piątek, 17 kwietnia 2015

Prawo do bycia dziwką. "Muskając aksamit" Sarah Waters



Kiedy uda mi się trafić na naprawdę znakomitą powieść, nie mogę poprzestać tylko na niej. Pojawia się we mnie pragnienie, aby przeczytać wszystko, co dany autor napisał. Po rewelacyjnej „Złodziejce” chwyciłam więc za „Muskając aksamit”, które tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że Sarah Waters to jedno z moich największych odkryć tego roku. 

„Muskając aksamit” skonstruowane jest na wzór XIX-wiecznych powieści. To historia młodej Nancy – dziewczyny z nadmorskiej miejscowości, która owładnięta pierwszą miłością opuszcza dom rodzinny i wyrusza do Londynu. Marzy o karierze estradowej i o szczęściu u boku ukochanej osoby. Los funduje jej jednak życie pełne różnorodnych doświadczeń.


Zaletom i zachwytom nie ma u mnie końca. Po pierwsze, to niezwykle ciekawa powieść obyczajowa opisujące fin de siècle, którą czytelnik, niezaznajomiony z tematem ani postacią autorki, mógłby uznać za powieść pochodzącą z dziewiętnastego stulecia. To wspaniała, bardzo szczegółowa i dopracowana do najmniejszego detalu panorama społeczna. Mamy tu opisy sposobów życia wszystkich warstw społecznych – od arystokracji, poprzez artystyczną bohemę, aż po najgłębsze niziny społeczne – aktorki rewiowe i prostytutki. Ciekawe, bo niezbyt często spotykane w powieściach z epoki, a nawet jeśli spotykane, to marginalizowane i na pewno nie opisywane z takimi detalami. Oprócz panoramy społecznej opisane są też zwyczaje; od form grzecznościowych, poprzez posiłki i wystrój mieszkania, aż po ubiór i toalety. Jest też to, co wydało mi się najbardziej interesujące, czyli ówczesne podejście do seksualności, a także bardzo szczegółowy opis środowiska ówczesnych lesbijek. „Środowiska”, bo okazuje się, że coś na wzór dzisiejszej „branży” istniało także wtedy. Sarah Waters, jako znawczyni literatury tego okresu, doskonale sobie z tym poradziła.

Można wreszcie w lekturę sięgnąć nieco głębiej. „Muskając aksamit” porusza według mnie istotę feminizmu. O tym, czym jest dla mnie, a w zasadzie być powinien współczesny feminizm, wspominałam już trochę przy okazji recenzji „Pięćdziesięciu twarzy Greya” (KLIK, KLIK!). My – kobiety możemy głosować, możemy się uczyć i pracować w dowolnie wybranym zawodzie. Oczywiście, zdarzają się pewne nierówności (na przykład jeśli chodzi o nierówne płace), wciąż zakorzenionych jest mnóstwo niesprawiedliwych i krzywdzących stereotypów społecznych, podsycanych najczęściej (i o zgrozo!) przez same kobiety, którym wydaje się, że jak pomylą stronę prawą z lewą, to będą takie słodkie i kobiece. Myślę jednak, że z biegiem czasu wszystko to się ustabilizuje, mniej lub bardziej. Jest jednak strefa naszego życia, w której nic się nie zmieniło od zarania dziejów i w której o równości nie może być mowy. Strefa ta to seksualność. „Przyzwoita” kobieta nie jest zainteresowana seksem, nie ogląda pornografii i nie miewa przygodnych partnerów. Jeśli miewa – jest dziwką. Sarah Waters daje swoim bohaterkom prawo do odczuwania przyjemności i do decydowania o swoim ciele. Jej kobiety są świadome swych potrzeb i potrafią je realizować. Daje im wreszcie prawo do robienia tego, czego żadna „porządna” kobieta robić nie może – prawo do bycia prostytutką, czyli, w klasycznym pojęciu profesji, największego upokorzenia i degradacji własnego ciała. Tu – niekoniecznie.

