poniedziałek, 29 czerwca 2015

Prawdziwa „Gra o tron”? „Królowie przeklęci” Maurice Druon (tom I)

Królowie przeklęci (tom I)
Maurice Druon
Wydawnictwo Otwarte
Tłumaczenie: Adriana Celińska
Stron: 720

Nie powinno się zapominać o dobrych książkach i właśnie pojawiła się okazja, żeby sobie przypomnieć kilka z nich. Coś dla miłośników powieści historycznych, krwawych kaźni, dworskich intryg i sekretów.

Cykl „Królowie przeklęci” ukazywał się już w Polsce kilkukrotnie, po raz pierwszy w latach siedemdziesiątych. Tym razem jednak powstało wydanie zbiorcze, a to dla mnie zawsze dobry pomysł. W pierwszym, opasłym tomie nowego wydania znajdziemy trzy z siedmiu części cyklu: „Król z żelaza”, „Zamordowana królowa” i „Trucizna królewska”, a także niezwykle ciekawe noty historyczne i biograficzne oraz drzewa genealogiczne.

 „To jest prawdziwa Gra o tron” – brzmi hasło promujące nowe wydanie „Królów...”. Potężna kampania reklamowa uderza przede wszystkim w środowiska zainteresowane wydarzeniami na Westeros. Do tego nazwisko George’a R. R. Martina na okładce i jego wstęp na pierwszych stronach. Zawsze sceptycznie podchodzę do takich rekomendacji, wiadomo, że nikt nie udostępnia na okładce swojego sławnego nazwiska za darmo. Tym razem porównanie jest trafne. Powieści Druona to historie krwawe, w których trup ściele się gęsto, a najokrutniejsze nawet tortury opisane są z naukową szczegółowością. Ponadto liczne rodowe spiski i knowania, których celem jest zazwyczaj tron francuski. Kilka motywów fabularnych wydaje się Martin czerpać wprost z cyklu Druona. Mimo wszystko, kiedy zestawiam ze sobą cykle obu pisarzy – wydają mi się one kompletnie różne (jednak fantastyka z powieścią historyczną nijak mają się do siebie). „Królowie przeklęci” swym klimatem dużo bardziej przypominają mi inną produkcję HBO – „Dynastię Tudorów”. Pobrzmiewa mi też Druon nieco Dumasem i jego „Trzema muszkieterami”. To dokładnie ten sam typ zapętlenia fabuły i dworskich intryg.

Uderza w „Królach przeklętych” przede wszystkim obraz średniowiecza. Epoka ta wciąż kojarzona jest przede wszystkim z ciemnotą, religijnym zabobonem i ascetyzmem. Okazuje się tymczasem, że Francja Druona nie różni się zbytnio od Francji Choderlosa de Laclosa opisanej w „Niebezpiecznych związkach”, choć hasła „libertynizm” nikt tam jeszcze nie słyszał. Wszechobecne są romanse i zdrady małżeńskie, intrygi i spiski, klątwy, zemsty, a wszystko to w cieniu francuskiego dworu, z silnym udziałem papiestwa i Kościoła. Ludzie budują swoje misterne maski i zakrywają nimi prawdziwe twarze, emocje i uczucia. To świat, gdzie sekrety alkowy przenikają się z wielką polityką. 

„Królowie przeklęci” to także rewelacyjna lekcja historii. Żałuję, że nie poznałam jej wcześniej. Cykl polecano mi wprawdzie na studiach, najpierw jako znakomitą powtórkę z ustroju Francji, potem jako doskonałe tło społeczne epoki. Kto by się jednak przejmował marudzeniem belfrów? Cieszę się, że w końcu poszłam po rozum do głowy i zdecydowałam się na lekturę. Późna dynastia Kapetyngów, a także sytuacja i wydarzenia polityczno-społeczne średniowiecznej Francji nie mają już dla mnie tajemnic, a wszystko weszło mi do głowy zupełnie bezboleśnie.

Wady? Może jedna, subiektywna, wiążąca się z pewnym rozczarowaniem bardzo agresywną kampanią nowego wydania. Zabierając się za „Królów...” liczyłam na to, że oto wreszcie trafiłam na książkę, której nie będę mogła odłożyć na półkę i którą pochłonę podczas jednej (najwyżej dwóch!) bezsennych nocy; słowem: liczyłam na wszystko to, czego, wbrew oczekiwaniom, nie dostarczył mi Martin. Kolejne powieści są bardzo ciekawe, każda lepsza od poprzedniej, czyta się je z zainteresowaniem, a nawet wypiekami, ale kiedy rozdział się kończy, zaznacza się go zakładką i idzie się spać. Styl Druona okazał się nieco zbyt szorstki, trochę monotonny. Z drugiej jednak strony, skończyłam czytać „Królów przeklętych” już jakiś czas temu i od tego czasu wyraźnie brakuje mi ich gęstej atmosfery. Jako cykl (bardzo dopracowany i starannie zaplanowany), dzieło Druona uplasowało się w gronie tych ulubionych. Z niecierpliwością oczekuję kontynuacji. Muszę poznać zakończenie tej historii!

