piątek, 5 kwietnia 2013

PRZEDPREMIEROWO: "Kakrachan" Olis Nari Lang

Wydawnictwo Azyl
Stron: 592
Cykl: Atlanci, tom I

Recenzja przedpremierowa!
Data wydania: 8.04.2013

Opis wydawcy:

„Kakrachan” to zaskakujący debiut literacki autora równie tajemniczego jak opowieść, w którą wciąga.

Czytelnik wkracza w świat młodej Dalemy. Dziewczyna w 17. cyklu życia dowiaduje się o zdumiewających przedmiotach i budowlach, których istnienia nikt nie potrafi jej wyjaśnić. Z jednej strony jest otoczona ludźmi, którzy reprezentują ogromną wiedzę oraz władzę i nie boją się jej wykorzystywać, a z drugiej strony – spiskowcami, których motywów działania nie rozumie. Czy będzie chciała poznać te tajemnice? Jak mocno pożąda wiedzy, a jak bardzo marzy o władzy? W jaki sposób powinna interpretować zachowania najbliższych jej osób? Jak silne jest jej pragnienie miłości Zamira i dlaczego równocześnie się jej obawia?

Autor podsuwa wskazówki, które tylko pozornie ułatwiają rozszyfrowanie zagadek, a za chwilę tak zmienia bieg zdarzeń, że Czytelnik nie jest już pewien, czy wie więcej niż Dalema.

Kim byli Atlanci? Czy Atlantyda to mit? Czego możemy się dowiedzieć o naszych początkach? Jak wytłumaczyć zdumiewające do dziś monumenty dawnych cywilizacji? W jaki sposób rozszyfrować zagadki sprytnie poukrywane w tej niesamowicie wciągającej historii? Czy ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia? A może jest coś jeszcze? Odliczanie właśnie się zaczęło...


Książka Kakrachan była wielką niewiadomą. Tajemnicza autorka, tajemnicze okoliczności powstania, a nawet tajemnicze, debiutujące na naszym rynku wydawnictwo. Wszystko to znakomicie wkomponowało się w klimat powieści i tym bardziej zachęcało do lektury. Do tego opis wydawcy – oryginalny i wzbudzający ciekawość. Nic, tylko brać!

Nie mogę powiedzieć, że od samego początku jest dobrze, bo nie jest. Jedyne co jest to wielki (naprawdę ogromny!) chaos. Sporo się dzieje, wprowadzone zostają różne wątki i postacie – wszystko to można objąć wyobraźnią. Problem polega na tym, że to wszystko się po prostu dzieje, a my – biedni czytelnicy, nie wiem ani kiedy, ani gdzie. Jest tytuł Atlanci, z materiałów wydawnictwa dowiadujemy się, że historia losów głównych bohaterów rozgrywa się w scenerii mitycznej Atlantydy, a pierwszy tom w jednej z ich kolonii, ale to ciągle za mało! Przez pierwsze kilkadziesiąt stron tak bardzo próbowałam zrozumieć co się właściwie dzieje i co to wszystko znaczy, że czułam jedynie coraz większą irytację. Na dodatek bardzo „dänikenowskie” cytaty na początku powieści psychicznie nastawiły mnie na powieść o kosmitach. Dopiero z czasem akcja zaczyna przybierać coraz bardziej określone kształty, a my rozumiemy coraz więcej. Niemniej jednak nawet teraz, po zakończonej lekturze drażni mnie to i czuję niedosyt, bo nie wiem o czym czytałam. Atlantyda kojarzy mi się z zamierzchłą przeszłością, ale z pewnością nie jest ona czasem akcji. Może więc to po prostu alternatywna rzeczywistość? Nie wiadomo.

Mamy więc Atlantydę, a ponieważ tom jest pierwszy – jej kolonię. A w niej Dalemę w siedemnastym cyklu życia (czyli po prostu siedemnastoletnią). Dalema żyje z rodzicami, chodzi do Ilumenu (szkoły), jest zdolna i raczej nielubiana. Podoba jej się chłopak, a potem jej życiowa sytuacja zmienia się o 180 stopni. I wtedy robi się naprawdę ciekawie. Kakrachan wciąga po uszy! Akcja rozwija się dosyć szybko, ciekawie i zaskakująco (chociaż nie na tyle, żebym zbierała zęby z podłogi).

