niedziela, 18 stycznia 2015

Odpierdolcie się od bułki z mlekiem!


Pewien trend można zaobserwować od kilku już lat. Oto pojawia się jakaś publikacja, po niej następuje wysyp artykułów znanych osobistości nową teorię potwierdzających, a jeszcze później jakiś celebryta w programie śniadaniowym opowiada jak bardzo publikacja ta zmieniła jego życie oraz rysy twarzy. I wtedy następuje masowa histeria, grupy na Facebooku, propaganda, nagonka niemalże! A każdy, kto nie przestrzega nowych zasad jest nieukiem i ignorantem. Najpierw poszło o krowie mleko, potem o gluten. I okazało się, że całe zło świata; choroby, epidemie i nieszczęścia to właśnie z tych dwóch.

Gluten to obecnie wróg publiczny numer jeden. Z kilku przypadkowo odnalezionych stron internetowych dowiaduję się, że gluten odpowiedzialny jest za cukrzycę, choroby serca, choroby mózgu i problemy psychiczne, problemy układu pokarmowego oraz całe mnóstwo innych, pomniejszych schorzeń, na złym samopoczuciu kończąc. Jest też krowie mleko, które, kto wie, jest może jeszcze gorsze! Dokonuje ono bowiem w ludzkim organizmie tajemniczego zakwaszenia, które powoduje cały wachlarz najróżniejszych dolegliwości, od trądziku, aż po stwardnienie rozsiane. Jest więc czego się bać. Doskonale pamiętam jak w podstawówce uczyłam się o piramidzie zdrowego żywienia. Na dole, u podstawy były produkty zbożowe, nieco wyżej przetwory mleczne. Pamiętam też kampanię „Pij mleko, będziesz wielki”. Co ciekawe, oficjalne wytyczne żywieniowe (sporządzone na przykład przez Instytut Żywności i Żywienia) wciąż pozostają takie same. Skąd więc powszechne przekonanie, że produkty, które w naszej kulturze spożywało się od zawsze, są nagle szkodliwe i nieodpowiednie? Teorie głoszące, że pewnych grup pokarmów jeść w żadnym wypadku nie wolno są ciągle pojedynczymi głosami ekologicznych fanatyków. Zyskały jednak ogromny rozgłos i niemal każdy bezmyślnie powtarza „słyszałem, że to niezdrowe”; właśnie to jest teraz modne.

Nie chcę zgrywać znawcy. Publikacjami dietetycznymi tego typu gardzę i nie mam zamiaru ich czytać, czasem przelecę jedynie wzrokiem niezbyt długi artykuł. Nie orientuję się w najnowszych odkryciach naukowych, nie znam danych i statystyk. Być może faktycznie dowiedziono, że coś tam jest szkodliwe, coś tam wywołuje alergie, a jeszcze coś innego było bezpośrednią przyczyną zgonu 57-letniej mieszkanki stanu Arizona. Na pewno! Amerykańscy naukowcy potrafią udowodnić wszystko. Uważam też, że zdrowe żywienie jest rzeczą dobrą. Sama odżywiam się raczej niezdrowo, uwielbiam fast foody i mrożone pizze, a na palcach jednej ręki można policzyć owoce i warzywa, które toleruję. Jeśli ktoś chce zastąpić pieczywo pszenne pełnoziarnistym – super! Na pewno dobrze na tym wyjdzie. Do irytacji jednak doprowadza mnie żywieniowy fanatyzm.

