czwartek, 27 sierpnia 2015

Badania prenatalne i płeć



Tak, tak, USG po 12 tygodniu już za mną. Skończyłam pierwszy trymestr i przyznam, że dopiero teraz odetchnęłam z ulgą. Wszystko zwalić muszę pewnie na barki przykrych doświadczeń, ale do tego czasu staram się nie cieszyć ciążą zbyt mocno; boję się i spodziewam najgorszego. Kiedy jednak magiczne pudełko zwane aparatem USG i siedzący za nim lekarz upewnią mnie, że wszystko jest w porządku, a symboliczne trzynaście tygodni zaznaczą się w kalendarzu – kamień spada mi z serca.

Badania prenatalne są oczywiście bardzo ważne. Pozwalają na wczesnym etapie wykryć wady płodu i skutecznie je leczyć. W pierwszej ciąży, kiedy każdego dnia umierałam ze strachu o życie i zdrowie mojego dziecka, kazałam sobie robić wszystkie możliwe nieinwazyjne badania; moją krew przeczesywano więc w poszukiwaniu ewentualnych wad rozwojowych i chromosomalnych, które mogłyby się pojawić u potomstwa. Ponieważ tym razem podchodzę do całej sprawy z większym luzem, a może nawet z pewną dozą olewactwa (tym bardziej, że wyniki nie zmieniły się raczej w ciągu ostatnich dwóch lat), tym razem wystarczyło nam klasyczne USG i zapewnienie, że wszystko rozwija się w najlepszym porządku.

Bo też się rozwija! Młody osobnik ma wszystkie narządy, organy i kończyny, które mieć powinien. Newralgiczne płyny w karku i kości nosowe też w najlepszym porządku. Dziecko jest duże, wszystkie parametry są większe niż wskazuje na to wiek ciąży, ale to oczywiście może się jeszcze zmieniać.

Zdjęć z całego przedsięwzięcia mam mnóstwo, najwięcej takich, na których nie jestem w stanie dopatrzyć się niczego, z drugiej strony żadne nie zachwyca (z Różą były ładniejsze!). Nie wrzucam ich tu wszystkich, bo po co, wklejam jedynie dziecko moje od frontu. Zdjęcie to przeraża mnie całkiem mocno, wszystko wskazuje bowiem na to, że mam w brzuchu ósmego pasażera Nostromo. No cóż, bywa.


Przejdźmy jednak do temu płci, bo temat to niezwykle ciekawy i wszystkich interesuje zawsze najmocniej. Otóż... Będziemy mieli chłopca! I nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości...

Sporo mówi się o tym, żeby nie zamieszczać w internecie zdjęć nagich dzieci. Nagie płody jednak zaliczam do innej kategorii i z dumą prezentuję tę nieprzyzwoitą fotkę. ;) 

To, że tak szybko znamy płeć naszego dziecka jest dla nas nie lada zaskoczeniem. Róża była niemal do samego końca wielką niewiadomą. Na tak wczesnym etapie płeć żeńską orzec ze stuprocentową pewnością jest znacznie trudniej, poza tym nasza mała dziewczynka początkowo też zapowiadała się na chłopca. Potem natomiast bardzo wstydliwie i złośliwie wszelkimi sposobami zasłaniała swe wdzięki. Dopiero 37 tydzień okazał się kluczowy i dowiedzieliśmy się, że oto wkrótce będziemy mieć dziewczynkę. Choć tak naprawdę nie ma to na nic wpływu – cieszę się, że tym razem wiem.

Szczerze powiedziawszy nie miało dla mnie znaczenia jakiej płci okaże się drugie dziecko. Oczywiście, często potajemnie marzy się o „parce” i oczywiście rzecz jest fantastyczna, ale posiadanie niewiele młodszej siostry też byłoby super. Gdyby Róża była chłopcem, to z pewnością marzyłabym o dziewuszce, ale w obecnej sytuacji – stresu nie było. Kompletnie też nie obchodzi mnie argument, że „dziewczynka mogłaby nosić ubrania po Róży”, bo mały przedstawiciel płci męskiej z pewnością też je będzie nosił (serio, nie zamierzam kupować niczego!). Po pierwsze, w naszej dziecięcej szafie nie znajdziemy niemal nic koloru różowego, bo nie znoszę tej barwy na małych dziewczynkach. Ba! Większość rzeczy pochodzi raczej z działów męskich, bo te podobały mi się znacznie bardziej. Po drugie, nawet gdyby wszystko było bladoróżowe i z falbanami – nie obchodzi mnie to i podejrzewam, że kilkumiesięczne niemowlę obchodzi to jeszcze mniej. Temat oczywiście szeroki i chętnie zagłębiłabym się w niego jeszcze odrobinę, ale to może innym razem.

Tymczasem czekamy na chłopaka z żołądkiem, nerkami i pęcherzem moczowym (to wszystko już ma!). Będzie się działo! 


Koniecznie przeczytaj też:



4 komentarze :

  1. Wielkie gratulacje, bardzo się cieszę:) i podoba mi się Twoje podejście do tematu ciuchów:) Na pewno synek dodatkowo dostanie jakieś typowo męskie egzemplarze od rodziny i przyjaciół, więc nie ma co popadać w ciuchową paranoję :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Niecałe sto lat temu róż był farbą unisex, więc po cholerę się przejmować? Ale jak podrośnie, nie wysyłaj go do przedszkola w falbankach, bo koledzy będą się nad nim znęcać! Zaś w wieku niemowlęcym to naprawdę nie ma większego znaczenia... Dziecku jest to w każdym razie pewnie bardziej niż obojętne :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam ten strach bardzo dobrze, bo ciągle go przechodzę, chociaż stuknął nam już 17 tydzień. ;-) Aż zaczęłam się śmiać, jak ujrzałam zdjęcie Twojego maluszka wyglądającego jak ufo - mam identyczne!! :D Zazdroszczę, że znasz już płeć - u nas "coś między nogami" było, ale równie dobrze mogły to być narządy kobiece, zatem nie nastawiam się na nic. W zasadzie byłam przekonana, że będzie dziewczynka (już nawet imię wybraliśmy), a tutaj wkradło się zwątpienie... jednak jak widać, może być jeszcze córa! ;-) Na razie wykupuję dość neutralne ubranka, z przewagą troszkę bardziej chłopięcych, aczkolwiek ja z kolei wpadłabym w zakupowy szał, jeśli wiedziałabym, że będzie dziewczyna, bo akurat róż lubię. Gratuluję syna! :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...