11 komentarzy :

  1. Oo, super! Widziałam już na facebooku, że czytasz i byłam bardzo ciekawa Twojej recenzji. Reklama faktycznie bije w oczy z każdej strony. Chyba mnie przekonałaś, bo bardzo lubię takie powieści historyczne. A jakbyś to porównała na przykład do P. Gregory?
    KasiekM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie inne. Jak wiesz jestem wielką miłośniczką twórczości Gregory. Ona pisze długie, pełne opisów powieści, takie czytadła. Druon jest bardziej skondensowany, jedno wydarzenie goni drugie, ta atmosfera pełna intryg też robi swoje. Ale oboje są świetni. :)

      Usuń
  2. Skoro sam Martin poleca, to czas najwyższy przeczytać. Co prawda jestem dopiero na drugim tomie "Gry o tron", ale skoro jestem zachwycona, to w tym przypadku nie może być inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie spodziewałabym się powtórki z PLiO, choć uwielbiam serie. Tomów również 7, ale jak widzę, te są mniej rozbudowane niż cykl Martina, a co najważniejsze to seria skończona. Co do całej afery wydawniczej to to wydanie miało ogromny rozgłos, ale marketing rządzi się własnymi prawami... Poszukam w bibliotece, może znajdę starsze wydania. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cykl "Królowie przeklęci" mam na oku już od dawna, bo uwielbiam takie klimaty i powieści historyczne. Kto wie, może nawet zainwestuje w to tomiszcze pewnego dnia, bo mam jakieś dobre, co do niego przeczucia, no i Twoja recenzja kusi, oj kusi. Poza tym wydanie książki szalenie mi się podoba- twarda oprawa, klimatyczna okładka i trzy powieści zebrane w jednym tomie- radocha dla oczu i podniebienia książkożercy. ;)
    Pozdrawiam,
    Nada

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałem kilka pierwszych tomów jeszcze w liceum, bardzo mi się wtedy podobały, choć nie pamiętam czy nie spałem po nocach :) Też bym tego do ‘Gry o tron’ nie porównał, to zupełnie dwie inne książki. Faktycznie, już bardziej do Dumasa. Chętnie bym sobie kupił takie zbiorcze wydanie i przypomniał te historie, ciekawe czy w drugim tomie zamknięty zostanie już cały cykl, czy podzielą go jeszcze na dwa. Oby nie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Czuję się zaintrygowany :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Od lat próbuję się zabrać za tę serię, ale coś mi nie wychodzi :D.

    Disqus jest, ale coś szwankuje i najwidoczniej u Ciebie nie jest widoczny. Denerwujące to, bo nie mam za bardzo dostępu do komentarzy spoza Disqusa, a odpowiadać na nie już w ogóle nie mogę. Coś jest niezbyt kompatybilny z bloggerem...

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałem całość 10 lat temu w innym wydaniu z innym tłumaczeniem. Teraz zamówiłem ten zbiorczy tom I. Wiem, że będą jeszcze dwa po dwie powieści (bo razem jest 7). Zobaczę, jak "wejdzie mi" to tłumaczenie - tamto było ekstra, ale nie miałem porównania.
    Czytając zarywałem noce, bo nie mogłem się oderwać - kończyłem rozdział i nie mogłem powstrzymać się przed rozpoczęciem następnego, a jak zacząłem, to nie mogłem skończyć... Nie mam porównania do "Gry o tron", bo nie czytałem i - prawdę mówiąc - nie mam zamiaru. Oglądam serial, ale z coraz mniejszym zainteresowaniem. Nie kręci mnie jakoś ta historyjka.
    Wracając do "Królów..." nie będę się tu specjalnie rozpisywał o treści, bo tę przyswaja się z książki, którą, moim zdaniem czyta się świetnie i to wszystkie... 6 tomów. Tak - 6 (sześć) - nie pomyliłem się. Bo tomu 7 ("Kiedy król gubi kraj") mogłoby nie być. Tom 7 to nuda i chaos, zupełnie jakby to napisał ktoś inny, a nie autor wcześniejszych sześciu tomów, zupełnie inna narracja, inny język, no całkiem to nie pasuje do reszty. Przysypiałem nad nim. Miałem wrażenie, jakby ktoś to pisał na kolanie. Ten tom niczego nie kończy, psuje tylko efekt poprzednich, świetnych powieści cyklu. Dla mnie "Królowie ..." skończyli się na tomie 6, a tom 7 to niepotrzebny suplement.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam sobie odpowiadam, ale właśnie czytam to wydanie i mogę ocenić tłumaczenie (a własciwie sam język użyty jako tłumaczenie, bo francuskiego nie znam i w oryginale nie czytałem). Jest OK, nie psuje czytania. Denerwuje mnie trochę uzycie "Pan Walezjusz" (w poprzednim tłumaczeniu był "hrabia de Valois"). Wśród francuskich nazwisk, to spolszczenie brzmi dla mnie trochę jakby to był np. Św. Mikołaj. Ale ogólnie czyta się fajnie.

      Usuń
    2. Nie znam starszego tłumaczenia, ale jak czytałam recenzje, to ludzie zazwyczaj bardzo chwalą właśnie wersję Celińskiej. :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...