środa, 20 lutego 2013

"Insygnia. Wojny światów" S. J. Kincaid

Wydawnictwo: Egmont
Stron: 432

Opis wydawcy:
Tom Raines chciałby być kimś wyjątkowym. Niestety jego życie jest wyjątkowo… nudne – to nieustająca wędrówka od kasyna do kasyna z ojcem, pechowym hazardzistą. Tom zarabia na nich obu, wyzywając innych na pojedynki w grach komputerowych. Pewnego dnia wszystko się zmienia. Ktoś dostrzega jego osiągnięcia w świecie wirtualnych potyczek. Tom dostaje propozycję – może zostać kadetem w Wieży Pentagonu, elitarnej akademii wojskowej. Jeśli przetrwa, stanie się członkiem Sił Układu Słonecznego i poprowadzi swój kraj do zwycięstwa w III wojnie pozaziemskiej. Wreszcie będzie kimś ważnym, nadludzką maszyną bojową obdarzoną możliwościami, o jakich marzy każdy wirtualny wojownik. Życie w Wieży daje Tomowi wszystko, czego zawsze pragnął – przyjaciół, zainteresowanie dziewczyn, szacunek rywali. Ale czy jest gotów zapłacić za to najwyższą cenę? Insygnia to wciągająca przygoda w futurystycznym świecie. Ale też opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, zmuszająca do myślenia wizja rozwoju ludzkości i technologii.


„Insygnia” kupiłam w zasadzie bez namysłu. Nie czytałam recenzji (bo też żadnych nie było), nikt mi nie polecał. Zajrzałam na Goodreads, a tam 4,17! I jak tu nie czytać? Spodziewałam się czegoś bardzo konkretnego; miało być science fiction, miała być nadludzka maszyna bojowa i – przede wszystkim! – miała być wojna pozaziemska. No bo „Wojny światów” i jeszcze ta ognista kula na okładce. Okazało się, że „Insygnia” to coś zupełnie innego.

Czternastoletni Tom nie ma domu. Wraz ze swym ojcem – pijakiem i hazardzistą, podróżuje od kasyna, do kasyna. Nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół, ale umie coś innego – jest niepokonanym mistrzem gier komputerowych. I właśnie ta umiejętność zostaje zauważona przez generała Marsh’a, który przyjmuje Toma do elitarnego grona kadetów szkolących się do walki w wojnie pozaziemskiej. Tom trafia do szkoły i... w zasadzie na tym momencie akcja się kończy. Zaczyna się nie trzymająca w napięciu powieść science fiction, ale wesoła, pozytywnie nastrajająca, ciekawa i niesamowicie śmieszna (do rozpuku!) historia o szkole (przede wszystkim), przyjaźni, dorastaniu (i rozterkach dojrzewania), a nawet miłości, z delikatnie poruszonym wątkiem kosmicznym w tle. Na początku byłam rozczarowana i w zasadzie nieustannie czekałam aż coś się zacznie dziać (no gdzie te statki kosmiczne, gdzie wojna?). Ale nic się nie działo, brakowało punktu kulminacyjnego. W połowie nawet coś drgnęło, ale skończyło się jeszcze szybciej niż zaczęło. I znów zrobiło się wesoło, sielsko, czarodziejsko. Wkrótce jednak, to wszystko nie miało ŻADNEGO znaczenia, bo książka okazała się cudowna. Przede wszystkim z mojej twarzy nie schodził ogromny, szczery uśmiech, to właśnie ten typ powieści, przy której nie sposób się nie chichrać.

Do głowy przychodzi mi porównanie, którego użyć muszę, a którego się boję, gdyż wiem, że to porównanie zobowiązuje. Do rzeczy! Konstrukcja szkoły i niektórych postaci jest jakby żywcem wyjęta z Harry’ego Pottera. Jest Pentagon (Hogwart) podzielony na oddziały, w których mieszkają kadeci. Jest na przykład Oddział Aleksandra (Gryffindor), Oddział Hannibala (Ravenclaw) i Oddział Dżyngis-chana (wykapani Ślizgoni). Jest wreszcie Tom (Harry), Vik (Ron), Wyatt (Hermiona), Karl (Malfoy) i porucznik Ryzerman (Snape). Są też gry wojenne do złudzenia przypominające drobne zaklęcia i żarty braci Weasley. Nie chcę zostać źle zrozumiana – w żadnym wypadku nie zarzucam książce braku oryginalności, nie, nie, nie! Staram się tylko opisać panującą w powieści atmosferę – bardzo miłą i przyjemną, przypominającą nieco pierwsze tomy Harry’ego – jeszcze beztroskie i niezbyt groźne, gdzie akcja toczy się głównie w dormitorium, stołówce i salach lekcyjnych. Podobny jest też styl – lekki i zachęcający do dalszej lektury.

