niedziela, 26 lipca 2015

Drugie dziecko - dlaczego teraz?


Można by pomyśleć, że mając takie hajnid bejbi jak ja (KLIK!), nieprędko zacznie się myśleć o kolejnym powiększaniu rodziny, tym bardziej, że pierwsza latorośl wciąż taka mała i nieporadna – między dziećmi będą niecałe dwa lata różnicy. Na horyzoncie zbliża się jednak Róży rodzeństwo i to pieczołowicie wystarane, zaplanowane i wyczekane. Czemu? Oto sześć powodów.

1. Taki był plan.
Jestem osobą, która uwielbia snuć plany i jak już raz coś sobie założę, to nawet niesprzyjające okoliczności nie zmienią moich zamiarów – zawsze kończę rozpoczęte projekty. Dlatego też nawet najbardziej nudną i beznadziejną książkę (a czasem i całą serię!) czytam zawsze do końca i dlatego też skończyłam prawo, chociaż na trzecim roku nienawidziłam go już naprawdę mocno i wiedziałam, że nie chcę mieć z nim nigdy nic do czynienia. Podobnie jest z planowaniem rodziny. Zanim jeszcze Róża pojawiła się w moim brzuchu wiedziałam, że szybko będzie miała rodzeństwo. Początkowo marzyło mi się dziecko rok po roku, ale niespodziewana cesarka kazała mi pójść na ustępstwa w tym względzie i odczekać nieco dłuższy okres czasu. Teraz się z tego cieszę, bo nie wyobrażam sobie, że nowy Skrzat miałby być już teraz – nie dałabym rady. Ponieważ taki był plan, decyzja o kolejnym dziecku nie została teraz gruntownie przemyślana, to raczej skok na głęboką wodę, ale będzie, co ma być. Czy gdybyśmy starannie rozważyli wszystkie za i przeciw oraz wzięli pod uwagę stan naszej znękanej psychiki, to nadal tak ochoczo wzięlibyśmy się do roboty? Nie wiem. Najprawdopodobniej przekonałyby nas pozostałe argumenty.
Czy moje plany sięgają dalej? A i owszem. W swojej wyobraźni i marzeniach zawsze widziałam trójkę dzieci, wszystkie w podobnym wieku. Jak jednak będzie – nie wiem. Wszystko zależy od tej wielkiej niewiadomej, która pojawi się za kilka miesięcy (chciałabym mieć dużo dzieci, ale gdyby rodziły się takie mniej więcej roczne, koniecznie chodzące). Decydujące okażą się też niestety względy finansowe.

2. Mała różnica wieku
To argument, który przekonuje mnie najbardziej. Tak, pierwszy rok życia we czwórkę będzie najprawdopodobniej mordęgą i wielokrotnie będę ryczeć w poduszkę przeklinając swoje głupie pomysły. Wiem, że dwoje małych dzieci to nie wakacje. Później jednak będzie coraz łatwiej. Niewielka różnica wieku między rodzeństwem sprawi, że dzieciaki będą się razem bawiły, będą się interesowały podobnymi rzeczami. Oczywiście idealna byłaby tu roczna różnica, ale na to jest już za późno (żal jednak pozostał...). Ja natomiast może nie będę musiała pełnić już 24-godzinnej funkcji animatora zabaw. Liczę też na to, że na późniejszym etapie (szkoła i dalej) dzieci będą sobie bardzo bliskie. Dla Róży każde spotkanie z dziećmi to ogromna radość. Czasami wystarczy jej jedynie obecność innego malucha, możliwość oglądania go z oddali. Mam wrażenie, że z dwójką dzieci może być łatwiej niż z jednym.

3. Na jeden zamach
Później nie będzie mi się chciało, ot co. Tak naprawdę już mi się nie chce. Wychowywanie niemowlęcia jest trudne i męczące. To nie tylko świadome pozbawianie się snu i czasu wolnego. Wiele osób mówi, że z dzieckiem można wszystko i jakby się uprzeć, to rzeczywiście – można. Wymaga to jednak ogromnej organizacji i planowania, których na co dzień nie chce mi się podejmować; wolę zostać w domu, zdrzemnąć się i poczytać. Prawda jest też taka, że chcąc nie chcąc zostałam niemal całkowicie pozbawiona takich przyjemności jak kino, teatr (ani razu od narodzin!), nawet z niektórymi serialami mam roczne zaległości. Minęło 15 miesięcy, a lepiej nie jest. Róża ciągle nie „wyrosła” z wielu męczących zachowań i nie zapowiada się na prędkie zmiany. Boję się, że kiedy będzie starsza, kiedy sama będzie już układała puzzle albo przynajmniej obejrzy bajkę na DVD dając mamie odgrzać obiad, który w pośpiechu zrobił nam poprzedniego wieczoru tata, kiedy będzie można z nią pójść do kina albo do McDonalda bez konieczności gonienia jej na schodach i wyrywania jej porzuconych przez kogoś przy śmietniku frytek – boję się, że wtedy nie będę już chciała wracać do tego wcześniejszego etapu; do pieluch, do braku snu, do nieustannego noszenia. Niektórzy wspominają niemowlęcy czas swoich dzieci jako czas spokojnego snu, beztroski, spacerów z wózeczkiem; być może i moje wspomnienia ukształtują się za kilka lat w ten fałszywy sposób. Choć oczywiście bywają piękne chwile – całokształt wygląda inaczej. Chciałabym ten nienajlepszy, początkowy okres przerobić niejako za jednym zamachem, zanim wypadnę z wprawy, aby potem cieszyć się rodzinnym życiem, a nie znowu siedzieć z maluchem przy cycu. Ponadto chcę być młodą mamą, pełną energii, także wtedy, kiedy moje dzieci już się usamodzielnią.

