wtorek, 28 lipca 2015

Julia Donaldson & Nick Sharratt - idealny duet dla najmłodszych



O Julii Donaldson pisałam niedawno TUTAJ, to autorka tworząca radosną literaturę dziecięcą, współpracująca z kilkoma rysownikami. Z książek powstałych w duecie z Sharrattem zadowolone będą już kilkumiesięczne maluchy.


Książki wydane są po angielsku, nie mają polskich tłumaczeń, niestety. To jednak świetny sposób na podszlifowanie języka obcego u dzieci lub nawet pierwszy z nim kontakt. Zdania w każdej książce są bardzo proste, a słownictwo ogranicza się najczęściej do pewnej tylko dziedziny. Wszystko się rymuje i jest zabawne.

Właśnie, humor. Sporo się go tutaj przewija, ma zazwyczaj charakter nieco abstrakcyjny, dlatego myślałam, że dziecko w wieku Róży nie będzie go jeszcze w stanie wyłapać. Jak wielkie było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że kilka tygodni temu Róża zaczęła reagować śmiechem w miejscach, w których zaplanowali to dla niej autorzy. Być może silny w tym udział mojej intonacji podczas czytania na głos, ale mam wrażenie, że jeśli jak szalona cieszy się wskazując kaczkę w źle ubranej koszuli, to jednak komizm do niej trafia.

Estetyka zaproponowana przez Sharratta jest prosta. Jego ilustracje mają bardzo wyraźne kontury i nawet małe dziecko nie będzie miało problemów z rozpoznaniem co się na nich znajduje. Kolory są żywe, może nawet pstrokate. Jeśli miałabym te obrazki określić jednym słowem, to byłoby to „dziecięce”, ale nie „dziecinne”.. Mi bardzo styl ten odpowiada. Sharratt tworzy też bardzo ciekawe, autorskie książki, będę je w swoim czasie pokazywała na blogu.

Książki, do wyboru do koloru, wydawane są w wersji całkartonowej, papierowej, w miękkiej i twardej okładce. Ja, niezaznajomiona jeszcze z dziecięcymi zwyczajami czytelniczymi kupowałam to, co akurat było w promocji na Amazonie, polecam jednak wersje kartonowe, przetrwają więcej.

Julia Donaldson i Nich Sharratt mają w swoim dorobku dziewięć wspólnych książek, ja dziś napiszę o sześciu, które moim zdaniem najlepiej nadają się dla najmłodszych czytelników. 

Toddle Waddle

Zacznijmy od książki nietypowej, która jednak jest naszą ulubioną. W „Toddle Waddle” nie znajdziemy ani jednego prawdziwego słowa, pełno w niej natomiast wyrażeń dźwiękonaśladowczych (czasami, ma się wrażenie, autorskich) podanych w formie atrakcyjnej zabawy. Tytułowa fraza jest nieustannie powtarzana i rozbudowywana, dodawane są nowe dźwięki przypisane na stałe tym samym postaciom. Test jest niezwykle rytmiczny, staram się go też czytać w ten właśnie sposób. Przygodę z książką zaczęłyśmy bardzo szybko i to właśnie przy niej (a nie przy muzyce!) Róża poczyniła swoje pierwsze taneczne ruchy. Do tej pory, choć czytamy już książki z rozbudowaną fabułą i długimi zdaniami, „Toddle Waddle” jest jedną z jej ulubionych książek, podaje mi ją kilka razy dziennie, za każdym razem podrygując rytmicznie. Dla mnie czytanie tych językowych wygibasów to czysta przyjemność. Całe „Toddle Waddle” znam oczywiście na pamięć i zdarza mi się je recytować w samochodzie, kiedy cierpliwość pasażera w foteliku zaczyna się wyczerpywać. Pomaga!











Hippo Has A Hat, Chocolate Mousse For Greedy Goose, Animal Music

„Hippo Has A Hat”, „Chocolate Mousse For Greedy Goose” i „Animal Music” to tytuły bardzo do siebie podobne. Na każdej kolejnej stronie pojawia się inne zwierze, które kolejno przymierza jakieś ubranie, raczy się potrawą albo gra na instrumencie. „Hippo...” to krótka historia o wyprawie zwierząt do sklepu odzieżowego, „Chocolate Mousse...” skupia się na posiłku, a „Animal Music” na koncercie. We wszystkich książkach rymy są bardzo dokładne, a treść zabawna, przy czym „Animal Music”, z niejasnych względów, podoba mi się najmniej. 

