czwartek, 18 czerwca 2015

"Mapy" Aleksandra i Daniel Mizielińscy



Jakiś czas temu, kiedy dość mocno zachłysnęłyśmy się książkami Joëlle Jolivet i wyrazy tego zachłyśnięcia opisywałam TUTAJ, w mojej głowie zaświtała myśl nieprzyzwoita i zuchwała, która zmroziła nawet mnie samą; a może czas na Mapy...?

„Mapy” na półce miałam oczywiście od dawna. To książka, którą mieć po prostu trzeba! Zdobywczyni wielu nagród, przetłumaczona na niezliczoną ilość języków; rzec by się chciało: nasz towar eksportowy. Kto nie ma – traci bardzo wiele. Problem jednak w tym, że nawet ja, tak bardzo nadambitna, zdawałam sobie sprawę, że jest to książka dla nieco starszych dzieci (do tego ładna i jak niewprawne rączki podrą, to matka będzie niezadowolona!). Ale wyciągnęłam, położyłam i okazało się, że jak zwykle wiekowe widełki bywają bardzo rozciągliwe.

Na naszym etapie (1+) idea „Map” i książek Jolivet jest podobna – mnóstwo obrazków do wskazania i nazwania, czyli to, co nieco ponad roczne dzieci lubią bardzo. Każda strona „Map” to inne państwo (w sumie jest ich 42, najwięcej europejskich, ale żaden kontynent nie jest pokrzywdzony). Nazwy tak jak u Jolivet nieoczywiste, wyjątkowe i wzbogacające wiedzę o świecie, żadne tam pieski i kotki. Starsze dzieci garściami czerpać będą bardzo rozległą wiedzę geograficzną, historyczną, kulturalną. Mapa każdego państwa to nie tylko jego granice, położenie najbardziej znanych miast i okalające je wody, ale także typowi przedstawiciele flory i fauny, wybitni obywatele epok dawnych i współcześni, ciekawostki architektoniczne i etnologiczne, kultura (pisarze, muzycy) oraz kuchnia (potrawy tradycyjne).

Książki są duże (27x37 cm!), wydane na grubym i budzącym zaufanie papierze, przypominającym nieco zwój papirusu, na którym piracki rozbitek narysował drogę do skarbu tylko po to, żeby ją później wysłać w świat w butelce. Magia!



















Mapy. Obrazkowa podróż po lądach, morzach i kulturach świata
Tekst i ilustracje: Aleksandra i Daniel Mizielińscy
Oprawa: twarda
Stron: 110
Wiek: 1+

10 komentarzy :

  1. Wygląda super! Mam sześcioletnie chrześniaki i trzylatkę w rodzinie, myślę, że przypadłaby im do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jeszcze nie mam i bardzo się zasmuciłam gdy ostatnio okazało się, że nie jest kartonowa. Nasz mały barbarzyńca niestety zjada wszelkie papierki (a nawet piłki piankowe). A nasz dorosły barbarzyńca (Mąż) mówi, żebym kupowała ładne książki i nie podobają mu się zwłaszcza Mizielińscy. On się w ogóle nie zna. Mówi, że z takich obrazków się dziecko życia nie nauczy. A nasz środkowy barbarzyńca woli klocki Lego od strawy intelektualnej. Z całej rodziny tylko ja nie jestem barbarzyńcą, ale sobie przecież nie kupię.

    PS. Ursus podarł Mitgutscha. Usiadł na nim i chciał przewrócić stronę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przecież Mitgutsch jest kartonowy! Hahaha! :D To u nas pod tym względem bajka. Róża odkąd skończyła rok nie gniecie już nawet miękkich kartek, czasem przez przypadek coś tam zagnie, ale widzę, że bardzo uważa, naprawdę się stara. Bez przerwy widzi matkę z książką i sama też lubi wziąć z półki jakiś gruby tom bez obrazków, siada i "czyta". :D Za to nie dalej jak wczoraj wygryzła piękną dziurę w piłce piankowej i chyba nawet zjadła to, co wygryzła, bo nigdzie nie znalazłam resztek. :D
      Mąż mi bardzo podpadł, możesz mu to powiedzieć, bo ja uwielbiam Mizielińskich i jestem zdania, że jak najbardziej można się od nich nauczyć całego mnóstwa rzeczy z życiem na czele!
      Ja tam sobie własnie Mapy kupiłam jak jeszcze nawet w ciąży nie byłam, także tego...

      Usuń
    2. U nas resztki piłki były wszędzie i pojawiały się stopniowo przez wiele godzin. A o Mitgutschu źle się wyraziłam- złamał, a nie podarł. Ale sobie nie kupię czegoś, co mogłabym kupić dziecku, bo to mi będzie źle wyglądać w wydatkach (prowadzę domową księgowość z podziałem na kategorie). Poczekam aż ktoś dojrzeje i weźmie Mapy na swój rachunek.

      Usuń
  3. Świetna książka! Sam bym po nią sięgnął ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowita książka, przyznam, że sama być miło z nią spędziła czas :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sądzę, że to obrazki spodobałyby się dzieciom w każdym wieku. ;) Są wyraźne i staranne, choć zabawne jednocześnie. ;) Podobają mi się. Widać, że Twoja córka jest niezwykle zainteresowana. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. u mnie zadziałała (póki co) zasada przekory i nadal nie kupiłam Jankowi, chociaż już dwa razy wypożyczałam z biblioteki (głównie sobie) :) niestety granica miedzy "słusznie chwalone" a "przereklamowane" jest bardzo cienka i za dużo superlatyw wywiera u mnie efekt przeciwny do zamierzonego... ale kto wie - "Mapy" i tak dużo, dużo lepsze od "Miasteczka..."
    w przypadku Róży podejrzewam, że z obu wspomnianych nauczy się przede wszystkim doceniać oryginalną kreskę i nieprzesłodzone obrazki - a to już coś :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na tę książkę mam chrapkę już od dawna i pewnie niedługo dołączy do moich zbiorów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Widać, że dużo się dzieje w tych książkach co sprawia, że przyciąga uwagę dzieci ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...