piątek, 6 marca 2015

"Bobas Lubi Wybór" Gill Rapley, Tracey Murkett. O książce i o metodzie

To pierwsza, teoretyczna część artykułu o BLW
Część druga - BLW w praktyce
Część trzecia - Co je i jak je dziesięciomiesięczne dziecko?

BLW, zgrabnie przetłumaczone na polski jako Bobas Lubi Wybór, w oryginale brzmi baby-led weaning i znaczy ‘odstawienie [od mleka jako jedynego źródła pożywienia], którym kieruje dziecko’. To jedna z metod rozszerzania diety dziecka i stopniowe wprowadzanie stałych pokarmów. Jak zauważają autorki poradnika metoda ta nie jest niczym nowym. Istniała od zawsze, a dopiero XX wiek sprawił, że o niej zapomniano. Potwierdzają to moje własne doświadczenia. Kiedy zaczęłam rozszerzać dietę córki moja mama była zdziwiona i choć wykazała się zrozumieniem, to zastanawiała się jak takie małe dziecko może sobie poradzić z większymi kawałkami jedzenia. Babcia natomiast, której wprawdzie ciężki system lat ’60-tych nakazywał inne zwyczaje podczas wychowywania syna, uznała to za całkowicie naturalne; sama doskonale pamiętała, że w jej domu rodzinnym nikt nie bawił się w papki i karmienie łyżeczką. To mi się właśnie podoba! Ten powrót do tradycji. Właśnie tak wychowały się całe pokolenia dzieci. Ludowa mądrość zawsze przemówi do mnie bardziej niż reklamy koncernów spożywczych.

BLW to kilka podstawowych założeń:

1. Brak papek

Robienie papek z warzy w i owoców nie jest konieczne. Karmienie niemowląt papkami to pomysł stosunkowo młody, bo wywodzący się z lat ’60-tych, kiedy to dziwaczne metody rozszerzania diety u dzieci (dziś uważane wręcz za szkodliwe) zalecały podawanie dzieciom pożywienia innego niż mleko już w trzecim, a nawet drugim miesiącu życia. Oczywiste było to, że taki maluch nie poradzi sobie z niczym innym niż wodnista papka. Zalecenia żywieniowe się jednak zmieniły. Dziś Światowa Organizacja Zdrowia zaleca rozszerzanie diety dopiero po szóstym miesiącu życia. Gdzieś jednak papkowe przesłanki zostały zapomniane, coś się pomyliło i powszechnie uważa się, że papka jest koniecznym, przejściowym etapem żywienia niemowlęcia i obowiązkowym elementem w procesie nauki jedzenia. Bzdura! Półroczny brzdąc doskonale rodzi sobie z pokarmem w kawałkach, a wprowadzanie papek może tę naturalną umiejętność poprawnego i uważnego żucia jedynie zaburzyć, ponieważ technika jedzenia przecieru i pokarmu stałego jest zupełnie inna. Zupy i sosy nie są przy BLW pokarmami zakazanymi, tyle tylko, że dziecko ma je jeść samodzielnie.

Brak zębów, wbrew wielu wątpliwościom, nie jest przeszkodą, bo dzieci gryzą przede wszystkim dziąsłami i kto na własnej piersi przekonał się z jak wielką siłą mamy tu do czynienia, ten wie o czym mówię. Oczywiście wszystko należy robić z głową; nie podajemy więc dziecku całych orzechów, ale miękkie kawałki warzyw, owoców i mięsa. Dodatkowo w odpowiednim kształcie tak, aby dziecko mogło sobie z nimi poradzić (najlepsze więc będą słupki, wystarczająco długie, aby wystawały ponad zaciśniętą pięść dziecka – nie będzie ono w stanie zjeść tego, co trzyma wewnątrz dłoni, a jedynie to, co z niej wystaje). Kawałki nie mogą być też zbyt małe, ponieważ 6-miesięczne dziecko nie ma jeszcze wykształconego chwytu szczypcowego.

