niedziela, 7 kwietnia 2013

"Nie wierz, jeśli nie masz dobrego powodu, by wierzyć!" czyli „Boga przecież nie ma” Patrik Lindenfors

Wydawnictwo Czarna Owca
Ilustracje: Vanja Schelin
Stron: 91
Wiek: 5+



Dziś o książce ważnej, w moim osobistym kanonie dziecięcych lektur obowiązkowych – chyba najważniejszej. A przy okazji wyjątkowej, bo w zasadzie jedynej na polskim rynku traktującej o ateizmie.

Ważnej na pewno nie dla wszystkich. Myślę, że więcej się znajdzie przeciwników, niż zwolenników tej niezwykłej lektury. Bardzo wątpię, czy katolicka rodzina po powrocie z kościoła będzie dyskutowała z dziećmi o zawartych w niej tezach (choć wyobrażam sobie idealną sytuację, w której wierzący rodzice dają swemu potomkowi wybór co do tego, w co chce wierzyć i czy w ogóle chce wierzyć). Książka Lindenforsa kierowana jest do rodziców, którzy świadomie zdecydowali się na wychowanie dziecka w duchu świeckości. Mam nadzieję, że jest ich w Polsce coraz więcej.

Książka dzieli się na kilka mniejszych części. W jednej z nich autor opisuje trzy największe religie świata: chrześcijaństwo, islam i hinduizm. Opisy nie są szczegółowe, w zasadzie rodzą więcej pytań niż odpowiedzi, zabrakło mi tu też czwartej z wielkich religii – judaizmu. Ale jak stwierdza sam autor: Na świecie jest wiele religii. Za dużo, by opisać je w książce o niewierze w bogów. Część ta daje młodemu czytelnikowi pojęcie o tym, że jego parafialny kościół nie jest jedyną i wszechwiedzącą instytucją, decydującą o sprawach duchowych na świecie.


Wielu ludzi wierzy w bogów, ale to, że wielu ludzi w coś wierzy, nie oznacza jeszcze, że to prawda.


Kolejna (najobszerniejsza) część nosi tytuł „Dlaczego wierzy się w bogów”. Ta zdecydowanie najciekawsza część cechuje się niezwykłą przenikliwością. Opisuje kilkanaście najbardziej znanych i powszechnie powtarzanych odpowiedzi na pytanie dlaczego ludzie wierzą w boga, lub też czym jest bóg. Każdą z nich autor bezlitośnie obdziera ze złudzeń. Nie w długich tyradach i z zastosowaniem logicznych środków dowodzenia, ale zaledwie w kilka zdaniach, albo nawet w kilku słowach. Jego odpowiedzi są proste i oczywiste, trudno dla nich znaleźć jakąkolwiek ripostę. Swoją oczywistością zaskoczą nie tylko dziecko, ale i dorosłego. Czasami w dyskusjach spotykam się z argumentami tak głupimi i nielogicznymi, że aż nie wiem co na nie odpowiedzieć. Teraz już wiem. Bóg jako pocieszenie, Bóg jako wybawca, Bóg jako sens życia, Bóg jako stwórca, czy Bóg jako wytłumaczenie zjawisk przyrodniczych to tylko niektóre z nich. Pojawiają się też najbardziej znane „dowody na istnienie Boga” i teorie filozoficzne, m.in. słynny „zakład Pascala”. Wszystko opisane w prostych i zrozumiałych słowach. Lindenfors przekonuje, że trzeba mieć dobry powód, żeby wierzyć w bogów. Klasyczne, mętne wytłumaczenia nie powinny zadowolić mądrego i świadomego człowieka.


Część ludzi zapytana, dlaczego wierzy w boga, odpowiada: „Nie wiem. Daj mi spokój”.
Ale to nie jest wystarczająco dobry powód, by wierzyć w boga.


Dalej autor podaje „kilka powodów, by nie wierzyć w bogów”. Część najbardziej refleksyjna, składająca się głównie z pytań, z którą przygoda na pewno nie skończy się na jednorazowej lekturze; jej pełne zrozumienie, a w zasadzie wyrobienie sobie na każdy temat własnego zdania wymagać będzie rozmowy. I tu właśnie widzę jedną z największych zalet książki – zmusza do myślenia na tematy, na które w naszej kulturze zwykło się przymykać oko. Na pytania i przecież uzasadnione wątpliwości (zwłaszcza zadawane przez dziecko!) reaguje się z konsternacją i ignorancją, „bo to przecież grzech zadawać takie pytania”. Za zwątpienie w słowa katechetki, w przedszkolu można co najwyżej zarobić „chmurkę”.
W rezultacie rośnie kolejne sztucznie zawyżające kościelne statystyki pokolenie, ślepo podążające za tradycją przodków, tylko dlatego, że „tak trzeba”. Ludzie, których jedyną odpowiedzią na pytania światopoglądowe jest „pedały do gazu”.


