poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Wałbrzyska tragikomedia. "Piaskowa Góra" Joanna Bator

Wydawnictwo W.A.B.
Stron: 488

Po „Ciemno, prawie noc”, którym rozpoczęłam swoją przygodę z Bator, bałam się sięgnąć po inną powieść. Wywarło ono bowiem na mnie tak duże wrażenie, że nie spodziewałam się, że kiedykolwiek i cokolwiek spodobać mi się może tak samo mocno. Jakże się myliłam! „Piaskowa Góra” jest zupełnie inna. To swoista saga rodzinna; historia kilku pokoleń kobiet (z silnym udziałem ich mężczyzn), przedstawiona od czasów przedwojennych, aż po wczesne lata dziewięćdziesiąte, skupiająca się na okresie PRL-u.

 Joanna Bator to najlepiej pisząca osoba, jaką dane mi było czytać i nie ma w tym krzty przesady. „Piaskowa Góra” utwierdziła mnie tylko w tym przekonaniu. Podczas lektury nie skupiłam się jednak na języku tak bardzo, jak przy poprzedniej powieści. Tam każde zdanie musiałam przeanalizować kilkukrotnie, a fantazyjne porównania wprawiały mnie w zdumienie. Po czasie widzę, że pisarka położyć musiała nacisk na formę swych słów, że każde zdanie nie tylko spisywała, ale też obrabiała i szlifowała do perfekcji. W „Piaskowej Górze” styl jest nieco mniej ozdobny, nadal jednak piękny. Tutaj nacisk położony jest na opowieść. I tam, w „Ciemno...”, ważna była historia, a kryminale wątki nie pozwalały odłożyć książki na półkę, ale tutaj opowieść jest szeroka, głęboka i czytelnik zostaje nią otulony z każdej strony.

Opowieść zaludniła Bator bohaterami. Postaci w „Piaskowej Górze” jest naprawdę dużo , a przy takiej ich ilości trudno jest zachować oryginalność. Bator się to jednak udało. Każdy wykreowany przez nią bohater to żywa, pełnokrwista i wielowymiarowa osobowość, którą można nie tylko poznać, ale też zrozumieć i polubić jak dobrego znajomego. Powieść napisana jest bez zachowania chronologii. Nieliniowa narracja wprowadza coraz to nowych bohaterów, a każdy z nich ciągnie za sobą własną historię. To doprawdy fascynujące, kiedy pojawia się ktoś z pozoru obcy, by za chwilę wtopić swoją opowieść dokładnie w tę lukę, o której istnieniu nie miało się wcześniej pojęcia.

Styl Bator jest lekki i ironiczny, a granica pomiędzy żartem i dramatem bardzo cienka i rozmyta. Czerpie się z tego braku dosłowności ogromną przyjemność, kiedy nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać. Autorka z bolesną uczciwością opisuje wałbrzyską rzeczywistość. Końcowy efekt nie jest aż tak przygnębiający jak w „Ciemno...”, ale wielkiego optymizmu u Bator raczej na próżno szukać. Zwłaszcza, kiedy uświadomimy sobie, że tak naprawdę niewiele się zmieniło i ta mentalna „polskość” tak celnie opisywana wcale nie zniknęła wraz z końcem komunizmu i w naszej codzienności święci swe triumfy w najlepsze. Przy okazji lektury zastanawiam się, czy Joanna Bator nie boi się powracać do swojej rodzinnej miejscowości. Wałbrzych w jej opowieściach to miejsce naprawdę okropne, odrażające wręcz. Ja bym się bała.

Często piszę, że jakąś książkę polecam, że powieść mnie zachwyciła, ale tak naprawdę wszystko to w zestawieniu z Bator blednie i żadne słowa nie będą w stanie oddać tego, jak ogromną satysfakcję sprawiła mi lektura „Piaskowej Góry” i jak wielkie ma ona dla mnie znaczenie. Przede mną „Chmurdalia” – kontynuacja „Piaskowej Góry”, a przy okazji ostatnia powieść Bator, której jeszcze nie czytałam. Z jednej strony chcę znowu poczuć to pomieszanie uczuć, to obcowanie z wysoką literaturą, która – jak udowadnia autorka – może być dla każdego. Z drugiej upycham „Chmurdalię” w najdalszych częściach regału, bo jak już ją przeczytam, to co mi zostanie? 

Recenzje innych książek Joanny Bator:

9 komentarzy :

  1. Kupiłaś mnie, chętnie przeczytam, tym bardziej, że z okolic Wałbrzycha jestem, więc książka interesuje mnie jeszcze bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie czytałam książek pani Bator, ale tak entuzjastycznie o nich piszesz, że nie sposób nie chcieć lecieć do księgarni i kupować jej książek! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam twórczości pani Bator, teraz widzę że muszę to zmienić. Nie spodziewałam się że jej książki są tak niesamowite! Koniecznie muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powieść "Ciemno, prawie noc" wywarła na mnie pozytywne wrażenie, ale skoro piszesz, że "Piaskowa Góra" jest jeszcze lepsza, to nie pozostaje mi nic innego, jak przekonać się o tym na własne oczy. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie trzeba mi nic więcej, skoro to geniusz objawiony. Nie wiem czemu omijałam do tej pory książki Joanny Bator z daleka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam autorki niestety, ale zaciekawiłaś mnie, w szczególności tymi kryminalnymi naleciałościami;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ nabrałam ochoty na twórczość autorki, niekiedy wspaniale jest się oddać wciągającej, ale również wspaniale, niekiedy wręcz poetycko napisanej powieści. Na pierwszy ogień wybrałabym jednak zbiór, o którym pisałaś wcześniej. Opowiadania raczej omijam, ale te mnie przyciągają. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze tej autorki nie znam ale to się zmieni. Bardzo mnie zachęciłaś. Co miesiąc zamawiam książki dla córek ale w sumie ... dlaczego tylko dla nich? Od dziś dorzucam jedną, dwie dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna decyzja! :) Zawsze trzeba wziąć też coś dla siebie, ja nigdy nie odmawiam. :D

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...