piątek, 4 września 2015

Ostatnio przeczytane #1


Jak wiecie – mój blog się zmienia. Zaczynałam od książek, jednak coraz mnie sensu widzę w pisaniu wyłącznie o nich. Tematyka bloga to teraz przede wszystkim książki dla dzieci, staram się też ewoluować nieco w kierunku parentingu (tak, też nie lubię tego słowa). Książki są jednak bardzo ważną częścią mojego życia, czytam je nieustannie, ostatnio nawet więcej niż dotychczas. Te najlepsze (albo najgorsze!), na które warto zwrócić szczególną uwagę, zawsze znajdą na blogu miejsce dla siebie. O pozostałych, o których warto wspomnieć, pisać będę w cyklu Ostatnio przeczytane; o każdej książce pojawi się kilka zaledwie zdań, najważniejszych przemyśleń. Wciąż bardzo lubię opowiadać o tym, co przeczytałam i nie chcę całkiem z tego rezygnować. Myślę, że taki cykl to dobry pomysł i być może właśnie skondensowane notki sprawią, że ktoś zainteresuje się daną powieścią. Do dzieła! 

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął Jonas Jonasson



Jedno z moich największych zaskoczeń czytelniczych. Nie spodziewałam się po tej książce niczego i nie pamiętam nawet czemu miałam audiobooka wgranego na empetrójkę (widocznie kiedyś, pod wpływem pozytywnej rekomendacji, trafił tam i niezauważony pozostał). Zaczęłam słuchać i przepadłam! Allan Karlsson, słusznie nazywany szwedzkim Forrestem Gumpem, to człowiek, który w ciągu swego stuletniego życia doświadczył wiele. Zawarł bliskie znajomości z osobistościami takimi jak Stalin, Mao Zedong, Churchill, Truman, Nixon, Kim Dzong Un czy trzymany w sekrecie głupi brat Einsteina. Allan odpowiedzialny okazuje się też za wynalezienie bomby atomowej i kilku innych wydarzeń z historii świata, w których raczej nie spodziewalibyśmy się jego ingerencji. Historie z przeszłości przeplatają się z równie absurdalnymi i nieprawdopodobnymi wydarzeniami z czasów współczesnych pełnymi trupów, słoni, wódki i Biblii. Wszystko zanurzone w humorze najwyższych lotów, w zasadzie ani na chwilę nie przestawałam się śmiać. Przez ten absurdalny humor przebija jednak nienachalna nauka na temat historii i dziejów, systemów politycznych i samej polityki oraz ludzi w ogóle. Trafna i celna w swej prostocie.

„Stulatek...” to bardzo miłe zaskoczenie literaturą szwedzką, którą do tej pory znałam jedynie ze słabych kryminałów (tak, nie bijcie, ale nie lubię kryminałów skandynawskich). Być może punkt odniesienia do dalszych literackich poszukiwań.

Swoją drogą lektorem audiobooka jest Artur Barciś, który książkę czyta genialnie! Bardzo polecam tę właśnie formę powieści, myślę, że dzięki lektorowi stała się jeszcze lepsza.

Rewelacja! 

5+/6


A.B.C. / Kieszeń pełna żyta Agata Christie


Agata Christie to mój obowiązkowy punkt w czasie każdych wakacji. W Królowej Kryminału zakochałam się w podstawówce, kiedy to w kioskach zaczęła się ukazywać antologia jej dzieł wydana w twardych oprawach. „Morderstwo w Orient Expressie”, „Dziesięciu Murzynków”... Nie jestem nawet w stanie opisać jak wielkie wrażenie wywarły na mnie wtedy te powieści. Kryminały Christie mają to do siebie, że ma się je ochotę czytać jeden za drugim, bez przerwy. Ja jednak dozuję sobie tę przyjemność pozwalając sobie na jedynie kilka tytułów rocznie. Na półce mam niemal wszystkie dzieła autorki (także te niekryminalne), więc na szczęście sporo jeszcze przede mną. „Kieszeń pełna żyta” i „A.B.C.” to znakomite kryminały, które jak zwykle sprawiły, że zarywałam nocki nie mogąc oderwać się od lektury oraz przypomniały, że choćbym nie wiadomo jak pewna zabójcy była – Agacie Christie zawsze uda się zwieść mnie za nos. Nie spodziewałam się jednak niczego innego; jeszcze nigdy nie spotkałam się ze złym kryminałem, którego autorką byłaby Agata.

