sobota, 18 października 2014

Gadamer miał rację. „Katarzynka” Patricka Modiano

Wydawnictwo Czuły Barbarzyńca (książka)
Ilustracje: Jeana-Jacques Sempé (no nie mam książki, tak żałuję!)
Stron: 96
Wydawnictwo Audio Liber (audiobook)
Czyta: Katarzyna Herman
Czas trwania: 59h 50m
Wiek: 9+ (według oznaczenia francuskiego; według mnie to raczej książka dla dorosłych)

Opis wydawcy:
Marzycielska Katarzynka mieszka z tatą w Paryżu, chodzi na lekcje tańca, nosi okulary. Jej świat pełen jest ciepła i ojcowskiej miłości, ale też wiele w nim tajemnic i niedopowiedzeń, zagadkowych osób i niepokojących wydarzeń.
Historię Katarzynki napisał Patrick Modiano (ur. 1945), wybitny francuski prozaik, laureat m.in. Nagrody Akademii Francuskiej oraz Nagrody Goncourtów (za znaną w Polsce powieść Ulica ciemnych sklepików). Wdzięk kameralnej opowieści podkreślają ilustracje Jeana-Jacques'a Sempé (ur. 1932), współtwórcy m.in. postaci Mikołajka z książek René Goscinnego.

„Kuj żelazo póki gorące” – mawiają i to właśnie robię. W zeszłym tygodniu Akademia Szwedzka ogłosiła nazwisko tegorocznego noblisty i hop!, pierwsza książka Modiano przeczytana. Ponieważ moje ulubione księgarnie internetowe w zakresie wyszukiwania hasła „Modiano” współpracować nie chciały i z uporem maniaka pokazywały mi, że wyników podobnych nie mają, a biblioteka w moim przypadku całkowicie odpada, po pomoc zwrócić się musiałam do starego, dobrego Gryzonia, który od wielu lat jest moim cichym dostawcą kultury wyższej i niższej. Gryzoń zaproponował „Katarzynkę”.

Z noblistami jest ten problem, że ich książki często okazują się być totalną beznadzieją. Sprawa jest przykra, no bo co zrobić, gdy książka, która miała być wybitna, okazuje się nienadającym się nawet do czytania na kiblu bełkotliwym stekiem bzdur? A zdarza się, oj zdarza. Co roku więc zabieram się za książki zwycięzcy z popłochem i niepewnością. Czasami doznaję rozczarowań, prawie nigdy nie odczuwam zachwytu. Najczęściej kończę lekturę z wyśrodkowaną poker face i zastanawiam się, czy to znowu ja nie doceniłam Wybitności, czy też może to, co właśnie przeczytałam było kolejną, mocno przeciętną powieścią.

Wstyd się przyznać, ale ja – osoba, jakby nie patrzeć – wykształcona, oczytana i w ogóle „ą”, „ę”, na dodatek prawie po filologii romańskiej (tu żałość największa), o Modiano nigdy nie słyszałam. Kiedy więc dowiedziałam się, że to właśnie jego nagrodzono Noblem, w bardzo krótkim czasie przeczytałam wiele informacji na temat autora. Biografia, opisy wydawców, komunikat, że Modiano pisze o wojnie i że Nobla dostał „za sztukę pamięci i dzieła, w których uchwycił najbardziej niepojęte ludzkie losy i odkrywał świat czasu okupacji". Wszystko to kompletnie pomieszałam i w zasadzie tylko ta wojna jakoś zapisała mi się w pamięci. Zabierając się więc za „Katarzynkę” przekonana byłam, że to książka mówiąca o czasach wojny, dziewczęce wspomnienia narratorki z tego właśnie okresu. Tak też ją czytałam. Przypadkiem złożyło się, że fabuła opowiadania i w ogóle styl Modiano (świetnie, swoją drogą, oddający nieciągłość i zawodność wspomnień) są bardzo tajemnicze i pełne niedopowiedzeń. Czytelnik więc snuje własne domysły, usilnie zastanawia się „co autor miał na myśli” i ze strzępków różnych informacji próbuje zrekonstruować opisane wydarzenia.

