sobota, 28 lutego 2015

Karty Czu Czu. Moje pierwsze słowa



Gdzieś już pisałam o swojej miłości do Czu Czu. W szafach i innych tajnych zakamarkach poupychane mam stosu puzzli i książek z logo chłopca w konduktorskiej czapce. Śledzę nowości, zachwycam się co ciekawszym pomysłem i gromadzę „na zaś”. Cieszę się, że coś z tych skarbów możemy używać już teraz.

Mowa o kartach „Moje pierwsze słowa”. Wydane zostały cztery zestawy kart w tej serii: „W domu”, „Zwierzęta”, „Owoce i warzywa”, „Kolory i kształty”. Nie muszę chyba dodawać, że mamy je wszystkie. :) W każdym zestawie znajduje się piętnaście dwustronnych kart (trzydzieści obrazków), co, po zebraniu całości, daje całkiem imponującą ilość. Zestaw znajduje się w trwałym pudełku i jest związany sznureczkiem. U nas jednak karty sprawdzają się lepiej bez sznurka. Można je wtedy zebrać w wielki stos, który jedni będą przerzucać i układać według sobie tylko wiadomych wzorów, drudzy natomiast zyskają kilka minut wolnego. Win-win! 

 



Karty z obrazkami to naprawdę świetny pomysł na zabawę z dzieckiem. Ja zaczęłam pokazywać Róży obrazki (za każdym razem je nazywając), kiedy ta miała trzy miesiące. Teraz, kiedy ma dziesięć miesięcy, jej zainteresowanie kartami nie słabnie. Wciąż przede wszystkim nazywam to, co jest narysowane na karcie. Widzę, że znacznie łatwiej skupia się wtedy, gdy obrazek jest tyko jeden. W przypadku książek (nawet takich z jednym obrazkiem na stronie) jej wzrok błądzi pomiędzy kartkami, a równie interesujące, co treść, są strony, które można przewracać. Przy kartach pozostaje jedynie patrzenie. Teraz, kiedy jest starsza, grupuję też obrazki w różne zbiory, nazywam ich cechy. Z pojedynczymi kartami szukamy natomiast obiektów w naszym najbliższym otoczeniu. Bierzemy na przykład „nocnik” i idziemy do łazienki, aby znaleźć to, co znajduje się na ilustracji. Poznajemy w ten sposób coraz więcej nowych słów i uczymy się rozpoznawania obiektów, które można wskazać paluszkiem. Tak samo przy jedzeniu; Rózia wydaje się zaskoczona, że marchewka w jej ręce i marchewka na obrazku są dokładnie tym samym. Pomysłów na zabawy z kartami jest wiele, do zestawu dołączone są zresztą bardzo przydatne informacje z pomysłami na inne jeszcze aktywności, a także naprawdę ciekawe pytania, które można zadawać starszym dzieciom. 


Przejdźmy jednak do zalet i wad produktu; dlaczego warto wybrać właśnie karty od  Czu Czu.

Zalety

Karty są bardzo grube i wytrzymają naprawdę wiele. Nasze są bez przerwy gryzione, rzucane, ślinione i miętoszone. Na tych, którym dostało się najmocniej, oczywiście widać drobne ślady użycia, ale trzeba ich szukać naprawdę mocno. To jedyne karty, które mogę dać do ręki niemowlęciu bez obawy, że zostaną zniszczone. Już kilkumiesięczna Róża testowała je swoimi bezzębnymi dziąsłami, a one wciąż wyglądają świetnie. 


Brak zdrobnień i rzeczowe informacje. Jeśli już jest coś stworzonego dla niemowląt (choć zazwyczaj nic nie ma), to zazwyczaj pełne jest dziwacznych zdrobnień, jakby alternatywnego języka. Zamiast „liścia” jest „listek”, a zamiast „kaczki” – „kaczuszka” (gdyby zrobili z tego audiobook, to pewnie jakiś lektor czytałby „kacuska”). W kartach Czu Czu, poza jedną jedyną „świnką” (czemu?) nie ma zdrobnień. Nie ma więc „misia”, a jest niedźwiedź i to na dodatek w trzech różnych wersjach! Sporo rzeczowej wiedzy można wynieść z tych kart, dlatego sprawdzą się ona także u nieco starszych dzieci.  


Dobry proporcje napisu do obrazka. Litery są małe, a nie WIELKIE, czyli takie, jakie zazwyczaj występują w tekście pisanym, a sam napis jest na tyle duży, że jest go w stanie dostrzec także dziecko (elementy czytania globalnego). Ideałem byłby czarny kolor liter, ale nie można mieć wszystkiego. 

