poniedziałek, 13 lipca 2015

Puk, puk! Kto tam? Tidholm!



Książki Tidholm zaczęłyśmy czytać, kiedy Róża miała mniej więcej pół roku, jednak przez kilka kolejnych miesięcy pozostawały one w dziecięcej niełasce. Różę dużo bardziej interesowały wtedy książki dotykowe albo oferujące inne atrakcje. Kiedy jednak w wieku jedenastu miesięcy jej rozumienie prostych zdań stawało się coraz większe, a chwilę później opanowała umiejętność stukania – wtedy spojrzała na książki zupełnie inaczej. 



W zasadzie: na książkę, bo choć w Polsce ukazały się cztery tytuły szwedzkiej autorki, to tylko jeden z nich – „Jest tam kto?” – podbił nasze serca. 


„Jest tam kto?” łączy w sobie dwie znakomite cechy. Po pierwsze skrywa w sobie bardzo prosty, powtarzający się tekst, który na pewno zrozumie już małe dziecko. „Kotek je” czy „robi bam” to zdania najprostsze z możliwych i Róża bardzo szybko swoimi ich wersjami lub gestami zaczęła komentować to, co przeczytałam. Tekst uzupełniony jest sympatycznymi ilustracjami o wyraźnych konturach, które od razu bardzo mi się spodobały. Drugi filar, na którym opiera się sukces książeczki to fakt, że wymusza ona aktywność. Na kolejnych stronach pojawiają się różnokolorowe drzwi. W drzwi należy zapukać, a następnie otworzyć i sprawdzić, co znajduje się za nimi. Nauczyła się więc Róża stukać i stuka zapamiętale nie tylko w książkę i wszystkie napotkane drzwi, ale w ogóle we wszystko, co znajdzie się na jej drodze. Ot, taka fascynacja. :) 












Dlaczego pozostałe książki autorki, czyli „Gdzie idziemy?”, „Wymyśl coś?” i „A dlaczego?” są gorsze? Po pierwsze, nie oferują żadnych aktywności, co samo w sobie nie byłoby może wadą, ale jeśli ma się taki ideał jak „Jest tam kto?”, to siłą rzeczy może już być tylko gorzej. Po drugie, tekst nie jest już taki prosty. Nie wiem jak to wygląda w oryginale, ale w polskim przekładzie wydaje się coś zgrzytać. Tekst nie rymuje się, nie jest nawet rytmiczny. Jakby tego wszystko jeszcze było mało – jest po prostu dziwaczny i budzi we mnie nieuzasadnioną niechęć. Książki nie są złe, nie mam im do zarzucenia żadnych większych usterek. Są całokartonowe, nie najmniejsze i – tak jak najlepsza część cyklu – ozdobione pięknymi ilustracjami. Sama Róża jednak rzadko po nie sięga, zdarza jej się to tylko czasami, z rozbiegu, jeśli akurat leżą obok „Jest tam kto?”. Ja też nigdy specjalnie jej na to nie namawiam. Wokół mamy dziesiątki lepszych i ciekawszych książek, których czytanie sprawia mi większą radość. 












Polecam „Jest tam kto?” jako książkę, która zainteresuje niemowlaka i która później rosnąć będzie wraz z dzieckiem, dostarczając mu coraz to nowych bodźców. Pozostałe radzę przejrzeć w księgarni i ocenić, czy dzieciaki jedzące dziwne ogórki są właśnie tym, czego w literaturze szukamy. 

Jest tam kto?
A dlaczego?
Wymyśl coś!
Gdzie idziemy?
Tekst i ilustracje: Anna-Clara Tidholm
Wydawnictwo Zakamarki 
Książki całokartonowe
Stron: 28 (każda)
Wiek: 0+





Koniecznie przeczytaj też:

6 komentarzy :

  1. bardzo ciepło wspominam nasze wieczory z "Jest tam kto?"
    Jan był już wtedy trochę starszy od Róży, ogarniał kolory drzwi i dziwiły go małpy w pokoju, ale też go zafascynowała
    pochlebiam sobie, że znalazłam ją i doceniłam bez Twojej zachęty, i byłam równie rozczarowana wypożyczoną później "Gdzie idziemy?"
    co to tylko potwierdza, że mogę bez obaw zdawać się na Twój gust w przypadku książeczek nieznanych :)
    czyli "Tsatsiki" do koszyka, mówisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Gdzie idziemy?" jest chyba w ogóle najgorsze z tego towarzystwa, całkiem pozbawione czaru "Jest tam kto?". Właśnie, później interesujące w tej książce staną się kolory, liczenie; będzie się podobała jeszcze długo.
      "Tsatsiki" tak za rok, dwa, chociaż nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś sama przeczytała (ja bawiłam się wybornie) albo żeby czekało na zaś (to zawsze dobry pomysł!). :D Ale Lasse i Maja dla Was na teraz mogliby być! :D

      Usuń
  2. Świetna zabawa dla najmłodszych. Musi niebywale rozwijać wyobraźnie, chętnie poznałabym odpowiedzi Twojej córeczki, które wymyślała. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie odpowiedzi???
      Na razie umie odpowiedzieć "aaaa" i "mamamamama". :)

      Usuń
  3. A myślałam, że tylko ja jestem taka dziwna, że mi się inne książki tej autorki nie podobają. Jest tam kto jest super, czytamy bez przerwy, ale inne są dziwaczne strasznie. Te ogórki, samochody-krokodyle, w którejś jest na koniec "już nie pytam, muszę jeść" - to jest takie głupiutkie, faktycznie, może to coś w tłumaczeniu...
    A widziałam na fejsie, że będziesz pisać o tej serii z dziurami z Egmontu. Czekam niecierpliwie, bo się właśnie zastanawiam nad kupnem!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta seria satysfakcjonuje Męża wizualnie (a to rzadkość wśród książek dla dzieci), a powtarzane 'gdzie idziemy' to go nawet bawi. Mamy tylko dwie, ale główny beneficjent też je lubi, więc jak już pójdę kiedyś na zakupy do Arosa, to uzupełnię stan posiadania o 'jest tam kto?'.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...