czwartek, 30 października 2014

"Wołanie kukułki" Robert Galbraith (J. K. Rowling)

Wydawnictwo Dolnośląskie
Stron: 452
Audiobook:
Czyta: Maciej Stuhr
Czas trwania: 16h 18m

Cykl:
Cormoran Strike, tom 1

Opis wydawcy:

Powieść detektywistyczna autorstwa J. K. Rowling, opublikowana pod pseudonimem Robert Galbraith.
Ciało supermodelki Luli Landry zostaje znalezione pod oknem balkonu jej londyńskiej rezydencji. Policja stwierdza samobójstwo, ale brat celebrytki w to nie wierzy, dlatego zatrudnia prywatnego detektywa, Cormorana Strike’a.
Strike jest weteranem wojennym, podczas służby w Afganistanie ucierpiał i fizycznie i psychicznie. Ma kłopoty finansowe i właśnie rozstał się z kobietą swojego życia. Sprawa Luli jest dla niego szansą na odbicie się od dna, ale im bardziej detektyw wikła się w skomplikowany świat wyższych sfer, tym większe grozi mu niebezpieczeństwo.
Wciągająca, elegancka intryga zanurzona w atmosferze Londynu - od spokojnych uliczek Mayfair, przez ciasne bary East Endu, aż po zgiełk Soho - sprawia, że Wołanie kukułki  jest nadzwyczajną książką.
To pierwsza powieść z Cormoranem Strikem. 


Dziwna sprawa z tą Rowling. Harry’ego Pottera uważam za geniusz; jak mogłoby być inaczej? Wszak to ja jestem pokoleniem Harry’ego! To ze mną rósł młody czarodziej, to ja wystawałam pod księgarnią o północy czekając na premiery kolejnych części. I wcale nie uważam, że mam przez to wygórowane wymagania w stosunku do autorki. Po prostu dziwi mnie, że nie potrafi ona dorównać sobie samej. Długo zastanawiał się co jest nie tak. Bo coś ewidentnie jest na rzeczy. Coś mi w tych „dorosłych” książkach pani Rowling przeszkadza. Styl? Nie. Fabuła? Nie. Język? Zdecydowanie nie! Myślałam, dumałam i w końcu wiem. Jej „postpotterowskie” powieści są po prostu nudne! Rzecz dziwna i zaskakująca. Wszak Harry Potter to jedyna książka w moim życiu przez którą zarywałam noce. A tutaj nic z tych rzeczy. „Wołanie kukułki” trzyma się jeszcze jakoś; fabuła nie porywa, zwłaszcza na początku, ale im dalej, tym lepiej. Jednak taki „Trafny wybór” od dwóch lat leży już na półce „do dokończenia” z zakładką wsuniętą w okolice setnej strony. Znakomity styl, prawdziwy kunszt, język-perełka, ale co z tego, jak nudne.

I takie też uczucia towarzyszyły mi przez znaczną część „Wołania kukułki”. Rowling (bo będę posługiwała się tym właśnie nazwiskiem pisząc o autorce książki) postawiła na klasyczny kryminał; detektyw, przesłuchiwanie świadków i podejrzanych, poszlaki. Pomysł dobry, bo w erze sensacyjnych kryminałów, gdzie detektyw jest najczęściej bardziej aktywnym uczestnikiem wydarzeń, taki stateczny tok akcji to skarb. Skarb obarczony ciężarem; książkę z dość dużą dozą łatwości można odłożyć na bok. Do czasu. Początek powieści nie jest jej mocna stroną. Akcja rozwija się powoli i raczej rozwlekle. Strike przesłuchuje kolejne osoby, ale nie dowiadujemy się w zasadzie niczego nowego. Dopiero później coraz więcej elementów zaczyna zaskakiwać i wtedy robi się naprawdę ciekawie. Tak bardzo nie chciałam się wówczas rozstawać z powieścią, że audiobooka włączałam nawet wtedy, kiedy miałam zaledwie kilka wolnych chwil.

Kolejny plus to postaci. Sympatyczna Robin (której ostatecznie trochę za mało; mało na tyle, że ciężko czytelnikowi wejść z nią w jakieś bliższe relacje) i wcale niedoskonały Cormoran Strike. No i właśnie. Nie ma wątpliwości, że postać ta wzbudza tak dużą sympatię czytelnika, ponieważ jesteśmy świadkami nie tylko jej procesu dedukcyjnego, ale także życia prywatnego. Strike zrywa z narzeczoną, rozpamiętuje swoje zmagania w Afganistanie, śmierć matki i tak dalej. Bez tego byłby postacią rzędu Robin – trochę zbyt płaską i o nieznanym zapleczu emocjonalnym. Z drugiej jednak strony zdarzało mi się czuć przesyt tymi wszystkimi sprawami detektywa. Za dużo i – niestety – znowu za nudno. 

Na szczególną pochwałę jednak zasługuje sposób rozwiązywania zagadki przez Cormorana; systematyczny i analityczny. Do prawdy dochodzi stopniowo i wcale nie ukrywa swojej wiedzy. Już mniej więcej w połowie zdradza, że wie, że do czynienia mamy z morderstwem. Potem, nie zdradzając szczegółów, informuje, że rozumie coraz więcej okoliczności, wreszcie, że poznał tożsamość zabójcy. Znowu zupełna klasyka w kreowaniu wizerunku detektywa. Nie biega za sprawcą próbując dojrzeć jego twarz (w końcu nie ma jednej nogi), nagłe olśnienie nie sprowadza do jego świadomości wszelkich szczegółów nagle i niespodziewanie; Cormoran jest w stanie dojść do prawdy tylko siłą swojego umysłu, w zaciszu własnego gabinetu.