Czym jest ta książka? Na pierwszy rzut oka – ciężko stwierdzić. Trochę fantastyki, trochę science fiction i historical fiction. No właśnie – na pierwszy rzut oka. Bo gdyby zabrać tę całą Atlantydę i wszystko co z nią związane, to otrzymujemy historię jakby znajomą i niezbyt oryginalną. Jest nastoletnia dziewczyna, jest przystojny sportowiec i walka z Systemem. Zamieńmy Ilumen na amerykański high school, Tachli na football, a Atlantydę na postapokaliptyczną Amerykę, a otrzymamy mieszankę bardzo dobrze nam znanej młodzieżowej antyutopii i romansu. Dalema jest typową przedstawicielką swojej grupy; raczej sztampowa, fundująca czytelnikowi niezbyt ciekawe podchody do interesującego ją chłopaka. Zamir natomiast to zabójczo seksowny sportowiec; ktoś taki jak on nie skrzywiłby się przy lekkim bólu. Na nasze szczęście podczas lektury nie będziemy powieści z niczego obdzierać i dzięki temu nie otrzymamy kolejnych odgrzewanych kotletów, a całkiem pomysłowe miejsce akcji dla dobrze zbudowanej historii. Niemniej jednak osoby, które spodziewały się czegoś kompletnie nowatorskiego mogą się poczuć zawiedzione.

Niewiele też tu naprawdę oryginalnych elementów świata przedstawionego. Brakowało mi popisu nieskrępowanej wyobraźni. Świat Atlantydy nie różni się za bardzo od naszego. Autorka starał się wytworzyć u czytelnika poczucie nowości i niejakiej obcości (w stosunku do opisywanej rzeczywistości) wprowadzając nowe nazwy dla przedmiotów całkiem prozaicznych. Ilumen na przykład, mający sprawiać wrażenie instytucji oryginalnej, a nawet mistycznej nie jest niczym więcej niż zwykłym liceum ze złośliwymi dzieciakami. Są ławki i uczniowie, a wśród nich klasowa jąkała, przystojny sportowiec i wredna dziewczyna, która krytykuje i postawia nogę jąkale, a która – gdyby nie ta cała Atlandyda – z pewnością byłaby czirliderką. No i do tego są kamienie z odłamkami szkła na których się klęczy za karę, ale to za mało, żeby stworzyć oryginalne miejsce. Dodanie nowych elementów do rzeczywistości tak bardzo zwyczajnej i dobrze nam znanej nie tworzy niczego nowego. Można konsekwentnie nazywać konia taktem, ale nic nie zmieni faktu, że to nadal koń. O ile ciekawsze było stworzenie wymyślone od podstaw, przynależące tylko do tej nowej rzeczywistości!
Wypowiedzi bohaterów nie są stylizowane i sprawiają wrażenie współczesnych, a na dodatek młodzieżowych. Podobnie obyczaje mieszkańców Atlantydy, mentalność bohaterów i postrzeganie przez nich świata. W żadnym wypadku nie odczuwa się atmosfery mistycyzmu; antycznych i niezbadanych tajemnic. A szkoda, bo mamy tu mityczną krainę, kompletnie inny system społeczny i polityczny; tak wielkie ich uwspółcześnienie jest pójściem na łatwiznę i zmarnowaniem naprawdę dobrego pomysłu. Atlantyda zawsze budziła moją ogromną ciekawość, a w powieści obdarta została ze swej magii. Miejsce akcji mogłoby zostać nazwane jakkolwiek inaczej i wyszłoby na to samo.

Drugą wadą powieści dość mocno rzucającą się w oczy są postacie, przede wszystkim te drugoplanowe. Na przykład taki Izbor – przyjaciel Dalemy. Po skończonej lekturze nie jestem w stanie powiedzieć o nim zupełnie nic, nawet tego jaki miał kolor włosów. Izbor to tylko głos, który od czasu do czasu przemawia do protagonistki. Mogłoby się wydawać, że postać pojawiająca się tak często na kartach powieści wytworzyć powinna u czytelnika jakiekolwiek wyobrażenie o swojej osobie. Takich postaci – cieni jest całkiem sporo; one po prostu są i tworzą sztuczny tłum. I nie chodzi tu tylko o brak głębi psychologicznej, ale o brak jakiejkolwiek kreacji wizerunku. To dziwne, ale w tej książce w ogóle nie pojawiają się opisy wyglądu; innych opisów też jest jak na lekarstwo. Postaci nie mają swoich osobistych cech i przywar, zupełnie nic nie mają.

