czwartek, 15 października 2015

Powody i "powody" dla których kobiety nie karmią piersią



Czytelniczko! Za chwilę przeczytasz o problemach, które być może napotkałaś na swojej drodze. Nie neguję ich i nie podważam. Nie znam Twojej sytuacji i nie mnie decydować o tym, czy Twój problem można było rozwiązać czy nie. Nie obwiniaj się i nie rozpamiętuj. Wyciągnij jednak wnioski, a jeśli wszystko jeszcze przed Tobą – nie daj się!

To druga część cyklu o karmieniu piersią. Pierwszą, z której dowiesz się dlaczego jestem laktoterrorystką, znajdziesz TUTAJ (KLIK!).

Czy wiecie, że tylko 4% kobiet nie może karmić piersią? W „nie może” mieszczą się wszystkie znane medycynie i ludzkości przyczyny. Te 4%, przy udziale fachowej pomocy, można zminimalizować do faktycznych 2%. Niewiele, prawda? Jaka jest natomiast praktyka? Przeglądam blogi, fora internetowe, słucham zwierzeń i mam wrażenie, że kobiet, które napotkały na swej drodze niedające się pokonać przeszkody jest całe mnóstwo. To nie złudzenie.


Kogo winić za taki stan rzeczy? Sytuacja na porodówkach jest tragiczna. Brak jakiejkolwiek pomocy laktacyjnej to norma. Na braku pomocy się nie kończy! Rutynowe dokarmianie mlekiem modyfikowanym, szkodliwe rady położnych i pediatrów niemające nic wspólnego z rzeczywistością i wszechobecne reklamy producentów sztucznych mieszanek to szpitalna rzeczywistość. Jednorazowe buteleczki z mlekiem są na niektórych oddziałach rozdawane w szczodrych ilościach, a próba odmowy kończy się krytyką. Trudno się dziwić, że kobieta pozostawiona sama sobie, która na dodatek od „wykwalifikowanej” osoby wysłucha, że w jej piersiach nic nie ma, przestanie wierzyć we własne siły. Czy to jednak jedyna przyczyna obecnej sytuacji? Gdzie w tym wszystkim są kobiety, które dają sobie robić wodę z mózgu? Które w dobie łatwo dostępnego źródła informacji, jakim jest internet, nie szukają samodzielnie pomocy, tylko pozwalają sobie wmawiać głupoty? Mam wrażenie, że problemem są obie strony. Często słyszy się o dramatach kobiet, które walczą o każdą kroplę mleka, ale przez nieprawidłowe działania i brak fachowej pomocy szkodzą same sobie. Równie często jednak spotykam się z relacjami, w których „brak pokarmu” przyjmowany jest z niedopowiedzianą ulgą; teraz wreszcie można sobie odpuścić to męczące karmienie, dać dziecku butlę i mieć święty spokój.

Jedne niepowodzenia nakręcają kolejne, a fakt, że zmaga się z nimi tak wiele kobiet sprawia, że większość z nas czekając na dziecko liczy się z tym, że i mnie spotkają trudności. Skoro wszystkie koleżanki miały kryzysy, skoro słynna blogerka jedna z drugą miały za chude mleko – mnie też to spotka. Ogromna więc większość kobiet podchodzi do naturalnego karmienia zadaniowo. Owszem, mają w planach karmienie piersią o ile się uda albo chciałabym, ale zobaczymy jak to będzie. Często czytam o ambitnych planach karmienia piersią. Tym którym się udało często się gratuluje, składa wyrazy podziwu. Na niemal każdej liście wyprawkowej znajduje się opakowanie sztucznego mleka początkowego, tak na wszelki wypadek. Kobiety niesamowicie sceptycznie podchodzą do tego, co dała im natura i co jest umiejętnością, której powinny być pewne. Bo choć bardzo pomocne położne udzieliły mi wielu cennych rad, dzięki którym nasze karmienie stało się łatwiejsze, to nawet bez nich dziecko przystawione do piersi będzie ssać i niczego więcej do tego nie potrzebuje. Kiedy problem się już pojawia, to najczęściej nie szuka się pomocy i sposobów na jego rozwiązanie, choć niemal zawsze sytuację można uratować. Jako rozwiązanie problemu stosuje się butlę ze sztucznym pokarmem. Ale to nie jest rozwiązanie, tylko początek spirali.