Czym jest żywieniowy fanatyzm? Na przykład całkowitym unikaniem jakiejś grupy produktów, niech będzie to ten groźny gluten, nawet jeśli osoba go unikająca nie stwierdzi u siebie żadnych niepokojących objawów (albo stwierdzi, a potem dorobi teorię, że to właśnie od tego). Na jednym się jednak zazwyczaj nie kończy. „Cała moja rodzina jest na diecie bezglutenowej, bezcukrowej i bezmlecznej.” – czytam na jednej z fejsbookowych grup i zastanawiam się co sprawia, że ktoś decyduje się na takie wyrzeczenia. Na co liczy osoba, która żywi się już chyba tylko kiełkami i powietrzem? Na to, że będzie żyła 150 lat? Innym wyrazem irytującej nadgorliwości jest robienie wszystkiego samemu. Trend ten szczególnie dobrze widoczny jest na stronach skupiających matki. To nieszczęsne mleko. Rozumiem, że ktoś go nie pije litrami, nie rozumiem natomiast, że ktoś boi się dodać pół szklanki mleka do pieczonego raz w miesiącu ciasta. „Bo zakwasi”. Co więc zrobić? Ano wycisnąć samemu. „Z migdałów, ryżu, płatków owsianych, kaszy jaglanej, nasion konopi, nasion sezamu, wiórków kokosowych” – czytam. Kupić gotowe? Nie, bo pasteryzowane, czyli też niedobrze. Z wypiekami to w ogóle ciekawa historia. Obecnie nie można po prostu upiec ciasta, wszystko musi być w nim zastąpione czymś „zdrowszym”. Musi więc być bez mąki (gluten), bez jajek („bo alergizują”), bez cukru („biała śmierć”), a mleko i masło to już rzecz oczywista. Nie wiem kim są kobiety (bo są to najczęściej kobiety) piszące te wszystkie bzdury, ale najwidoczniej nie pracują i nie mają żadnego hobby. Siedzą, pieką chleb na zakwasie, uprawiają ekologiczny ogródek, a zmęczone tymi zajęciami wyciskają mleko z płatków owsianych (naprawdę próbuję sobie wyobrazić tę czynność i nie umiem. Ale, ale! Widocznie moje ultra suche płatki górskie firmy Kupiec, które gotuję sobie w mleku na śniadanie nie są wystarczająco „eko”, żeby coś z nich wycisnąć).

Przyznam, że najbardziej dotyka mnie mleczna nagonka. Sama mleko uwielbiam i piję nałogowo. To dla mnie najczęściej jedyny napój w ciągu dnia, nic innego nie smakuje mi aż tak bardzo. Idealny, żeby się rozgrzać, kiedy za oknem śnieg i zawierucha i chyba jeszcze lepszy wyjęty prosto z lodówki, gdy upał nie daje odetchnąć. W ciągu dnia wypijam nawet do 3 litrów mleka. Nie wyobrażam sobie posiłku bez mlecznej popitki, niewielki zapas zabieram nawet do restauracji. Pasuje do wszystkiego! Nie choruję (bywam przeziębiona raz na kilka lat), nigdy nie miałam próchnicy, mimo zamiłowania do jedzenia tłustego i sutego, a przy okazji skrajnej niechęci do wysiłku fizycznego, wciąż zachowuję idealną figurę. Moje wyniki morfologiczne są wzorowe, nie miewam problemów trawiennych, nie wiem czym jest alergia. 

Obecny stan mojej lodówki.



Często podkreśla się jakie to picie krowiego mleka jest nienaturalne. Bo krowa, trafnie zauważają specjaliści, to inny gatunek, a w przyrodzie takie rzeczy się nie zdarzają. Argument to jeden z najgłupszych jakie słyszałam, bo przecież poliester i foliowa torebka, w którą opakowane jest ekologiczne siemię lniane też się w przyrodzie nie zdarzają, a spróbujmy z nich zrezygnować! Wszak człowiek to istota wcale nieingerująca w środowisko naturalne. Poza tym może i mleko jest dla cielaków, ale przecież sałata jest dla królików. I jak tu wyjść z impasu? Od lat podstawą żywienia ludzi w naszej części świata jest chleb i mleko od przydomowej krowy, która wykarmić miała całą rodzinę. Zdaje się (gdzieś o tym czytałam), że pierwsi Słowianie nie wyciskali mleka z wiórków kokosowych. Czy zmieniliśmy się tak bardzo?