Największą obawą większości opiekunów związaną z BLW są właśnie te duże kawałki i fakt, że „dziecko może się nimi zakrztusić”. Autorki poradnika zauważają jednak, że jeśli dziecko siedzi sztywno i jest wyprostowane, to jakiekolwiek niebezpieczeństwo nie jest większe niż w przypadku przecieru. Dzieci od początku uczą się przeżuwania i połykania, natomiast w przypadku papki, gdzie zawartość łyżeczki jej wsysana bezpośrednio do gardła, późniejsze wprowadzanie jedzenia grudkowego może rodzić problemy. Autorki rozróżniają ponadto krztuszenie, czyli po prostu odruch wymiotny, powstały na skutek zbyt głębokiego włożenia jedzenia do buzi (z tym dziecko jest w stanie poradzić sobie samo i nie należy panikować; uczy się dzięki temu kontrolować to, co wkłada do buzi) oraz dławienie, przy którym konieczna jest interwencja rodzica zgodnie z zasadami pierwszej pomocy. To nie przydarzyło nam się na szczęście nigdy.

2. Dziecko je samo oraz decyduje co zje, ile zje i czy zje w ogóle

Wytyczna ściśle związana z poprzednią. Skoro nie ma wodnistej papki, to niepotrzebna jest także łyżeczka oraz ręka opiekuna, który ją poda. Półroczne dziecko potrafi chwycić kawałek jedzenia i włożyć je sobie do buzi, nie potrzebuje do tego żadnej pomocy.

Także decyzja co do ilości zjedzonego posiłku pozostać powinna po stronie dziecka. BLW nie dopuszcza chwalenia i nagradzania za jedzenie, nie toleruje zmuszania do zjadania konkretnych ilości ani latania z łyżeczką przed uciekającym dzieckiem. Na późniejszym etapie niedopuszczalne jest natomiast nic w stylu „nie odejdziesz od stołu, dopóki talerz nie będzie pusty”. Jeśli dziecko nie chce jeść – nie je. Pierwszy rok życia dziecka ma być jedynie okazją do próbowania różnorodnych smaków i konsystencji. W tym czasie wszelkie wartości odżywcze  dziecko czerpie z mleka. Pokarmy stałe są jedynie uzupełnieniem tej diety, szansą na oswojenie się z innym rodzajem pokarmu.


„Dla wielu rodziców najtrudniejszą częścią BLW jest zaufanie, że dziecko samo wie, ile powinno zjeść. Ilość pokarmów zjadanych przez dzieci wychowywanych według zasad BLW może się wydawać mała nawet wtedy, kiedy jedzą już świadomie (w przeciwieństwie do samego bawienia się jedzeniem) i czasami ciężko jest uwierzyć, że faktycznie wiedzą, co robią.” (s. 157)


W BLW nie można kierować się opinią, że dziecko koniecznie musi coś zjeść, nie istnieją żadne konieczne porcje minimalne. Może się zdarzyć, że przez wiele dni, poza mlekiem, nie będzie chciało nic. Należy mu na to pozwolić. Rodzice stosujący BLW często mówią, że ich dzieci zaczęły „naprawdę jeść” dopiero w okolicach pierwszych urodzin.

Pamiętać też trzeba o tym, że większość dzieci przechodzi fascynację jedzeniem okresowo. Może być więc tak, że do tej pory zawartość talerza znikała bez śladu, a przez następne dni lub nawet tygodnie nic nie wyląduje w buzi i mleko będzie nadal jedynym pożądanym pokarmem. To podejście zupełnie różne od klasycznych schematów rozszerzania diety, zgodnie z którymi zjadane porcje powinny być coraz większe. Podoba mi się takie rozsądne podejście do potrzeb dziecka i doskonale znajduje ono obicie w naszej sytuacji. Zdarzają się dni, że Róża zjada wszystko, na co spojrzy, by później przez kolejne dwa tygodnie stanowczo odmawiać nawet swoim ulubionym przekąskom.

Dodatkowo, co świetnie uchwycono w polskim przekładzie skrótu BLW, zawsze powinniśmy dać dziecku wybór podczas posiłku, aby mogło sobie z niego wybrać to, na co ma ochotę. Autorki książki twierdzą nawet, że dziecko intuicyjnie wybiera te pokarmy, które zaspokoją jego zapotrzebowanie na składnik pokarmowy, którego akurat potrzebuje. W fazie przyspieszonego wzrostu będą więc wybierały węglowodany, a kiedy zabraknie im żelaza, zdecydują się na mięso. Dziecko samo jest sobie w stanie zapewnić jak najbardziej zbilansowaną dietę, dostosowaną do jego potrzeb. Jeśli za każdym razem stanowczo odmawia jakiegoś pokarmu, to powinniśmy nadal mu go proponować (odmowa może być wynikiem okresowej niechęci), jednak uszanować należy decyzję dziecka i nie robić tego, co robi tak wielu rodziców, czyli „przemycać” ten składnik w zupkach lub innej postaci. Według autorek dziecko intuicyjnie rezygnuje z pokarmów na które jest uczulone i które w jakiś sposób mu szkodzą.