Większość rodziców mówi swoim dzieciom, że duchy nie istnieją. Za to wielu wierzących rodziców mówi dzieciom, że bóg istnieje. Niektórzy nawet straszą swoje dzieci, że jeśli nie będą wierzyć w boga, o którym im opowiadają, będą się smażyć w piekle.
Czy to, że bóg istnieje, jest tak samo nieprawdopodobne jak to, że istnieją duchy? Czy straszenie własnych dzieci tym, że będą się wiecznie smażyć w piekle, nie jest czymś bardzo złym?


Lindenfors bardzo umiejętnie skłania do refleksji każąc się zastanowić na faktami tak oczywistymi, że zazwyczaj nie przychodzą nam one do głowy, a które w młodym, kilkuletnim umyśle wywołają z pewnością całą lawinę refleksji. Ważne jest też to, że nie skupia się na żadnej konkretnej religii; nie mówi na przykład, że chrześcijaństwo jest bezwzględnie złe, za to inna religia lepsza. Pisze raczej o istocie wiary; czasami skupi się na konkretnym przykładzie, ale wysnuta na jego podstawie teza jest na tyle ogólna, że można ją rozumieć uniwersalnie.



„Boga przecież nie ma” to książka z serii „Bez tabu” wydawanej przez Czarną Owcę. Seria, o której było swego czasu głośno (co ciekawe największej popularności przysporzyli jej zagorzali przeciwnicy) w całości warta jest polecenia. „Boga...” jednak trzeba polecać szczególnie, ponieważ dotyczy kwestii fundamentalnych, z których wynikają potem wszystkie inne.

Dla mnie lektura obowiązkowa i mocne 6/6.





________
Wszystkie cytaty i obrazki pochodzą z książki.



28 komentarzy :

  1. Szkoda, że tak mało rodzin daje możliwość swojemu dziecku wybrania wiary. Sama zostałam wychowana w tej wierze, ale z czasem moje poglądy zaczęły się zmieniać. Swojemu dziecku dam możliwość wyboru, w końcu to jego życie będzie, ja nie mogę narzucać swojego zdania. :)
    Sądzę, że ta książka otworzyłaby oczy wielu osobom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko podpisać się pod Twoimi słowami. :) Z tą różnicą, że moi rodzice wychowując mnie w takiej wierze są zdania, że wypełnili swój obowiązek (!!!) i że ja też powinnam kroczyć taką ścieżką, bo inaczej zniszczę to, co mi przekazali. Miałam tego nie pisać, bo to tak naprawdę moje osobiste sprawy, ale chcę dodać, że rodzice naprawdę powinni dawać dziecku wybór pod tym względem czy chce wierzyć i jeżeli tak, to w jaki sposób. Ta książka jest świetna, nie tylko dla młodszych dzieci, ale też dla rodziców - niektórzy może mogliby się czegoś z niej nauczyć, o ile nie jest już za późno.

      Usuń
    2. P.S. Na tym pierwszym zdjęciu w nałówku masz taką fajną książkę Wilde'a. Cóż to jest? ;>

      Usuń
    3. "moi rodzice wychowując mnie w takiej wierze są zdania, że wypełnili swój obowiązek (!!!) i że ja też powinnam kroczyć taką ścieżką, bo inaczej zniszczę to, co mi przekazali" - już napisałam pod postem Isadory, ale obawiam się, że ja będę taka sama. :P

      Właśnie książka trafią trochę w czarną dziurę. Bo osoby, którym lektura najbardziej by się przydała na pewno po nią nie sięgną. A od momentu, że książka stanie się na przykład lekturą dzielą nas jeszcze miliony lat świetlnych.