Niezbyt oryginalne są za to rozwiązania techniczne. Jesteśmy w przyszłości (ciężko jednoznacznie stwierdzić jak bardzo odległej). Światem rządzą korporacje, które kontrolują zasoby wody i pożywienia na Ziemi (element dystopijny). Techniki wojenne osiągnęły tak wysoki poziom, że zdołano zamordować miliony ludzi w ciągu kilku godzin. Dlatego właśnie postanowiono, że odtąd, aby nie zniszczyć środowiska naturalnego, działania wojenne toczą się w kosmosie, a wojujące maszyny sterowane są przez z znajdujących się na Ziemi nastolatków. Dlaczego nastolatków? No właśnie, to jest najciekawsze. Nikt bowiem nie kieruje maszynami przy pomocy joysticków, ale.. własnym umysłem. Młodzi ludzie (tylko ich mózgi są na tyle elastyczne, że są w stanie się przystosować), mają wszczepione procesory neuronowe, dzięki którym nie tylko potrafią szybciej reagować i się uczyć, ale przede wszystkim potrafią łączyć się z maszynami i bez problemu nimi kierować. Trochę to podobne do „Matrixa” – dzieciaki mają w karkach otwory, a nauka polega na załadowaniu danych. Wszystko to mogłoby się wydawać szokujące, a nawet okrutne i sprawić niesłuszne wrażenie kolejnej dystopi. Nic z tych rzeczy. Komputer w mózgu bywa przedmiotem kilku refleksji, ale – tak jak wszystko w tej książce – to przede wszystkim świetna zabawa. Cała ta technika słabo jest raczej dopracowana, wiele kwestii pozostało niewyjaśnionych, ale lekka i zabawna konwencja wybacza te niedociągnięcia.

Akcja w powieści jest ciekawa i jak już się zacznie czytać, to strony mijają szybko. Wszystko dzieje się w szkole na Ziemi (w żadnym wypadku nie w kosmosie). Przyznać jednak trzeba, że czasami brakuje odrobiny emocji. Rzadkie opisy zmagań wojennych nie są zbyt emocjonujące, ponieważ wiemy, że to wszystko na niby, a bohater, który przecież leży sobie z podłączonym kablem jest całkowicie bezpieczny.

Wiem już dlaczego książka zbiera tak dobre oceny. Nie dlatego, że jest jakoś wybitnie wyjątkowa. Po prostu nie sposób jej nie lubić. To powieść niesamowicie miła i sympatyczna. Delikatnie przygodowa, a przy tym nie poruszająca zbyt wielu ciężkich tematów. Mogłabym ją polecić już młodym czytelnikom (według mnie 12+), ale również starsi będą się bawić znakomicie (pisząca te słowa – 24-letnia, stateczna matrona była zachwycona). Gdyby książka miała tytuł „Kosmiczna szkoła” (albo coś równie absurdalnego) i w opisie nie wprowadzałaby czytelnika w błąd, dałabym 6 (bo w swoim gatunku jest znakomita!), ale ponieważ oczekiwałam wojny i przez pierwszą połowę myślałam, że pomyliłam książki – daję 5, takie bardzo mocne. Polecam!  


EDYTOWANE 12.03.2013

Wczoraj, podczas kąpieli nagle uzmysłowiłam sobie, że napisałam tu kompletną bzdurę. Owszem, możemy ustalić czas akcji powieści z dosyć dużą dokładnością. Przypomniało mi się, że w którymś momencie jeden z bohaterów opowiada jak to w czasach jego młodości istnieli prawdziwi żołnierze, którzy na wojnie używali prawdziwej broni palnej. Znajdujemy się w więc w niedalekiej przyszłości, minęło kilkadziesiąt lat. To tak, jakby ktoś był ciekawy. :) 

17 komentarzy :