„Dzieci cechuje silny instynkt samozachowawczy, szczególnie jeśli chodzi o jedzenie. Mają nadzwyczajnie niezawodne poczucie tego, kiedy potrzebują jeść, co jeść i jak dużo. Rzeczą rodziców jest, by im zaufać.” (s. 190)


O zaufanie tu chodzi przede wszystkim. O pozbycie się tak silnie nawiedzających naszą głowę natrętnych myśli „ale on przecież zjadł zdecydowanie za mało, jest głodny”. Pamiętajmy – żaden zdrowy organizm, mający dostęp do pożywienia, nie zagłodzi się celowo. Jeśli dziecko rozwija się prawidłowo, to niskie przyrosty wagowe nie powinny nas niepokoić. Tuczenie dzieci, podawanie im jedzenia na siłę, wywodzi się jeszcze z czasów, kiedy pulchne niemowlę oplecione kaskadą wałeczków uważane było za oznakę dobrobytu. Dziś wiadomo, że nieco mniejsza ilość fałdek i dolne rejestry siatek centylowych są raczej oznakami zdrowia.

Na koniec kwestia nagród. W żadnym wypadku nie można proponować dziecku nagród za zjedzenie posiłku. Po pierwsze, nagroda (zapewne w postaci czegoś słodkiego) zacznie być postrzegana jako rzecz lepsza. Po drugie, posiłek zacznie być traktowany z podejrzliwością; no bo musi być jakiś haczyk, skoro chcą mnie nagrodzić za zjedzenie tego czegoś. Po trzecie, wszystko to może spowodować poważne zaburzenia z odżywianiem w przyszłości.

Karmienie piersią lub mlekiem modyfikowany to ciągle podstawa diety

Ponieważ pierwszy rok życia dziecka przeznaczony jest jedynie na poznawanie nowego rodzaju jedzenia, wciąż należy karmić niemowlę mlekiem na każde żądanie. To z mleka czerpana jest większość składników odżywczych i to mleka przede wszystkim potrzebują w tym czasie dzieci. Ważne jest też to, że do posiłku stałego nie sadzamy dziecka głodnego, które nie rozumie jeszcze, że je się po to, aby zaspokoić głód; to może doprowadzić jedynie do złości i irytacji. Pokarmy stałe proponujemy dziecku nakarmionemu wcześniej mlekiem.

Metoda BLW świetnie sprawdza się jako kontynuacja karmienia piersią. Niemowlę jest bowiem przyzwyczajone po pierwsze do samodzielnego decydowania o tym ile je i kiedy je (w przypadku karmienia na żądanie), a także zaznajomione jest z różnorodnymi smakami (mleko matki smakuje za każdym razem nieco inaczej). Wydaje mi się też (choć może ujawnia się tu tylko mój laktoterroryzm), że podczas karmienia piersią można być jednak nieco spokojniejszym; tu mam pewność, że dziecko faktycznie dostaje wszystko to, czego potrzebuje, a mleko dostosuje się do jego zmieniających się potrzeb, nawet jeśli przez kilka dni stałymi pokarmami wzgardzi. W przypadku mleka modyfikowanego, które ma ustalony skład, takiej pewności jednak nie mam.

Brak tabel, zasad i wytycznych

BLW nie uznaje ścisłych tabel wyznaczających ile i kiedy dziecko ma jeść. Nie interesuje nas więc, że gluten wprowadzamy po czwartym miesiącu, a nabiał po ósmym. Nie dzielimy żółtek na pół i nie odmierzamy miarką jednej łyżki oleju. Dziecko je to, na co ma ochotę i w takiej ilości, jaka mu odpowiada.