Tak! – odrzekną mleczni przeciwnicy i przywołają swój ukochany argument o tym, że „kiedyś to były czasy!”, a dzisiaj tylko sztuczne hormony, konserwanty i produkcja przemysłowa. Zdaję sobie sprawę, że mleko na półce sklepowej nie jest tym samym, które pijali Słowianie, jednak nie można chyba demonizować go aż tak bardzo. Nie wiem jak to wygląda w innych mleczarniach, ale na przykład spółdzielnia toruńska nie posiada żadnych olbrzymich ferm bydlęcych, gdzie, jak starają się przekonać ci wszyscy pierdolnięci ludzie, krowy stoją w małych klatkach i służą jedynie celom przemysłowym. Cysterny z toruńskiej mleczarni jeżdżą po okolicznych wsiach i zbierają mleko od tutejszych gospodarzy. To nie żadne skatowane i nieszczęsne zwierzęta, ale zdrowe, chyba zadowolone ze swego losu krowy, które wraz ze swoimi cielakami chodzą po łące, jedzą świeżą trawę i dojone są przez chłopa z gumofilcach. Właśnie to mleko trafia do cystern. Jako mieszkanka jednej z podtoruńskich wsi często widuję ten proces. Do tego mikrofiltracja zamiast pasteryzacji i mamy naprawdę niezły produkt.

Konserwanty i pestycydy to kolejny temat-rzeka. Ekologiczne zapędy niektórych ludzi są przerażające. Oczywiście, zgadzam się, należy minimalizować straty. Sama warzywa kupuję na bazarze, po czym starannie je myję. Wybieram parówki z najmniejszą ilością zmielonych kopyt i odbytów. Z myślą o małej, nieprzystosowanej wątrobie mojej córki zdarza mi się kupić dla niej jarzyny z ekologicznego gospodarstwa. Zdarza się, bo sprzedawane są tylko w piątki, do południa. Nie mam jednak oporów przed tym, żeby zjeść napompowanego hormonami kurczaka z Auchan albo wypełnione spulchniaczem, przepysznie pachnące bułeczki z mrożonego ciasta. Lubię je i to dla mnie wystarczający argument. Nie do końca też wierzę w te wszystkie eko-sreko głupoty. W powietrzu jest tyle zanieczyszczeń, że nie sposób stworzyć wolnej od nich enklawy. Poza tym wszyscy jakoś żyjemy, a średnia długość ludzkiego życia jest coraz dłuższa. Na raka i inne choroby cywilizacyjne chorują za to wszyscy. Z pełnym przekonaniem wierzę w to, że ludzki organizm przystosowuje się do zanieczyszczeń wśród których żyje. Musi, inaczej już dawno byłoby po nas.

Kiedyś żal było mi dzieci, których rodzice nigdy nie zgadzali się na odwiedziny w McDonaldzie. Jestem bowiem zdania, że nawet coś bardzo szkodliwego nie spowoduje w ludzkim organizmie spustoszeń, jeśli stosowane jest z głową i z umiarem. Nieuzasadniona dieta bez... (tu wpisz po kolei wszystkie grupy produktów, które przychodzą ci do głowy) to zupełnie nowy poziom porąbania. Najzabawniejsze jest to, że dietetyczne zalecenia znachorów i opinie o tym co jest akurat szkodliwe, a co nie, bez przerwy się zmieniają. Doskonale pamiętam, że jeszcze nie tak dawno temu wrogiem publicznym były jajka, mające to zwiększać poziom złego cholesterolu w ciele człowieka. Dziś wiadomo już, że działają na odwrót. Zastanawiam się kto przeprowadza te wszystkie badania, kto dopuszcza je do opinii publicznej i dlaczego są to tak głupi ludzie.

Wszystkie obecne żywieniowe rewelacje zostaną dopiero zweryfikowane, szkoda byłoby w tym czasie odmawiać sobie tak wielu pysznych rzeczy. Na coś trzeba umrzeć i jeśli moja śmierć miałaby mieć związek z pitym przeze mnie mlekiem, to przyjmuję ją w uśmiechem i zadowoleniem.

Na zdrowie! 


24 komentarze :

  1. Doskonale wiem o czym piszesz. Najgorsze sa chyba Dzieci są ważne, tam kilka razy dziennie są artykuły jakie to mleko jest czkodliwe i że trzeba samemu wyciskać sobie mleko z wiórków. Najgorsze jest, że w komentarzach te wszystkie matki piszą, że naprawdę to robią. Ostatnio jedna napisała, że daje sobie do kawy swoje mleko z piersi. :///

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monia, nawet ja - zatwardziała zwolenniczka kp uważam, że to obrzydliwe. :P

