wtorek, 7 października 2014

Wędrówki po książce z Lauren Child

 

Lauren Child to angielska pisarka i ilustratorka znana przede wszystkim ze swoich serii o Charliem i Loli (kiedyś napiszę!) oraz o Clarice Bean (nie napiszę, bo nie mam i raczej mieć nie będę). Dziś jednak coś trochę mniej znanego, ale – według mnie – lepszego.

Pomysł niezbyt oryginalny; wstąpienie w świat opowieści albo uwolnienie się z niej bohaterów znane jest w literaturze nie od dziś. Ja jednak, bez względu na to ile bym historii tego typu poznała, za każdym razem ekscytuję się i zachwycam podobnym konceptem. Samo istnienie książki w książce już stanowi ciekawy temat dla powieści, a jeśli do tego dochodzi intertekstualność i rozmycie granic gatunkowych, to jestem w siódmym niebie. 
 
W 2000 roku Child napisała „Beware of The Storybook Wolves”. To opowieść o chłopcu imieniem Herb. Herb ten uwielbia baśnie, jednak rozrywka ta okazuje się nie być tak szacowną i bezpieczną jak mogłoby się wydawać. Z książki z baśniami wychodzą wilki i zaczynają prowadzić dyskusję na temat tego jak zjeść chłopca. Na tym opiera się pomysł całej książki. Róże postacie i przedmioty wychodzą z wnętrza woluminu, czasami samoistnie, czasem trzeba je lekko wytrząsnąć. Wiele tu wtrąceń autotematycznych; baśnie mieszają się ze sobą, bohaterowie zamieniają miejscami. Wszystko zabawne i z przytupem. Przyznam jednak szczerze, że gdybym nie miała natychmiastowego dostępu do kolejnej części przygód Herba, to chyba tutaj zakończyłabym swoją z nim przygodę. Wspomnienia pozostałyby miłe, ale krótkotrwałe. Na swoje szczęście (haha!) robiąc zakupy rzadko poprzestaję na jednym tylko tomie serii, zwłaszcza jeśli kolejny ma świetne recenzje.


„Who’s Afraid of The Big Bad Book?” (wyd. 2002) okazał się genialnym sequelem. Tym razem to Herb wpada do swojej książki i biegając między kolejnym stronami wskakuje do coraz to nowych baśni. 

Zmienia się też trochę forma samej książki. Autorka postanowiła wprowadzić kilka atrakcji i tak oto, kiedy mowa o drzwiach, faktycznie mamy możliwość ich otwarcia. Pojawiają się też dziury w kartkach, które Herb wycina nożyczkami i rozgniecione okruchy, o których jest mowa w treści. Świetny pomysł, dzięki któremu mamy wrażenie, że podróżujemy wspólnie z bohaterem. Poza tym – wiadomo – każde tego typu bonusy na płaskich i nudnych stronach stanowią dla dzieci nie lada radochę. Ta książka to prawdziwa przygoda, do której będzie się często wracało. 

 

Stylu Lauren Child nie sposób nazwać ładnym, ja natomiast jestem zwolenniczką klasyki, dlatego rysunki autorki nie powalają mnie na kolana. Cała jednak oprawa graficzna zapiera dech w piersiach. Wszystko jest idealnie dopracowane i żaden element nie znalazł się tu przez przypadek. Czcionki (a w zasadzie „fonty”, jak to mnie ostatnio poprawiła koleżanka-graficzka), ich rozmiar i rozmieszczenie dopasowane są do postaci, która mówi i do tego, co aktualnie dzieje się w opowieści. Jeśli więc ktoś trzęsie książką, to i tekst jest porozrzucany po całej stronie. Zazwyczaj wkurzają mnie literki, które nie stoją w idealnych rządkach, na dodatek czarno na białym, ale u Child wyszło to rewelacyjnie. Pojawia się więc interaktywność i wrażenie, że uczestniczymy w fabule. Trochę jak u Tulleta. (Tak, będę w niedalekiej przyszłości pisać o Tullecie.) Poza tym dużo tu kolażu i całostronicowych ilustracji.


Obie książki Lauren Child, choć oparte na podobnym pomyśle i z podobnym zestawem dramatis personae, nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego, nie tworzą ciągu logicznego i z zupełną swobodą czytać je można w dowolnej kolejności (choć mały smaczek w postaci wilka na balu, który ubawił mnie do łez, a którego nie zrozumie się bez części pierwszej – jest). Można nawet, całkiem perfidnie, ominąć tom pierwszy i od razu zachwycić się tomem drugim, do czego, o ile ktoś bardziej oszczędny i roztropny niż ja się przymierza, nieśmiało namawiam. Jeśli jednak ktoś do książek ma dostęp swobodny i niczym nieograniczony – bez wahania sięgać po całość! Polecam szczególnie dla dzieci w wieku 4+, u młodszych książki mogą budzić całkiem uzasadnione lęki. Inna sprawa, że tylko dobra znajomość klasycznych baśni pozwoli w pełni docenić humor i wszystkie intertekstualne odniesienia. 


Beware of the Storybook Wolves,
Who's Afraid of the Big Bad Book?,
Lauren Child
Wydawnictwo Orchard Books
Stron: 32 (każda)
Wymiary: 30x25 cm (duże!)
Wiek: 4+

1 komentarz :

  1. Bardzo fajna tylko szkoda, że po angielsku. :((

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...