„Muskając aksamit” to głębokie studium homoseksualności, a tym samym wybitna pozycja literatury z nurtu LGBTQ. Autorka bardzo swobodnie poczyna sobie z erotyką. Dla tych, których jedynym źródłem wiedzy na temat homoseksualnych kobiet są pornole, w których dwie napompowane blondyny liżą wibratory, książka okazać się może nawet szokująca. Waters bawi się pojęciem płci, rozmywa jej klasyczny, dualny podział i zaskakuje wnioskami w iście „dżenderowym” stylu. Zastanawia się nad istotą „męskości” i „kobiecości”, nad istnieniem równości, ale i niedających się pokonać różnic, a także – gdzie w tym wszystkim jest miejsce na miłość.

„Muskając aksamit” to książka zupełnie inna niż „Złodziejka”, co z jednej strony rozczarowuje (bo chciałoby się jeszcze więcej tych intryg i tajemnic), a z drugiej podoba się, że znowu Anglia, że znowu XIX wiek i znowu homoseksualizm, a jednak w tak odmiennym świetle i z zupełnie innego punktu widzenia. Zachwyca ta kopalnia tematów i motywów, które tylko powierzchownie poruszyłam w recenzji. Warto poznać je wszystkie.

5+

Muskając aksamit
Sarah Waters
Stron: 424







Przeczytaj też recenzje innych powieści Sary Waters:

12 komentarzy :

  1. Jeszcze bardziej zaostrzyłaś mój apetyt na Waters. Bardzo jestem ciekaw jej "dżenderowych" manipulacji. ;-) Angielskie niziny społeczne tez brzmią zachęcająco. Szkoda tylko, że i ta książka jest nigdzie niedostępna... Będę musiał przeprosić się z biblioteką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ tej akurat książki allegro jest pełne. Nie jest tak źle, żeby zaraz trzeba było do biblioteki:)

      Usuń
  2. Recenzja jak zwykle zachęca (Ty byś pewnie nawet do filozofii zachęciła, co nie udało się małżonkowi memu), ale zanim pobiegnę owczym pędem na zakupy, to sprawdzę, czy mi się Złodziejka spodoba. Chociaż i ja tak mam, że jak mi pisarz podejdzie, to biorę go w całości.
    Nie wiem dlaczego, ale opis kojarzy mi się z Tadeuszem Dołęgą-Mostowiczem i jego Złotą Maską, ale on jednak akcje osadzał w swoich czasach, więc skojarzenie raczej niesłuszne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam, nie znam, ale znalazłam w zasobach internetu informacje i okropną okładkę i stwierdzam, że to coś zupełnie innego jednak.

      Usuń
  3. Już "Złodziejką" zachęciłaś mnie do tej autorki, nie pozostaje mi nic innego, jak zacząć polować. Sprawdziłam co jeszcze napisała Sarah Waters i "Za ścianą" przykuło moją uwagę, ale może wcześniej pojawi się Twoja recenzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam tej nowej, a mam szlaban na nowe zakupy. :(

      Usuń
  4. Koniecznie muszę przeczytać. Nie podejrzewałam, że ta pisarka jest tak dobra i że porusza tak ważną dla mnie problematykę "dżenderowską".

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam pięć lat temu, napisałam tragiczną recenzję i aż mi wstyd :D. Choć do dzisiaj zgadzam się z jednym zarzutem, który wtedy wysunęłam: od pewnego momentu w książce ma się wrażenie, że istnieją tylko homoseksualiści. Ciekawa jestem, jak odebrałabym tę powieść dzisiaj. W każdym razie Twoja recenzja dała mi trochę do myślenia i gdy książka znów pojawi się w moich rękach (prawdopodobnie jest w szafie u rodziców), to ją przeczytam. Z ciekawości, ile ten czas zmienia :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam sobie Twoją recenzję i o ja! Nie pogniewaj się, ale obudziłam się w fatalnym nastroju, niewyspana, a na myśl o tej recenzji buzia mi się śmieje od kilku już godzin. :D Fatalna! :D :D :D "W tej książce jest mnóstwo perwersji." Nie, żebym była złośliwa. Jak pod koniec dnia widzę w statystykach, że w dniu dzisiejszym ktoś 7 razy przeczytał u mnie recenzję "Córek księżyca" albo "Pocałunek anioła ciemności" sprzed kilku lat to aż się chowam z głową pod koc. :D
      Do rzeczy jednak! Rozumiem Twoje zarzuty. Może się odnieść takie wrażenie, chociaż myślę, że taki był zamysł. Środowisko, w którym obracała się Nancy, dzisiaj zwane "branżą", przyciąga podobnych sobie i chyba właśnie chodziło o to, żeby pokazać, że coś takiego istniało też wtedy. Mi się to właśnie podobało.