Wady

Rysunki. Nie słodzę i nie idealizuję: swoją ofertą Czu Czu idealnie wpisuje się w fatalną sytuację, jeśli chodzi o dobre materiały edukacyjne dla najmłodszych dzieci. Ich jakość wykonania jest zawsze perfekcyjna, a pomysły i ich realizacja nie budzą żadnych zastrzeżeń. Czu Czu nie jest tandetne ani „takie słodziutkie i głupiutkie, że w sam raz dla niemowlaka”, jak niestety ma to miejsce w ogromnej większości przypadków. Tym bardziej nie rozumiem tych ilustracji. Obrazki dla najmłodszych dzieci powinny być jak najprostsze, powinny jak najbardziej odwzorowywać rzeczywistość. Idealny byłyby tu na przykład zdjęcia; łatwe do rozpoznania i zidentyfikowania. Niestety, estetyka Czu Czu do mnie nie przemawia. Ich rysunki są zbyt karykaturalne, aby mogło je poprawnie zidentyfikować najmłodsze dziecko. Na całej linii zawodzą zwierzęta. No na przykład ta kaczka. Czy tak wygląda kaczka? Nie. I naprawdę nie rozumiem czemu nie mogłaby wyglądać lepiej.


Nie podoba mi się też to, co zrobiono w „Kolorach i kształtach”. Zapisana na górze nazwa koloru zawsze występuje w formie męskoosobowej. Biorę więc kartę i czytam jak leci. „Różowy kwadrat” i „żółty kurczak” brzmią dobrze. Ale „brązowy czekolada” albo „niebieski gwiazda”? Nie mogę przecież tak czytać, bo wyrośnie mi potem dziecko, które nie rozróżnia rodzaju męskiego od żeńskiego. Mam więc czytać coś innego niż to, co jest napisane? I tak źle, i tak niedobrze. Zwłaszcza, że „brązowa” jest formą przymiotnika tak samo poprawną jak „brązowy”. 


Pomimo kilku wad karty od Czu Czu uważam za najlepsze karty dostępne na polskim rynku i nie wyobrażam sobie naszego dnia bez nich. Idealne będą dla niemowlęcia poznającego dopiero nowe słowa, ale także dla trzylatka układającego karty w zbiory. Na pomysły zabaw z nieco starszymi dziećmi zapraszam za kilka lat. :)  






Bright Junior Media
Czu Czu. Moje pierwsze słowa
Wiek: 0+

14 komentarzy :

  1. No, i to mi się podoba! Dlaczego, gdy grę wchodzą dzieci to trzeba jak najbardziej je "zdziecinnić", zamiast uczyć ciekawie i mądrze poprawnych słów. Potem są takie całe zastępy ludzi, którzy mówią pieniążki, marchewusie...
    https://scontent-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xfp1/t31.0-8/s720x720/10857285_908297492536993_3980132774994740628_o.jpg
    I nie do końca rozumiem, dlaczego tak dziwnie są dopasowane rodzaje. A raczej niedopasowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jadłospis genialny!!! :) "Pomidorkowa" - nawet nigdy nie słyszałam takiego słowa! :D

      Usuń
  2. Ooo, chyba jej te karty smakują <3 Wiesz co, nie powinnaś wstawiać do postów zdjęć swojego dziecka, bo automatycznie czytelnik przestaje zajmować się notką, a ogląda fotki. Tak więc przyznaję - niewiele wiem z tego Twojego tekstu, za to jestem zachwycona tą małą księżniczką <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawa forma zabawy. Faktycznie niektóre zwierzaki nieco karykaturalne, ale nie wszystkie na szczęście. Muszę zainteresować się karciochami:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znamy Czu Czu. Mój starszy syn obecnie namiętnie układa puzzle dla dwulatka, skądinąd też z dość karykaturalnymi zwierzakami. Młodszy podobnie jak Twoja córa lubi zjadać karty;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widać po modelce, że karty są bardzo ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ooooo, fajne fajne! Trafiają na moją roczkową Łódzkiego, zdecydowanie! ::

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój synek bardzo je swego czasu lubił :) Teraz już chyba się na nie za stary zrobił. :) Mamy jednak z czu czu trochę innych zabaw jeszcze w domu czyli np. puzzle i myślę, że jeszcze czeka go masa frajdy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba przestanę do Ciebie zaglądać( żarcik ), za każdym razem, gdy pokazujesz coś dla maluchów mam ochotę od razy pokazać to mojej Tośce. Ostatnio, gdy rodzina pytała "co potrzeba dla małej" odpowiadałam, że "Księgę dźwięków", niestety nikt nie znalazł w księgarniach, więc matka musiała zamówić. Teraz myślę sobie, że karty Czu Czu też nam się przydadzą :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Dopiero się rozkręcam. :D A z "Księgi dźwięków" na pewno będziesz zadowolona! :)

      Usuń
  9. Nie mamy co prawda tych kart, ale na pewno znajdą się w naszym domu. Wiele pozytywnych opinii słyszałam... negatywnych też :P ale mimo to kupię :)

    Pozdrawiam, www.MartynaG.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy07 maja, 2017

    Z tego co widzę nie ma już tych kart :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety nie są wznawiane. :( Fajną alternatywą są karty tematyczne z wydawnictwa Edgard: owoce, warzywa, transport, zwierzęta i inne. Nie są tak grube, dlatego nadają się dla dziecka powyżej pierwszego roku życia, takiego które już wszystkiego nie gryzie, ale za to mają ładniejsze ilustracje. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...