poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Zagrajmy! Rummikub

I znowu perełka, znowu gra dla mnie wyjątkowa i najlepsza z możliwych. Od czego jednak mam zaczynać, jeśli nie od tego, co lubię najbardziej? Długo zastanawiam się, czy pisać o Rummikubie. To trochę tak, jakbym miała opisać Monopoly albo Scrabble – te gry zna każdy. Rummikub to jedna z najbardziej znanych gier na świecie, swoje sukcesy święciła już w latach ’70-tych i niewiele osób może powiedzieć, że jej nie zna. Mnie przez długi okres czasu udało się być w tej garstce. Dopiero kilka lat temu, zainspirowana entuzjazmem mojej siostry, postanowiłam kupić swój własny egzemplarz. Przepadłam! Od pierwszej rozgrywki Rummikub stał się dla mnie wyznacznikiem tego, jaka powinna być dobra gra. 



Zawartość pudełka. W zestawie nie ma psa!

W zestawie nie ma woreczka i jest to naprawdę poważna wada, która pada cieniem na całą pozostałą zawartość. Wyciąganie kafelków z pudełka, odwracanie ich grzbietami do góry jest okropnie niewygodne. Mój woreczek pochodzi z gry Rummikub Junior, którą do mojego oryginalnego Rummikuba dołączono jako gratis. Używać jednak można czegokolwiek. Szczerze polecam ten sposób!
Rummikub to, poza instrukcją i czterema podstawkami, 106 plastikowych (bardzo trwałych i porządnie wykonanych) płytek z liczbami od 1 do 13 w czterech różnych kolorach (plus dwa jokery). Nie tylko popularność czyni Rummikub i Scrabble podobnymi do siebie. Także mechanizm gry przypomina nieco najsłynniejszą na świecie grę słowną. Zadaniem gracza jest pozbycie się wszystkich płytek poprzez układanie z nich grup (przynajmniej trzy takie same, różnokolorowe liczby) oraz serii (ciąg przynajmniej trzech następujących po sobie liczb w jednym kolorze). Znacie karcianą grę Remik? Tu zasady są nieco podobne, dochodzi nam jednak najbardziej ekscytujący element – wyłożone na stół grupy i serie poddawać możemy najróżniejszym manipulacjom – można je rozdzielać, przekładać, dokładać nowe elementy, zabierać te, których potrzebujemy. 

Grupa trójek i grupa siódemek

Czerwona seria

Mój niezbyt korzystny stan początkowy i mąż bez głowy. Wybacz mężu!
Zaznaczyć jednak pragnę głośno i wyraźnie, że na tym podobieństwa do Scrabbli się kończą. Nie wiem jakie są wasze z tą grą doświadczenia, ale moje są marne. Scrabbli nie lubię. Pewnie nie powinnam się do tego przyznawać głośno, bo wiadomo, że Scrabble to gra dla „intelektualystów” i skoro nie lubię, to znaczy, że nie umiem. Być może. Dla mnie Scrabble to nuda. Dumanie nad literkami, dopasowywanie ich do planszy i żerowanie na potrójne premie to droga przez mękę. Rummikub rezygnuje z wszystkich tych rzeczy.

Po pierwsze więc – nie ma planszy. Płytki kładziemy gdzie popadnie, czasami w różnych kierunkach, w czasie gry są one i tak bez przerwy poruszane, rozdzielane, zamieniane. Dzieje się! Sytuacja na stole jest bardzo zmienna i trzeba mieć oczy dookoła głowy. Choć wiele zależy od przypadku (losowanie płytek), to wygrać można tylko dzięki swojej spostrzegawczości, sprytowi i uważnej obserwacji ruchów pozostałych graczy. Po drugie, a w zasadzie kolejne – olewamy punktację. Są wprawdzie jakieś turniejowe zasady, że za wygraną rozgrywkę przysługują punkty i wszystko to się potem sumuje, ale jest to w ogóle bez znaczenia. W czasie rozgrywki kafelki po prostu dobieramy i wykładamy. Wszystko to na zmianę z czipsami, bo plastik się trwale nie brudzi i przy tej grze czipsy jeść można. Kto pierwszy pozbędzie się płytek – wygrywa. Uwielbiam tę swobodę ruchów i działań. Gra jest po to, żeby grać, a nie po to, żeby spisywać wyniki. 

