czwartek, 2 kwietnia 2015

Największy błąd macierzyństwa




Wiele błędów popełniłam jako matka.

Zaczęło się od błędów wczesnowychowawczych, od nierobienia tego, co mi matka kazała, bo rodzicielstwo bliskości i bo ja przeczytałam książkę, więc jestem najmądrzejsza na świecie. To błędy, od których mam czasami ochotę walić w ścianę głową, która tak boli od ciągłego niewyspania, że i tak jej wszystko jedno.

Potem przyszedł czas na błędy techniczne. Pamiętam, kiedy pierwszy raz na twarz mojej córki spadła czytana książka. Pozycja całokartonowa raczej masywnych gabarytów pacnęła Rózię prosto w polik i chyba nie mogło boleć tak bardzo, ale Mała się wystraszyła i podniosła najbardziej żałosny lament, z jakim miałam do tej pory do czynienia. Kolejne niepowodzenie miało miejsce kilka dni później, kiedy to przy wychodzeniu z łazienki głowa Róży znów oberwała, tym razem o framugę. Młoda pozostała niewzruszona, a ja tym bardziej zaczęłam panikować, no bo czemu nie płacze? Może uszkodziłam jej mózg tak bardzo, że jej reakcje uległy zaburzeniu? Nie zapomnę też pierwszego (i jedynego, jak na razie) upadku z łóżka. Co za emocje!

Największym jednak rodzicielskim błędem jaki popełniłam, było wypełnienie ankiet z pudełek pełnych ulotek, które dostałam w szpitalu. I się zaczęło...

Dla niezorientowanych w temacie spieszę wyjaśnić, że każda nowa mama dostaje w szpitalu książkę z wierszykami, a także pudełka wypełnione dobrem wszelakim. W moim szpitalu (bo konfiguracje są podobno różne) pudełka były dwa. Tak zwane „Niebieskie”, nazwane tak zapewne ze względu na to, że było niebieskie, a także pudełko różowe, nie „Różowym” jednak, a „Dzidziusiem” nazwane. W środku cuda, wianki na kiju! Pampersy, nawilżone chusteczki, woda mineralna i jakieś kremy, szampony, balsamy, proszki do prania. Wszystko to w wersji mikro (same próbki, nawet ta woda!) i wszystko zanurzone w tonie nieprzydatnych ulotek. Pudełka budzą oczywiście niesłabnący entuzjazm, bo każdy lubi dostać coś za darmo i na porodówce otwiera się te różowo-niebieskie paczuszki jak prezenty pod świąteczną choinką. Wraz z pudełkiem otrzymuje się też ankietę. W ankiecie wpisać trzeba dane swoje i dane dziecka. Na odwrocie obiecanki-cacanki dla spragnionych tych próbek większej ilości; obiecują gazety, słoiczki i kaszki, wszystko w swoim czasie.

Głupia nie jestem, wiedziałam co to takiego, wiedziałam, że czeka mnie spam i inne takie, a rozchodzi się tu przede wszystkim o złoto XXI wieku, czyli dane osobowe, które można potem przetwarzać, sprzedawać i w ogóle mieć fun. Ale widziałam też, że położnej, co mi pudełka przyniosła i co taka miła była i piersią uczyła karmić i jak kąpać pokazywała, bardzo na tej ankiecie zależy, że dopytuje, że przypomina; widocznie są jakoś z tego rozliczane. Nie chciałam być ostatnią pipą, wypełniłam, oddałam. Nie spodziewałam się aż takiej katastrofy!

Moją wirtualną skrzynkę zalała fala maili reklamowych od „partnerów” firm dostarczających pudełka, co w praktyce oznaczało nie tylko produkty przeznaczone dla dzieci, ale także ubezpieczenia, kredyty, internetowe delikatesy, nawet bilety lotnicze i inne, kompletnie nieinteresujące mnie rzeczy. Wszystkie maile spersonalizowane i „dostosowane do moich potrzeb”. „Zuzanno, zadbaj o przyszłość Róży, kup...” albo „Zuzanno, dowiedz się jak zapobiec kolkom u Róży” – głosiły ich tytuły. Zgodnie z nowymi przepisami, na dole każdego znajdował się link, po kliknięciu którego mogłam wypisać się z newslettera. Sprytnie jednak wymyślono (ku „mojej wygodzie”, aby nie rezygnować „z ciekawych ofert dla mam i dzieci od innych firm”), że za jednym razem rezygnuję z maili od jednego tylko partnera. Osobno więc muszę wypisywać się z proszku do prania, osobno z  kredytów, osobno z kaszek. Nie chcę przesadzić z ilością, ale chyba nie skłamię, jeśli powiem, że wypisywałam się już z około 50 różnych newsletterów dostarczanych przez Family Service (to ci od niebieskiego). Różowe jest więc jak na razie na plus! Chyba. No właśnie. Tempo nadsyłania nowych maili trochę spadło (choć jeszcze się coś trafia od czasu do czasu) i tym razem uaktywniły się smsy. Idiotyczne smsy! Bo to nawet nie są reklamy. Większość z nich każe mi jak najszybciej odpisać na podany numer, ponieważ czeka nagroda dla mojego dziecka. Albo jeszcze gorzej! Jedna wiadomość zawiadamia, że biorę udział w loterii i jeżeli w ciągu kolejnych 60 sekund dostanę kolejną, to znaczy, że zostałam wylosowana. I wiecie co? Szczęście dopisuje mi za każdym razem. Bardziej niż to, że dostaję niepotrzebne smsy (trudno, skasuje się) wkurza mnie to, że firmy te traktują mnie jak idiotkę (może tylko takie wypełniają te durne ankiety...?). Nie wiem czyja to sprawka, różu czy błękitu, ale obrywa się obu, bo moja cierpliwość się kończy.