To kolejne bardzo zdroworozsądkowe podejście do tematu. Wytyczne odnośnie żywienia niemowląt zmieniają się co roku, czasami bardzo drastycznie. W jednym roku pediatrzy zalecają coś jako jedyną słuszną metodę, w następnym potwierdzają bezsens takiego działania. Warto więc zdać się na intuicję własną i dziecka.  

Gotowość do rozszerzania diety

Dziecko to nie automat, któremu z dnia na dzień włącza się potrzeba spożywania innego rodzaju pokarmów. To nie kalendarz, ale indywidualna potrzeba decyduje o tym, kiedy należy rozszerzyć dietę. W żadnym wypadku nie należy tego robić w piątym miesiącu życia; takie działania mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Tak jak nie należy zmuszać dzieci do chodzenia, jeśli nie potrafią robić tego same, tak samo nie należy postępować z jedzeniem. Zgodnie z zaleceniami WHO odpowiednim okresem na rozszerzanie diety jest czas, w którym dziecko kończy pół roku. Pamiętać jednak należy, że można z tym zaczekać jeszcze kilka dodatkowych miesięcy, jeżeli niemowlę nie wykazuje oznak gotowości. Oznakami takimi są zainteresowanie jedzeniem oraz umiejętność stabilnego siedzenia (z możliwym podparciem, na przykład na kolanach rodzica). Jeśli podczas posiłku dziecko chwyci jedzenie i włoży je sobie do buzi – do dzieła!

Jedzenie to zabawa

Dziecko nie tylko może bawić się jedzeniem, ale powinno się nim bawić. Nie należy się bać, że nauczone zostanie tym samym złych manier przy stole. To niezbędny etap, dzięki któremu dziecko poznaje jedzenie, zaczyna mu ufać i uczy się nim posługiwać. Pożegnać się trzeba z zakorzenionym przekonaniem, że zabawa jedzeniem to marnotrawstwo i zachowanie niegrzeczne.


„Zaufanie do dziecka, że je tyle, ile potrzebuje, oraz pozwalanie mu na manipulowanie – czy bawienie się – jedzeniem to prawdopodobnie dwa najważniejsze elementy metody BLW”. (s. 234)


Brak jedzenia „specjalnie dla dzieci”; wszyscy jemy to samo

BLW to nie tylko brak papek. To także brak jedzenia przygotowywanego specjalnie dla dziecka. Choć koncerny zajmujące się żywnością dla niemowląt skutecznie nas przekonują, że ich wielokrotnie mrożone i rozmrażane, a następnie pasteryzowane świństwo jest znacznie lepsze niż „nieodpowiednie”, „dorosłe” jedzenie, to oczywiście nie jest to prawda. O ile posiłki przez nas spożywane są domowe, pełnowartościowe i nieprzetworzone, to nie istnieją żadne przeciwwskazania, aby nie mogło ich jeść także dziecko. I choć unikać musimy soli, to przebierać możemy w najróżniejszych przyprawach, także tych bardzo ostrych.

Posiłek do wydarzenie społeczne

Dlatego cała rodzina je przy wspólnym stole. Nie dajemy dziecku „dziecięcego posiłku” tylko po to, żeby za chwilę zasiąść do własnego obiadu. Nie włączamy też telewizora i nie odwracamy uwagi dziecka bajkami, aby zapatrzone w ekran zjadło trochę więcej. Jedzenie ma być czynnością świadomą; bo – powtórzę raz jeszcze – pierwszy rok życia to czas na naukę i poznawanie.

W BLW dziecko traktuje się jak człowieka, który może czegoś nie lubić, który ma prawo nie być głodny. Nikt z nas nie chciałby być karmiony breją niewiadomego pochodzenia ani czymś, czego nie lubi i na siłę napychany ponad własne potrzeby. Z tym samym szacunkiem traktujmy swoje dziecko. Po raz kolejny okazuje się, że niemowlę jest o wiele mądrzejsze, niż nam się wydaje.

Jakie są zalety stosowania metody BLW?

1. Dziecko uczy się zaufania do jedzenia, chętnie próbuje nowych smaków, nie jest wybredne.

2. Przeciwdziałanie otyłości tak bardzo powszechnej obecnie wśród dzieci. Dziecko bardzo szybko uczy się rozpoznawać uczucie sytości i głodu oraz kontrolować łaknienie. Nie je więcej niż to konieczne, ponieważ nie będzie zmuszane do zjedzenia dziesiątej już, „ostatniej” łyżeczki. Jedząc papkę dziecko zasysa ją od razu do gardła i nie może kontrolować ilości spożywanego pokarmu; zazwyczaj je więcej niż naprawdę potrzebuje.

