poniedziałek, 16 marca 2015

Zagrajmy! Pędzące żółwie

Na miły początek – miła gra. „Pędzące żółwie” to żadna nowość. Wręcz przeciwnie; gra bije rekordy popularności i zna ją chyba każdy, kto choć trochę interesuje się planszówkami. Jej autorem jest słynny Reiner Knizia, przez wielu uważany za jednego z najlepszych projektantów gier na świecie. 

Bardzo kolorowa (i, moim zdaniem, piękna) oprawa graficzna gry i żółwia tematyka od razu nasuwają skojarzenie z grami dla dzieci. Tak, wydawca zapewnia, że dzięki uproszczonemu wariantowi gry, w „Pędzące żółwie” zagrać może już pięciolatek, a ja dorzucę do tego, że nawet dobrze poprowadzony trzylatek poradzi sobie z najprostszą wersją zasad (na przykład poprzez ujawnienie koloru żółwi, którymi zmierzamy do mety) i z pewnością będzie to znakomita i wartościowa rozgrywka dla młodych graczy. Uleganie niesłusznemu wrażeniu, że gra jest zbyt prosta, zbyt dziecinna i w ogóle „nie dla mnie” byłoby jednak dla niej bardzo krzywdzące. Śmiało mogę powiedzieć, że „Pędzące żółwie” to jedna z moich ulubionych gier, która nie posiada swojego miejsca na półce i od kilku już lat pudełko z kolorowymi gadami nie znika z mojego stołu, jest bowiem w użyciu dosłownie codziennie. A grają w nią tylko dorośli, choć najmłodszy członek rodziny bacznie się przygląda i, mam nadzieję, wdraża mimochodem. Bo co to będzie za przyjemność zagrać w trójkę!


Zawartość pudełka
Każdy z graczy losuje kolor żółwia, którym, jeśli dotrze do mety jako pierwszy, zwycięży. Cała zabawa polega jednak na tym, że kolor własnego pionka trzymamy przed innymi graczami w tajemnicy. Istotne jest więc w grze blefowanie i na tyle umiejętne manewrowanie poszczególnymi żółwiami, aby inni jak najpóźniej zorientowali się, którym z pionków tak naprawdę zmierzamy do zwycięskiej sałaty. Za pomocą kart ruchu poruszać możemy wszystkimi żółwiami, które chodzą do przodu i do tyłu, a mając na grzbiecie innych kompanów – zabierają ich ze sobą (zwycięża żółw znajdujący się na górze). Karty otrzymujemy losowo, ale losowość ta nie determinuje całej naszej rozgrywki. Oczywiście, w skrajnych przypadkach może się zdarzyć tak, że czysty przypadek udaremni nasze zwycięstwo, jednak równowaga jest tutaj zachowana. Najczęściej, poprzez zbieranie odpowiednich kart „na potem” zaplanować możemy swoją strategię. W ostatnim momencie nieodpowiedni ruch przeciwnika może jednak odwrócić sytuację o 180 stopni. Rodzi to sporo zabawnych sytuacji i wiele emocji. Jeśli domyślamy się tożsamości innych graczy, możemy im mocno zaszkodzić. Rozgrywka trwa zazwyczaj dziesięć minut, rzadko przeciągała się do pudełkowych dwudziestu.




Uwielbiam „Pędzące żółwie”! Nieustannie obecna jest tu atmosfera wyścigu, co sprawia, że gra jest niezwykle dynamiczna i ciągle coś się w niej dzieje. Trzeba być czujnym, żeby nie tylko zachować w tajemnicy własny kolor żółwia, ale także odgadnąć kolory przeciwników. Każde niekorzystne dla nas posunięcie należy od razu dostosowywać do własnych potrzeb, ale tak, żeby inni tego nie zauważyli. Największa siła gry tkwi w jej minimalizmie. Szczątkowa zawartość pudełka, która na początku rozczarowuje, okazuje się być ogromną zaletą. Rozgrywka jest nieskomplikowana, lekka i wywołuje naprawdę dużo śmiechu. Nie wymaga uruchamiania skomplikowanych procesów myślowych, ale jednocześnie nie jest banalna. To naprawdę sztuka stworzyć coś tak uniwersalnego i dobrego w swej prostocie. Brawo panie Knizia!