      Co do książek Wilde'a to tam są dwie! :D "Teleny" - to pewnie widzisz. A ta duża, o lewej, o którą Ci pewnie chodzi o zbiór po angielsku "Complete works of Oscar Wilde". :D Wszystko co napisał, w jednym tomie. ;) Kupione kiedyś w Taniej Książce za 20 zł - zakup mojego życia! ;) Mam też takiego Szekspira. :D

      Usuń
  2. Jestem protestantką i wierze. Nie jestem religijna (rzadko bywam w kościele i nie modlę się, choć zdarza mi się z Bogiem rozmawiać), ale wierzę. Nie uważam, żeby ludzie byli, aż tak ograniczeni jak piszesz, aczkolwiek na pewno znajdą się tacy fanatycy, którzy nie postrzegają, że kościół nie pełni dzisiaj takiej funkcji w życiu człowieka jak kiedyś.
    Co do zasad narzucanych przez kościół to myślę, że ich nie należy traktować jak prawo. Wg mnie należy je interpretować każdy indywidualnie. Np. kościół zakazuje życia w konkubinacie. Jeśli taka osoba żyje w nim i równocześnie nie uważa to za coś złego i przy okazji nie wyrządza nikomu krzywdy to myślę, że przez Boga nie jest to odbierane jako grzech, bo żyje się w zgodzie ze samym sobą. Taka para niech zapewni sobie połączenie majątkowe jako zabezpieczenie finansowe. Tyle.
    Myślę, że takie książki powinny mieć ton obiektywny i nie wskazywać jednej z opcji, jako właściwej. Czy ta taka jest? Nie czytałam więc się ciebie pytam.
    Poza tym bardzo podobało mi się co napisałaś o wolności wyboru. Dziękuję moim rodzicom, że taki mi dali i z pewnością ja dam go swoim dzieciom;).
    To tyle. Gorąco Cię pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taką jedną, główną tezą książki jest chyba stwierdzenie, że są ludzie, którzy wierzą w Boga, którzy wierzą w wielu bogów i tacy, którzy nie wierzą w żadnych bogów. I żadna z tych grup nie jest gorsza. Ale jednocześnie stwierdza, że wierzyć z powodu "bo tak", jest bez sensu. W sumie autor nie podaje żadnego sensownego powodu dla którego warto wierzyć w boga, ale nikogo nie ośmiesza. Choć jestem pewna (nawet czytałam takie recenzje), że zdeklarowani chrześcijanie (nie wiem jak z wyznawcami innych religii, bo z ich punktu widzenie recenzji nie czytałam :P ) poczuliby się tą książką bardzo silnie zaatakowani. Według mnie niesłusznie, ale są niestety takie grupy osób wierzących, którzy jako atak odbierają wszystko, co śmie w ogóle w jakikolwiek sposób zanegować ich religię. I właśnie dlatego dobrze, że powstała ta książka.

      Usuń
    2. Dla mnie to, że katolicy się tak łatwo bukwersują się jakimkolwiek czynem, który może choć trochę naruszyć godność ich wyznania, nie świadczy o nich dobrze. Uważam że jeśli twoje poglądy można urazić tak łatwo to nie są one szczere, ani mocne. Nie lubię też jeśli ludzie uważają, że tylko ich opinia/ teoria jest prawdziwa. Uważam, że powinno się akceptować zarówno katolika, protestanta, buddystę, żyda, islamistę, ateistę itd. Każdy powinien akceptować każdego. Miestety tak nigdy nie będzie:-(

      Usuń
    3. Bardzo trafnie to ujęłaś i zgadzam się - jeżeli czyjaś wiara zostaje urażona czymś tak błahym, ba! czasami nawet zwykłym obrazkiem, to wiara ta musi być bardzo powierzchowna, opierająca się w zasadzie tylko na wizerunku. Ja na to też inaczej patrzę, ale wydaje mi się, że nawet takiej rzeczy jak np. podarcie Biblii nikt nie powinien brać dosłownie do siebie. Być może tego nie rozumiem, ale wiele rekcji wydaje mi się mocno przesadzonych.

      Usuń
    4. Oglądałam kiedyś wywiad z Nergalem, dziennikarz pytał się go dlaczego na koncertach darł Biblię. Odpowiedział coś co dosyć mocno utkwiło mi w głowie i trochę zmieniło mój pogląd na takie sprawy. Powiedział, że to przecież jego prywatna własność, on ją kupił w księgarni, zapłacił za nią z własnych pieniędzy, więc może zrobić z tym przedmiotem co chce.
      Uważam też, że do wszystkiego trzeba mieć zdrowy dystans. Do siebie, do innych, do religii, do szkoły, ogólnie do wszystkiego wokół. Tacy ludzie są według mnie szczęśliwsi, bo nie mają uprzedzeń i potrafią się ze wszystkiego śmiać, równocześnie nie starając się obrażać innych;).
      Nie chciałam w tych komentarzach jakoś obrażać twojego punktu widzenia, czy coś takiego. Po prostu lubię dyskutować z inteligętnymi ludzmi, którzy mają własną opinię. Dzięki za rozmowę i ps: może spróbuj choć trochę się otworzyć, bo przez niechęć nie zmienisz nic, a to ci może tylko nastawiać negatywnie do wielu spraw.

