wtorek, 26 maja 2015

Basia!


Czas się przyznać, czas powiedzieć to głośno: jestem Basiocholiczką! Ja, 26-letnia matrona, na każdą nową „Basię” zacieram ręce, notuję w kalendarzu datę wydania, a w końcu kupuję, wycieram (bo wszystkie nowe książki wycieram, zwróćcie więc uwagę jak wiele cennych godzin z mojego życia czynność ta pochłania) i czytam. Jedni czekają na nową „Grę o tron”, inni na swój ulubiony kryminał, a ja na Basię. Jak na przyzwoitą Basiocholiczkę przystało posiadam wszystkie, powtórzę: wszystkie części cyklu. Czerwienieją dumnie na moim regale i wyciągane są nader często, tylko po to, żeby przeczytać ulubiony fragment, żeby sobie coś przypomnieć. Nawet sobie kolorowankę z Basią kupiłam. I zadania dla pięciolatków! Niech czekają!

Lubię czytać książki dla dzieci. Od pewnego czasu nie próbuję sobie nawet wmawiać, że kupuję je dla córki. Oczywiście, mam wielką nadzieję, że przeczytamy je kiedyś razem, byłoby mi niesamowicie przykro, gdyby moment ten miał nigdy nie nadejść, ale trudno usprawiedliwiać te wszystkie tomiszcza zajmujące pół pokoju dzieckiem, które zainteresuje się nimi za kilka lat. Są jednak serie, które wyjątkowo lubię i które w najmniejszym nawet stopniu nie ustępują moim ulubionym, dorosłym lekturom. Jest wśród nich Basia, a także dwa cykle z wydawnictwa Zakamarki („Biuro detektywistyczne Lassego i Mai” oraz Tsatsiki), o których napiszę niebawem. 



Każda część przygód Basi to zderzenie z innym zagadnieniem, które jest bliskie małemu czytelnikowi i znane z jego codzienności; wizyta u dentysty, podróż, przedszkole. Czasami tematy są poważniejsze (pojawienie się młodszego rodzeństwa) i stanowią świetne wprowadzenie w dany problem. Historie o Basi bawią do łez, są mądre i zawsze niosą ze sobą nienachalną naukę. Autorka zręcznie puszcza oko do dorosłego czytelnika, dzięki czemu może się on bawić równie znakomicie.

Nietrudno wskazać w czym tkwi fenomen „Basi”. Basia to dziewczynka, w której naprawdę można odnaleźć siebie. Nie jest idealna, nie uśmiecha się na każdym obrazku. Miewa chwile słabości, bywa smutna, zła, nawet wściekła. Nie zawsze radzi sobie ze wszystkim, często potrzebuje pomocy rodziców, wielu rzeczy nie rozumie. Jej rzeczywistość także odbiega od tej zazwyczaj widywanej w książkach. Wielka w tym zasługa ilustratorki, która zadbała o realizm. Bohaterowie w domowych pieleszach opierają więc swoje stylizacje na dresach i kapciach, a w kuchni miewają bałagan. Kreska Marianny Oklejak to dokładnie ten styl, który uwielbiam; nieprzesłodzony i oszczędny, ale z drugiej strony nadal realistyczny i „swojski”. Wraz z tekstem Zofii Staneckiej tworzą duet doskonały; oddają charakter Basi i dopełniają jej postać. 







Rodzina Basi – na nią trzeba poświęcić osobny akapit! Rozkładówki z tą rodziną powinno się dodawać do szkolnych podręczników, za wzór stawiając promowane przez nich postawy. Rodzina dość klasyczna, z klasy średniej, ale inteligencka, wielodzietna (wszak trzy to już wielo!). Ich mieszkanie pełne jest regałów z książkami i czasami można nawet zerknąć na tytuły. Wyróżnia ich podejście do dzieci, zwłaszcza mama Basi świeci tu przykładem. Nie łaje, nie narzuca swojego zdania, nie mówi „nie pyskuj” ani „nie garb się”, ale zabiera córkę na gorącą czekoladę i rozmawia, cierpliwie i ze zrozumieniem, stawiając siebie i dziecko na tym samym poziomie. Lubię, no lubię mamę Basi i kiedyś też taka będę!






Basia to produkt nasz, polski i „produkt” to chyba dobre określenie, choć (niesłusznie) kojarzyć się może nieco pejoratywnie. Pasiasta dziewczynka stała się nie tylko bohaterką książek z czerwonymi grzbietami. Jest też „Basia. Wielka księga”, gdzie znajdziemy 28 opowiadań publikowanych w latach 2011-2012 w miesięczniku „Dziecko”, są całokartonowe książeczki o młodszym bracie Basi – Franku, które wraz z Rózią podczytujemy już teraz (super, nie?!), jest kreatywna kolorowanka, zeszyty ćwiczeń dla różnych grup wiekowych i w serii „Czytam sobie” też się Baśka pojawiła. Są audiobooki i zbiorcze wydania historyjek o Basi zawarte w „Wielkich księgach przygód”. Wypadają nieco taniej, ale nie kupuję, bo nie ma w nich nic nowego, a jednak te moje znacznie fajniejsze. (Nie takie też znowu drogie, w dobrych księgarniach, gdzie robią duże promocje – po 9 złotych). Nawet serial powstaje (o, KLIK), a ja widziałam tatuaże i uważam, że fajnie byłoby mieć Basię na koszulce albo na zeszycie, zamiast Hanny Montany (zresztą może można, nie wiem). 