Czytałam więc książkę jako kolejną antyutopię (a może dystopię; któż to wie?) i na tym tle Kakrachan wypada bardzo dobrze. Mimo pewnych typowych dla gatunku elementów pojawia się sporo nowości. Prawie 600 stron znika zadziwiająco szybko i nadal ma się ochotę na więcej.

Daję 3+/6. Plusik za potencjał, ponieważ tego powieści nie brakuje. Liczę na to, że drugi tom wolny będzie od niedociągnięć części pierwszej i przede wszystkim – że nie trzeba będzie na niego czekać zbyt długo.
Droga Autorko! Jeżeli to czytasz, a czytasz na pewno (ja wydając swój powieściowy debiut śledziłabym każdą pojawiającą się notę krytyczną na jego temat), weź sobie do serca moje uwagi. Napraw niedociągnięcia, wzmocnij słabe punkty, a kontynuacją Atlantów zwojujesz wiele.


 ***


Ponadto serdecznie zapraszam na stronę wydawnictwa http://wydawnictwoazyl.pl/
Można na niej kupić książkę z rabatem 20% i darmową wysyłką! :)
Wkrótce ruszy też strona serii Atlanci http://www.atlanci.pl/


Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Azyl
 

13 komentarzy :

  1. Nie wiem co o niej myśleć. Pierwszy raz słyszę o książce. W dodatku z jednej strony mnie przyciąga, a z drugiej odpycha, bo boje się, iż w trakcie czytania, odłoże ja na bok i nie dokoncze .. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O, bardzo wszystko tajemnicze. O niczym nie słyszałam, szczerze mówiąc, ani o książce, ani o autorce, a tym bardziej o wydawnictwie. Nie przeczytam, bo nie czytuję debiutów literackich. A chaos i nieumiejętne wykreowanie postaci tylko by mnie zirytowało.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czeka na mnie na półce i jeszcze trochę poczeka. Niemniej Twoja recenzja tak trochę mnie uspokoiła, bo nie chciałabym się nastawiać na wielkiego gniota. Jedyne co przeszkadza mi w tej książce jest jej wielkość.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mam mieszane uczucia. Musiałbym chyba na własnej skórze przekonać się w jaki sposób książka jest napisana. Okładka paskudna, ale to nieistotne ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na stronie wydawnictwa można przeczytać fragment! :D

      Usuń
  5. Dość dobra ocena, ale a tyle wad wymieniłaś w recenzji, chyba że to właśnie na nich bardziej pisząc się skupiłaś. :) Miałam chęć przeczytać, ale teraz mam mieszane uczucia. :) Może poczekam, może pojawi się w bibliotece ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo ja zawsze się na wadach skupiam i potem tak jakoś wychodzi, że żadnych zalet. Muszę nad tym popracować. ;)
      Poza tym naprawdę liczę na to, że to co napisałam zostanie poprawione w kolejnym tomie - wtedy będzie super!

      Usuń
  6. No cóż, to druga recenzja tej książki, jaką czytam - i nie wiem nadal, co o niej myśleć. Pierwsza była entuzjastyczna, Twoja już mniej... póki co sobie odpuszczę, jakoś specjalnie mnie do tej książki nie ciągnie:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta okładka jest okropna. Ale nie czuję nic, co by mnie do tej książki przyciągało - od okładki zaczynając, kończąc na wszystkim innym, co też może mi przyjść do głowy. Lubię książki z potencjałem, ale nie lubię, gdy jest on niewykorzystany.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdybym miała sięgnąć po tę książkę musiałabym się jeszcze głęboko nad nią zastanowić.

    OdpowiedzUsuń
  9. Strasznie nie podoba mi się okładka! Za to treść intryguje, może kiedyś się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jest już do mnie w drodze :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurczę, bardzo intrygująca lektura, ale nie jestem pewna, czy dla mnie...

    O, studiowałaś kulturoznawstwo! :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...