      Usuń
  2. Mogę zrozumieć Twoją irytację, bo faktycznie tego co wolno i nie wolno jest teraz w sieci multum. Sama jestem od roku weganką, bo zależy mi na losie zwierząt i nie chcę ich na swoim talerzu. Mleka też nie chcę, bo w większości (nie neguję tego co napisałaś o swoim mleczku :)) brane jest ono od tych biednych krów sztucznie zapładnianych i oddzielanych od cieląt. I jest w nich ropa z krowich wymion. Serio. Jakiś tam procent tego może być dopuszczony do sprzedaży. A nie pijam go dlatego, bo laktoza mi szkodzi, o czym dowiedziałam się przechodząc na weganizm (nagle skończyły się wszystkie moje dolegliwości związane ze wzdęciami i bólami brzucha).
    Do czego to ja właściwie?
    Hmm. Nie mam zamiaru moralizować, bo każdy je co chce. Ale im więcej wegan i witarian znam, im więcej o tym czytam, tym bardziej mnie to przekonuje.
    I nie, nie wyciskam mleka z płatków owsianych, tylko kupuję w sklepie.
    I tak, mogłabyś wycisnąć mleko z Twoich płatków Kupiec. I w gruncie rzeczy nie ma nic łatwiejszego :)

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całym szacunkiem, ale jak wyciska się mleko z owsianki? Pytanie moje jak najbardziej serio, bo ja jednak jak autorka nie mam pojęcia...

      Usuń
    2. Mani, dla mnie Twój wybór jest czymś zupełni innym, w pełni go rozumiem. Sama byłam wegetarianką przez 8 lat, ze względu na zwierzęta. Czym innym jest dla mnie unikanie jakiegoś jedzenia ze względu na ideologię, a czymś innym "bo ktoś tak powiedział" albo wymyślone historie jak to dany produkt szkodzi.

      Usuń
  3. Powinnaś to opublikować gdzieś dalej, bo - jak zapewne wiesz - na blogu przeczyta to najwyżej kilka osób, a reszta rzuci okiem i napisze "ciekawe spostrzeżenia" :P Ale tak na serio - jakoś niespecjalnie się przejmuję gadaniem o glutenie i mleku. W ogóle nie czytam takich artykułów, telewizji śniadaniowej nie oglądam, jem co chcę. I nie wyobrażam sobie rezygnacji z kakałka (celowa pisownia :P), a do tego mleko jest niezbędne :) Poza tym swego czasu kiedyś zrezygnowałam z pieczywa itd i wcale nie czułam się od tego zdrowsza. Zatem pewne rzeczy trzeba traktować z przymrużeniem oka, a jak ktoś ma problem, to jego sprawa, niech sobie odmawia żarcia i najlepiej niech wpierdala kamienie (bo sałata przecież spryskana chemią).

    Swoją drogą mnie najbardziej irytują ludzie, którzy nie dają dzieciom żadnych słodyczy. Ja wiem, że w za dużej ilości niezdrowo, ale znam takich, którzy nawet kawałka czekolady dziecku nie dadzą! A przecież jeden dobry cukierek może poprawić humor na cały dzień :D Wszystko w za dużych ilościach szkodzi, a jak ktoś nie dba o zęby, to i od bezglutenowego żarcia się mogą popsuć. Tak więc paranoi nie brakuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, wiem, że tak będzie. Ale to część mojej długoterminowej strategii, żeby bloga zmienić na nie tylko książkowego. :) Poza tym jedni nie przeczytają, a inni tak. Już zostałam podlinkowana do jakiegoś forum o zdrowym żywieniu, gdzie wieszają na mnie psy, a wiadomo, że nic tak nie przysłuży się blogowi jak ostra krytyka. Z samego forum mam już ponad 100 przekierowań. ;) Dziwne, że jeszcze nie ma żadnych hejterskich komentarzy. :)
      Co do reszty - zgadzam się w 100%!