Karmienie piersią siedzi przede wszystkim w głowie, a nasza podświadomość i wiara w pewne rzeczy to ogromna siła, która potrafi leczyć śmiertelne choroby, więc kwestia laktacji to dla niej pryszcz.

Przechodząc do sedna zagadnienia; jakie są powody i „powody” dla których kobiety nie karmią piersią?

Nie mam pokarmu! znane też w wielu alternatywnych wersjach, takich jak: Mam za mało pokarmu!, Pokarm mi się kończy!

„Brak pokarmu” to chyba najczęstszy problem. Czy jest prawdziwy? Zazwyczaj – nie. Pojawienie się mleka to u ssaków (a ssakami jesteśmy i wcale nie różnimy się od zwierząt tak bardzo, jak nam się wydaje) fizjologiczna reakcja organizmu po oddzieleniu się łożyska (produkowane jest już w ciąży) i chociaż znajdzie się sto takich co powiedzą „ale ja naprawdę mleka nie miałam”, współczesna medycyna mówi, że tak być musi. Wiele czynników, takich jak na przykład fizyczny brak kontaktu matki z dzieckiem może sprawy komplikować, ale nie o tym teraz. Prawdziwą sztuką jest nie zepsuć tego, co dała nam natura. A o to nie trudno!

Choć produkcja mleka ruszyła pełna parą, to jest go na razie niewiele. Pojawia się siara, zaledwie kilka kropelek. Wiecie dlaczego tyle? Bo tyle właśnie potrzebuje dziecko. Pokarmu jest za mało obawiają się młode matki. Ale czy na pewno? 5-7 ml pokarmu potrzebuje w pierwszych dobach noworodek, nie 90 ml sztucznej mieszanki. Zerknijcie zresztą na grafikę.


No, to które się nie najada?

Skąd zatem wiedzieć czy dziecko faktycznie jest najedzone? Obserwując to, co z takim zainteresowaniem obserwuje się w pierwszych tygodniach życia dziecka – pieluchy. Wystarczy sześć zmoczonych pieluch w ciągu doby, żeby mieć pewność, że niemowlę otrzymuje wystarczającą ilość pożywienia. Dziecko jeszcze bardzo długo nie będzie potrzebowało dużej ilości mleka, będzie go za to potrzebowało często i trzeba być na to gotowym.

Mleka jest tyle, ile potrzebuje dziecko. Jeśli potrzebuje go więcej – więcej ssie i tym samym produkcja mleka wzrasta. Nie zniknie też mleko nagle, bez powodu, to niemożliwe. Każde, nawet jednorazowe podanie sztucznego mleka może być przyczyną klęski. Nie musi, zdarzają się przypadki wielomiesięcznego udanego karmienia mieszanego. Jeśli jednak problemy już się pojawiły, jest niemal pewne, że każda dodatkowa butla oddala nas od sukcesu. Dlaczego? Aby mleko w piersiach powstało potrzebny jest im (piersiom) sygnał, a sygnałem tym jest ssące dziecko, które wraz z rosnącymi każdego dnia potrzebami ssie coraz więcej i więcej. Czekanie aż piersi się „napełnią” nie ma żadnego sensu. Warto pamiętać, że mleko produkowane jest na bieżąco. Często pojawiające się na forach „puste piersi” tak naprawdę nie istnieją. Pamiętam jak przed obroną pracy magisterskiej całą noc odciągałam mleko chcąc mieć pewność, że go nie zabraknie. Udało mi się odciągnąć naprawdę sporo, wszystko, do ostatniej kropelki. W tym momencie usłyszałam płacz Róży – była głodna. Nieco spanikowana pobiegłam do niej, bojąc się co zrobi, kiedy zastanie piersi zupełnie puste. Próżne me obawy! Zaczęła ssać, a mleko popłynęło wartkim strumieniem. Zdarzało się też, że ssała nieprzerwanie przez kilka godzin. Mleko leciało cały czas. Czy było tam od początku? Oczywiście, że nie! Powstawało na bieżąco.

Co jednak zrobić, jeśli wpadnie się już w tę pętle i poprzez systematyczne dokarmianie mleka faktycznie zaczyna być w stosunku do rosnących potrzeb dziecka zbyt mało? Odstawić sztuczny pokarm! To będzie trudny moment, dziecko będzie głodne, a serce matki usychać będzie ze smutku. Zamiast jednak szlochać i wyparzać kolejne butelki warto przygotować sobie dobrą książkę i położyć się ze swoim maleństwem na cały dzień pozwalając mu ssać piersi choćby bez przerwy. Produkcja ruszy pełną parą naprawdę bardzo szybko!