Świetny kryminał z tego „Wołania kukułki”, tak swoją drogą. Rozwiązanie zagadki było wprawdzie jedną z moich teorii, ale i tak zaskoczeń doznałam co nie liku. Nie wiem, czy sama bym na to wpadła, ale od czasu przeczytania jednej z powieści Agaty Christie, w której wystąpił podobny motyw (tytuł przezornie zataję) czytając kryminał, niejako z urzędu i z przekory zawsze biorę pod uwagę takie właśnie rozwiązanie. Autorka zachowała się fair w stosunku do czytelnika; przedstawiła wszelkie poszlaki, nie zataiła faktów istotnych dla rozwiązania śledztwa, sprytnie je za to wplotła pomiędzy inne, które wydawały się bardziej istotne. To dla mnie wyznacznik dobrego kryminału – jeśli autor potrafi powiedzieć wszystko, a na koniec i tak zaskoczyć. Żadnego zwodzenia, żadnego „zapomniałem wam powiedzieć o liście z poszlaką, który dostałem od pana X” na koniec.

Na koniec muszę jeszcze dodać, że warto przeczytać „Kukułkę” także ze względu na tło obyczajowe. Opis życia londyńskich „wyższych sfer” i celebrytów jest absolutnie wspaniały! Rowling naprawdę ma dar, potrafi oddać atmosferę danego środowiska bez względu na to, czy pisze o młodych czarodziejach, czy o uzależnionych od narkotyków modelkach. Jej przekaz jest do głębi prawdziwy, a przez to intrygujący. Do tego Londyn jako bohater powieści; stacje metra, znane miejsca, nazwy ulic; wspomnienia z mojej podróży poślubnej wróciły. :)

Czytałam raczej oziębłe recenzje „Wołania kukułki” i naprawdę bałam się, że będzie źle. A było dobrze i to nawet bardzo. Tak, czytałam już kryminały, których lektura nie pozostawiała moich paznokci długości większej niż absolutne minimum, tu wyszłam z całym kompletem. Ale jak sie okazało, to nie przesądza o niczym. „Wołanie kukułki” to znakomity kryminał i znakomita książka! Z wielką przyjemnością poczytam o innych jeszcze zagadkach rozwiązanych przez Cormorana i Robin.

Nie chcąc skrzywdzić powieści, ale nie chcąc też idealizować jej na siłę tylko ze względu na wrażenia po drugiej połowie książki, dałabym 4+/6, może nawet 5-.

O audiobooku

Nie znoszę słuchać zmiany głosów oraz „efektów specjalnych” w postaci pochlipywania, uśmieszków i innych tego typu bzdetów. W „Wołaniu...” tego pełno, ale – o dziwo! – nie wyszło to najgorzej. Młodemu Stuhrowi, w przeciwieństwie do wielu innych lektorów, wychodzi to nieźle. Na dodatek, mimo najróżniejszych „bonusów” Stuhr nie zwalnia tempa i czyta szybko, a to chyba zawsze największa zaleta audiobooka. Udaje mu się uniknąć kilku najbardziej irytujących mnie manier, jak na przykład wkurzające na maksa kilkusekundowe pauzy pomiędzy kompletnie niepotrzebnym „hehehe” a faktyczną treścią powieści.
Interpretacja Stuhra więc na plus, ale właśnie... to była interpretacja – jego, a nie moja – i za to zawsze dam audiobookowi minusa, choćby nie wiem co.

8 komentarzy :

  1. Ja właśnie chcę przeczytać z ciekawości tę książkę, żeby zobaczyć czy nowe wydanie Rowling również przypadłoby mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka mi się podobała i zamierzam kupić kontynuację - "Jedwabnika". A audiobooków nie cierpię...

    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Na ważną rzecz zwróciłaś tu uwagę, ja jakoś nie umiałam tego tak ubrać w słowa chociaż właśnie o to chodzi!!! Ze Wołanie kukułki jest takie klasyczne, jak Christie. Nie podoba mi się, że współczesne kryminały sa bardzo sensacyjne, ktoś się goni, strzela. To jest super! I dlatego bardzo podobała mi się ta książka!

    OdpowiedzUsuń
  4. Też uważam, że to bardzo dobra książka, koniecznie muszę sięgnąć po drugi tom. :) A przez "Trafny wybór" też jakoś przebrnąć nie mogę, może kiedyś się uda. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama nie wiem, nie jestem przekonana. Oprócz słynnego już Harrego Pottera czytałam również "Trafny Wybór". Czytałam to za dużo... Nie przeczytałam jej całej, bo strasznie się męczyłam. Autorka mnie rozczarowała. Być moze dam jej jeszcze szanse, ale póki co mówie: nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie spróbuj! Przez "Trafny wybór" tez nie przebrnęłam. "Wołanie kukułki" jest zupełnie inne!

      Usuń
  6. 'Trafny wybór' mi nie poszedł, ale mam nadzieję, że ta książka w końcu się znajdzie w moich rączkach- mam przeczucie, że to jest coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chętnie zobaczę autorkę w nowej odsłonie

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...