Kto „Basię” zna, ten wie, że warto, kto nie zna (są tacy?!) niech nadrabia poważne zaległości! 





Lubię też „Basię” za spacerującego Doctora Who (no przecież wykapany David Tennant!) i staruszkę w miniówce. :) 

Basia i... (seria)
Tekst: Zofia Stanecka
Ilustracje: Marianna Oklejak
Wydawnictwo Egmont
Strona serii Basia
Oprawa: twarda
Stron: 24 (każda)
Wiek: 3+

12 komentarzy :

  1. Czy 'Wielka księga' nie jest po prostu wydaniem zbiorczym tego co w małych książkach? Kupowałam z nadzieją, że jest. Mam Wielką księgę (pierwszą) i Wielką księgę Basi i Franka i czytaliśmy tylko tę drugą i ona mnie zawiodła bo tam tak mało treści. A ta pierwsza to ma treść, ale mało obrazków i papier taki gazetowy, a nie śliski, więc też mnie zawiodła. Trzeba będzie kupować te pojedyncze tomiki? Ja tak bardzo chciałam nic nie kupować...

    A o co chodzi z wycieraniem nowych książek? Czy to jakaś alergia czy taki rytuał? Chyba nie chodzi o starcie tego cudownego zapachu nowej książki z nowej książki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo wydawnictwo trochę głupio zrobiło. Jest "Basia. Wielka księga" i to są opowiadania z "Dziecka", czyli coś zupełnie nowego, czego w książkach nie ma. Dla fana Basi - rzecz obowiązkowa, chociaż w porównaniu do opowiadań książkowych wypadają blado, bo są dużo krótsze i w ogóle. Jest też "Basia. Wielka księga PRZYGÓD" (czyli nazwa jakby podobna) i tam są zebrane opowiadania z książek. Ale faktycznie to już nie to, bo papier gazetowy, a jednak w tych pojedynczych to wszystko pięknie i pachnąco. "Wielka księga Basi i Franka" to są zebrane w jedno te książeczki kartonowe, gdzie treści dużo mniej, bo to dla małych dzieci, ale to jest zupełnie bez sensu, bo z miękkimi i cienki kartkami się dla małego dziecka nie nadaje, a jak będzie starsze, to treść za łatwa. Trzeba kupować! Niestety...

      Wycieranie to niestety sprawa bardzo złożona i kłopotliwa i wiąże się z moim OCD, tj. nerwicą natręctw, na którą leczę się już od lat, ale bez skutku. Ja po prostu nie mogę znieść dotyku innych osób (poza domownikami) na moich książkach. Z bibliotek nie korzystam nigdy, przenigdy, nie kupuję używanych, nie pożyczam za żadne skarby świata i nawet nie zabieram w podróż, żeby ktoś przypadkiem nie trącił. Nie kupuję w księgarniach stacjonarnych (chociaż i tak nie kupuję, bo drogo), bo ludzie tam oglądają i dotykają. W Arosie też pewnie dotykają, ale tam nie widzę, a czego oczy nie widzą, to wiadomo... Nowa książka jest starannie wycierana z każdej strony i nawet trochę wewnątrz chusteczką dla niemowląt i dopiero wtedy może trafić do domu. :)

      Usuń
    2. U nas w rodzinie to bardzo powszechne w różnych formach, ale na trochę mniejszą skalę. Tym niemniej rozumiem doskonale, z tego właśnie powodu nie grywamy w gry z gośćmi:)

      A z Basią to pewnie będę próbować wielkie księgi, bo jednak cenka księgi to jak cenka dwóch tomów. Chociaż z drugiej strony, jak sobie przypomnę, że 4-latek ZAWSZE chce czytac od początku, a nie od miejsca, w którym się przerwało...

      Usuń
  2. Pierwszy raz widzę Basię i oczywiście chcę przeczytać, sprawdzę na początek egzemplarze biblioteczne, czy jest jakaś kolejność ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie jest tam malutka historia w tle, tzn. w pierwszych tomach mama Basi jest w ciąży, w "Basi i nowym braciszku" rodzi się Franek i potem on już jest, coraz starszy. Ale jest on postacią trzecioplanową i nie ma ta chronologia najmniejszego znaczenia. ;) Ja czytałam nie po kolei. :) Koniecznie czytajcie z MałąA! :D

      Usuń
  3. O, ja jej nie znam! Ale w dzieciństwie miałam wymyśloną przyjaciółkę, która nazywała się Basia i przychodziła zawsze w niedzielę :D.

    I muszę przyznać, że razi mnie, gdy mówisz na swoją córkę "Rózia". Chyba bym łeb urwała, gdyby ktoś tak do mnie mówił. W każdym razie już szybko się nauczyli, że nie wolno, bo pamiętam tylko z wczesnego dzieciństwa to określenie. Choć wkurza mnie nadal :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież Rózia to tak pięknie! :D Mam nadzieję, że ona będzie lubiła! :D

      Usuń
  4. Masz niezłego fioła na punkcie Basi ;) oczywiście pozytywnego!

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja Basi nie znam :( pewnie też ją pokocham :D

    OdpowiedzUsuń
  6. O kurde, nie znam Basi! Ale widzę, że warto to zmienić, skoro w Tobie wywołuje tak wiele emocji :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwsze slysze o Basi :) Ale wydaje sie bardzo sympatyczna, musze jak najszybciej ja poznac!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też ne słyszałam o tej serii książek :) muszę sprawdzić czy będzie się podobać mojemu dziecku :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...