Gra dostaje soczyste 6 i szczerą rekomendację od Wolanda, który kładzie się tylko na wyjątkowych grach!  





Pędzące żółwie. Wyścig do sałaty
Autor: Reiner Knizia
Wydawnictwo: Egmont
Liczba graczy: 2-5
Wiek: 5+
Czas gry: 20 minut 

15 komentarzy :

  1. Pionki są cudowne :) Ach, pograłabym :)

    OdpowiedzUsuń
  2. gra odpowiednia dla maluchów, aczkolwiek na dzień dzisiejszy dzieci w wieku 2-5 nie mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powala mnie poziom autora komentarza który już nie tylko komentuje recenzje z której nie przeczytał ani zdania ale jeszcze nie potrafi odczytać podstawowych informacji z ramki

      Usuń
    2. Gnomie! Przywołuję Cię do porządku i proszę o nieobrażanie innych komentujących. ;) Fakt jednak faktem, że gra dla dzieci 2-5 nie jest. :)

      Usuń
  3. Aż trudno sobie wyobrazić, że na takiej nieskomplikowanej planszy gra jest dynamiczna :) Pionki-żółwie boskie !

    OdpowiedzUsuń
  4. Rewelacja! A na Arosie teraz takie tanie! Dokładam do Małego księcia. Knizię (Knizia???) znam z innych gier, więc nie może być źle. Nie wiem teraz czy zamawiac, czy czekać na Twoją następną recenzję, bo pewnie znów będę musiał kupić to, co tam opiszesz...

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam i uwielbiam Pędzące żółwie. :))))) Genialna gra! Wygrałam ją kiedyś w jakimś konkursie i też z mężem gramy w nią bez przerwy. :D Właśnie takie niby nic i wygląda jak dla dzieci, ale emocje sa niesamowite, pod koniec az podskakuje na krzesle. :D Widzę, że mamy podobny gust, tym bardziej czekam na jeszcze więcej recenzji! :))))

    OdpowiedzUsuń
  6. My jej jeszcze nie mamy, ale już od jakiegoś czasu spoglądam w jej kierunku gdy mijamy ją na półkach sklepowych ;)) Myślę że po 4 urodzinach Martynki bardziej się jej przyjrzymy :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Też lubię tą grę, chociaż najczęściej gram z tą sama osobą i po pewnym czasie znam już taktykę tej osoby, wiem co robi żeby ukryć swojego żółwia, ale ciągle gramy, bo gra jest świetna. :-)
    Grałaś może w "Pędzące jeże", bo bardzo bym je chciała ale nie wiem czy warto.
    Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Niestety nie mam "Pędzących jeży". :( Bardzo, bardzo żałuję. Jak tylko wyszły, to się na nie rzuciłam, ale potem zauważyłam, że nie można w nie grać w dwie osoby, więc zwyciężył rozsądek i na razie czekam, chociaż jestem niesamowicie ciekawa tej gry. Chyba nie może być zła. ;)

      Usuń
  8. narobiłaś apetytu zdjęciami "biblioteczki", a tu takie maleństwo..,
    ale nie spotkałam jeszcze negatywnej opinii o "Żółwiach", więc chyba faktycznie mają to coś

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda, że nie znam :) Dzisiaj mam spotkanie rodzinne, więc na pewno w coś pogram z kuzynki córką, już nie mogę się doczekać :D

    OdpowiedzUsuń
  10. My wywaliliśmy oryginalne opakowanie i planszę i przełożyliśmy pionki z kartami do starego pudełka po Ewolucji. Teraz pędzące żółwie zajmują tylko trochę więcej miejsca niż talia zwykłych kart. (Plansze rysujemy na kartce papieru.) Można ją łatwo wszędzie ze sobą zabrać.
    Fajnie poczytać o planszówkach na blogach parentingowych.
    Zapraszam też do siebie w poszukiwaniu inspiracji :)
    http://rozegrana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...