4. Gorzej być nie może
Róża to skrajna postawa każdej z dziecięcych przywar. Regularnie serwuje nam ataki złości i płaczu, nie śpi po nocach, potrafi spędzić przy cycku godzinę, nie pozwala od siebie odejść ani na chwilę, najchętniej cały czas spędzałaby u mamy na rękach. Gorzej już być nie może. Pojawi się takie drugie, trochę mniejsze, dostanie drugiego cycka, jak się będzie budzić w nocy, to ja i tak nie będę spać, przypatrywać się będzie naszym zabawom, w skrajnych przypadkach zawinięte zostanie w chustę i na tym się sprawa skończy. Nie da się poświęcać swojemu dziecku więcej czasu i uwagi, niż robię to ja, kolejne będzie musiało się wcisnąć w nasz bardzo napięty grafik.

5. Nie chcę iść do pracy
Cóż, niezorientowanych odsyłam do TEGO TEKSTU. Róża idzie od września do żłobka (o powodach tego wydarzenia wkrótce!), a ja w takiej sytuacji staję się bezrobotną żoną snującą się cały dzień w piżamie. Tak być nie może (choć wizja jest kusząca!). Naturalnym stanem rzeczy powinno być szukanie sobie wreszcie jakiegoś zajęcia. Ciąża i kolejne dziecko dają mi co najmniej dodatkowe dwa lata. Nie chodzi oczywiście o wymigiwanie się od pracy i zwykłe lenistwo. Niestety, nadal nie odkryłam co tak naprawdę chcę robić. Bycie matką to dla mnie rola życiowa, poczucie, że robię w życiu coś ważnego, co przy okazji sprawia mi ogromną radość i zapewnia spełnienie. Lubię ten zawód!

6. Chcę!
Ostatni, ale nie najmniej ważny powód. Jestem przerażona całą sytuacją, mam tysiące obaw i wątpliwości, nie wiem jak sobie poradzę, ale zarówno ja, jak i mój mąż wiemy, że chcemy mieć teraz kolejne dziecko, tak po prostu. Wiemy, że to idealny czas na taką decyzję i nigdy nie będzie on lepszy. Nasze pokłady miłości rodzicielskiej są naprawdę ogromne. 


 Koniecznie przeczytaj też:

6 komentarzy :

  1. Każdy powód jest dobry :)
    Pewnie wszystkie "przeciw" też mają rację bytu i łatwo nie będzie, ale i tak macie szczęście...
    Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  2. Różnica będzie prawie taka jak u nas ;-) Też chcieliśmy od razu ale nie mogliśmy (źle znoszona ciąża i przedwczesny poród kazaly trochę odpocząć). Fajnie gdy dzieci wychowują się razem.. My już zastanawiamy się nad trzecim ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo popieram i zazdroszczę. Decyzja o trzecim jest już trudniejsza i ciągle o tym dyskutujemy, ale zarówno powodów za jak i przeciw jest całe mnóstwo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana podpisuje się pod KAŻDYM punktem! Staramy się o rodzeństwo dla Antka i mam nadzieję, że długo nie będziemy musieli czekać.

    OdpowiedzUsuń
  5. My też myślimy o tym, tylko zawsze jest coś..

    OdpowiedzUsuń
  6. Też chciałabym mieć trójkę dzieci - dwójkę w mniej więcej zbliżonym wieku, a trzecie sporo później, kiedy już dwójka będzie odchowana. Pewnie wynika to z faktu, że sama mam siostrę młodszą o niecałe 2 lata oraz brata młodszego o 16 lat, zatem ten model bardzo mi się podoba. :) Jednak, tak jak napisałaś, wszystko zależy od kwestii finansowych.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...