czwartek, 1 stycznia 2015

"Jedwabnik" Robert Galbraith (J. K. Rowling)

Wydawnictwo Dolnośląskie
Stron: 480

Cykl: Cormoran Strike, tom 2

Recenzja tomu pierwszego: Wołanie kukułki

Opis wydawcy:
Pisarz Owen Quine zaginął. Jego żona zleca sprawę prywatnemu detektywowi Cormoranowi Strike’owi. Kobieta sądzi, że mąż potrzebował kilku dni dla siebie, jak to zdarzało się już wcześniej. Strike ma go odnaleźć i sprowadzić do domu. W trakcie śledztwa okazuje się, że powód zniknięcia Quine’a może być znacznie poważniejszy niż podejrzewa żona. Pisarz właśnie ukończył rękopis będący jadowitym portretem niemal wszystkich jego znajomych. Gdyby książka została opublikowana, zrujnowałaby niejedno życie, więc wielu osobom mogło zależeć na uciszeniu autora. A kiedy ten zostaje odnaleziony – brutalnie zamordowany w dziwacznych okolicznościach – rozpoczyna się wyścig z czasem, by zrozumieć motyw bezwzględnego zabójcy, zabójcy, jakiego Strike do tej pory nie spotkał…


Mimo, że tom pierwszy przygód Cormorana Strike’a zebrał sporo moich krytycznych „ale”, z ogromną niecierpliwością wyczekiwałam jego kontynuacji i kiedy tylko nadarzyła się okazja – rzuciłam wszystko i ponownie poddałam się czarowi pisaniny Rowling. Bo co jak co, ale pisać to ona potrafi.

Tym, którzy nie pamiętają przypomnę, że tom pierwszy mi się podobał, ale kilka zastrzeżeń miałam. Drażnił mnie zbyt powolny rozwój akcji, który uniemożliwił mi to, co w kryminałach lubię najbardziej, czyli zapomnienie o całym świecie. „Jedwabnik” jest lepszy, znacznie lepszy! Wszystko, co dobre z pierwszej części, jest i tutaj – klasyczny kryminał i klasyczny detektyw. Pisarstwo i styl – mistrzowskie. Ale tym razem Rowling bardziej się postarała i zapewniła swemu czytelnikowi sporą dawkę silnych doznań już od samego początku. „Jedwabnik” wciąga i trzyma w napięciu, jest znacznie ciekawszy niż początek serii, bywa też złowrogo straszny. Dostarczył mi doznań takich jak obrzydzenie (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), groza, wzruszenie. Zapewnił kilka bezsennych nocy i sporo dedukcyjnych rozmyślań na temat zakończenia.

Z większą też życzliwością wróciłam do znanych mi już bohaterów. Zwłaszcza Cormoran wydał mi się bliski. No i znowu Londyn. Wspaniały Londyn jako bohater. Nazwy ulic, stacje i linie metra. Uwielbiam taką drobiazgowość i uwielbiam książki-mapy. Oczywiście uwielbiam też Londyn, więc wszystkie miłości się tu kumulują. Do tego bardzo delikatnie zarysowana atmosfera świąteczna (śnieg, ludzie z prezentami) i czytanie książki na kilka dni przed Bożym Narodzeniem dopełniają dzieła.

 „Jedwabnik” ciągle nie jest jednak książką doskonałą, ciągle mam mu coś do zarzucenia. Do wymiotów niemalże doprowadzały mnie kolejne wspomnienia Cormorana o Charlotte. Było ich mniej niż w tomie pierwszym, ale jednak ciągle były; tak samo nudne i niepotrzebne. Może w kolejnej części uda się ich uniknąć? Wciąż za mało było mi w tym wszystkim Robin. To w zasadzie bohaterka pierwszoplanowa, często obserwujemy wydarzenia z jej punktu widzenia, ale jednak ciągle niewiele o niej wiemy. Jej odczucia widzimy zawsze przez pryzmat opinii Cormorana; to on zauważa, że dziewczynie zmieniła się mina, że nagle poczuła się nieswojo. Robin traktowana jest tak, jak pozostałe postacie w powieści, które nie są Cormoranem. Rowling zbyt mają uwagę przywiązuje do kreacji bohaterów drugoplanowych. Nie przedstawia ich, nie wnika w ich prywatność. Dużo się o nich mówi zanim tak naprawdę zostaną czytelnikowi pokazani. W „Jedwabniku” aż do końca myliły mi się nazwiska. To moja największe zastrzeżenie. Nie wiedziałam kto jest pisarzem, kto agentem, kto wydawcą, a przez to kolejne odkrycia nie robiły aż tak dużego wrażenia jak powinny.

