wtorek, 19 maja 2015

Bzik tropikalny. "Wyspa Łza" Joanna Bator

Wyspa Łza, Joanna Bator
Fotografie: Adam Golec
Wydawnictwo Znak
Stron: 304


Joanna Bator ma różne twarze, ale jej literatura sunie dwutorowo. Są więc powieści i jest nurt non-fiction reprezentowany dotychczas przez książki o Japonii. „Wyspę Łzę” zaliczyć wypada do literatury faktu, choć czasami bliżej jej do fantastyki. Pomieszała znowu nam autorka te wątki, motywy i gatunki tak, że nie sposób nadać jej jednej etykiety. Na język ciśnie mi się hasło „poetycki reportaż”, choć mam świadomość, że też nie oddaje ono złożoności formy, z jaką stykamy się w „Wyspie...”. Szczypta podróży, szczypta detektywistycznej powieści noire. Wszystko zaprawione subtelnym, inteligentnym, ironicznym i nieco czarnym humorem. No jeść garściami by się to chciało, garściami!

Ważnym tematem „Wyspy Łzy” jest twórczość. Bator opisuje trudny proces powstawania literatury, niemoc twórczą. Silny autotematyzm napędza fabułę, opis podróży przeplata się z powstawaniem nowej powieści i wspomnieniami o dotychczasowych dokonaniach. Wspomina też Bator innych artystów, często przewija się Witkacy, którego śladem autorka podąża. Opisując jego zakończony w tajemniczych okolicznościach romans z Bronisławem Malinowskim tworzy przedmiot mojej najnowszej obsesji. Każe szukać, czytać, myśleć o sprawach wznioślejszych niż codzienność.

Choć w zasadzie nie powinno mnie to już zaskakiwać, to znów onieśmieliła mnie Bator swoją inteligencją, erudycją i oczytaniem. „Wyspa Łza” to zbiór literackich i kulturowych dygresji oraz przypomnienie, że ja nigdy taka mądra nie będę. Stoi nade mną Bator, stoi znacznie wyżej od swoich odbiorców, wie o tym i, może nawet nie do końca złośliwie, całą tę swoją wielkość prezentuje. Udowadnia też czytelnikowi, że jakakolwiek forma tworzonej przez niego literatury dorównywać może co najwyżej napisanym przez nią listom zakupów (o ile w ogóle zajmuje się ona czymś tak przyziemnym jak zakupy).

Bator fabularna i Bator non-fiction to dwie zupełnie różne osoby. W swoich powieściach pisarka udowadnia, że dobrą, wielka literaturę może czytać każdy i że nie musimy sięgać po tandetne wyciskacze łez, żeby doznać silnych emocji. Bator non-fiction, a już w szczególności to, co zaprezentowała teraz, nie jest dla każdego. „Wyspa Łza” to książka bardzo ciężka, gęsta i lepka; trudna. Pierwszy kontakt z twórczością autorki w tym wykonaniu, może się zarazem okazać ostatnim. Bator należy poznawać chronologicznie, dozować sobie jej obecność. „Wyspa...” to takie jakby podsumowanie dotychczasowej twórczości, sporo w niej nawiązań do innych książek. Jako wielka fanka umysłu pisarki z perwersyjną wręcz przyjemnością chłonęłam te intymne szczegóły jej życia. Ciekawa jestem w jakim kierunku pójdzie teraz Bator, jaka będzie jej kolejna książka. Tutaj osiągnęła już szczyt, poziom, którego się nie da, a przynajmniej nie powinno się przekroczyć, bo każda taka próba będzie tą kroplą, co czarę przepełniła i tą struną, co pękła. Odziera się bowiem w najnowszej książce Bator z całej intymności, przekracza granicę bikini, którą prezentowała w „Rekinie...” i wchodzi w strefę ekshibicjonizmu. Nie, żebym była tak naiwna i dała się nabrać! Oczywiście wiem, że wątków autobiograficznych brać na serio nigdy nie można, w zasadzie więcej w tym może być literackiej fikcji niż prawdy. Bo niby to reportaż, niby non-fiction, ale jednak silna kreacja wkrada się w tę prawdziwość. Jest tu trochę Sri Linki, bardzo subiektywnie widzianej, bardzo zniekształconej. Są nawet śladowe ilości śledztwa w sprawie Sandry Valentine, o której to podobno jest książka. Czego jest najwięcej? No, czego może być najwięcej w książkach Joanny Bator? Oczywiście jej samej! Jej wspomnień, przemyśleń, refleksji, widziadeł i mrocznych bliźniaczek. „Trzeba szatkować, ucierać, mieszać, miksować motywy z własnego życia i zszywać ze skrawkami rzeczywistości, które uda się wyszarpać z tropikalnej materii” pisze Bator (s. 115) i bardzo trafnie określa tym samym to, co robi z literaturą.