      Usuń
  4. Od kiedy pijesz mleko w tak masowych ilościach ;D?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od zawsze! Jedno z moich pierwszych wspomnień to karton z narysowanym chłopcem ze szklanką pełną mleka. Patrzyłam na niego i ścigaliśmy się, kto pierwszy wypije swoje. :D Potrafiłam tak wypić cały litr! U mnie zawsze mleko było zawsze i do wszystkiego. W przedszkolu wypijałam mleko dzieciom, które go nie lubiły (i zjadałam kożuchy, bo też uwielbiam! :P ), a one wypijały moje kakao, bo ja z kolei nie lubię smaku czekoladowego. :)

      Usuń
  5. Pierdzielą głupoty, nawet nie czytam tych artykułów. Mleka na pewno nie piję tyle, co ty, ale nie unikam. Za masłem nie przepadam, wolę margarynę, lecz jem dużo serów, jajek. Ale to nie jest ważne, chodzi o istotę artykułów, manipulację. Moi dziadkowie całe życie jedli tłuste, babcia wyjada smalec łyżkami, masła zjada codziennie tyle, że hoho, mleka jeszcze więcej. I co? Ma 91 lat i mega mocne kości. W tamtym roku 2 razy upadła: 1 złamała rękę, raz obojczyk - lekarze powiedzieli, że nie ma szans na zrośnięcie. Nie mieli racji, babcia już nie pamięta o złamaniach. Dziadek zmarł mając 94lata, był w super kondycji, szybko żył, szybko umarł. Miał swoje zęby - lekarze kazali mu kilka lat wcześniej ściągnąć szczękę do operacji - bardzo się obruszył, że pomyśleli, że ma sztuczne zęby :D Moi dziadkowie jedli mnóstwo tłuszczu, nabiału i słodkiego (babcia do tej pory zajada cukier łyżkami!) żadnego cholesterolu, cukrzycy.. A wystarczy jeden artykuł w sieci - moja kuzynka wariuje. Wozi się i dziecko po lekarzach, z artykułu wynika, że są chorzy. Właśnie zlikwidowali ze swojego dziennego menu.. herbatę. Herbata szkodliwa, zawały, udary przez nią! Piją wszyscy jedynie wodę, łącznie z 4 letnim dzieckiem!! Wiadomo, że może faktycznie te herbaty w saszetkach nie są najlepsze, ale wystarczy poszukać lepszych gatunków, lub naturalnych. Ja piję od jakiegoś czasu owocowe fusianki, litry dziennie - nie wyobrażam sobie życia bez herbat, mam gdzieś co twierdzą naukowcy.. Trochę odbiegłam od tematu, ale wczoraj miałam spotkanie rodzinne i wkurzyli mnie z tymi herbatami, że tak bardzo są szkodliwe, że jak ich nie wyrzucę, to niedługo umrę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany! O herbacie jeszcze nie słyszałam! Tak chyba właśnie powstają te artykuły. Ktoś tam może faktycznie umarł po wypiciu herbaty i zaraz wszyscy się boją. Tak jak piszesz, stare pokolenie jadło wszystko to, na co miało ochotę. Dla mnie dużo bardziej naturalnym jest zjedzenie kaszy mannej na mleku i herbaty z cukrem niż jakichś dziwactw, o których 10 lat temu się jeszcze nawet nie słyszało.

      Usuń
  6. Gratuluję genialnego tekstu i zdroworozsądkowego podejścia do życia. Sama mam podobne zdanie na temat tych wszystkich bzdur jakimi atakują nas "mądrzy ludzie" ze wszystkich stron. Właściwie jakby zebrać te dobre rady i zrobić listę tego co można jeść, to chyba niewiele by zostało, o ile coś w ogóle? Jeżeli chodzi o produkty ekologiczne to oczywiście wszyscy krzyczą, że te najlepsze i wznoszą peany na ich cześć. Jestem ciekawa, jaki procent tego eko-społeczeństwa zna prawidłowe oznakowanie produktów ekologicznych (bo samo "eko" w nazwie nie wystarczy)? Inna sprawa, która śmieszy mnie niezmiernie to polecanie diet stosowanych przez inne narody, jak na przykład dieta śródziemnomorska. Nie przeczę, że najzdrowsza, ale zapewne dla mieszkańców krajów klimatu śródziemnomorskiego:) Dla nas może być najwyżej smacznym urozmaiceniem codziennych posiłków.
    Jeżeli chodzi o unikanie pewnych składników, no to cóż, pewnie wszystko w nadmiarze szkodzi, ale też nie można popadać w paranoje. Jak słusznie napisałaś, od czegoś trzeba umrzeć, tak więc jedzmy to co lubimy i nie przejmujmy się bzdetami. Pozdrawiam ciepło ze szklanką mleka (samo zło) w jednej ręce i ciastem z mąki, cukru i jaj (zgon murowany) w drugiej:).

