niedziela, 4 stycznia 2015

Mam oko na liczby, Mam oko na litery


O „Miasteczku Mamoko” (i jego kontynuacji – „Dawno temu w Mamoko”) pisałam TUTAJ. Rzecz jest wspaniała, o czym już wiecie. Jest jednak rzecz jeszcze wspanialsza i o niej dzisiaj.

„Mam oko na liczby” i „Mam oko na litery” wydane zostały dwa lata po oryginalnym „Miasteczku”. Z pozoru stanowią jakieś tam nawiązanie do tytułu, który się dobrze sprzedał, może nawet sępienie na jego popularności. Z pozoru. Rzadko zdarza się, żeby dzieło wtórne, bazujące już na pomyśle czegoś, co powstało jako pierwsze, prześcignęło swój pierwowzór. Ale zdarza się. Ja natomiast jestem tym obrzydliwym typem matki, dla której wartość edukacyjna zabawy zawsze uczyni ją lepszą i bardziej wartościową (i obawiam się, że tendencja ta będzie się tylko pogłębiać).

„Mam oko na liczby” i „Mam oko na litery” to książki mniejsze niż pierwowzór (23x15 cm). Są całokartonowe i porządnie wykonane. Dwadzieścia stron każdej z nich wypełnionych jest postaciami znanymi już z „Miasteczka...”. Do tego nowe scenerie i sytuacje. Rysunki Mizielińskich utrzymane są w tej samej stylistyce i na pewno spodobają się amatorom ich kreski. (No piękne są, no! Ich delikatny konflikt z rzeczywistością naprawdę mnie zachwyca.)  Można całkowicie olać idee publikacji i oglądać je jak klasyczne „Mamoko”, czyli śledząc bohaterów i historie, wyszukując szczegóły. To dodatkowa zaleta!

„Mam oko na litery” idzie na pierwszy ogień, bo to dla mnie naprawdę fantastyczna sprawa. Idea jest prosta i w swej prostocie niezwykła. Oto mamy rozkładówkę, a na niej charakterystyczny, Mizieliński chaos. Jest też litera, a pod literą liczba. Dokładnie tyle przedmiotów (choć może być ich jeszcze więcej), których nazwa zaczyna się na daną literę, musimy znaleźć na tej stronie. Zadanie z pozoru łatwe okazuje się być niezwykle trudne. No bo spróbujcie znaleźć tu 40 przedmiotów na literę S!

Klik, klik! Po kliknięciu obrazek powiększy się.

Zabawa zmusza do wysiłkowego wręcz myślenia i wytężania zwojów mózgowych, dokonuje w głowie obserwatora (nawet tego dorosłego i doświadczonego przecież z literami) prawdziwego spustoszenia. To nie jest kolejna prosta zgadywanka, która uświadamia młodemu czytelnikowi, że „i” jest jak „igła”, dalekie to od klasycznej nauki liter. To zupełnie nowy i niespotykany dotąd sposób myślenia o literach i języku. Bo nie chodzi tu o poznawanie liter, chociaż oczywiście nic nie stoi temu na przeszkodzie; młody, chłonny umysł, poza informacją „to jest B” wzmocnionego wskazaniem tejże litery naprawdę nie potrzebuje wałkowania tej informacji w nieskończoność. Sam symbol nie jest zresztą konieczny. „Mam oko na litery” pozwala nam na doświadczenie języka, wsłuchanie się w jego brzmienie, przekonanie się jak działa on w praktyce i zrozumienie, że samotne „B” znaczy niewiele, może jednak być początkiem wyrazu. Spojrzenie na obrazek i zastanawianie się nad nazwą każdej z narysowanych tu rzeczy naprawdę nie jest łatwe. Książka wzbogaca słownictwo (i to jak!), usprawnia posługiwanie się językiem oraz pokazuje jak fajna może być zabawa przy jego użyciu.