      Usuń
  3. Z tym dawaniem dziecku wyboru to bym nie szalała - czy pozwalamy im decydować, na jakim świetle mogą przejść przez ulicę, czy też uczymy tego, co sami uważamy za najwłaściwsze? Podobnie jest z religią :-) Ważne, żeby być otwartym i tolerancyjnym, umieć rozmawiać o różnych systemach wartości, umieć wskazać ich wady i zalety - i w tym kontekście książka może okazać się bardzo przydatna :-)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że z ulicą to zły przykład, bo niewłaściwe przejście przez jezdnię może być niebezpieczne, a wybór religii nie. Co do zasady. :P
      Ale zgadzam się z Tobą i myślę, że danie dziecku całkowitej wolności wyboru nie jest chyba możliwe, przecież mamy jakieś swoje przekonania. Ja na przykład jestem w tym względzie strasznie nietolerancyjna - z gruntu jestem "na nie" ze wszystkimi religiami i do tego taki antyklerykał, że aż piszczy. Mimo, że sytuacja jest zupełnie odwrotna niż u osoby wierzącej, to w pewnym sensie ja też nie będę dawała wyboru. Będę wręcz starała się jak mogła, żeby wychować kolejnych ateistów. Myślę, że nie zabroniłabym pójść mojemu dziecku do I komunii, ale na pewno by mnie to zabolało.

      Usuń
    2. Nie chce być niemiły, ale muszę to powiedzieć. W ten sposób zniżasz się do poziomu tak pogardzanych przez ciebie fanatyków religijnych. Jeśli rzeczywiście tak postąpisz to staniesz się hipokrytką!! Pomyśl o tym że dziecku zależy na twojej akceptacji i że jeśli to zrobi to dla swojego szczęścia bądz dobra. Aczkolwiek wychowane przez ateistów dzieci nie mają raczej takich dylematów...

      Usuń
    3. Aż do fanatyków to chyba nie, ale tak jak napisałam - jestem negatywem konserwatysty w kwestiach religijnych; tzn. stanowcza i mało tolerancyjna. Nie lubię chrześcijaństwa, ponieważ uderza ono w wiele bardzo ważnych dla mnie wartości, a tego nie mogę i nie chcę zaakceptować. Trochę nad tym ubolewam, bo wiem, że jest w tym nutka hipokryzji (chociaż dużo większą byłoby ukrywanie tej cechy i mówienie czegoś w stylu "jestem tolerancyjna, ALE" - tego nienawidzę). Z drugiej jednak strony - tak jak napisałam, nie da się tego uniknąć. Mam poglądy jakie mam, należę do pewnych organizacji i moje życie zawsze będzie wpływało na drugiego człowieka.
      Nie bardzo też rozumiem jakich dylematów nie mają dzieci ateistów?
      Dzieci ateistów to nie są przecież rozwydrzone bachory, które kradną i mordują. Ateiści też mają zasady moralne, nierzadko stabilniejsze niż niejeden katolik, bo oparte na własnym wyborze, a nie odgórnie narzuconych normach.

      P.S. Naprawdę wszystkie komentarze są mile widziane, poza spamem nigdy nic nie kasuje, ale bardzo proszę anonimowych użytkowników o podpisywanie się, będzie można łatwiej (i szczerzej) dyskutować. ;) Zwłaszcza, że to pewnie jakiś mój znajomy. :)

      Usuń
    4. Jestem anonimowy, bo nie mam konta;). Chodziło mi o to, że dzieci ateistów raczejnie nie mają "ciągot" do zostania chrześcijanami. Nie sądzę, że to ćpuny itd. Naprawdę wcale. W dodatku wreszcie zrozumiałem twój mocny antyklerykalizm. Pewnie chodzi ci o nietolerancję kościoła w stosunku do osób homoseksualnych. Jak najbardziej zgadzam się z tobą. Uważam, że to są tacy sami ludzie jak hetero. Na szczęście stare pokolenie, które nie toleruje takich zachowań powoli znika. Natomiast światem zaczynają rządzić otwarci, tolerancyjni młodzi ludzie, którzy może na razie nie są tym "głównym" pokoleniem, ale przyjdzie taki dzień, kiedy to się stanie;).

