wtorek, 24 lutego 2015

Duże stężenie Bator non-fiction. „Rekin z parku Yoyogi” Joanna Bator

Wydawnictwo W.A.B. (książka)
Stron: 380

Biblioteka Akustyczna (audiobook)
Czyta: Anna Dereszowska
Czas trwania: 7h 17m

Opis wydawcy:
Joanna Bator wraca w swoim pisarstwie do Japonii, której poświęciła swój debiutancki zbiór esejów „Japoński wachlarz”. Choć jest teraz znacznie bogatsza w doświadczenia i wiedzę o kraju oraz jego mieszkańcach, nie utraciła wrażliwości na głęboką odmienność kulturową. Autorka zabiera czytelnika do miejsc, o jakich nie można przeczytać w folderach biur podróży i przewodnikach turystycznych. Wraz z nią wkraczamy do lasu samobójców w Aokigaharze, wyprawiamy się do opuszczonego miasteczka Nichitsu, będącego ulubionym celem eksploratorów ruin i wdzieramy się do Akihabary, twierdzy otaku, zamkniętych w sobie fanów japońskiej popkultury. Również parki, kaplice, herbaciarnie, małe bary w peryferyjnych dzielnicach i wielkie sklepy w ekskluzywnej Shibuyi stają się fascynującym tematem antropologicznych i filozoficznych dociekań. Prawdziwym tematem „Rekina z parku Yoyogi” zawsze są jednak ludzie – mieszkańcy Japonii z ich umiejętnością kontemplacji świata, wyjątkowo chłonną i twórczą kulturą oraz siłą, która pozwala im się podnieść nawet po tak dramatycznych wydarzeniach, jak trzęsienie ziemi u wybrzeży Honsiu w marcu 2011 roku.


Lubię być na bieżąco z nagrodami w dziedzinie literatury. Zanim jeszcze wieść się rozniesie, zanim ktoś na spotkaniu towarzyskim od niechcenia zapyta „A ten co teraz dostał Nobla, zna ktoś?”, ja już czytam, ja już poznaję i krytykuję („No komu to teraz te Noble dają...”). Co roku i polską Nike mam w jednym paluszku. I kiedy moja czytelnicza ciekawość kazała mi sięgnąć po nagrodzoną w zeszłym roku „Ciemno, prawie noc” (RECENZJA, HOP!) – poznałam Bator. Przeczytanie „Rekina...” było tylko kwestią czasu.

„Rekin z parku Yoyogi” to kolejny (po „Japońskim wachlarzu”, którego nie miałam okazji poznać, nad czym ubolewam i co z pewnością wkrótce nadrobię) zbiór esejów tematycznie dość luźno oscylujących wokół Japonii. Bo tematyka japońska dominuje tu tylko z pozoru. Owszem, znajdziemy tu fascynujące informacje na temat japońskiego ideału urody, z zainteresowaniem przeczytamy też o lesie samobójców Aokigahara, o automatach z używaną bielizną i o coraz bardziej popularnych, realistycznie odwzorowujących ciało kobiety lalkach. Lecz choć ciekawostki dotyczące Japonii wypełniają tę książkę po brzegi, to Kraj Kwitnącej Wiśni najczęściej bywa tylko punktem odniesienia do szerszych i bardziej osobistych rozważań. Większość opowieści zaczyna się w Japonii, jednak ich zakończenie osadzone jest w Polsce, najczęściej w głowie samej Joanny Bator. Mamy więc tu przede wszystkim Polaków i polskość, swojskość zamiast egzotyki, ciągłe porównania, analogie. Wszystko ogromnie subiektywne; nie tylko dobór tematów, ale też sposób ich ujęcia, aspekty, które zostają podkreślone. Osobiste, intymne wręcz przemyślenia autorki spozierają na nas z każdego zdania. Japonia, której doświadczamy nie jest Japonią z przewodników; to Japonia autorska, widziana przez pryzmat własnych doświadczeń, zinterpretowana już niejako. I choć czasami stężenie Bator na centymetrze kwadratowym kartki zdawało się być za duże, chociaż chciałoby się jeszcze posłuchać o Murakamim, o gejszach, o lolitkach, to w końcu zawsze potrafiłam docenić obecność autorki.

