poniedziałek, 26 stycznia 2015

Tajemnicze właściwości pigułki „dzień po”

źródło



Głośna sprawa obiegła Polskę. Tak naprawdę nikt do końca nie wie jak to działa, ale podobno zabija płody. Tymczasem w Toruniu (sprawdzone wczoraj!) pigułkę „dzień po” można już kupić bez recepty!

Główna winowajczyni zamieszania to EllaOne. Choć niewielka, to kosztowna; 120 złotych piechotą nie chodzi. Po felernym stosunku masz pięć dni na jej zażycie. Ciekawe, że identycznie działająca pigułka Escapelle, dokładnie o połowę tańsza, wciąż jest dostępna tylko z zalecenia lekarza. Na Escapelle masz 72 godziny. Mniej, ale czy naprawdę ktoś czeka pięć dni na zbawienny ratunek?

„Aborcja”, „trutka na dzieci”, „bestialstwo” – narzekają przeciwnicy. Wiedza na temat pigułki większości krzykaczy jest jednak żadna. Identyfikuje się ją bowiem z pigułką wczesnoporonną. Nie, to nie jest to samo. Pigułka wczesnoporonna, notabene w Polsce w ogóle niedostępna, zażyta na dowolnym etapie ciąży ma za zadanie wywołać skurcze macicy prowadzące do poronienia. Pigułka „dzień po” to coś kompletnie innego. Jej główny składnik to hormon gestagen, który hamuje owulację. Po zażyciu leku w danym cyklu komórka jajowa nie opuści jajnika; do zapłodnienia nie dojdzie. W przypadku, gdy owulacja już nastąpiła, gestagen zadziała na błonę śluzową macicy, która zrobi się na tyle cienka, że niemożliwe będzie zagnieżdżenie się zapłodnionej komórki jajowej; zarodek nie powstanie.

Dlaczego bez recepty? Ano dlatego, że liczy się tu przede wszystkim czas. Na największą skuteczność pigułki można liczyć w ciągu 24 godzin od stosunku. Im później, tym ryzyko większe. Nie zawsze w tak krótkim czasie uda się dotrzeć do ginekologa, otwartej apteki i tak dalej. Dodatkowo lek ten nie jest szczególnie niebezpieczny dla zdrowia i życia. Znacznie większymi dawkami octanu uliprystalu (główny składnik EllaOne)  leczy się na przykład mięśniaki macicy. W czeluściach Internetu spotkałam się z absurdalnymi obawami „obrońców życia”, że zażycie większej ilości środka, na późniejszym etapie ciąży może być wykorzystywane jako metoda na wywołanie poronienia. Nie, to nie tak, to znowu pokłosie myślenia o antykoncepcji jako o działaniach wczesnoporonnych. Gestagen to hormon naturalnie u ciężarnej występujący i jego dodatkowa dawka istniejącej już ciąży nie zaszkodzi.

Są wreszcie przeciwnicy przekonani, że łatwo dostępna antykoncepcja post factum stanie się dla wielu kobiet regularną metodą antykoncepcyjną. Wszak tego typu specyfiki przeznaczone są „dla puszczalskich”, które nie pomyślą, a już robią. Często zastanawiam się skąd tego typu moralne hieny czerpią swoje wzorce etyczne i co skłania je do myślenia o kobietach jak o stworzeniach bez mózgu.

Proszę, nie traktujmy ludzi jak kompletnych kretynów. Dlaczego zakładamy, że kobiety są na tyle głupie, żeby nie przeczytać ulotki i jakiekolwiek tabletki łykać jak cukierki? Jestem przekonana, że nawet przeciętnej inteligencji osoba rozumie, że ten rodzaj antykoncepcji jest nazywany „awaryjnym” nie bez powodu. Każdy ma prawo samodzielnie brać odpowiedzialność za swoje zdrowie.

I wreszcie, jak zawsze przy tego typu sprawach, rozterki etyczne; litościwe opłakiwanie trudnego losu zygoty, która nie zdołała się zagnieździć. Każdy ma swoje własne poczucie moralności i inne życiowe priorytety. Dla jednego pęknięta prezerwatywa będzie wyraźnym komunikatem od Boga: „tik tak, tik tak, pora na dzidziusia”, dla kogoś innego prawdziwą tragedią. Jak to się jednak mówi: jeden lubi pomarańcze, drugi jak mu nogi śmierdzą i naprawdę nikomu nic do tego. Tą światłą uwagą kończę, życząc miłego tygodnia. 


