niedziela, 12 października 2014

"Zaginiona dziewczyna" Gillian Flynn

Burda Publishing Polska
Stron: 652

Opis wydawcy:
Jest upalny letni poranek, a Nick i Amy Dunne obchodzą właśnie piątą rocznicę ślubu. Jednak nim zdążą ją uczcić, mądra i piękna Amy znika z ich wielkiego domu nad rzeką Missisipi. Podejrzenia padają na męża. Nick coraz więcej kłamie i szokuje niewłaściwym zachowaniem. Najwyraźniej coś kręci i bez wątpienia ma w sobie wiele goryczy – ale czy rzeczywiście jest zabójcą? Z siostrą Margo u boku próbuje udowodnić swoją niewinność. Jednak jeśli Nick nie popełnił zbrodni, gdzie w takim razie podziewa się jego cudowna żona?
„Zaginiona dziewczyna” to arcydzieło opowiadające o małżeństwie, w którym bardzo, ale to bardzo źle się dzieje. Z właściwą sobie znajomością ludzkiej psychiki, w świetnym stylu Gillian Flynn tworzy wartki, piekielnie mroczny thriller z wyrafinowaną intrygą, który potwierdza jej status jednej z najlepszych pisarek, uwielbianej zarówno przez krytykę, jak i czytelników.


Zaginiona dziewczyna to początek mojej przygody z Gillian Flynn. Przygody udanej, choć nie niezapomnianej. Rzecz dzieje się w Missouri, gdzie Amy i Nick przeprowadzili się po utracie pracy w Nowym Jorku. To z pozoru małżeństwo doskonałe; kompromisowe i bezkonfliktowe. W dniu swojej piątej rocznicy ślubu Nick wychodzi do pracy, a kiedy wraca – jego żony już nie ma. Zaczynają się poszukiwania.

Zaginiona dziewczyna to w zasadzie kryminał, jakich wiele. Jeden z tych sensacyjnych, niezbyt ambitnych i bardzo amerykańskich (a „amerykański” z mych ust bynajmniej nie stanowi komplementu). Na pewno każdy amator gatunku doskonale zna ten typ. Mimo wszystko lekturę powieści uważam za udaną.

Jest tu coś, co bardzo lubię. Chodzi o pierwszoosobowego narratora, który nie jest szczery z czytelnikiem. Wiecie o co chodzi? Narracja pierwszoosobowa jest zazwyczaj bardzo wiarygodna; narrator nie tylko dokładnie opisuje wydarzenia, ale też opowiada o swoich emocjach i uczuciach. Nick też opisuje wydarzenia, ale od czasu do czasu daje nam delikatne, bardzo subtelne, ale trafiające do świadomości wskazówki, że jednak nie mówi prawdy. Tego typu zabieg zawsze budzi moją niezdrową obsesję. Sprawa jest na pewno troszkę irytująca, ale jednocześnie niesamowicie buduje napięcie i wytwarza u czytelnika stan „książkowego przyssania”, ponieważ oprócz klasycznej zagadki kryminalnej, chcemy dowiedzieć się więcej na temat danej postaci. Tutaj wszystko idzie sprawnie i nie budzi większych zastrzeżeń. Dzięki temu mamy bardzo pomysłową konstrukcję fabuły – na początku jest wielka niewiadoma, z czasem natomiast, poznajemy nowe (najczęściej naprawdę zaskakujące) informacje. Ciekawe jest także wplecenie w to wszystko wątku obyczajowego. Razem z coraz to nowymi faktami prowadzącymi do rozwiązania zagadki kryminalnej, ujawnia się też prawdziwy, destrukcyjny charakter związku Nicka i Amy. Fani powieści o małżeństwach i ich problemach będą usatysfakcjonowani.

Flynn całkiem umiejętnie przedstawia ludzkie charaktery. Opisy są zabawne, a nawet lekko szydercze i skutecznie ośmieszają ludzkie reakcje na czyjąś śmierć lub zaginięcie. Autorka to trafny obserwator rzeczywistości i swojej znajomości ludzkich typów daje wyraz w powieści. Pojawiają się też wątki psychologiczne, chociaż nazwanie Zaginionej dziewczyny thrillerem psychologicznym byłoby zbyt nobilitujące.