„Rekin...” to bardzo twórczy, buchający erudycją esej. Dominują tu przemyślenia filozoficzne, egzystencjalne i literackie. Bator pisze o tym, co przeczytała, jakie wywarło to na niej wrażenie, jak lektura ma się do japońskiej rzeczywistości, do jej własnych odczuć. Kilka rozdziałów poświęciła Murakamiemu, którego twórczość wyraźnie ją zachwyca i inspiruje. Poza tym przedstawia własne opinie na temat życia, religii, sztuki, kultury. I nawet pomimo pojawiających się trudnych tematów, jak trzęsienie ziemi z 2011 roku i związane z nim zmiany w życiu Japończyków, całość pozostaje lekka, zabarwiona inteligentnym humorem.

Podoba mi się to, że Bator nie pisze z perspektywy eksperta. W niczym nie przypomina nadętych Polaków, którzy po rocznym pobycie za granicą zdają sie mieć trudności z posługiwaniem się językiem polskim. Ona nie próbuje udowodnić, że wie o Japonii wszystko, nie próbuje uchodzić za znawcę. Wręcz przeciwnie; Japonia zaskakuje ją na każdym kroku, a każde kolejne zdumienie sprawia jej radość i budzi nowe pytania.

Ciekawy obraz samej autorki wyłania nam się z książki. Czytając Bator wiem, że mam do czynienia z osobą niesamowicie mądrą, wykształconą i oczytaną. Nagromadzenie nazwisk badaczy kultury, pojęć z zakresu filozofii, a także kulturowych faktów i odniesień sprawia wręcz wrażenie delikatnego przeintelektualizowania, popisu i zbyt nachalną próbą wyeksponowania swojej wiedzy, co może się nie spodobać i przytłoczyć. Niemniej jednak ja, która (tak jak autorka) poszczycić się mogę dyplomem ukończenia nieprzydatnych zawodowo, ale niezwykle ciekawych studiów kulturoznawczych, z dość dużym zadowoleniem wyłapywałam te wszystkie aluzje i literackie odniesienia, a lektura „Rekina...” niejednokrotnie stanowiła dla mnie wyzwanie intelektualne. Okazała się też źródłem niesamowitej satysfakcji i podbudowała intelektualne ego! W jednym z rozdziałów Bator dość nieumiejętnie próbowała wytłumaczyć istnienie zjawiska yaoi (gatunku mangi i anime, których głównym tematem są męskie związku homoseksualne), przyczyn powstania doszukując się między innymi w specyfice japońskiej mentalności. To bardzo wąskie spojrzenie na zagadnienie i nieuwzględnienie faktu, że zjawisko to nie występuje tylko w Japonii. Chętnie odpowiedziałabym Autorce na dręczące ją wątpliwości; opowiedziałabym o tym, że yaoi ma swój amerykańsko-europejski odpowiednik w postaci slash fiction. Przyczyn ich powstania nie należy doszukiwać się w konkretnej kulturze, bowiem jest to zjawisko uniwersalne wszędzie tam, gdzie istnieje kultura popularna oraz sprawny system publicznego porozumiewania się na odległość (prozaicznie zwany Internetem). O mentalność twórczyń i czytelniczek tu raczej chodzi; o poziom rozwoju ich najczęściej nastoletniej świadomości seksualnej, o twórczą prezentację własnych poglądów. Ale to tylko nawiasem. Bo może Bator czyta!