Niesamowita jest siła naszych wcześniejszych oczekiwań. Moje przeświadczenie o tym, że czytam historię wojenną było tak wielkie, że każde niedopowiedzenie uzupełniałam wyobrażonymi przeze mnie realiami czasów wojennych. I tak zmiana „skomplikowanego” nazwiska była pierwszą oczywistą sprawą – to Żydzi; zmieniają nazwisko, żeby ukryć swoje pochodzenie. Dalej też poszło gładko; matka Katarzyny uciekła do Stanów, bo groziły jej polityczne represje. No i tajemnicza firma transportowa ojca – przewóz emigrantów albo broń; oczywista oczywistość! Każdy nowy rozdział rozpoczynałam z niepokojem; czekałam na działania zbrojne, na bezpośrednie niebezpieczeństwo, na ból, cierpienie i zdradę.

Możecie wyobrazić sobie jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy kilka dni temu, z gotową już recenzją weszłam na bloga, żeby ją opublikować. Jeszcze tylko okładka, jeszcze podlinkuję wydawnictwo. A! I opis! Opis... Czytam i zamieram. Ani słowa o wojnie. Ale jak to...? Poszukałam w Internecie innych recenzji. Ani słowa o wojnie! ALE JAK TO?! Pozbieranie się po tym druzgocącym odkryciu zajęło mi kilka dni.

Na własnej skórze przekonałam się, że sens nie jest wpisany w tekst. To moja interpretacja tworzy znaczenie działa, a na nią wpływ mają moje wcześniejsze sądy i założenia, wyobrażenia i oczekiwania. Gadamer miał rację. Czy moja interpretacja jest w jakikolwiek sposób gorsza? A może błędna? Nie. Śmiem nawet twierdzić, że moja interpretacja nadała książce Modiano głębi.

No właśnie... Co z książką?
Cóż... „Katarzynka” jest ładna, miła i przyjemna. To zaleta, bo współcześnie za wybitne uważa się zazwyczaj książki, które epatują wulgarnością i brzydotą. Z drugiej jednak strony czytałam już sporo miłych książek. Wiele z nich było o niebo lepszych niż opowiadanie Modiano, a ich autorzy Nobli nie mają. Wiem, że kolejny raz zrobiłam sobie pod górkę, ale fakt, że brakuje tu odniesień wojennych (choć pewności wciąż nie mam; no bo jak to?) sprawił, że książka wydała mi się znacznie płytsza, znacznie mniej wartościowa niż wcześniej. Pozostaje ładna, optymistyczna, wspomnieniowa historyjka o przyjaźni ojca i córki. Pełna niedopowiedzeń i marzycielskich spostrzeżeń, przepięknie napisana.
Chyba właśnie dlatego Modiano dostaje ode mnie drugą szansę. No i jeszcze dlatego, że następnym razem może uda się trafić na „odkrywanie świata czasu okupacji”. Kolejne okazje na pewno będą, bo nobliści są dla wydawców zawsze cennym łupem. A jak się uda znaleźć, to porwę się na oryginał i choć trochę zrehabilituję jako romanistka.

"Rozumiemy tylko to, co już wiemy,
możemy wyczytać tylko to, cośmy w tekst włożyli."
Gadamer

6 komentarzy :

  1. Nie lubię czytać tak krótkich książek, które raczej nazwałabym dłuższymi opowiadaniami, choć czasem mi się to zdarza. Ale wtedy fabuła musi być naprawdę rewelacyjna, żeby krótka książka mnie zaciekawiła. Tej raczej nie przeczytam :)

    pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Przypadkiem trafiłem na Twojego bloga szukając właśnie czegoś o Modiano, bo tak jak Ty, ja też lubię się załamać stanem literatury i ponarzekać na noblistów. Bardzo podoba mi się Twój tekst, jest zupełnie inny niż większość tych, które czytam na blogach. Widzę, że często recenzujesz książki młodzieżowe, które mnie osobiście nie interesują, będę jednak wchodził i czekał na inne tak znakomite eseje i ciekawe uwagi.
    Pozdrawiam,
    Paweł

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo spodobała mi się Twoja recenzja, piszesz tak, że chcę się czytać. :) Ja jakoś nigdy za noblistami się nie rozglądałam, chyba że byłam zmuszana do lektury polskich klasyków, nie ukrywajmy niekiedy wciąż jestem. Ale czasem czytać recenzje książek/opowiadań/wierszy trudno się dopatrzeć czegoś, co wyróżnia książkę na tle innych... Ale nagroda i światowa sława są. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja często nie daje rady przebrnąć przez 'nobelskie' książki :) cóż, to chyba mój podły gust nie pozwala mi się poznać na prawdziwym talencie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałabym mieć książkę chociażby ze względu na ilustracje, które uwielbiam w ,,Mikołajku" :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...