Nie do końca podoba mi się także to, jak Rowling pokazuje rozwiązanie zagadki. Tak jak w pierwszej części – jest uczciwa; tę sprawę naprawdę można rozwiązać samemu. Podaje nam wiele znaczących wskazówek (zwłaszcza jedną! no jak mogłam o tym nie pomyśleć!), ale bardzo umiejętnie je maskuje. Tym razem jednak, zamiast dać nam do zrozumienia, że „wiem, ale jeszcze nie powiem”, bohaterowie zaczynają rozmawiać o teorii Strike’a dotyczącej morderstwa. Oczywiście niczego nie mówią wprost, nadużywają za to wyrażeń takich jak „ten”, „tego” i „to”. Wychodzi im tym samym kompletnie bezsensowna rozmowa, z której czytelnik nie rozumie niczego. Słabe to, naprawdę słabe.

Chociaż akapit o wadach jest dłuższy niż ten o zaletach (naprawdę nie wiem jak się to dzieje, ale to u mnie norma), „Jedwabnik” szalenie mi się podobał, czytałam go z wypiekami na twarzy i najchętniej od razu rzuciłabym się na kolejne opowieści o Cormoranie i Robin. Oby okazja ku temu pojawiła się jak najszybciej. 

Mocne 5+
  

11 komentarzy :

  1. Mi wspomnienia nie przeszkadzały, ale każdy ma swój gust:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba w końcu skuszę się na tą nową Rowling, chociaż nie ukrywam, że zatrzymałam się trochę na Potterze i trudno mi ją sobie wyobrazić w innej wersji :P Ale nie mówię "nie" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O! Ja jeszcze nie czytałam Jedwabnika. Bardzo bym chciała! Zwłaszcza, że lepszy niż Wołanie kukułki. Ciekawe kiedy kolejne czesci...

    OdpowiedzUsuń
  4. "Wołanie kukułki" bardzo przypadło mi do gustu, więc "Jedwabnik" to dla mnie pozycja obowiązkowa. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książką cieszy się dużym zainteresowaniem, jednak jakoś nie jest w moich klimatach, więc nie wiem czy kiedyś przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie, ze dobrze, że dużo czasu poświęciłaś wadą, ponieważ daje to możliwość wyorbiena sobie swojego własnego zdania na temat danej pozycji. Gdybyś tylko pisała o zaletach mogłoby być za słodko, a nikt tego nie lubi.
    Co do ksiażki to być może kiedyś przeczytam, ale sama nie wiem czy chcę znać inną twórczość Rowling niż Harrego :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuje się, nie jestem do końca przekonana, czy jak poznam inną odsłonę rowling to mi się spodoba, ale muszę kiedyś się przełamać :)

      Usuń
  7. Rowling znam na razie jedynie z Harrego, ale patrząc na tę książkę nie pomyślałabym, że to druga część, jakoś to sie w oczy nie rzuca.
    O I części czytałam bardzo pozytywne opinie, a teraz Ty masz takie dobre o II. Ta rozmowa w mojej wyobraźni już wygląda dziwnie, ale chętnie się z książką bliżej zapoznam.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mimo tych wad mi też się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też miałam ostatnio taki problem - książka naprawdę mi się podobała, ale wymieniłam dużo wad i pod koniec jakby na siłę podkreślałam, że nie są aż takie istotne, oprócz niektórych ;)
    Sama mam i Wołanie, i Jedwabnika na półce, ale jakoś nie mogę się zabrać - jak zaczęłam wcześniej to pierwsze, to nie mogłam się wciągnąć i przestałam na 150 stronie, ale spróbuję jeszcze raz!

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam w planach, bo pierwsza część bardzo mi się podobała ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...