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nietolerancję laktozy. Ostatnio do latte, albo budyniu albo czego-tam-kolwiek jem tabletkę z enzymem (reklamują ją w radiu na przykład). Mleko mi potrzebne nie jest, ale w lodach ciężko się oprzeć. Co do glutenu, koleżanka mi na siłę wciskała, że wszystkie moje "boloki" są skutkiem glutenu. jakoś zawsze jadłam chleb i żyję. Fakt, kiedy się nie pilnuję, to tyję (mączne). jem wszystko, w granicach rozsądku (oprócz mięsa, jestem wegetarianką).

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam, że poczułam się trochę zaatakowana. Jestem wegetarianką, nie tykam mleka i nie jem glutenu. I to wszystko nie bez powodu. Lata męczyłam się z problemami z żołądkiem i zauważyłam, że gdy nie jem mięsa, nie mam już tych nieustających bóli. Zatem przestałam je jeść. Mleko było dla mnie całe życie obrzydliwe. Nie wspominając o wysypach gigantycznych pryszczy, gdy jadłam budyń na mleku. Przerzuciłam się na sojowe i ani od niego nie miałam pryszczy, ani też odruchów wymiotnych (które po krowim się od razu pojawiały - całe moje życie). W marcu mój układ trawienny się rozstroił i ponad miesiąc dochodziłam do tego, co jest przyczyną moich problemów. Odkryłam, że gluten. Ponad pół roku uważałam, że sobie to wmawiam i ciągle skakałam od diety glutenowej do bezglutenowej. Niestety moje przypuszczenia się potwierdziły i się zwyczajnie poddałam. Skoro mi nie służy, rezygnuję. I widzę różnicę. Odkąd w mojej diecie ograniczyłam cukier (zastępując go innymi substancjami słodzącymi jak syrop z agawy czy miód), nie mam ciągłych porannych mdłości. Chyba że jem coś z cukrem, to robi mi się niedobrze, gdy zjem go za dużo. Mimo wszystko zdarza się, każdy ma swoje słabości, z których nie chce zrezygnować.

    Nie interesują mnie badania. Interesuje mnie, co mówi moje ciało. Nauczyłam się zwracać uwagę na jego zdanie i się go trzymam. Nie staram się podążać za modami - wypróbowuję co ciekawsze, bo jestem zaintrygowana (jagody goji, miód manuka, spirulina czy nasiona chia), ale tylko jako ciekawostkę. Bo zwykle mi nie służą. Za to zajadam się serami, wyjadam (także podobno bardzo niezdrową) margarynę (bo masła nigdy nie lubiłam) łyżeczką z opakowania i nie wyobrażam sobie gotowania bez dużej ilości tłuszczu. Zawsze twierdzę, że potrzebuję poślizgu, a cóż daje lepszy niż tłuszcz?

    Rezygnuję w ostatnich latach z dużej ilości produktów, ale dlatego, że wiem, że nie są dla mnie dobre. I wiem, że powinnam zrezygnować z produktów mlecznych, bo mam nietolerancję białka mleka, ale nie potrafię. Nie ze wszystkich. I dużo czytam o dietach, ale za nimi nie podążam. Robię to, co mówi mi moje ciało. A czytając Twój tekst, dochodzę do wniosku, że najwyraźniej jestem wariatką, bo jestem na diecie bez wszystkiego.