Apeluję i ostrzegam! Bierzcie swoje darmowe próbki, bierzcie te mikro-wody, sudocremy i chusteczki. Wypijcie, wysmarujcie, żeby nie zabrali, dotknijcie poślinionym palcem, żeby oblazło Waszymi bakteriami. Niech położne pytają, niech ręce załamują, ale nie wypełniajcie ankiet, niech Wam nie przyjdzie nawet do głowy myśl tak okropna.

14 komentarzy :

  1. O zgrozo, popełniłam ten sam błąd i wypełniłam ankietę, co więcej zrobiłam to z radością, zachłannie spoglądając na pudełka pełne darmowych próbek. Myślę, że warto do porodu przygotować się z głową, spakować do torby potrzebne rzeczy i stworzyć nowy adres email, który podamy w ankiecie.
    Tymczasem zaglądam na maila i pilne wiadomości giną w gąszczu: "Dlaczego Antonina inteligencję będzie mieć po mamie ?", "Antonino, Aleksandro potrzebujemy waszej pomocy. Odpowiecie na 4 krótkie pytania ? " ( żadne z 4 pytań nie dotyczyło Antoniny, więc nie wiem po co zawracają jej głowę ). Poza tym, za wypełnienie ankiety otrzymuję co jakiś czas słoiczki z Hipp'a, np. dynię z ziemniakami w kolorze zielonym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie dostałam takiego pudełka w szpitalu, całe szczęście :p
    wystarczająco dużo mam spamu na poczcie..

    OdpowiedzUsuń
  3. Współczuję Ci z tym strasznym spamem, bzika można dostać! A ja denerwuję się gdy raz na jakiś czas dostanę kilka sms-ów z reklamami...

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo emocjonujący wpis, nie spodziewałam się takiego zakończenia (nie widziałam zdjęcia, które zdradza co zacz, bo czytałam przez telefon starej daty). Myślałam raczej, że darmowa pieluszka powinna przynieść odparzenie. Ja także dostaję dużo spamu telefonem ale to dlatego, że raz się połasiłam na nagrodę rzeczową i wysłałam sms z krzyżówki. Natomiast od family service maile przychodzą jeszcze po trzech latach (telefonu im chyba wtedy nie podałam). Aleksandro mamy dla Twojego Stanisława to i tamto i do tego rabacik a dla Ciebie buty do biegania. Zawsze mnie te promocje martwią, bo tak głupio nie skorzystać. A w kwestii spadania z łóżka to akurat Ursus ruszył gdy się wyprowadzaliśmy i spadł tylko z materaca. Ale innym razem gdy go moja mama na brzegu położyła, to odsunął sobie krzesło i też spadł. A w kwestii mam i ich rad, to mamy dają za dużo rad i gdyby dawały tylko te dobre, to by się ich słuchało, ale jak dają różne i trzeba filtrować samemu, to czasem się dobre rady zignoruje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie, niestety te firmy żerują na matce, która osłabiona porodem nie wie, co podpisuje i myśli, że tak musi być. Chamstwo najgorszego sortu.
    Nie wiem, jaką masz książeczkę zdrowia dziecka, ale ja mojej o mało nie wyrzuciłam z resztą ulotek.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam na takie pierdółki osobną pocztę, której nie otwieram, mogą sobie do woli wysyłać cuda wianki :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze wiedzieć, muszę ostrzec moją przyjaciółkę, która rodzi za dwa miesiące :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzięki za ostrzeżenie na przyszłość! :) Z pudełek sie będę cieszyła, ale ankiety nie wypełnię :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zawsze można podać fałszywe dane w tej ankiecie ;)

    Ja rodziłam co prawda 9 lat temu, ale też dostałam jakieś pudełka... Z tym, że żadnym spamem mnie wtedy nie zasypywano... Ufff...

    OdpowiedzUsuń
  10. O tak, spam potrafi być naprawdę irytujący... Będę pamiętała na przyszłość, żeby nic nie wypełniać, bo to samo ZŁO! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Mi do macierzyństwa jeszcze daleko... Przynajmniej nic nie planuje. ;) Ale spam na poczcie zawsze jest utrapieniem. Chwyt, by wkręcać w to dzieci, zdecydowanie jest poniżej pasa.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Masakra, dzisiaj liczy się tylko biznes, coraz mniej liczy się drugi człowiek. Współczuję tylu bzdurnych wiadomości, ja i tak mam zaspamowaną pocztę, ciągle coś wygrywam, powinnam być milionerem :)

    OdpowiedzUsuń
  13. oi oi, człowiek się uczy na błędach, ale jednak dzięki bogu uczy!

    OdpowiedzUsuń
  14. Jenyyy, to też moja historia!!!!!! Podpisuję się wszystkimi kończynami. Jak widzę te mejla 'Zuzanno, Mileno' to mi słabo :////

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...