Wreszcie to, co najważniejsze; od książki ciężko się oderwać. Nie wiem jak to się dzieje, ale 650 stron mija zadziwiająco szybko. Nie należę do ludzi najszybciej czytających, ale tym razem ilość stron pozostałych do końca kurczyła się jak szalona. Jest prosto, niezbyt wymagająco i przyjemnie.

Jest jednak coś, co w powieści leży i błaga o wybaczenie – język. Powieść stylistycznie nie odbiega daleko od internetowego bloga, a nawet dłuższego sms-a. Język jest potoczny, często wulgarny, czasami wręcz na granicy dobrego smaku. Do tego autorka serwuje nam od czasu do czasu prawdziwą bombę i pisze coś w stylu: 


[...] słońce wspięło się ponad kontur dębów na tle nieba, objawiając swoje jestestwo gniewnego bóstwa w pełnej letniej krasie. Jego odbicie mknęło ognistą smugą przez rzekę ku naszemu domowi, długi, grzmiący paluch wymierzony we mnie, przebijający się przez delikatne zasłony sypialni. (s.12)



Tego typu pseudopoetyckie głupoty pasują do całej reszty jak pięść do nosa; kaleczą uszy, oczy i poczucie estetyki.

Jest też poważny problem; w powieści mamy aż dwóch narratorów, a takie ich nagromadzenie wymaga dostosowania stylu wypowiedzi do konkretnej postaci. Gillian Flynn nie zawraca sobie głowy podobnymi drobnostkami. Każdy z bohaterów mówi tak samo, a przez „tak samo” rozumiem „tak samo źle”. Złym stylem rażą przede wszystkim wypisy z dziennika Amy. Językowe usterki z kolei sprawiły, że postacie jawiły mi się jako dosyć tępe i na niższym poziomie intelektualnym niż mój. W rezultacie nikogo nie polubiłam, a wiadomo jak to jest, gdy się w książce nikogo nie polubi.

Już przed lekturą moją podejrzliwość wzbudził fakt, że książkę polecają takie magazyny jak Gala, Elle, czy Marie Claire. Dobór cytatów rekomendujących okazał się nie być przypadkowy. Zaginiona dziewczyna to typowa przedstawicielka literatury „klasy B”; wciągający i dający chwilę wytchnienia kryminał dla kobiet. Trochę w stylu Nory Roberts, chociaż gorzej napisany. To nie jest powieść dla każdego. Osoby szukające w literaturze przede wszystkim doznań estetycznych; rozkoszujące się każdym słowem i sprytną grą słów będą rzucać opasłym woluminem o ścianę, jednak osoby które potrafią przymknąć oko na niedoskonałości językowe i cieszyć się wartką akcją i zaskakującymi zwrotami fabuły, będą zachwycone. Ja stoję gdzieś pośrodku, chociaż czytając naprawdę ciekawą historię przymykam oko na wiele.

7 komentarzy :

  1. Hm, no cóż... ten cytat mnie tak przygniótł, że chyba nie mam ochoty na książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam bardzo na tą ksiażkę pozytywnie nastawiona, ale niestety teraz jakoś straciłam na nią jakiekolwiek checi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam. Mam tę powieść na półce, w poprzedniej oprawie graficznej, nie filmowej, która moim zdaniem jest beznadziejna. A sama książka? Podobała mi się. Jest klimat, jest napięcie. Trzeba lubić tego typu pozycje, żeby ją docenić :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię ten gatunek, ale jakoś nie mogę się przekonać do tego tytułu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cytat odrzucający, a jeśli jeszcze nie łączy się z treścią, to nie wiem, po co go na siłę dorzucać. Pewnie nie przeczytam, ale coś chyba o filmie słyszałam...

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak mnie dawno tutaj nie było, a tu się TYLE pozmieniało! Nie wiedziałam, że znowu zaczęłaś blogować! SUPER! :D Piękny, naprawdę piękny szablon! Mam dużo Twoich postów do nadrobienia teraz. :D
    Cieszę się bardzo, że wróciłaś do blogowania. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mimo wszystko się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...