    Mój Niemiec pije mleko litrami. Jego wola, skoro mu służy. Mi nie i przy tym zostajemy. Twój tekst wydaje mi się mocno jednostronny - oni są walnięci, a mi się nic nie dzieje. Ja jestem jednak przykładem, który mówi: Każdy organizm jest inny i każdemu służy co innego. Zazdroszczę Ci, że nie masz żadnych problemów związanych z żywieniem, ale czuję się dotknięta przez Twój tekst. Nie traktuj tego, proszę, jako atak (zawsze znajdzie się ktoś, kto tak zrobi), raczej jako spojrzenie z drugiej strony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Nie, nie traktuję Twojego komentarza jako ataku i mam też nadzieję, że się nie będziesz do mnie żywić żalu, bo naprawdę byłoby mi przykro. :(
      Hmm.. Wydaje mi się, choć Ty odebrałaś to inaczej, że w gruncie rzeczy nasze zdanie na ten temat jest podobne. Potwierdzasz nawet to, co myślę - każdy organizm jest inny. Tobie szkodzi gluten, na pewno istnieje jakaś większa grupa ludzi, którym on szkodzi. Ale pewnie znalazłaby się też grupa, której szkodzą banany albo ekologiczne otręby. Ale czy to od razu powód, żeby we wszystkich możliwych mediach rozpowszechniać teorię, że banany to zło i że nie powinno się ich jeść? Mnie wkurza podejście naprawdę dużej ilości osób, której nic nie jest, ale są święcie przekonane, że dany produkt jest zły. Bo ktoś tak napisał.
      Jest też zupełnie oczywistym, że nie będziesz pić mleka, jeśli się go brzydzisz. (Ja na przykład nie mogę nawet przebywać w jednym pomieszczeniu z osobą, która je jabłko, tak bardzo się jabłek brzydzę i tak bardzo mi one śmierdzą.) Ale wkurza mnie ta nagonka, że dorosły człowiek "nie jest w stanie" strawić mleka, no bo kurde - trawię! I czuję się znakomicie. Wydaje mi się też, że choć ludzie zazwyczaj nie uwielbiają mleka tak jak ja, to piją je w różnej postaci lub jako dodatek i naprawdę nic im nie jest.
      Co do wegetarianizmu, to już pisałam wyżej - sama nie jadłam mięsa 8 lat.
      Podsumowując: według mnie rezygnowanie ze wszystkiego tylko dlatego, że "może zaszkodzić" albo "bo jest niezdrowe" jest skrajnie głupie, z tego co piszesz, Twoje podejście jest inne. Jesz to co lubisz i to, co Ci lepiej służy i jest ok.
      Zastanawiam się, bo osoby, które mnie zazwyczaj czytają, tu na blogu, może nie do końca rozumieją moją irytację. Ja tę paranoję widzę przede wszystkim na portalach i fejsowych grupach dla matek, gdzie bez przerwy pojawiają się pytania "chciałabym usmażyć naleśniki, ale nie wiem czy mogę tam dodać mleko krowie" (i kilkadziesiąt komentarzy "nie, mleko krowie jest dla cieląt") albo "chciałabym się Wam wyżalić, że jak zostawiłam syna u babci, to ona mu dała biszkopta". Brak mi wtedy słów.

      Usuń
    2. Oczywiście niektórzy przesadzają, ale nie wiem, czy dawałabym mleko krowie dziecku. Może dwadzieścia lat temu było to jeszcze możliwe, ale w dzisiejszych czasach bym się zwyczajnie bała. Sama jeszcze cztery lata temu nie reagowałam alergicznie na produkty mleczne (mleko to inna historia), a potem się to nagle zmieniło. Tak samo z glutenem. Poza tym - to akurat jest potwierdzone badaniami - że wraz z wiekiem zmniejsza się zdolność trawienia laktozy u ludzi. Wyjątkiem są ci, którzy ją nieustannie przyjmują, ale gdy zrobią przerwę, nagle okazuje się, że coś jest nie tak, bo enzymy zanikają.

      W paranoję z powodu biszkopta bym nie wpadała, chyba że moje dziecko reagowałoby alergicznie na mąkę/cukier. Niemniej nagonkę na mleko rozumiem, bo o tym mówi się od ponad dziesięciu lat - to nie tylko taka nowa moda. Gluten to inna sytuacja.

      Usuń
    3. Alina, ale czego byś się bała? Alergii? Wydaje mi się, że alergie to stąd właśnie, że się wszystkiego unika i żyje w sterylnym środowisku. Może właśnie dlatego 20 lat temu nikt o nich nie słyszał? Poza tym gdyby tak się bać alergii, to nie można by jeść jeszcze czekolady, cytrusów, orzeszków i dziesiątek innych rzeczy. I jak długo? Jakby ktoś zaczął w wieku kilka lat to by się dopiero zaczęło. Poza tym co? Okaże się, że dziecko jest uczulone, wyskoczą krosty, a po kilku dniach znikną, wtedy można eliminować. Ale żeby na zapas?
      Teraz już podchodzę do tego inaczej i wiem, że to bzdura, ale na początku, jak zaczynałam karmić piersią, to dzień po dniu jadłam wszystkie możliwe alergeny, żeby sprawdzić co mogę, a czego nie mogę. Oczywiście Róży nigdy nic nie wyskoczyło ani nic jej nie było. Często czytam o matkach, które jak jakieś cierpiętnice nie jedzą całej listy rzeczy "bo może uczulić". Przecież to się zamęczyć można!