Nieco nadgryziona okładka...














Goat Goes To Playgroup

„Goat Goes To Playgroup” to przygody przedszkolaka, którego spotykają zabawne niepowodzenia. Sporo tu dziecięcych aktywności i zabaw, to dobry sposób na zapoznanie dziecka z ideą przedszkola lub żłobka. Tekst zbudowany jest tak jak w poprzednich książkach, zdania są krótkie i rymowane. 




Widzicie co czyta borsuk? :) 


One Mole Dogging A Hole

Ostatnia z książek – „One Mole Dogging A Hole” – jest nieco inna. To typowy counting book; książka ucząca liczenia do dziesięciu. Na każdej stronie pojawia się bardzo zabawna i pomysłowa rymowanka dotycząca zwierząt wykonujących prace ogrodowe. Ponieważ uczę Różę liczyć metodą Domana, zawsze staram się w jakiś sposób zasłaniać te wielkie cyfry i skupiam jej uwagę na obrazku. Na szczęście to niewielki problem. :)  






Wielu rzeczy nauczyła się Róża dzięki tym książkom. Zakładam, że tak jak ja – zna wszystkie te teksty na pamięć i niedługo zacznie je recytować. Zdarza mi się czasami ją „sprawdzać”, przeczytać coś źle, nie po kolei – reaguje! Być może to niewiele, ale przy anglojęzycznych książkach to zawsze dla mnie spora wartość; całe frazy, a czasami i struktury gramatyczne zostają zapamiętane i na pewno w odpowiednim czasie będą wzorem. Nauka wielu angielskich nazw zwierząt innych niż te najczęściej spotykane także nie poszła w las, do tego ubrania, instrumenty muzyczne i mnóstwo innych słówek, którymi upstrzone są wręcz ilustracje.

A pamiętacie TEN POST? Już ośmiomiesięczna Róża lubiła poczytać Donaldson. :) 



Koniecznie przeczytaj też:



5 komentarzy :

  1. Podobają mi się obrazki, ale na szczęście nie mój zasięg cenowy. Jestem także pod wrażeniem tego, że Róża już różnice wyłapuje podczas czytania. Ponadto podoba mi się jej ubranko z pierwszego zdjęcia. Jednak tym, co najbardziej chciałam napisać jest to, że zaobserwowałam te same spodnie od piżamy co we wpisie o nowym dziecku! I to z inną koszulką! Ja kiedyś to byłam sztywna i zawsze spałam w piżamkach do kompletu, ale mój Mąż mnie nauczył, że to piżamki są dla człowieka a nie człowiek dla piżamek i teraz to nikt u nas nie sypia w kompletach, nawet dzieci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahahah, jaka spostrzegawczość! Pragnę jednak zauważyć, że ubranko Róży z pierwszego zdjęcia pojawia się także na wszystkich kolejnych. :D Mnie również komplety zupełnie nie interesują, zwłaszcza latem, kiedy jednak do spania musi być krótki rękaw, a moje piżamki wszystkie z długim... ;)

      Usuń
  2. A możesz napisać coś więcej o tym liczeniu Domanem? Wszędzie jest pełno o czytaniu, ale właśnie mnie liczenie najbardziej interesuje. Pozdrawiam..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam oczywiście posty o Domanie w ciągłych planach i być może się wreszcie za nie zabiorę. W dużym skrócie: kupiłam gotowy zestaw z kropkami (tu: http://www.wczesnaedukacja.pl/index.html), nie robię jednak sesji tak częstych jak zaleca Doman, ale zazwyczaj 1-2 dziennie. Nie wiem czy działa, bo każą nie sprawdzać i nie testować, ale mam nadzieję, że tak. :) Róża lubi te sesje, więc nie mamy nic do stracenia, bo poświęcamy na to dosłownie 5 sekund dziennie. :)

      Usuń
  3. Świetne są te książeczki! To wspaniały pretekst do wprowadzenia nauki języka obcego dla maluszków. :) Chętnie zaopatrzyłabym się w takie cuda.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...