Nie warto też kupować sztucznego mleka na wszelki wypadek, bo na pewno zdarzy się sytuacja, że będziemy zmęczone, zapragniemy odpocząć i to awaryjne mleko okaże się idealnym rozwiązaniem, choć tak naprawdę nie będzie potrzebne. Kiedy obezwładnione nadmiarem kalorii niemowlę padnie i prześpi kolejne godziny zamiast płakać i co chwilę upominać się o pierś, można nawet dojść do złudnego przekonania, że postąpiliśmy słusznie. Nic bardziej mylnego! Choć rozwiązanie wydaje się łatwiejsze, nie można zapominać, że nic nie jest lepsze dla naszego dziecka niż mleko mamy!

Aktualizacja po drugim porodzie - KLIK!

Moje mleko jest za chude / niewartościowe!

Typowy „powód”, nieco odmienny od powyższego. W tej sytuacji mleko jest, ale mimo wielogodzinnego ssania dziecko ssie nadal i od piersi odkleić mu się nie przyjdzie do głowy. Ewentualnie na chwilę, żeby popłakać i dać znać, że halo! ssę i ssę, a nadal jestem głodny. Obowiązkowym czynnikiem przy „chudym mleku” jest słaby przyrost wagowy; jeśli masz chudzielca, który wznosi się na wyżyny trzeciego centyla znaczy to jedno – masz słaby pokarm i powie Ci o tym wszystkowiedząca rodzina, a nawet, niestety, służba zdrowia.

Powiedzmy sobie jasno i wyraźnie: nie istnieje nic takiego jak chude mleko albo słaby pokarm. Każde mleko matki jest pełnowartościowe i idealnie przystosowane do dziecka, które ssie pierś. Nie ma mleka gorszego i lepszego; jest ono dokładnie takie, jakie być powinno. Wbrew najpowszechniejszemu chyba przesądowi, z którym rozliczę się w kolejnej części cyklu, nie ma też wpływu na jakość mleka nasza dieta.

Jest jednak coś, a właściwie ktoś, kto jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju: dziecko. O niewolnictwie siatek centylowych pisałam już TUTAJ (KLIK!), powtórzę jednak, że martwienie się małymi przyrostami nie ma sensu, zdarzają się dzieci szczupłe, a dokładne liczenie gramów, które w danym miesiącu dziecko przybrało, jeżeli rozwija się ono zdrowo i w prawidłowym tempie, to głupota. Pamiętajmy też, że siatki centylowe w książeczkach zdrowia stworzone zostały, z niewiadomych względów, dla dzieci karmionych sztucznie. WHO stworzyła oddzielne normy dla dzieci karmionych piersią. Pobrać je można TUTAJ (wagowe: chłopcy // wagowe: dziewczynki). Po ich przejrzeniu nagle okazuje się, że wszystko jednak jest w normie.

Jest natomiast faktem, że noworodek ssie dużo i często. Dlaczego? Bo jest ssakiem, bo to odruch i potrzeba, którą musi zaspokoić. Potrzebę można stłumić na pomocą sztucznego smoka, ale tak naprawdę to wielogodzinne „wiszenie” przy cycku jest potrzebne, bo dzięki niemu laktacja może ruszyć pełną parą. Niemowlę potrzebuje też bliskości mamy; chce słyszeć znajome bicie serca (nie to dochodzące z misia-szumisia), chce czuć jej zapach – wtedy czuje się bezpiecznie.

Zostaje jeszcze jedno – dziecko płacze. Ale czemu płacze?

Dziecko płacze!

Niejako powtórzenie poprzedniego problemu, tym razem nie przesądza się jednak dlaczego dziecko się nie najadło; być może zawiniła tu ilość pokarmu, a może technika ssania. Wiadomo jedno: jeśli płacze – jest głodne. Ewentualnie: płacze, bo boli je brzuch, a skoro brzuch, to z pokarmem coś nie tak. W zasadzie nigdy nie zakłada się innej przyczyny.