      Usuń
    4. Tak, alergii. Ale to tylko w wypadku mleka. Resztą rzeczy bym się raczej nie przejmowała - dopóki bym nie zauważyła, że coś jest nie tak.

      Usuń
  9. Widzę, że tematy z żywieniem coraz częściej wywołuje mnóstwo kontrowersji. Zaczynam się zastanawiać, co się dzieje z naszym społeczeństwem. Teraz potrafimy się pokłócić nie tylko o politykę, ale i właśnie o taką buką bułkę z mlekiem, rodzaj pieluch, w jakie zawija się bobasy, a nawet materac, na jakim lubimy spać. Za dużo dobrego chyba nas spotyka. Dawno nie wprowadzali stanu wojennego, to nam się w dupach poprzewracało. ; )

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie mam jakiejś szczególnej zakrętki na punkcie zdrowego żywienia, ale przez ostatnie lata poczyniłam kilka zmian w naszym jadłospisie, które wydają mi się rozsądne. Gluten, jako że mam w rodzinie osobę chorą na celiakię, znam dość dobrze, objawy towarzyszące wszelkim nietolerancjom mam w małym palcu i nie raz już słyszałam opinie gastrologów, że całkowita rezygnacja z glutenu przy braku choroby może skutkować kłopotami w dostarczaniu organizmowi pewnych składników odżywczych obecnych w mące. Więc tu też radzę wszystkim nie przesadzać. Przy czym urozmaicenie jest super i upieczenie od czasu do czasu czegoś innego, na mące owsianej, gryczanej czy kukurydzianej na pewno nam nie zaszkodzi, a w ręcz się przysłuży. Generalnie w diecie najważniejsze jest urozmaicenie i nie przesadzanie z jednym składnikiem, a niestety ostatnio cukru jest naprawdę baaaaaardzo dużo wszędzie i tu się nie dziwię, że ludzie zaczynają go unikać i o tym krzyczą. Sama przede wszystkim ograniczyłam nam zdecydowanie cukier rafinowany i staram się go zastępować prostym z owoców.
    Co do mleka to podziwiam, ja leję je głównie do kawy :D Mleko roślinne kupuję, bo nie mam ani miejsca ani siły na babranie się w wyciskanie własnego, choć jak już będziemy na swoim, na pewno pokuszę się o zrobienie kokosowego. W smaku roślinne jest słodsze, ale ciężko na nim ugotować owsiankę, bo lubi się rozwarstwiać :) Natomiast zimne z lodówki w upał, bajka. Tośka kocha.
    Także nie przesadzajmy w żadną stronę i będzie dobrze :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Szczerze się uśmiałam. Najlepsze jest to, że trafiłam tutaj wpisując w google "jak zrezygnować z pieczywa" :DD ale ja uwielbiam kaizerki ze śmietankowym masłem i polędwicą łososiową albo tatarem, nic nie poradzę. Jak mam świadomie z tego zrezygnować? I te wszystkie artykuły typu 5 powodów dla których lepiej zrezygnować z białego pieczywa. No fucking way! A moje dziecko lubi McDonalda ale jada raz na pół roku. Wszyscy żyjemy. Pozdrawiam i dziękuję za świetny tekst.

    OdpowiedzUsuń
  12. "Kiedyś żal było mi dzieci, których rodzice nigdy nie zgadzali się na odwiedziny w McDonaldzie. Jestem bowiem zdania, że nawet coś bardzo szkodliwego nie spowoduje w ludzkim organizmie spustoszeń, jeśli stosowane jest z głową i z umiarem."

    Dokładnie! Wszystko jest dla ludzi, ale z głową i z umiarem :) Dobrze to ujęłaś! Świetny tekst.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...