  1. Czekałam na tą recenzję i skoro tak Ci się ta książka spodobała, to chętnie do niej zajrzę i sama się przekonam. Podoba mi się to porównanie do HP, bardziej mnie zachęca (i teraz nabrałam ochoty na powtórkę całej serii, eh...). A teraz tak:

    1. Jak Ci się podoba "Gwiazd naszych wina"? Zdradzisz coś? Jestem strasznie ciekawa, jaką recenzję napiszesz (jeżeli napiszesz), bo czasami mam tak, że zależy mi, żeby wszyscy pokochali daną książkę, jeżeli jest to moja ulubiona (głupie, wiem). :D

    2. Na forum pisałaś, że czytałaś Retrum (dawno temu, no ale...) - dałabyś radę napisać recenzję? Bo widziałam na LC, że dałaś tej książce dużo gwiazdek i próbuję zrozumieć, co Ci się w niej spodobało (a żadnej porządnej recenzji nie znalazłam). :D

    Sorry, że Cię tak zamęczam tymi recenzjami, ale sama rozumiesz... Twoje recenzje są jednymi z moich ulubionych, deal with it. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty! Takie miłe słowa to nie zamęczanie. :D
      1. Zaczęłam, czyli położyłam koło łóżka. ;) W piątek mam egzamin, czyli tak naprawdę przeczytam dopiero w weekend, o ile... :D A recenzję oczywiście napiszę, ale na razie nawet nie wiem, czy mi się podoba. :D
      2. Właśnie jak zaczęłaś czytać, to mi się przypomniało, że mam do napisania recenzję Retrum. :D Napiszę, napiszę, bo chyba mam nawet gdzieś notatki. Chyba... Bo jak ich nie znajdę, to będzie źle. Ale to też po weekendzie. :D Już nawet nie pamiętam, czemu mi się tak podobało, ale pamiętam, że faktycznie, było fajne.

      Usuń
    2. No to w takim razie czekam (nie)cierpliwie na recenzje. :D

      Usuń
  2. Widzę, ze mamy podobne odczucia co do książki - ja również spodziewałam się walk (skoro wojna pozaziemska), a tu lipa. Tylko ja jakoś nie porównywałam tego do HP, może dlatego ze przeczytałam dopiero dwa tomy i jakoś nie jestem blisko z tą serią :D W każdym bądź razie, Wojny światów też polecam. :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam się po nią zgłaszać, ale nie miałam czasu, więc sobie darowałam. Okładka faktycznie myląca, ale skoro mówisz, że taka sympatyczna, to będę o niej pamiętała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przepadam za sf. Dodatkowo opis i recenzja jakoś nie zachęciły mnie do przeczytania tej książki. Raczej sobie odpiszczę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama jakoś nie mogę się przekonać do tej książki, ale mój nastoletni bratanek będzie nią zapewne zachwycony, bo on szalenie lubi takie klimaty fantastyczno- przygodowe. W każdym razie jemu polecę "Insygnię. Wojny światów"

    OdpowiedzUsuń
  6. To się cieszę, że mam ją na półce.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zainteresowałam się tą książką zaraz po premierze i muszę przyznać, że też spodziewałam się jakiejś kosmicznej wojny :D Ta okładka wręcz mówi sama za siebie... No ale teraz, kiedy już wiem, jaka jest prawda, może nawet bardziej chcę ją przeczytać. Moje "must have" na po maturze ;) Swoją drogą miło znowu widzieć, że jesteś na blogu, świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawa pozycja, sama nie wiem czy akurat teraz po nia siegne, ale w przyszłosci mozliwe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba warto się przekonać, co jest w niej takiego, że wszystkim się podoba. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja jednak na razie jej podziękuję, może kiedyś s ie skuszę!

    OdpowiedzUsuń
  11. Recenzja brzmi zachęcająco, jednak mimo to, podziękuję. Nie moje klimaty :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Przyjemnie było przeczytać Twoją recenzję, ale za książkę podziękuję. Z niecierpliwością czekam ba recenzje "Gwiazd naszych wina"

    OdpowiedzUsuń
  13. Egmont ma świetne książki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czeka na mnie na półce i mam nadzieję, że będę miała podobne odczucia ^^

    OdpowiedzUsuń
  15. Cieszę się, że książka Ci się spodobała. Niedługo powinnam ją otrzymać dzięki wymiance z inną blogerką :) Zatem będę mieć okazję przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...