Informacje do artykułu zebrałam w rozmowie z lekarzem ginekologiem, tekstu nie można jednak traktować jako zaleceń medycznych. W razie jakichkolwiek wątpliwości zawsze skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą. ;)
 

12 komentarzy :

  1. Niestety, lek wczesnoporonny jest dostępny w Polsce, a stosowanyjest w chorobie wrzodowej żołądka. Na szczęście - na receptę. Zdania na temat pigułki "dzień po" są podzielone. A ja na razie jstm po środku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dostępny to jest też najpopularniejszy środek wczesnoporonny, czyli (niestety) zardzewiały drut. W wykazie leków nie ma, choć ja uważam, że być powinien.

      Usuń
  2. A najbardziej o tym trąbią panie pod 70-siątkę :) kobieta to mądre stworzenie i wątpię, żeby zaczęły teraz łykać te tabletki tylko dlatego, że są bez recepty

    OdpowiedzUsuń
  3. Idąc za tą myślą, okres jest złem, ponieważ uniemożliwia dziecku przyjście na świat, bo kobieta nie spełniła swojego świętego obowiązku i w danym miesiącu nie została matką. Taka myśl mi się nasunęła, skoro już mówimy o trudnym losie zygoty...

    Bardzo się cieszę, że ta pigułka dostępna jest wreszcie bez recepty. Zawsze się siebie pytałam, jak ktoś jest w stanie ją w ogóle zdobyć, gdy dajmy na to w piątek był na imprezie, w weekend lekarze nie pracują (bo po co?), w poniedziałek umawia się na termin, ale tik-tak - czas minął.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dla mnie to trochę tworzenie problemu na siłę, a najgłośniej wypowiadają się głównie ci, którzy nie mają pojęcia o czym mówią. Choćbym nie wiem jak się starała, naprawdę nie widzę tu aborcji. Moim zdaniem większość po prostu nie rozróżnia tych pigułek od leku wczesnoporonnego. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. W naszym pięknym kraju nadal kobietę uważa się za istotę drugiej kategorii, bezmyślnej i głupiej, której trzeba mówić jak ma żyć bo sama sobie nie poradzi. Państwo jest od tego żeby regulować sprawy ogólne: policja, prawo, służba zdrowia itp i tyle. O tym czy dokonać aborcjii, czy przyjąć tabletkę EllaOne itp powinna decyzdować wyłącznie osoba której sytuacja dotyczy i ew. jej bliscy bo to oni poniosą ewentualne konsekwencje swoich działań. Tak jak nie zgadzam się żeby z moich pieniędzy finansowano działalność jakiegokolwiek kościoła tak nie zgadzam się żeby o mojej płodności decydował ktokolwiek poza mną.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie chce mi się zbytnio wdawać w polemikę, gdyż jestem zdania ''żyj i daj żyć innym''. Po co ta nagonka i wyolbrzymianie sprawy. Każdy jest mądry jak jego ''problem'' nie dotyczy. Osobiście uważam, że pigułka ''po'' to doskonałe rozwiązanie w razie niespodziewanej ''awarii''. Wszak nie ma ona działania wczesnoporonnego, tylko hamuje owulacje. Tak jak sama wspominasz: Po zażyciu leku w danym cyklu komórka jajowa nie opuści jajnika; do zapłodnienia nie dojdzie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Temat jak najbardziej z mojej działki, jako, że związałam swój los z farmacją ;-)
    Poruszaliśmy ten temat nawet na farmakologii i zdania były podzielone. Osobiście uważam, że nie jest do końca tak, że tabletki tej nie można uznać za wczesnoporonną. Biorąc pod uwagę ile żyje komórka jajowa a ile plemniki i dodając do tego czas działania tabletki można doprowadzić do sytuacji kiedy nie tyle do zapłodnienia nie dojdzie, co zapłodnione jajeczko zostanie usunięte. Jednak to akurat interesuje mnie najmniej, choć jestem katoliczką nie mam obsesji na punkcie ratowania poczętych zarodków i tak dalej (dla kościoła przecież nawet prezerwatywa jest narzędziem zbrodni a to już absurd moim zdaniem). Uważam że każdy ma prawdo decydować o swoim ciele i o swoim losie. dziecko to ogromna zmiana. Mówią, że można urodzić i oddać, ale osobiście nie byłabym w stanie tego zrobić, a nawet gdybym zrobiła, myślę, że nie dało by mi to spokoju do końca życia.
