sobota, 11 kwietnia 2015

Książka-zabawka



Dziś o książce, która z książką ma tak naprawdę niewiele wspólnego i gdybym miała ją zaklasyfikować do jakiejś grupy, to byłyby to zabawki. Jej pełny i bardzo długi tytuł brzmi „Baby's very first touchy-feely lift-the-flap play book” i trafnie określa to, co dostajemy w swoje ręce. 

Książkozabawkę wydał Usborne, brałam więc w ciemno i kiedy do mnie przyszła taka jakaś nieładna, z ilustracjami tandetnymi (ale jednak miłymi) i w zasadzie bez żadnego tekstu – poczułam się rozczarowana. Ze stanu tego wyprowadziła mnie jednak moja córka, która pod koniec pierwszego roku życia w książce odkryła hit swojego niezbyt długiego jeszcze życia. 


Książka wyposażona jest w całą moc atrakcji. Są tu więc ukochane flapki (oczywiście bardzo nietrwałe, u nas posklejane taśmą, dzięki której trzymają się nawet nieźle), elementy dotykowe (i futerkowe, i gąbczaste, i szorstkie), wstawki brokatowo-świecąco-lustrzane, dziurki i rzecz, której nie spotkałam nigdzie dotąd, czyli fingertrails, to jest długie i zakręcone wgłębienia, po których przesuwa się palcami, jakże wspaniale ćwicząc przy okazji motorykę małą. 

Róża uwielbia „Baby’s very first...”. Jej każde z nią spotkanie wywołuje entuzjazm, podskoki i „huuu, huuu” o wysokich tonach będące oznaką największej ekscytacji. Na każdej stronie znajduje mnóstwo atrakcji i niespodzianek, wszędzie wkłada palce, ciągle zaskakuje ją coś nowego. Ktoś, kto to wymyślił naprawdę znał się na rzeczy.

Książka wydana jest po angielsku, ale tak naprawdę to językowo ani korzyści ani (patrząc z drugiej strony) przeszkód w niej nie napotkamy. Pojawia się kilka nazw zwierząt, kilka „hello!” i garść wyrazów dźwiękonaśladowczych. Raczej nie czyta się tego tradycyjnie z rodzicem, tylko przegląda, wyrywa flapki, ślini rogi i jeździ palcami po wszystkich zakamarkach. 

Z tej serii wyszło jeszcze kilka innych tomów, wszystkie do obejrzenia TUTAJ. W każdym jest mniej więcej to samo, czyli moc zabaw i atrakcji. Niektóre mają dodatkowo grające guziczki, ale jak ja kupowałam, to takich nie było, a myślę, że z takimi guziczkami to już w ogóle byłaby zabawka życia. 

Nie pozostaje mi nic innego jak polecać, trochę wbrew sobie, zawierzając li i jedynie reakcjom dziecka. Te chyba jednak są najważniejsze.








Czytaj!

Poczytaj też o innych, podobnych książkach: 


11 komentarzy :

  1. Musze poszukać podobnej książeczki, albo znaleźć taką samą.
    Antek powoli interesuje się książkami, cieszy się jak pokazuje mu palcem na obrazki. A taka z różnymi strukturami może go zaciekawić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem, kto będzie z takiej książki zadowolony i chyba zakupię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Strona z kosmosem i planetami genialna:D Usborne kocham namiętnie, ale finanse mnie ograniczają. Mój młodszy syn jest w podobnym wieku co twoja córka. I tym razem pozwolę sobie polecić wam książkę z fingertrails. Jest to książeczka z wierszowanym tekstem wyd. FoxGames, które słabo znam. Jak można się domyśleć na każdej stronie jedziemy paluszkiem i na końcu trasy odkrywamy jakąś niespodziankę. tekst jest krótki, rymowany, przyjemnie się to czyta. My mamy z małpką. :D
    Oto linki.
    http://aros.pl/ksiazka/pokaz-paluszkiem-gdzie-jest-owieczka
    http://aros.pl/ksiazka/malpka-jest-glodna-pokaz-paluszkiem
    Pozdrawiam Jagoda
    ps. dzięki tobie zarwałam dwie noce pochłaniając dwa tomy Angelfall. Z utęsknieniem czekam na koniec maja i 3 część.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki wydają się super! Mają bardzo podobne atrakcje - tunele i flapki, a cena dużo niższa! Dzięki!
      Angelfall jest super! Nawet nie wiedziałam, że trzecia część już teraz! :D

      Usuń
  4. Moje starsze dziecko ma szaliczek z wzorkiem bardzo podobnym do tej strony z planetami (http://cottonhill.pl/userdata/gfx/94f3e687821bbeb4f120fc5832ffc654.jpg). A w ogóle to zżera mi ogromna podwójna zazdrość- o książeczkę, że taka ładna i taka naładowana bodźcami (mimo zżerania przez zazdrość raczej jej sobie nie sprawię, bo cenka trochę za duża na moje standardy. Wprawdzie do koszyczka tak próbnie włożyłam, ale wyjmę). I druga zazdrość o ten czas na książkowanie z dzieckiem (nie wyrabiam, frustracja rośnie, książki też są, ale moja dwójka nie chce się mną dzielić tak żeby każdy coś miał, dzielą się chaotycznie). Smuteczek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ale z dwójką to tak fajnie!!! Ja na ten przykład zazdroszczę dwójeczki! U mnie czasami nawet próbne włożenie do koszyczka pomaga. :) Czasami nawet zamawiam, daje mi to złudne wrażenie, że to już moje. Ale później nie płacę i czasami nawet się cieszę, że pochopnie nie kupiłam. :)

      Usuń
    2. Czy z dwójką fajnie, to bardzo zależy od parametrów tej dwójki. Oczyma duszy widzę, jak fajnie z dwójką. Od biedy idzie ich zasadzić obu na kolanach i jakoś leci (jeden się wyrywa lub próbuje wyrwać strony), można młodszego puścić samopas i zająć się starszym, ale starszy się nie skupia, bo nasłuchuje co mu tam młodszy właśnie rozwala. Można zająć się młodszym, ale starszy się wkurza lub smutnieje... Ta pierwsza opcja jeszcze najlepiej wypada, ale wrzaski wyrywającego zagłuszają przedsięwzięcie, zaś puszczony chce wrócić. Może niedługo się to ułoży. Dziś był akurat dobry dzień w kierunku układania.

      Usuń
    3. Fakt, u mnie też na razie fajnie tylko w wyobraźni. :) A plany na dziewczynkę co to dla niej ciuszki gromadzisz to na kiedy? :D

      Usuń
    4. Nie wiadomo na kiedy. Może za 2 lata, a może wcale. Przy czym wcale może oznaczać trzeciego chłopca lub pozostanie przy dwójce. Dwójka bardzo wygodna. Trzeci chłopiec też niczego sobie, wszystko po pozostałych dwóch by się wykorzystało.

      Usuń
  5. Teraz dzieciaki mają takie wspaniałe książki a jak powspominam swoje z dzieciństwa... raz trafiłam na jakąś o Kubusiu Puchatku, której atrakcją było to, że miś na okładce miał zrobiony brzuszek z pluszu. Książeczka mała, krótka a kosztowała niebotyczne pieniądze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kolejna książka na listę zakupów. Moje bankructwo jest rychłe. :-)
    Agata

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...