Każdy zakończony rozdział w „Rekinie...” był dla mnie pretekstem do przerwania lektury i chwili refleksji. Czy rzeczywiście jest tak, jak pisze Bator? Czy ma rację? I choć najczęściej przedstawia bardzo subiektywne, wyraźnie zabarwione własnymi poglądami sądy o świecie, to trudno nie przyznać jej racji i nie zgodzić się z trafnymi spostrzeżeniami na temat rzeczywistości. Świetnie się też „Rekin...” sprawdza jako audiobook. Bo eseje Bator są jak historie dobrej znajomej, która wróciła właśnie z dalekiego kraju i pełna entuzjazmu opowiada o tym, co tam widziała. Można ich słuchać sącząc herbatę i niechcący na głos przedstawić swoje własne zdanie.

„Rekin z parku Yoyogi” utwierdził mnie w przekonaniu, że lubię i cenię Bator, jako osobę. Nawet chyba bardziej tę non-fiction, niż fabularną (choć pod względem gatunkowym zawsze zwycięży u mnie powieść). Warto mieć ją za przewodniczkę w tej urokliwej wyprawie, aby zrozumieć mentalność nie tylko japońską, ale też naszą, rodzimą.

O audiobooku
Anna Dereszowska stara się być dobrą lektorką, nawet za bardzo. Jej przesadna dbałość o dykcję graniczy więc już niemal z manierą. Na dodatek niezbyt przyjemną. Szczególnie nieładne jest dość częste przeciąganie „r”. I tak oto mamy „warrrrgi”, „rrrrozrrrastają”, czy tytułowego „rrrrekina”. Dereszowska niepotrzebnie akcentuje niektóre słowa (zdaje się, że kompletnie przypadkowe), chcąc – jak mniemam – dodać swemu głosowi melodyjności. Z lubością wypowiada soczyste „ą” i „ę” nawet tam, gdzie być ich nie powinno. Wszystkich tych „bonusów” trochę za dużo, jestem zwolenniczką audiobooków, w których lektor stanowi jak najmniej zauważalne tło, a jego popisy nie odwracają uwagi od treści książki. 

Recenzje innych książek Joanny Bator:
Ciemno, prawie noc 
Piaskowa Góra
Wyspa Łza



8 komentarzy :

  1. Piszesz, że „Rekin...” to bardzo twórczy, buchający erudycją esej. Dla mnie to akurat wada, gdyż ja osobiście, po ciężkim dniu pracy marzę jedynie o lekkiej, nieobowiązującej rozrywce napisanej prostym, dosadnym językiem. Dlatego wszelkie przemyślenia filozoficzne, egzystencjalne i literackie, nie są u mnie zbyt mile pożądane.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, ale to nie moje klimaty.

    P.S zatwierdzanie komentarzy mam na starsze posty. Na te publikowane w ciągu dwóch dni - nie :) Dałam tylko jeden wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba zbyt poważne jak dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. w punkt! mogłabym przeczytać Twoją recenzję bez podanego tytułu i autora, a i tak byłabym pewna, że czytałyśmy to samo :P
    zdecydowanie rozszerza horyzonty i stymuluje intelektualnie
    ja chętnie eseje na zmianę z powieściami, więc cóż, zdaje się, że po prostu muszę sięgnąć po "Ciemno, prawie noc" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Raczej nie porwę się na tak wymagającą książkę. Wybieram zwykle proste lektury, łatwe do odczytu, takie, które pozwolą mi się oderwać od rzeczywistości. Czytając eseje czułabym się jak w szkole.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałam ją ostatnio w obiżonej cenie, chyba się po nią wrócę, bo choć dotąd miałam wątpliwości, teraz się one rozwiały. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  7. No i nie mam wyboru. ;) U mnie z literaturą faktu na bakier, ale rozumiem, że to nie reportaż, ale zakres tematów większy, a nawet ogromny. Powieściową Bator jest zauroczony, więc i tu pewnie nie będzie inaczej. Zamawiam! :) (Na Arosie!)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię czytać o Japonii, więc może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...