      Usuń
    5. Ale masz imię! ;)
      Nietolerancja do osób homoseksualnych to tylko wierzchołek góry lodowej, niestety.
      Z tymi młodymi i tolerancyjnymi to chyba przesadziłeś. Młodzi - tak, ale czy tolerancyjni? Może takich zaciętych bojówek nie jest dużo, ale za to całe mnóstwo ludzi w stylu "nie, no ja nic nie mam do gejów, mam nawet kilku znajomych, ALE wolałbym ich nie widzieć na ulicy".
      Ostatnio ktoś w rozmowie ze mną mówił, że oczywiście, że nie ma nic przeciwko, geje to normalni ludzie, ale "ja bym się obraziła, gdyby ktoś mnie nazwał lesbijką". A zmarli ludzie (chodziło o teorię badaczki, że Zośka i Rudy to geje) "nie mogą się bronić (sic!) przed tym zarzutem" - dla mnie właśnie to jest największą hipokryzją naszych czasów.

      Usuń
  4. Świetna recka, tak rozbudziłaś moją ciekawość, że mam ochotę w tej chwili po9gnać do Matrasa albo Empiku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na stronie wydawnictwa można kupić za 10 zł! :)

      Usuń
  5. Uważam, że to bardzo potrzebna i ważna pozycja, powinna się znaleźć w absolutnie każdym domu. Indoktrynacja to jedno, świadomy wybór - coś innego. Łatwiej narzucić komuś swoją wiarę bądź niewiarę, ale przede wszystkim należy dać dzieciakom możliwość wyboru. To nie jest nauka matematyki czy jedzenia nożem i widelcem, to coś znacznie większego i ważniejszego, bo wpływa bezpośrednio na osobowość i umiejętność logicznego myślenia, decydowania o sobie i wyciągania wniosków. Osobiście jestem ateistką ale nigdy nie zabroniłabym swoim dzieciom poszukiwać, poznawać i decydować.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja szczerze powiedziawszy dziękuję moim rodzicom za to, iż wychowali mnie w wierze Kościoła katolickiego.

    Być może Boga nie ma - możliwe, lecz nie możemy tego dogłębnie zbadać, dlatego też dla mnie dyskusja na ten temat jest w pewnym sensie jałowa. Każdy wierzy, bądź nie wierzy, decydując o tym według własnego uznania. Ważne, aby decyzja dotycząca tego była świadoma.

    Wiara to nie rozgrywki drużyn piłkarskich, a wyznawcy różnorakich religii nie są kibolami mającymi się nawzajem nienawidzić. Najważniejsza jest tolerancja, bo człowiek nietolerancyjny moim zdaniem, niezależnie od wyznania jest w pewnym sensie człekiem ułomnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie po to jest ta książka - aby decyzja była świadoma. :) Na czymś trzeba ją zbudować.

      Usuń
  7. koniecznie muszę przeczytać tę książkę !

    http://studnia-pelna-ksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaciekawiłaś mnie, chciałabym się zapoznać z tą powieścią. Sama jestem, byłam wychowywana w katolickiej rodzinie, z czego oczywiście się cieszę i to szanuję. Do tego jestem członkinią oazy, co sama wybrałam, nikt mnie nie zmuszał. Jednak nie można być zamkniętym na zdanie innych. Chętnie je poznam. Raczej nie zmieni to moich poglądów, ale może w czymś pomoże.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Widze, ze niektorzy sie bardzo rozpisywali, ja napisze tylko, ze zachecilas mnie do tej pozycji :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Temat trudny. Ale jak można zmusić kogoś do wiary? Wiara to wiara. Nie można mówić, czy wolno czy nie wolno wierzyć. Bo wierzy się albo nie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tytuł książki zapamiętam i kto wie? może kiedyś mi się przyda. I z historii wiemy, że można komuś przyłożyć miecz do szyi i zmusić do wiary, bo "Deus vult". Możliwe, że w Europie aktualnie nie odbywają się takie dantejskie sceny, ale sam fakt że niemowlaki bez świadomości religijnej stają się wspólnotą KK (i wszystkich innych religii, sekt itp bo nie mówię tylko o chrześcijaństwie) jest formą zmuszania.

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię książki z tej serii. W mądry sposób piszą o trudnych sprawach. Niestety niewielu znam rodziców, którzy chcą sięgać po takie książki - większość woli w tradycyjny sposób przemilczeć trudne tematy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Może i jestem młoda, ale od już od kilku lat zastanawiam się nad istnieniem Boga. Są przypadki gdzie jego działalność można zauważyć, a są i takie kiedy zastanawiamy się gdzież On jest ?
    Dlatego z chęcią bym przeczytała tą książkę :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Myślę, że najważniejsze to móc powiedzieć, że nasze wybory są świadome, a to czy wybieramy taką czy inną ścieżkę jest już naszą odpowiedzialnością.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...