piątek, 20 lutego 2015

Dorosłość? Nie, dziękuję

Kończę dziś dwadzieścia sześć lat.

Moje urodziny nie są dla mnie żadnym wyjątkowym świętem, nigdy też nie były okazją do świętowania. Dzisiaj z premedytacją wykorzystuję fakt bycia jubilatką do całodziennego wylegiwania się w łóżku, nieodrywania się od komputera i podjadania śmieciowego żarcia, córkę i męża pozostawiając samym sobie. A co!

Uderzyło mnie jednak to, że do trzydziestki zostało mi całkiem niewiele. Jeszcze niedawno trzydziestolatków uważałam za stare pryki, a wkrótce sama dołączę do tego zaszczytnego grona starców.

Choć dwadzieścia sześć lat już za mną, to wciąż nie postrzegam siebie jako osoby dorosłej. Dziwne to bardzo uczucie i nie do końca zdaję sobie sprawę z jego powodów. Ślub, urodzenie dziecka i własny dom nie uczyniły ze mnie osoby dojrzalszej. Być może fakt bezpośredniego skoku z bycia studentką do bycia matką sprawił, że nie zdążyły mi się ułożyć w głowie te nowe role społeczne. Jest wręcz przeciwnie; córkę traktuję jako towarzysza zabaw, małego człowieczka, z którym wkrótce będę mogła budować zamki z klocków Lego, a latem łazić po drzewach i taplać się w błocie. Nie myślę o Róży w kategoriach „to jej pokażę, tego ją nauczę”, a raczej „zrobimy to razem”. Myślę też, że nigdy nie przyjdzie mi do głowy powiedzieć do niej „jesteś za mała, nie zrozumiesz tego”.

Nie interesuje mnie polityka, nie znam nazwisk naszych ministrów, jedynie z prezydentem jestem na bieżąco. Nie mam pojęcia o co chodzi w słynnej aferze taśmowej i tak naprawdę nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Podczas spotkań w większym gronie wciąż niezmiernie nudzą mnie dorosłe rozmowy przy stole. Sytuacja nie zmienia się od lat. Jest obiad, a kiedy wszyscy zaspokoją pierwszy głód zaczynają się rozmowy o sytuacji gospodarczej, narzekania na rząd, pogodę i cały świat. Gdy byłam mała, to właśnie był ten moment, kiedy mogłam odejść od stołu i zająć się swoimi, ciekawszymi sprawami. Mimo dwudziestu sześciu lat na karku, za każdym razem mam na to ochotę. „Dorośli” przy stole wciąż wydają mi się tak bardzo niepodobni do mnie, jak to tylko możliwe. O ile atrakcyjniejsze wydaje mi się budowanie wieży z klocków dla mojej córki. Albo czytanie książki o samochodach; tej, przy której robi się takie śmieszne „brmm, brmm”. 

Mentalnie zatrzymałam się gdzieś na poziomie nastolatki, na dodatek w fazie burzliwego dojrzewania. Częściej niż innym zdarza mi się wpaść w histerię bez powodu i z uporem maniaka podtrzymuję swoje „nie”, nawet jeśli argumenty drugiej strony wydają się być sensowne. Boję się dzwonić do obcych ludzi, nie wiem gdzie chciałabym pracować i wciąż rozglądam się zaskoczona, kiedy ekspedientka w sklepie zwraca się do mnie „proszę pani”.

Być może kiedyś dorosnę, na razie nie chcę.

10 komentarzy :

  1. Wszystkiego najlepszegoooo! :) Ja skończyłam 26 w grudniu, masakra jakaś, przecież czuję się jakbym miała ciągle naście, a tu się 30 zbliża, to żart chyba jakiś :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo, że nie obchodzisz to życzę Ci wszystkiego co najlepsze! Jestem trzy lata młodsza, ale ciągle czuję się i czuć chyba będę na 19 lat :) I zawsze robię wielkie oczy jak ktoś mówi do mnie "pani" :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże, czuję dokładnie to samo T.T Oczko wybiło, a ja wciąż czytam młodzieżówki, wciąż się buntuję, wciąż mam ochotę wygłupiać się jak nastolatka. Boję się rozmawiać z obcymi, pójść gdzieś do urzędu coś załatwić - o zgrozo!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wciąż jestem od Ciebie o dwa lata młodsza, ale odczuwam podobnie. Mentalnie czuję się sześciolatką. I chcę się cieszyć życiem jak sześciolatka. Mam jednak dorosłe momenty i czuję, że przez nie coś tracę. Staram się pielęgnować to dziecko we mnie, choć wszyscy w moim otoczeniu chcieliby je zabić.

    Wszystkiego najlepszego!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkiego najlepszego, dużo uśmiechu. :)

    Ja to przy Tobie małolata :P Wkroczyłam już w dorosły wiek, miałam 18 w tym roku. ;) Mnie również niemiłosiernie nudzą rodzinne rozmowy przy stoel, gdy przyjeżdżają dalecy wujkowie i ciocie... Gdy to tylko nie moje urodziny, zawsze znikam przynajmniej na pół imprezy. ;)
    Nie rośnij, dobrze jest tak jak jest. ;) Ja chyba jako jedyna w mojej klasie nie chciałam być dorosła, wolałam zostać dzieckiem, ale czasu się nie zatrzyma.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. O, mam ten sam pogląd na klocki Lego :D Jeśli kiedyś będzie mi dane, to nakupuję dzieciakowi wszystkie rodzaje i będę sobie układać :)
    Agnnes

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ja Cię rozumiem doskonale... Też czuję się jakbym psychicznie zatrzymała się na etapie nastolatki, tak powiedzmy 15-letniej. ;) Ale dobrze mi z tym! :)
    Wszystkiego najlepszego!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. To tylko się cieszyć! U mnie na liczniku już 28, czyli do 30 wielkimi krokami. Tyle, że ja przez tą świadomość czuję się jakby staro, choć tak naprawdę też jeszcze nie powinnam. I życzę CI takiego zapału do zabawy zawsze! Mnie czasami brakuje już cierpliwości. ;P Będziesz świetna mamą!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dorastanie jest przereklamowane :D <3

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...