wtorek, 20 października 2015

Niedźwiedź, szumiąca trawa i pluskająca woda, czyli bez końca czytamy "We're Going on a Bear Hunt"



Mam mieszane uczucia. Książka po pierwszym przejrzeniu wydawała się rewelacyjna. Zaczęłyśmy czytać i zachwytom nie było końca. Potem jednak czytałyśmy, czytałyśmy i skończyć się nie dało. Od pewnego czasu Róża podaje mi ją jakieś pięćdziesiąt razy dziennie. Doszłyśmy do takiej perfekcji, że ona siedzi sobie gdzieś z boku i przewraca strony, a ja recytuję tekst z pamięci. Jeśli się pomylę, co zdarza się rzadko, słyszę zwiastujące moją pomyłkę „e ma”. No i powiedzcie, czy da się lubić tę książkę?

Mowa o „We’re Going on a Bear Hunt” autorstwa Michaela Rosena wspomaganego graficznie przez Helen Oxenbury. Książka wydana w Wielkiej Brytanii ponad 25 lat temu stała się już klasykiem. Doczekała się dziesiątek wydań i wznowień, wciąż zachwyca nowe pokolenia czytelników. Dość długo leżała na półce; jest długa jak na standardy mojej córki. W końcu jednak Róża do niej dorosła i potrafi skupić uwagę podczas czytania książki, nawet kilkukrotnego. Zadziwia mnie, swoją drogą, jak bardzo Róża rozwija się jako czytelnik; nasze lektury są coraz dłuższe, coraz bardziej skomplikowane i coraz bardziej wymagające.

Początkowo podchodziłam do książki sceptycznie. Kompletując biblioteczkę dla Róży, anglojęzyczną klasykę książki obrazkowej poznawałam poprzez Amazon – sugerowałam się popularnością tytułów, ilością recenzji itp. „We’re Going on a Bear Hunt” polecano mi przy każdym kolejnym odwiedzeniu strony, widziałam, że to hit. Nie do końca przekonywał mnie jednak zarys fabuły: oto dzieci idą zapolować na niedźwiedzia; polowanie na niewinne zwierzęta, nawet jeśli opowiedziane w humorystyczny sposób (a może: tym bardziej?) nie jest tym, o czym chciałabym czytać dziecku. Chociaż nadal mam pewne zastrzeżenia, to tak naprawdę nie mam się czym przejmować. Z treści książki jasno wynika, że „polowanie” jest jedynie zabawą i tak naprawdę żadne z dzieci nie ma złych intencji.

Książka jest rewelacyjna i składa się na to kilka czynników. Po pierwsze: powtarzalność. To sama, łatwo zapadająca w pamięć fraza powtarzana jest raz po raz. Rodzina idzie na polowanie, chcą złapać niedźwiedzia, dzień jest piękny, a oni nie boją się niczego. Wtem jednak... Na drodze spotykają przeszkody, ich wyprawa okazuje się trudniejsza niż przypuszczali. Przebyć muszą ciemny las, rzekę, burzę śnieżną i kilka innych trudnych rejonów. Za każdym razem przeciwności losu obrazowane są wyrazami dźwiękonaśladowczymi. Czy jakiekolwiek dziecko jest w stanie się im oprzeć? Chyba nie.








Książka nie ma swojego wydania po polsku (wielki brak do nadrobienia!), jej poziom językowy jest jednak bardzo prosty, a powtarzalność sprawia, że nowych słów jest niewiele. Historia spodoba się dzieciom w różnym wieku, od półtoraroczniaków aż do rozumiejących już komizm opowieści kilkulatków.

Na Youtubie jest mnóstwo interpretacji książki. Żadna z nich mnie nie zachwyca, dlatego nie polecam konkretnej, ale jeśli ktoś chciałby poznać całą treść i bliżej przyjrzeć się ilustracjom, to ma ku temu wiele sposobności. 







We're Going on a Bear Hunt
Tekst: Michael Rosen
Ilustracje: Helen Oxenbury
Oprawa: do wyboru, do koloru. U mnie miękka, ale jest też wersja całokartonowa, pop-up, dźwiękowa, do kolorowania i wiele innych. 
Stron; 36
Wiek: 1+ (1,5+) 
Do kupienia: Amazon





Koniecznie przeczytaj też: 


8 komentarzy :

  1. BARDZO podobają mi się ilustracje w książce, mega :) a że z języka angielskiego jestem kiepska zupełnie nie zwracałam na tekst uwagi, a reszta ok :)
    Pozdrawiam
    matkapolka89

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wlasnie zaczynam kompletowac anglojezyczna biblioteczke i wlasnie strasznie zaluje, ze jest taki maly wybor w sklepach. Wolalabym popatrzec, zbadac na zywo i dopiero kupic a niekoniecznie tak przez internet. Tez mi ta ksiazka wyskakiwala i jak mowisz, ze dobra, to chetnie wezme. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. uwielbiamy te książkę! jest super!

    OdpowiedzUsuń
  4. Polowanie na niedźwiedzia? Przecież to się nie godzi. Ale wygląda rzeczywiście sympatycznie, podobnie jak i lisek na bluzie. Co na to lisek? https://www.youtube.com/watch?v=jofNR_WkoCE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lisek z Pepco, z działu chłopięcego. Cały dresik (spodnie+bluza, choć spodni nie ma na zdjęciu), bardzo cieplutkie i miłe za 15 złotych, a nawet za 14,99. W dziewczęcym dziale też są, ale różowe, a w chłopięcym są różne kolory i różne wzory lisków. Polecam!
      Boże, co za fikuśna piosenka! Popłakałam się ze śmiechu! :) :) :)

      Usuń
    2. jejku, dziękuję za oszczędzenie mi pytania o to skąd lisek. Ja go tylko chwaliłam, ale skoro już posiadłam informację, to ją wykorzystam. Szkoda tylko, że lisek jest w rozmiarze poniżej 170, bo z całej rodziny to ja powinnam chodzić w liskach i misiach.

      Usuń
  5. Właśnie wczoraj przeczytałam, że wydanie polskie będzie miało swoją premierę na dniach na Targach Książki w Krakowie. Wydają ją Dwie Siostry :)

    A czytałaś może książki Grzegorza Kasdepke? One są przeznaczone dla starszych dzieci, ale widzę, że zapoznajesz swoją córę z książkami na różnym poziomie ;) Jestem ciekawa, co o nim myślisz. Autor robi furorę w Polsce, a mnie jakoś nie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też mi ktoś na fejsie napisał! :) Niesamowity zbieg okoliczności! :D Ale widziałam na stronie skany kilku stron i coś mi w tłumaczeniu zgrzyta. :( Ale może to tylko przez to, że tak dobrze znam oryginalny tekst. Sama nie wiem.

      Kasdepke znam, ale wybiórczo. Z Różą ich jeszcze nie czytam, sama kilka czytałam. Też nie jestem wielką fanką. Podobało mi się "Co to znaczy...", chociaż głównie ze względu na wartość edukacyjną. Lubię też Detektywa Pozytywkę, chociaż znowu same opowiadania są takie sobie, ale fajne jest rozwiązywanie zagadek. Nie podobała mi się za to seria o uczuciach. Więcej nie znam. Mam jeszcze kilka książek o Kubie i Bubie, Kacperiadę i sporo pojedynczych powieści. Kiedyś je razem przeczytamy, ale nie czekam na nie z wielką niecierpliwością.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...