Kolejną ogromną zaletą książki jest to, że przedmioty na obrazkach można nazywać nie tylko w języku polskim. Pomysł ten sugeruje wydawca, ale rzecz zauważa się niemal natychmiast. W oczy rzucają się obiekty, których nazwa w języku angielskim zaczyna się na literę pokazaną w rogu strony. Przedmioty i zwierzęta te z pewnością nie zostały tu umieszczone przypadkiem. Gdzieś, kiedyś, w jakiejś recenzji czytałam, że można też nazywać przedmioty po niemiecku. Potwierdzić jednak faktu nie mogę, bo jedyne co umiem po niemiecku to tytuł najnowszej powieści Witkowskiego („Fynfundcwancyś”). Po francusku kilka znalazłam, ale to chyba przypadkiem. Przy takim nagromadzeniu obiektów można pewnie coś znaleźć nawet w starocerkiewnosłowiańskim. Angielski więc jednak króluje, co bardzo, ale to bardzo na plus. 



„Mam oko na liczby” też jest świetne. No dobra, nie tak genialne jak „litery”, ale wynika to z natury tychże dwojga i tego nie zmienimy. Na każdej z dziesięciu rozkładówek znajdziemy kolejne liczby (od 1 do 10). Na przykład tam, gdzie jest „5” znaleźć należy wszystko to, czego jest pięć właśnie. Będzie więc pięć taksówek, pięć wieżowców i pięć baloników, ale tylko cztery krowy i aż sześć wiatraków. A ile pogubionych telefonów, zegarków? 

Klik, klik!

Książka uczy liczb dokładnie tak, jak powinno się ich uczyć; pokazuje konkretne ilości, a nie abstrakcyjne symbole. Czasami przedmioty pojawiają się w chaotycznej rozsypce (Glenn Doman przyklasnąłby z aprobatą), czasami są bardziej rozrzucone i przed policzeniem należy je wszystkie znaleźć. Tak jest na przykład ze skarpetami w przestrzeni kosmicznej. Uwielbiam! 


 

„Mam oko na liczby” otrzymuje ode mnie 5+, a „Mam oko na litery” soczyste i w pełni zasłużone 6. Dodatkowo uruchamiam nową etykietę w swoim systemie oceniana. Będzie to ocena wybitna i otrzymywać ją będą książki dla dzieci, które uznam za naprawdę wyjątkowe. Czasami po prostu zwykła szóstka nie oddaje wszystkiego. Z drugiej strony etykieta ulubiona, którą stosuję do nagradzania przede wszystkim beletrystyki nie pasuje mi tu do książek typu „Mam oko...”.
 
Mam oko na litery,
Mam oko na liczby,
Aleksandra i Daniel Mizielińscy
Wydawnictwo Dwie Siostry
Stron: 20 (każda)
Wiek: 3+


Recenzje innych książek w serii:


10 komentarzy :

  1. No nareszcie! (Delikatny sarkazm.) Książki naprawdę dobre, na s znalazłem 29 przedmiotów + kilka po angielsku. Kupię córkom. Na dodatek kupię na Aros.pl, bo (nazwij mnie naiwnym), ale przez Twoim postem o księgarni nie miałem o nim pojęcia i zdarzało mi się kupować w Empiku. Powinni Ci dać jakiś dodatkowy rabat za taką reklamę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w tle na pierwszym zdjęciu ozdoby świąteczne?

      Usuń
    2. Nieee. :D Mój mąż jest zapalonym muszkarzem. To jego stanowisko, gdzie kręci muchy. :D

      Usuń
  2. To zdecydowanie pozycja, którą mogę polecić mojej siostrze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi się właśnie w oczy rzuciło, że można nazywać te przedmioty po niemiecku. Z tymi na "R" nie miałam żadnego problemu :). Z "S" było trudniej, dopóki nie powiększyłam obrazka i też znalazłam multum :). Świetne książki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba będę musiała sprawić te książeczki mojemu siostrzeńcowi :D Bo rysunki są super :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno za jakiś czas kupię bratanicy, bo wydaje się być ciekawa i świetnie wydana ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna rzecz :) i bardzo kreatywna, pewnie sama miałabym kłopoty znaleźć na obrazku 40 rzeczy na R ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ładne ilustracje :) Obserwuję i będę wpadać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapamiętane i zapisane na przyszłość :) Bardzo fajny sposób na naukę liczb i liter.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...