Ustalmy jedno, bo może nie każdy jest tego świadomy: niemowlęta płaczą, zazwyczaj długo, często i głośno. Tak ukształtowała to ewolucja i wszystko to ma swój sens. Małe dziecko nie potrafi zrobić nic innego, płacz to jedyne, co ma w zanadrzu. Owszem, może je coś boleć, od głowy zaczynając, na palcu od stopy kończąc. Może je też jednak coś swędzieć (przypadłość dość powszechna), a podrapać się nie umie. Może czuć się przestraszone, samotne, znudzone; czy my zawsze tryskamy humorem? Powodów jest milion, a na każdy tylko jedna odpowiedź znana niemowlęciu: płacz. Nie wmawiajmy mu na siłę, że jest głodne.

Pojawia się wreszcie zasadnicze pytanie: dlaczego po pełnej butli sztucznego mleka płakać przestaje? Bo to dla niego zbyt wiele. Wypite z rozpędu, powodowane potrzebą ssania mleko w butli jest ciężkostrawne i cały organizm „walczy” próbując je strawić, maluch zasypia. Na pierwszy rzut oka wygląda to nieźle, przecież o to chodziło. Daje to niewątpliwe korzyści obu stronom (na pewno o subiektywnych zaletach i wadach karmienia piersią napiszę jeszcze w którejś części cyklu), ale naprawdę nie można zapomnieć o jednym: mleko mamy to najlepsze i najważniejsze, co dziecko może dostać. Nic nie może tego zastąpić.

Laktatorem odciągnęłam tylko kilka kropel

To dokładnie tak jak ja, choć nigdy problemów z laktacją nie miałam. Kiedy naprawdę musiałam gdzieś wyjść i nie mogłam zabrać ze sobą dziecka mleko odciągałam przez kilka kolejnych dni, za każdym razem po 10-20 ml. Laktator nie jest wyrocznią, nigdy nie wyciągnie tyle mleka, ile jest to w stanie zrobić dziecko.

I znowu – nie ma tu reguły. Są mamy, które z laktatorem współpracują świetnie i które karmią swoje dzieci odciągniętym mlekiem przez wiele miesięcy. Zazwyczaj jest jednak inaczej, kobiety z niewiadomych przyczyn spędzają z maszynką wiele bezskutecznych godzin, zamiast po prostu przystawić niemowlę. To początek końca. Nawet najlepszy laktator nie odda bodaj w przybliżeniu techniki ssania dziecka. Dochodzą też wszystkie dodatkowe aspekty wspomagające laktację, takie jak dziecięca ślina, dotyk, a nawet zapach; to wszystko służy naszemu organizmowi pomocą.

Dziecko nie chce ssać / odpycha pierś

Słyszysz o tym, że noworodki całymi dniami wiszą przy piersi, a Twój stanowczo ją odpycha, odmawia jedzenia i ryczy wniebogłosy? Dziecko pręży się, wygina, łapczywie łapie pierś tylko po to, żeby ją za chwilę puścić? Znam to doskonale! Epizody takie (najdłuższy trwał dwa tygodnie!) pojawiały się u nas notorycznie. Trudno mi dociec przyczyny. Niektórzy dopatrują się w tym skoków rozwojowych, ale sama nie wiem czy w nie wierzę (nigdy ich nie zaobserwowałam). Przyczyną może być też zbyt wiele bodźców docierających do dziecka w czasie karmienia. Myślę, że na taki stan rzeczy składa się wiele czynników, a najprostszym jest ten najbardziej oczywisty: dziecko to mały człowiek, który ma swoje humory, który może mieć kilka gorszych dni. To nie jest tak, że maluch daje nam znać, że coś jest nie tak, że czas na odstawienie. To, że się pręży nie znaczy, że boli je brzuszek, prawdopodobnie szuka tylko innej pozycji (bo nie istnieje taki ból, który po zmianie pozycji mija). U nas rozwiązaniem okazało się karmienie na stojąco. Brałam Różę na ręce i karmiłam ją chodząc po pokoju – uspokajała się. Po kilku dniach wszystko wracało do normy. Oczywiście łatwo sobie powiedzieć „dziecko nie chce ssać” i usprawiedliwić tym koniec drogi mlecznej. Ale czy jeśli dziecko nie będzie chciało w mroźny dzień ubrać czapki albo sweterka to też zrezygnujemy tak łatwo? To my, rodzice, zdecydować musimy o tym, co jest dla naszego maluszka najlepsze, a nic nie jest lepsze niż mleko mamy.