3. Kształtowanie dobrych nawyków żywieniowych. Jeśli dziecko nie chce jeść, to nie je; nie podajemy mu w zamian „czegokolwiek”, „byle tylko coś zjadło”. Proponujemy produkty zdrowe i nieprzetworzone i liczymy na to, że przyzwyczajone do pewnych zachowań, właśnie takich, zdrowych będzie też dokonywało w przyszłości. Wszystko to, co tworzone jest „specjalnie dla dzieci” niewiele ma zazwyczaj wspólnego ze zdrową żywnością; pełne jest cukru i innych wspomagaczy smaku.

4. Wygoda i oszczędność. Nie ma potrzeby przygotowywania osobnego posiłku dla dziecka. To czego nie zje, zjemy my. Nie trzeba też kupować bardzo drogich słoiczków z gotowymi papkami.

5. Nauka samodzielności, a także znakomite ćwiczenie manualne.

6. Czerpanie przyjemności z jedzenia. Wszak różnorodność smaków i konsystencji jest tak duża, że nie może się ona równać z nużącą identycznością papek.

Czytać czy nie czytać?

Zauważyłam, że choć BLW jest coraz bardziej popularne, to niewiele osób sięga do źródła, jakim jest poradnik Rapley i Murkett. A szkoda. Zazwyczaj wiedza o BLW ogranicza się do zdawkowej wiedzy, że „ma jeść samo i w kawałkach”.  Tymczasem sprawa jest dużo bardziej złożona, ciekawa i naprawdę warta poznania. Książka pełna jest niuansów, o których nie mówi się zazwyczaj, a które mogą znacznie ułatwić nam życie. Bywa tez pomocna w momentach zwątpienia; kiedy jedzenie po raz kolejny ląduje na podłodze i piąty dzień z rzędu jedynym akceptowanym pokarmem jest makaron. Mi pomogła i szczerze polecam jej dokładną lekturę każdemu.

„Bobas lubi wybór” to poradnik i znajdziemy w nim cechy charakterystyczne dla tego właśnie gatunku. W każdym rozdziale będzie więc wałkowane to, co było w poprzednim, po raz dwudziesty siódmy przeczytamy tę samą „złotą myśl”. Tak zazwyczaj czyta się poradniki; wyrywkowo, skupiając się na najbardziej interesujących zagadnieniach. Dla osób, które tak jak ja, czytają go od deski do deski, może wydać się to nieco irytujące. Sprowadzenie bowiem treści do meritum skróciłoby całą książkę do artykułu nieco tylko dłuższego niż mój dzisiejszy post. Nie oceniam więc książki według standardowych kryteriów. Do metody jednak i lektury na jej temat u źródła zachęcam. 


Opracowane na podstawie
Bobas Lubi Wybór
, Gill Rapley, Tracey Murkett
Wydawnictwo Mamania
Warszawa, 2011
Wszystkie cytaty pochodzą z tego wydania, numery stron podane są w nawiasach.






W kolejnym wpisie idę w parenting na całego i opiszę naszą przygodę z BLW. Będzie więc BLW w praktyce, wady i zalety oraz mnóstwo zdjęć. Zainteresowanych zapraszam!
 

12 komentarzy :