5+/6

Dzień tryfidów John Wyndham


Książka, której rekomendacji, dziwnym zbiegiem okoliczności, czytałam w ostatnim czasie kilka. Pamiętacie „Szóstą klepkę” Musierowicz? To właśnie tę powieść z zapartym tchem czytała podczas zmywania naczyń mama Żakowa. :)

Na skutek obserwacji komety większość populacji na Ziemi traci wzrok; zapanował chaos i dezorganizacja, na dodatek dziwna epidemia zaczęła przerzedzać zastępy ślepców. Jakby tego było mało – na wolność wydostają się tryfidy – posiadające zdolność ruchu i porozumiewania się rośliny, które nieco zbyt precyzyjnie, aby miał to być przypadek, próbują zabić tych, którzy przeżyli.

Ciekawy pomysł (książka została wydana w 1951 roku – ponad 40 lat przed „Miastem ślepców”), bardzo trafny opis zachowań społecznych (choć masowe samobójstwa w ciągu kilku pierwszych godzin zamiast prób dociekania przyczyny oraz wiary i nadziei, że stan jest jedynie przejściowy wydały mi się naciągane) i tego, jak organizują się ludzie po katastrofie. Nic jednak poza tym. Jak na powieść postapokaliptyczną – akcji niewiele, a momentów trzymających w napięciu – wcale. To już nawet mycie naczyń ciekawsze... Do tego żadnego punktu zwrotnego, żadnej puenty ani wyjaśnień, a niektóre sugestie aż proszą się o rozwinięcie. No i żenujący, niepotrzebny wątek romantyczny. Aua! 

3/6

Czytaliście ostatnio coś ciekawego? U mnie strony przewracają się ostatnio jak szalone, więc niedługo spodziewajcie się kolejnej części cyklu. :) 

17 komentarzy :

  1. ,,Stulatka.." mam na swoim stosiku, mam nadzieję, że niedługo przeczytam :) Ostatnio czytałam Agaty Christe ,,Morderstwo w Orient Expressie" :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaskakująco identyczne do mojego cyklu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coo?? Że niby zgapiłam? :D Zapewniam, że nie. ;)

      Usuń
    2. Na wielu różnych blogach widziałam takie zbiorowe, krótkie recenzje kilku książek ujęte w jednym poście, tak tylko piszę... :D

      Usuń
    3. Ja również mam podobny cykl. Niewykluczone, że też zgapiłam ;).

      Usuń
  3. Na "Stulatka..." się nastawiam od jakiegoś czasu, może wreszcie po niego sięgnę,
    natomiast ostatnio zaczytałam się m. in. w "Mąż, którego nie znałam" Sylvii Day, "K.Sztuka miłości" Hong Ying oraz książek Coelho :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Stulatka..." koniecznie muszę przeczytać. Ta książka chodzi za mną już od dłuższego czasu ;).

    OdpowiedzUsuń
  5. Łoooo! wszytskie Christie!!! Zazdroszczę! :D a "Stulatka..." muszę wreszcie przeczytać, bo kurzy mi się na półce od kilku lat ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na Stulatku byłam w kinie, film mi się spodobał, odczekam jeszcze trochę i sięgnę po książkę, bo na półce ma ją moja siostra. :) Agatę Christie uwielbiam, też nie spotkałam się ze złym kryminałem tej autorki, choć miałam okazję czytać taki, który kompletnie mi nie podszedł, mocno średni.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam już "Miasto ślepców" i mnie oczarowało, ale i ta pozycja zapowiadała się ciekawie dopóki nie wymieniłaś minusów. ;)

      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Ciekawe opinie, Agata Christie tyle razy wpadła mi w oko że muszę w końcu po nią sięgnąć... a Stulatek bardzo mnie zainteresował :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. O tym stulatku to muszę przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Cieszy mnie, że "Stulatek..." Ci się tak spodobał :)). Sama byłam nim zachwycona (chętnie obejrzałabym film! Ale jakoś nigdzie nie mogę go znaleźć, choć podobno istnieje).

    Tych dwóch Christie niestety nie znam. Jak i wielu innych :D.

    OdpowiedzUsuń
  10. Stulatka mam i przeczytałam już jakiś czas temu. Świetna, zabawna lektura. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. O rany, podobało mi się "Miasto ślepców", ale za "Dzień tryfidów" podziękuję, serio mama Żakowa to czytała ? Narobiłaś mi ochoty na "Szóstą klepkę" :)
    Bardzo fajne podsumowanie :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Żadnej z tych książek nie czytałam, choć Christie bardzo lubię i też mam w planach wszystkie jej kryminały. Za to doskonale pamiętam "Szóstą klepkę" i pamiętam nawet scenę przy myciu naczyń, ale nigdy nie zwróciłam uwagi co to za książka. :-) Hahaha. :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. No tego Stulatka to ja w końcu muszę poznać :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...