Początki

W trakcie

Koniec - wygrałam!
Najczęściej gram w Rummikuba w parze, zdarzały mi się jednak rozgrywki trzy i czteroosobowe i każda z nich była fantastyczna. Zmiennych jest tu więcej; czasami gra jest zaskakująco krótka (na przykład wczorajsza, z której zdjęcia możecie oglądać – chaos na stole panuje niewielki, a w woreczku wciąż jeszcze grzechoczą płytki), czasami ciągnie się długo (te rozgrywki lubię najbardziej – emocjonujące, zawiłe, ze skomplikowaną sytuacją na stole, kiedy w woreczku brakuje kafelków). Grać można z dziećmi (7+ wydawcy to spore nieporozumienie; jeśli dziecko rozpoznaje symbole liczb do trzynastu i zna kolory, to hulaj dusza!). Techniczną zaletą Rummikuba jest też jego stosunkowo niewysoka cena; na Allegro grę można kupić za niecałe 50 złotych. 

Jeśli nie znacie – poznajcie, jeśli gdzieś tam kiedyś słyszeliście – odświeżcie informacje. Warto grać w Rummikuba, naprawdę warto!


Kocie polecanki. Czy Wasze koty też tak lubią psuć Wasze rozgrywki? :) 

Rummikub
Wydawca: TM Toys
Liczba graczy: 2-4
Wiek: 7+ (5+)
Czas gry: 20-40 minut

13 komentarzy :

  1. A ja mam Rummikuba, grywałam kiedyś, ale nigdy mnie to tak nie porwało, wręcz bym powiedziała, że szło jakoś tak mechanicznie, no i dlaczego? Chyba muszę sobie odświeżyć i zagrać niedługo jeszcze raz.
    Agnnes

    OdpowiedzUsuń
  2. W domu rummikuba nie mam, grywam u siostry. Uwielbiam to kombinowanie jak szybko pozbyć się płytek, gdzie dołożyć, gdzie przemienic :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No to Cię zaskoczę, bo ja wcześniej nie znałam tej gry :)

    OdpowiedzUsuń
  4. karciany Remik to nasza rodzinna ulubiona rozrywka sprzed lat - pamiętam jak wówczas Rummikub był popularny (nawet informacje o turniejach pamiętam - podawane w 5-10-15 :P) i jak mi się marzył...
    hmmm, wtedy mi nie kupili...

    OdpowiedzUsuń
  5. Niedawno sobie zanotowałam, żeby właśnie Rummikuba rozkminić, bo nie znam. A akurat pani w sklepie, do którego chadzamy bawić się Playmobilem polecała komuś. Rummikub, Boggle, Scarabble i Operacja to takie fetysze z dzieciństwa, których nie miałam a chciałam.

    Jak wygląda technicznie taka rozgrywka w plenerze? Czy Róża spała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona nigdy nie śpi! :( Jadła opłatek i biła nam brawo! :)
      http://i62.tinypic.com/f0clr7.jpg
      A technicznie to się tylko wynosi pudełko na taras, bo to nasz ogród. :D

      Usuń
    2. ale tak cały czas biła? :) chciałabym takie wspierające aktywności rodziców dziecko.

      Usuń
  6. Ale pomysłowa gra! Nigdy o niej wcześniej nie słyszałam, ale zainteresowałaś mnie, dlatego będę miała ją na oku :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam podróbę - Rummy, zasady gry identyczne, tylko wykonanie tekturowe. Bardzo lubię w to grać, choc ciągle przegrywam z mężem ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Gra zdecydowanie mniej nudzi niż Scrabble i można grać z młodszymi, bo łatwiej łączyć liczby niż układać słowa(sprawdzone na młodszym rodzeństwie). Myślałam, że to bardzo popularna gra, mam ją od kilku dobrych lat. ;) W sumie dawno nie grałam... Czas namówić siostrę. ;)
    Najlepsze są rozgrywki w wiele osób, kiedy kończą się płytki. :D

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Z tą grą mam wiele przesmiesznych wspomnień:) Z chęcią zgarałabym raz jeszcze;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja nie znam! A ogromna szkoda, bo to gra w moim typie :). Podobna jest trochę karciana Phase10 :).

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...