  1. Zaintrygowała mnie ta metoda i zapiszę ją sobie w pamięci :). Czekam też na post praktyczny :D.

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie już nie mogę się doczekać kolejnego wpisu :)
    Rzeczywiście BLW to metoda coraz bardziej popularna. Chętnie przeczytam książkę i dowiem się czegoś więcej, jestem też ciekawa czy możemy wprowadzić BLW w momencie, gdy mamy już kilka słoiczków za sobą ? I jeszcze jedna kwestia, pochodzenie warzyw, mówi się, że obecnie warzywa i mięso nafaszerowane są różnym świństwem, jak sobie z tym radzić ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można wprowadzić BLW! Wtedy najlepiej odczujesz różnicę. :)
      A słoiczki kupujesz w sklepach ekologicznych? Bo nawet warzywa w słoiczkach Hipp, które ostatnio reklamuje się jako "Bio" nie spełniają wymagań przeznaczonych dla gospodarstw ekologicznych. To bardzo silna i długoletnia kampania marketingowa sprawiła, że o słoiczkach myśli się jako o produktach naprawdę dobrej jakości, podczas gdy w rzeczywistości to jeden wielki syf. W słoiczkach nie tak dawno temu znaleziono MOM, czyli mięso oddzielone mechanicznie (tj. zmielone kopyta, oczy i odbyty), a ich warzywa i owoce to wielka masówka. Jeśli kupuję coś sama to wybieram i przebieram, żeby było jak najlepsze. Poza tym produkty do słoików są wielokrotnie mrożone i rozmrażane, kilka razy pasteryzowane, są pozbawione praktycznie wszystkich składników odżywczych. Przeczytaj bardzo dobry artykuł tu http://dziecisawazne.pl/odwiedzamy-fabryke-gerbera/
      Co do chemii natomiast, mi to osobiście nie przeszkadza, o czym już pisałam, jeśli Tobie przeszkadza, to oczywiście można kupować jedzenie na stoiskach lub w sklepach ze zdrową żywnością. Wtedy będą bez chemii :)

      Usuń
    2. Straszne i obrzydliwe, wychodzi na to, że najlepiej byłoby osiąść za miastem i samemu zasadzić i hodować, niestety fundusze nie pozwalają mi zostać rolnikiem :) a nawet własnego kawałka ziemi brak. Dzięki za link, dobrze, że nie zrobiłam dużych zapasów w słoiczkach, muszę sobie teraz wszystko przemyśleć na spokojnie.

      Usuń
  3. O i dowiedziałam się czegoś nowego i kiedyś mi się to przyda z pewnością :)

    OdpowiedzUsuń
  4. a kiedy bedą jakieś recenzje gier planszowych? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę dziękuję za ten komentarz! W sumie brak recenzji jest moją bolączką już od pewnego czasu i tylko czekałam aż ktoś mi to wreszcie wypomni. Skoro wypominają, to nie mam wyjścia i może w przyszłym tygodniu coś się uda! :) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. bardzo dużo osób interesuje się grami planszowymi więc myślę,że takie posty bardzo by się przydały :) Ja ostatnio z mężem zaczęłam grać w planszówki,i oprócz Monopoly,Taboo i Cluedo nie znamy praktycznie żadnych innych gier,które byłyby fajne dla dwudziestolatków.... Na rynku jest tai duży wybór,że nie nie wiadomo co kupić, a niestety nie mamy tyle funduszy,żeby wydawać pieniądze w ciemno...Nasi znajomi też chętni poczytaliby recenzje gier a blogów o takiej tematyce w ogóle nie ma w sieci :(

      Usuń
    3. to nie prawda, że blogów nie ma - jest nawet sporo, a niektóre dobre - wystarczy poszukać
      co nie zmienia faktu, że ja też czekam, choć mi chodzi raczej o gust i tekst - wybór i uzasadnienie, a nie tylko o reguły gry :)
      i co za zbieg okoliczności - zaledwie kilka dni temu wypominałam, fakt, że nie tu, tylko u siebie, ale wypominałam ;)

      Usuń
    4. Wypominają, wypominają! :D Ehhh, gdybym miała więcej czasu, to by tu naprawdę codziennie recenzje hulały, tyle mam chęci i pomysłów. Ale no właśnie...
      Co do blogów, to o planszówkach trochę ich jest (moje dwa ulubione mam na blogrollu po prawej i szczerze polecam!), ale z tego co ja zauważyłam są one pisane albo przez wyjadaczy i niewiele mogę z nich wynieść dla siebie albo przez kompletnych laików, którzy w bardzo wielu niepotrzebnych słowach opisują zasady gry. Także wiecie, warto czekać, bo u mnie będzie super i najlepiej! :D :D

      Usuń
  5. ja zdecydowanie pozostałam na etapie "samo i w kawałkach" (i w dodatku były słoiczki) - przepadło!
    ale może jakby kiedyś następny bobas...

    OdpowiedzUsuń
  6. My jestesmy tacy trochę BLW ;) je raczkami to co jest w postaci stałej, nie wyobrazam sobie sprzątania po każdym posiłku. To nie na moje nerwy

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...