sobota, 30 maja 2015

Biuro detektywistyczne Lassego i Mai



Ostatnio, kiedy rozwodziłam się na urokami serii o Basi, wspomniałam, że tego miodu będzie więcej. I jest! Każdy nowy tom „Biura detektywistycznego Lassego i Mai” wywołuje w moim domu piski radości – moje i męża, bo i on lubi. Stanowczo i uparcie zmierzam do tego, żeby zgromadzić całą serię. Przy większych zakupach zawsze wezmę tom lub dwa, w porywach do pięciu. Stanowczo i uparcie... 


Wszystko dzieje się w miasteczku Valleby, gdzie ciągnie chyba wszystkie podstępne i nieuczciwe elementy z całego kontynentu. W każdym przybytku publicznym i prywatnym tej szwedzkiej miejscowości dzieje się coś dziwnego, a Lasse i Maja, którzy nie mogą nawet na biwak wyjechać, żeby nie znaleźć się w centrum tajemniczych wydarzeń, mają ręce pełne roboty. Tekstu w książkach jest sporo, ale równoważą go humorystyczne ilustracje. Wydawnictwo twierdzi, że seria jest dla sześciolatków, ja znam bystrego czterolatka, który chłonie jedną tajemnicę za drugą, nie słyszałam jeszcze o dziecku, które by wzgardziło szwedzkimi zagadkami. 




W tych książkach najbardziej lubię to, że są to prawdziwe kryminały, z krwi i kości. Jest problem (no, może nie morderstwo, poruszamy się tu raczej w sferze oszustw i kradzieży), podejrzani, poszlaki i – to bardzo ważne! – sensowne, umotywowane treścią rozwiązanie zagadki. Skarb to wielki, taka autentyczność, bo wiele z kryminałów dziecięcych, które znam, nie dają swemu czytelnikowi nawet cienia nadziei na rozwiązanie zagadki. Zamiast logicznych wniosków serwują wydumane i nieumotywowane wcześniejszą treścią rozwiązania, które niczym deus ex machina pojawiają się znikąd i „tłumaczą” wszystkie dotychczasowe pytania. I nawet będąc dzieckiem Herkulesa Poirot i Sherlocka Holmesa (yyy?), nie uda się odgadnąć, że akcja przybierze taki, a nie inny obrót. No szacunek do dziecka to nie jest. Książki Martina Widmarka i Heleny Willis są inne. Czytając ich kryminały możemy podążać pozostawionym przez sprawcę tropem i wytężając szare komórki spróbować – nierzadko z powodzeniem – rozwiązać zagadkę. Dzięki temu młody czytelnik otrzymuje rozrywkę intelektualną na najwyższym poziomie. Książki ćwiczą logiczne myślenie i pozwalają wczuć się w rolę detektywa poprzez budowanie swoich własnych teorii. 







W ogóle takie to pomysłowe! Imiona głównych bohaterów mają swoje źródło w postaci historycznej; mowa tu o szwedzkim złodzieju. Lars Larsson Molin w celu ukrycia swej prawdziwej tożsamości przebierał się w damskie ubrania i używał kobieco brzmiącego pseudonimu – Lasse-Maja. Przebranie – poza tym (jak głoszą plotki), że sprawiało mu przyjemność – pomagało mu ukryć swoją prawdziwą tożsamość i tym samym uniknąć schwytania. Niby nic, a taki smaczny, queerowy kąsek na dokładkę! 

Biuro detektywistyczne Lassego i Mai
Spis tytułów (klik)
Tekst: Martin Widmark
Ilustracje: Helena Willis
Wydawnictwo Zakamarki
Oprawa: twarda
Stron: 92 (każda)
Wiek: 5+/6+

5 komentarzy :

  1. To jest najlepsza seria na świecie! Mamy 15 tomów (czyli więcej niż Ty! Ha!) :) i czytamy je na okrągło, do snu, codziennie jeden (cały!!!!!!!!!!). Po takiej ilości mam już oczywiście dość, ale nadal doceniam włożoną w te historyjki robotę. Dobrze to ujęłaś, to są dobre kryminały, po prostu.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy30 maja, 2015

    Mamy i kochamy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Będę polecał każdemu, kto ma dzieci w takim wieku! Aż sam bym się zapoznał z tą kolekcją! Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. i dla bystrego 4-latka, ok? no to na co ja czekam!? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książeczki super! Świetne ilustracje. Czytamy niemal codziennie przed snem. Po kilka rozdziałów. Dzieciaki (Ola 6l i Dominik 4.5l) zawsze za pierwszym razem próbują zgadywać, kto jest winny i ze sobą zawzięcie dyskutują. Ola próbuje sama czytać. Polecam każdemu:)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...