Całość dopełniają fotografie Adama Golca. Musicie wiedzieć, że jestem osobą całkowicie odporną na piękno sztuk wizualnych, a czarno-biała fotografia to już w ogóle dziedzina, której nie potrafię docenić. Te zdjęcia jednak doskonale współgrają z tekstem i zdarzało się, że jeżyły mi się od nich włoski na karku. Są różnorodne, znajdują się tu portrety, pejzaże, sceny rodzajowe; nie mogłoby ich zabraknąć.

Polecam nową książkę Bator jej fanom, stanowczo odradzam tym, którzy nie mieli jeszcze okazji poznać jej twórczości. Lepiej poczekać, przetrawić i wtedy dopiero poddać się tropikalnemu bzikowi. Nastrój tu nieco melancholijny i jeśli ktoś zmaga się z depresją, to stan jego może się tylko pogorszyć. Warto jednak zaryzykować i wskoczyć w głębię!

[Bzik tropikalny to tytuł jednego z rozdziałów w książce.]*

*Wiem, że kropka powinna stać za nawiasem, ale kompletnie mi się to nie podoba, a że to mój blog i mogę robić co mi się podoba, to będę stawiała kropki wewnątrz nawiasów i nikomu nic do tego!







Recenzje innych książek Joanny Bator:
Ciemno, prawie noc
Piaskowa Góra
Rekin z parku Yoyogi

12 komentarzy :

  1. Anonimowy19 maja, 2015

    Uwielbiam Twoje recenzje! Niech się Bator schowa. ;-) A książka już na półce. :-D Ania K.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książki nie znam, ale nadrobię to - po innych Bator :).

    Też nie lubię kropki poza nawiasem... Ostatnio się dowiedziałam, że tak jest poprawnie i za każdym razem ze sobą walczę, gdy już przychodzi do stawiania tej nieszczęsnej kropki. A co z innymi znakami interpunkcyjnymi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba też za nawiasem, ale tam to wypada naturalnie. Możesz dołączyć do mojego małego buntu i stawiać kropkę wewnątrz! :)

      Usuń
  3. Wybacz, ale tylko przejrzałam recenzję - przeczytam sobie potem - teraz czytam "Wyspę Łzę" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. I w tej chwili mi wstyd, że jeszcze nie znam twórczości Bator.. Koniecznie muszę sięgnąć po jej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja własnie dzięki tobie kończę Piaskową Górę i jestem oczarowana! Zwłaszcza historią o Żydzie, albo o księdzu Adasiu, sama juz nie wiem czym bardziej. Nie mogłam się wprost oderwać, kawał dobrej literatury, nie spodziewałam się, że aż tak dobrej. Mam jeszcze Ciemno prawie noc, które leci od razu w następnej kolejności i przy następnej okazji zamawiam Wyspę. Super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dwa ulubione wątki!!! :D Cieszę się, że Ci się spodobało!

      Usuń
  6. Cudna recenzja, ale Bator jeszcze nie znam, dlatego też na dzień dzisiejszy mogłabym tylko zdjęcia pooglądać, szczególnie czarno-białe kocham najbardziej, zacznę od wcześniejszych powieści.

    p.s. masz rację, stawiaj sobie kropki gdzie chcesz :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam książek Bator. Teraz widzę że koniecznie muszę to nadrobić. Ostatnio z wielką przyjemnością sięgam po książki polskich autorów, więc myślę że i na Bator znajdę w końcu czas :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka nie dla mnie, ale za to w całej swojej istocie popieram Cię, że kropka powinna stać w nawiasie :) zdanie jest w nawiasie a kropka przecież do zdania należy i ich nie wolno rozdzielać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie zaprzyjaźnię się z tą książką. Sposób, w jaki była pisana, odpycha mnie. Nie przepadam za kwiecistym stylem, choć nie mam nic przeciwko długim zdaniom, rozciągniętym na kilka linijek tekstu, pod warunkiem, że mają sens i cel. Tutaj niektóre z nich sprawiają wrażenie udziwnianych na siłę. Jakby ktoś wrzucił do nich kilka takich wyrazów, by całe zdanie było trudne do zrozumienia. A przekaz stał się bardziej mistyczny. Cała książka błądzi gdzieś na granicy rzeczywistości i ułudy. Klimat jest ciężki, oniryczny i lepki, ale nawet to nie ratuje powieści od bycia nudną. I te opisy!
    Relacja z rozdeptania ślimaka i emocji z tym pechowym rozdeptaniem związanych, rozciągnięta na całą stronę; czy na kilka(nastu) stronach opisywany rozstrój żołądka, utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie wszytko trzeba publikować. Najzabawniejsze jest to, że po skończeniu Wyspy łez wiem, o czym ta książka nie jest. Nadal jednak nie wiem, o czym jest. Sili się na wielką metafizykę, na podróż wgłąb siebie. Sili się, bo w moim odczuciu metafizyką nie jest.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...