Bardzo często przyczyna niechęci do ssania piersi jest prosta – butelka, smoczek. I znowu – nie ma reguły. Dwutygodniowa Róża dostawała butlę z odciągniętym mlekiem, kiedy szłam na uczelnię i nigdy nie stanowiło to dla nas problemu. Ba! Po pewnym czasie nie dawała się tak łatwo oszukać i decydowała się na kilkugodzinną głodówkę nie chcąc pić z butelki. Są jednak przypadki, że dziecko, które zauważy jak łatwe jest ssanie mleka ze smoczka (bo jest!) może być złe, kiedy znowu będzie musiało podjąć niewątpliwy wysiłek przy piersi. Warto unikać nie tylko butelki, ale także smoczka uspokajającego w pierwszych dniach i tygodniach życia maluszka. Technika ssania każdego z nich jest inna. Może to spowodować nie tylko niechęć do piersi, ale wręcz nieumiejętność dopasowania techniki do tego, co właśnie dostało się do buzi. A to boli! No właśnie...

Karmienie boli!

Tak, początki karmienia piersią to niesamowity ból. Mówi się o tym moim zdaniem za mało, zbyt mocno eksponując piękno i magię laktacji. Potem przychodzi ten mały ssak ze swoim kleszczowym zaciskiem, a wraz z nim rozczarowanie, że przecież nie tak miało być. Panie w gazetkach uśmiechały się i głęboko patrzyły w oczy swoim pulchnym maluchom. To bzdury! Karmienie boli i choć mówi się, że przyczyną takiego stanu rzeczy jest zła technika ssania dziecka, to nie do końca mogę się z tym zgodzić. Owszem, zła technika sprawia, że ból i obrażenia są silniejsze, nie spotkałam się jednak jeszcze z kobietą, której na początku nie towarzyszyłby spory dyskomfort. Także poranione brodawki to nic niezwykłego. Źle to Matka Natura wymyśliła. Trzeba jednak zacisnąć zęby i przeczekać kryzys, naprawdę warto! Sama zmagałam się z potwornym bólem i stupami przez tydzień, kolejnych kilka ciągle sprawiało, że krzywiłam się na myśl o karmieniu. Ale w końcu piersi przestały boleć i dziś już nawet nie pamiętam o co było tyle krzyku.

Nie myślcie sobie, że bolesność brodawek to jedyne, co może Was spotkać. W międzyczasie pojawią się zastoje i zapalenia (ja przeszłam trzy). A co to będzie jak maluchowi wyrosną górne jedynki! Hoho! :) W końcu jednak ten mały, ciepły, najedzony pultas przytuli się do maminej piersi i to wynagradza wszelkie niedogodności.

Mam małe piersi / wklęsłe brodawki / moja mama i babcia nie miały pokarmu, więc mnie czeka to samo...

...a także wiele, wiele innych przesądów i zabobonów. Do tego wymówki, które zawsze znajdą się, jeśli karmić się naprawdę nie chce. Zdarzyło mi się czytać relacje kobiet, które odstawiały dziecko od piersi z powodu własnego przeziębienia. To wszystko typowe „powody”.

***

Co więc robić, żeby nie poddać się niepowodzeniom? Uwierzyć w naturalną zdolność, którą natura obdarzyła każdą z nas. Przed porodem nie gdybać o sposobach karmienia, tylko przyjąć jedyny słuszny. Nie wahać się, tylko mieć pewność. Sceptycznie podchodzić do urojonych problemów opisywanych w sieci mając świadomość, że w rzeczywistości dotyczą tylko 4% kobiet; nie są normą, która musi dotknąć każdego. Po porodzie odpuścić; olać swój piękny wygląd, obiad na stole i lśniące podłogi, zamiast tego leżeć ze swoim dzieckiem i karmić je na każde żądanie, a nie według wyznaczonego grafiku. Nie wierzyć głupim komentarzom, o tym, że „nie każda kobieta może karmić piersią” albo że „nie warto się męczyć”, bo „to bez znaczenia”. Nie słuchać zdziwionej babci, która po drugim tygodniu podawała już soczki ani nie wierzyć Kasi88, która na forum przekonuje, że po cesarce to mleka na pewno nie będzie. Zaufać swojemu instynktowi i po prostu karmić.