      Usuń
    2. Wtedy też rozważałam kwestię "branży", ale nie przekonało mnie to.

      A recenzja fatalna, fakt, przecież powiedziałam, że się wstydzę xD. Pisałam wtedy tragiczne teksty. Za dziesięć lat będę się wstydzić obecnych xD.

      O perwersjach nie wiem, czy bym dzisiaj napisała. Oj, muszę zajrzeć do tej książki i napisać nową recenzję! Zdecydowanie! :D.

      Usuń
  6. Czuję perfekcję wykonania powieści i jej klimat. Z wielką ochotą poznałabym tak dokładnie odwzorowaną epokę i przekrój społeczeństwa. Temat homoseksualizmu jest raczej rzadkością w czytanych przeze mnie pozycjach, więc możliwe, że byłby miłą odmianą. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakby co, lubię Sarę Waters i ogólnie literaturę branżową. Ale co do "dziwki" się nie zgadzam. Dziś dużo silniejsze jest tabu NIEzainteresowania seksem. Owszem - to jest klasyczna sytuacja podwójnego wiązania, w której kobieta nie może dokonać dobrego wyboru, bo każda opcja jest w taki lub inny sposób negatywnie wartościowana. Ale jednak w naszych czasach kto nie lubi seksu, jest uznawany za dziwoląga. Kto określa się jako aseksualna lesbijka - za nieistniejącego, niemożliwego człowieka. Kto chce budować związek oparty na bliskości emocjonalnej, myśloczuciowej, a nie seksualnej - za osobę skazaną na samotność przez całe życie.
    Czytam obecnie "Surpassing the Love of Men" Lillian Faderman, książkę o tym, jak romantyczna przyjażń między kobietami przez wieki uznawana była za niewinne i wzniosłe uczucie, a pod koniec XIX w. - pod wpływem nowoczesnej seksuologii - uznana została za zjawisko niebezpieczne, podejrzane i chorobliwe. W którymś momencie jest o ciekawym badaniu - lata 20. i 30. w USA, z dawnej idealizacji bliskości między kobietami nic już nie zostało, lesbijki uznawane były za osoby w sposób konieczny zaburzone - tymczasem badanie wykazało, że przynajmniej te z nich, które miały tzw. kapitał społeczny, dobre pochodzenie klasowe zwiększające szanse na zdobycie wykształcenia i porządnej pracy - były wręcz zdrowsze psychicznie od heteroseksualnych kobiet o takim samym pochodzeniu klasowym. Gospodynie domowe zbyt zdrowe nie były, bo po prostu żyły w izolacji społecznej - lesbijki nie. Badanie dzieli kobiety z doświadczeniami homoerotyczymi na dwie grupy - kobiety, u których te doświadczenia miały także charakter seksualny i te, u których takiego charakteru nie miały. Faderman komentując badaie pisze coś bardzo ciekawego, mniej więcej tak: pięćdziesiąt lat wcześniej nikt nie uwierzyłby, że doświadczenia emocjonalno-seksualne między kobietami możliwe są na szerszą niż incydentalna skalę. Pięćdziesiąt lat później, w naszych czasach tzw. wyzwolenia seksualnego, większości wierzyć się nie chce, by bliskość emocjonalna między kobietami mogła NIE być seksualna, skoro każdą miłość dorosłych osób uznaje się za seksualną.
    "Rewolucja seksualna" do powtórki! - bo to, co się za nią uznaje, było niemal wyłącznie w interesie mężczyzn i spowodowało, że tak jak dawniej nie wolno było ludziom cieszyć się seksem, dziś nie wolno im się NIE cieszyć.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...