niedziela, 5 października 2014

"Moje szczęśliwe życie" Rose Lagercrantz

Wydawnictwo Zakamarki
Ilustracje: Eva Eriksson
Stron: 140
Okładka: twarda
Wiek: 6+

Opis wydawcy:
Dunia nie może zasnąć. Tata każe jej liczyć owce, ale Dunia woli policzyć wszystkie te razy, kiedy była szczęśliwa. A do liczenia ma dużo, bo od kiedy poszła do pierwszej klasy, wydarzyło się tyle dobrych rzeczy. Przede wszystkim poznała swoją przyjaciółkę Fridę! Ale choć Dunia jest chyba najszczęśliwszą osobą na świecie, to przecież i ona bywa czasem smutna. Jak wtedy, kiedy…
Pogodna opowieść o szkole i przyjaźni z perspektywy pierwszoklasistki - w sam raz dla początkujących czytelników nie tylko ze względu na treść, ale i formę. Czytanie ułatwiają prosty język, duża czcionka, przejrzysty układ strony i świetne rysunki Evy Eriksson.


Wyznacznikiem dobrej literatury dla dzieci jest dla mnie jej podejście do młodego czytelnika. Bo kiedy dziecko traktowane jest jak... dziecko, a cenną treść przysłaniają infantylizmy od których aż chce się rwać włosy z głowy, to znaczy, że coś poszło nie tak. Rose Lagercrantz nie pisze dla dzieci – swe słowa kieruje do mądrych i wrażliwych czytelników, którzy intuicyjnie rozumieją czym jest dobra literatura.

„Moje szczęśliwe życie” to opowieść o Duni, która pewnej bezsennej nocy liczy chwile, kiedy była szczęśliwa. To opis codziennych zmagań pierwszoklasistki, która z wielkim przejęciem przeżywa swoje pierwsze dni w szkole, przyjaźń z koleżanką z klasy – Fridą, wspólne zabawy, sekrety oraz rozstanie, które doprowadza obie dziewczynki do nastrojów nieco bardziej markotnych.

Tak naprawdę „Moje szczęśliwe życie” to typowy przykład książki o niczym. Tak, jest tu mowa o szkole, o przyjaźni, o rozczarowaniu, ale nie doczekamy się porywających przygód, zagadki do rozwiązania, czy chociażby punktu kulminacyjnego, czyli tego wszystkiego, co – jak mogłoby się wydawać – dzieci lubią najbardziej. Okazuje się jednak, że dzieciaki to czytelnicy o dużo bardziej wyrafinowanych gustach, a ich poczucie estetyki bez trudu pozwala docenić literackie wartości. To właśnie w prostocie tkwi największa siła tej niepozornej książki. W sposób prosty i obrazowy mówi o dziecięcych problemach, ale ich nie trywializuje; podchodzi ze zrozumieniem i z powagą do nieśmiałości wobec nowych kolegów czy zdartego kolana. Nagle okazuje się, że z niczego powstaje nam coś, i to nie byle jakie coś, ale opowieść wyjątkowa i absolutnie niepowtarzalna.

Nie tylko jednak radosnymi wspomnieniami człowiek żyje. Dunia, choć młoda, doświadczyła okropnej straty; kiedy była jeszcze bardzo mała, jej mama odleciała. Bo wyrosły jej skrzydła. Brak matki w życiu dziewczynki zauważalny jest od samego początku i od czasu do czasu kłuje naszą podświadomość. To właśnie w takich momentach najwyraźniej widać dojrzałość z jaką Rose Lagercrantz traktuje swojego czytelnika. Potrafi zaufać jego intuicji i zdolności rozumienia świata. Ciekawa rzecz; wbrew pozorom „Moje szczęśliwe życie” nie opowiada tylko o chwilach, które każdy z nas uznałby za radosne. W zasadzie więcej tu drobnych przykrości i większych rozczarowań. Dunia udowadnia jednak, że właśnie takie jest życie – słodko-gorzkie, a nie cukierkowe. Pokazuje, że nieustannie spotykają nas rozczarowania, że poczucie straty jest nieodłącznym elementem funkcjonowania wśród ludzi. Ale życie nadal jest szczęśliwe! Wszystko to sprawia, że każda strona „Mojego szczęśliwego życia” bucha wręcz niepohamowanym ciepłem i optymizmem.

Uwielbiam drobiazgowość, z jaką Dunia wylicza momenty, w których była szczęśliwa. Jest w tym pewien klimat z filmowej „Amelii”. Bo tylko dziecko i osoba obdarzona ogromną wyobraźnią może zatrzymać się na dłużej nad takimi drobnymi przyjemnościami jak otrzymana w prezencie żaba, nowy tornister czy łańcuszek przyjaźni. A może po prostu trzeba nauczyć się je dostrzegać? Podoba mi się też , że książka Lagercrantz mówi o uczuciach; nazywa je i poprzez ich przykładowe przedstawienie – definiuje. Ciekawa i nienachalna to lekcja, która może stać się świetnym pretekstem do rozmowy o własnych uczuciach i emocjach.

Na koniec warto wspomnieć o tym, że – jak wiele książek z wydawnictwa Zakamarki – także i ta świetnie sprawdzi się jako pierwsza samodzielna lektura. Duża, wyraźna czcionka, niedzielone wyrazy, a także krótkie rozdziały z pewnością ułatwią zadanie. Do tego świetne ilustracje mojej ukochanej Evy Eriksson, tym razem w czerni i bieli, które dokładnie komentują tekst. Szkoda by jednak było pozbawić się przyjemności czytania tak dobrej literatury i wspólnego jej przeżywania. Na samotne lektury będzie jeszcze czas. Może w okolicach matury? :)

Piękna, piękna książka! Mądra, ale bez zbędnego dydaktyzmu, ciepła, ale nie przesłodzona. Zaszczepiająca dawkę optymizmu na kilka następnych dni. Obowiązkowo polecam!

 

 

 



Powyższa recenzja w skróconej, niestety, wersji ("bo ludzie nie czytają...") ukazała się na portalu
http://ksiazkisawazne.pl/

A co się nawalczyłam, żeby usunąć milion dziwnych wstawek, których nie napisałam i żebym sama mogła skrócić swój tekst...

2 komentarze :

  1. Pierwszy raz słyszę o tym Wydawnictwie. KSiążeczka wydaje się naprawdę warta przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja przeczytałam całą twoją recenzję i bardzo mi się ona podoba. Co prawda akurat ta książeczka to nie jest lektura dla mnie (jestem troszkę starsza od dzieci 6+ :P), ale na pewno pomyślę o niej, jeśli będę miała kupić prezent dla jakiegoś malucha z rodziny :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...