierzyństwa, pyta o granice wolności wyboru i decydowania o swoim ciele; kiedy wolno nam decydować o sobie, a kiedy zobowiązani jesteśmy działać „dla dobra wyższych idei”. Jest też sporo rozważań o istocie religijności; gdzie kończy się wiara, a zaczyna fanatyzm, o dążeniu do władzy, o powtarzalności historii. Nie, tego typu rzeczy nie spodziewałam się znaleźć w młodzieżowej książce o statkach kosmicznych. To naprawdę trudne i niejednoznaczne moralnie tematy, a fakt, że nie otrzymujemy żadnych konkretnych odpowiedzi, spowodował w moim umyśle intelektualne spustoszenie. Wszystko to sprawiło, że czułam się trochę tak, jakbym czytała naprawdę mocno przemyślany traktat filozoficzny. Mimo to treść nadal pozostaje „lekka” i nienużąca.

No właśnie, nie zapomnijmy, że „Blask” to przede wszystkim fascynująca, zapierająca dech w piersiach i trzymająca w napięciu powieść science fiction. Fabuła jest świetnie skonstruowana. Jak już wspomniałam, nie ma tu wyraźnego podziału na dobro i zło, wszystko jest niejednoznaczne moralnie, dlatego do samego końca nie wiadomo komu ufać. Autorka tak umiejętnie buduje swoją narracją, że nie sposób jest domyślić się czegokolwiek. Czeka nas naprawdę wiele momentów, w których przeczytanie kolejnej strony będzie kwestią życia lub śmierci.

Podobało mi się miejsce akcji. Zazwyczaj nie przepadam za literaturą science fiction, tutaj jednak ta atmosfera izolacji oraz fakt, że bohaterowie nie mogą po prostu odwrócić się na pięcie i o sobie zapomnieć bardzo pasował, a tym samym wzmacniał fatalizm sytuacji.  

Postacie to kolejny duży plus. Wszyscy są tacy... naturalni. Nie ma żadnych „bohaterów” ani „cudotwórców”, ich reakcje są prawdziwe. Zachowywali się tak, jakbym to ja zachowała się w podobnej sytuacji, dzięki czemu byli mi tacy bliscy. Sytuacja na Empireum przypominała mi nieco fabułę „Gone”; cała ta atmosfera odosobnienia i obowiązek zdania się na własne możliwości oraz fakt, że to historia o dzieciach, które nagle zostały postawione same sobie; muszą ustalić swój system społeczny, obowiązki i przywileje.

Przyznam szczerze, że „Blask” przeżywałam niezwykle emocjonalnie. Amy Kathleen Ryan naprawdę potrafi pisać w sposób przekonujący i trafiający w samo serce. Ja chłonęłam każde jej słowo, a każde kolejne zdanie wypalało we mnie coraz większą dziurę tak, że po skończeniu lektury (a myślę, że stan ten utrzyma się jeszcze długo) ciężko jest mi się pozbierać. Pamiętacie „Kosogłosa” i to, co czuliście po odłożeniu książki? To bardzo podobny rodzaj emocji.

Ciekawe wydają się także rozwiązania techniczne opisane przez autorkę. Jestem w tych kwestiach kompletnym laikiem, ale nawet wykazując się całkowitą niewiedzą można w niektórych książkach zauważyć rażące wręcz nieścisłości i głupoty. To co znalazłam w Blasku, wydało mi się interesujące, logiczne, a nawet prawdopodobne. Widać, że autorka nie tylko przemyślała treść, ale też włożyła w swoją książkę bardzo dużo pracy. Amy Kathleen Ryan naprawdę ma coś ważnego do przekazania.

Czytanie „Blasku” było prawdziwą przyjemnością i jednocześnie wartościowym doznaniem. To nie tyle książka dobra, co wybitna i myślę, że nie będzie przesadą, jeśli dodam, że włączam ją w zacny poczet najlepszych książek mojego życia. Zaskakuje dojrzałością przemyśleń, trzymając przy tym w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Bardzo serdecznie polecam!

7/6 !!!

7 komentarzy :

  1. Prawdziwą przyjemnością było czytanie tej recenzji! I co ja mogę teraz zrobić? Jedynie kupić tą książkę czym prędzej i ją przeczytać.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ochotę na książkę science - fiction z dobrze prowadzoną akcją. Możliwe, że sięgnę właśnie po "Blask" :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Po takiej recenzji na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No i coś ty narobiła? Teraz siedzę wkurzona, że nie miałam jeszcze okazji by przeczytać tę książkę. Czekam właśnie na przesyłką z nią, więc na pewno sięgnę po nią, kiedy już tylko będę ją miała.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest na liście obowiązkowych do przeczytania! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. niedawno skończyłam czytać i mam podobne wrażania :) Bohaterowie ciekawi i naturalni, a to uczucie odosobnienia też widać, świetna ksiązka co tu dużo mówić :D I świetna recenzja, wielki powrót od razu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj wśród żywych!
    Książka wspaniała i masz racje, że czyta się ją z prawdziwą przyjemnością.
    A co do opisów z okładki to niemal każda pozycja Jaguara ma z tyłu "streszczenie" lektury...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...