    Ale odeszłam od tematu ;-) Cóż, każdy ma prawo o sobie decydować i myślę, że wprowadzenie takiej tabletki bez recepty samo w sobie nie jest złym posunięciem, jednak nie zgodzę się z tym co napisałaś w akapicie o "puszczalskich". Choć ogólnie masz rację, to niestety wciąż duża grupa młodych dziewczyn, które o tematach związanych z seksem dowiadują się głównie z internetu i rozmów z koleżankami. I chociażby dla nich temat związany z konsekwencjami przyjmowania tabletki powinien być omówiony szerzej. Niestety większość dziewczyn nie zerknie do ulotki słysząc zapewnienia, że lek jest w 100% bezpieczny. Nie mam zamiaru przyłączać się do protestu, ale mam nadzieję, że ta sytuacja skłoni do rozmów z młodymi dziewczynami (nie oszukujmy się, to właśnie o nastolatki głównie chodzi) w szkołach. Tylko, litości! Niech tego typu pogadanki wreszcie przestaną prowadzić nawiedzone katechetki, a zaczną poważni wykształceni w tym kierunku ludzie, którzy szczerze pokażą sytuację z każdej możliwej strony a nie tylko od tej religijnej i jakże ograniczonej.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że zapłodnione jajeczko może zostać usunięte to fakt! O tym zresztą pisałam. Nie jest to jednak jeszcze zarodek i medycznie nie mówi się o ciąży. Powstaje zygota, czyli zlepek komórek nieprzypominający niczego (chociaż "obrońcy życia" w swojej propagandzie często prezentują zygotę, która wygląda jak 5-miesięczny płód, który ssie swój kciuk..., brak słów!). Nie da się tego nawet stwierdzić najdokładniejszym aparatem USG. Zarodek (a tym samym ciąża) powstaje w momencie zagnieżdżenia komórki jajowej w macicy, do czego pigułka "dzień po" nie doprowadzi. I znowu, wbrew "obrońcom życia" to nie jest jakaś szalona ingerencja w biologię, bo szacuje się, że w naturalnych warunkach ponad połowa zapłodnień właśnie w ten sposób kończy swój "żywot". Kobieta najczęściej nawet o tym nie wie, bo miesiączka przychodzi terminowo.
      Dla mnie właśnie kompletną patologią jest podejście "można urodzić i oddać". To tak, jakby traktować żywe, urodzone dziecko gorzej niż zlepek komórek. O kobiecie, która je urodziła już nie wspomnę.
      Do do meritum; hałas wokół sprawy może co najwyżej w ogóle uświadomić niektóre z dziewczyn, że istnieje coś takiego jak "pigułka po". Myślę jednak, że będzie to grupa, dla której cena 120 zł będzie zbyt wysoka na regularne zażywanie pigułki. Może się jednak okazać, iż fakt, że nie muszą iść do lekarza (wstyd, dodatkowy koszt), zachęci je do sięgnięcia po lek. Nastoletnich matek z przypadku jest już wystarczająco dużo. Naprawdę nie mogę sobie jakoś wyobrazić wielkiej katastrofy przez tę pigułkę. Będzie też jednak grupa, która dalej nie będzie wiedziała nic, tak jak wcześniej. Niemniej jednak rzetelna edukacja w szkołach być powinna, to powinna być podstawa!

      Usuń
  8. Ja akurat jestem za wprowadzeniem pigułki bez recepty. Żyjemy w XXI wieku....

    OdpowiedzUsuń
  9. Ostatnio o tym niezwykle głośno, wiadomości trąbią (w przerwie między strajkami górników, a strajkami rolników...). Moim zdaniem wszystko zależy od stosującej osoby, to jej decyzja, sądzę tylko, że powinno się wprowadzić ograniczenie wiekowe, co najmniej 18 lat.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. To, że ja nie chcę zajść teraz w ciążę, nie powinno zależeć od tego, czego chce jakaś starsza pani, ksiądz albo konserwatysta obyczajowy. Niektórzy nie rozumieją pewnych rzeczy i oceniają je pod kątem sztuczek diabelskich...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...