W kolejnym, trzecim już odcinku cyklu rozliczenie z mitem diety matki karmiącej.


Koniecznie przeczytaj też:


28 komentarzy :

  1. Dzięki za odczarowanie tematyki! Za miesiąc sama rodzę (pierwsze dziecko) i trochę byłam zagubiona słuchając porad i mądrości z każdej strony - Ty bez słodzenia przedstawiłaś to tak, że o wiele mniej boję się jak sobie poradzę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Naprawdę się cieszę! Życzę łatwego porodu i samych sukcesów podczas karmienia! Pewnie, że sobie poradzisz!

      Usuń
  2. Laktoterroryzm w pełni ;) ale niestety wszystko prawda. Ja jestem zdania, że jak ktoś nie chce karmić to niech nie karmi i powie to wprost, szukanie na siłę wymówek, opowiadanie o tym jak to się nie miało mleka napędza tą sztuczną panikę jeszcze przed porodem. Więc z jednej strony głupie fora, ale przede wszystkim sytuacja w szpitalach, na mnie położna wręcz krzyczała, że nie wzięłam przyniesionej przez nią butelki, jak w środku nocy dziecko płakało, mówiła że jestem nieodpowiedzialna i głupia. Po porodzie kibitki są wrażliwe i łatwo się podłamać. U mnie drugie dziecko, więc po prostu ignorowałam, ale dziewczyny na sali wszystkie karmiły butelką. Dopóki nie zmieni się sytuacja albo przynajmniej pokolenie położnych ze swoją wiedzą z lat 60 to niestety ciągle co druga nie będzie miała mleka.
    P.S. Piękne zdjęcie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To straszne co piszesz, ale niestety prawdziwe, spotkałam się już z takimi historiami. U mnie była na oddziale bajka! Położne pomocne, co chwile dopytywały, kazały pokazywać, chwaliły. W ogóle nie było mowy o jakiejkolwiek butli! Tak powinno wyglądać w każdym szpitalu.

      Usuń
  3. U nas w szpitalu bardzo mocno stawiano na karmienie piersią i z wielką niechęcią podawano dzieciom MM. Zwykle tylko przy niezwykle upartych mamach. I uważam, że tak powinno być wszędzie. Każda kobieta mogła liczyć na wsparcie, przy jakimkolwiek problemie.
    U nas z laktacją na szczęście nie było problemów (no chyba, że nadmiar mleka jest problemem). Nawet na czas powrotu na studia udało mi się zrobić całkiem spore zapasy i przy regularnym odciąganiu mogę spokojnie 150-180 ml dziennie ściągnąć. I spokojnie chodzę na zajęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie karmienie na początku to była męczarnia bo mały tylko jadł i jadł cały dzień i całą noc. Ale z czasem się przyzwyczaiłam :) Teraz Antek ma 8 miesięcy, dostaje mm i pokarmy stałe, ale dalej karmię piersią rano wieczór i w nocy jak się czasem obudzi. Dobrze nam z tym, więc pewnie pierś będzie dostawać jeszcze długo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja w sumie mam neutralne podejście do tej tematyki. Obojętne mi jest czy ktoś karmi naturalnym mlekiem czy modyfikowanym. To, że ktoś stawia na drugą opcję nie czyni go złym rodzicem w moim mniemaniu. Nigdy tym tematem nie zaprzątałam sobie głowy specjalnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. A dlaczego wśród powodów nie ma: "nie karmię piersią, bo nie chcę"? Mamy, które postawiły na taki wybór były, są i będą. Wśród nich ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście. O moim stosunku do "nie karmię, bo nie chcę" pisałam poprzednio, to zupełnie inna sprawa. Tutaj wspominam wyłącznie o powodach, w których często widzi się (błędnie) niedające się pokonać przeszkody. Ani słowa o decyzjach ani o faktycznych przeszkodach medycznych. :)

      Usuń
    2. O, to muszę znaleźć :) Muszę jeszcze dodać, że czytałam Twój blog kiedyś (chociaż dopiero pierwszy raz odważyłam się odezwać), później miałam przerwę i teraz wróciłam. Jestem trochę zaskoczona, bo wcześniej klimaty były książkowe, queerowe, ateistyczne, a teraz macierzyństwo ;) Pozostał za to ten sam bardzo bezpośredni ton wypowiedzi i pewność swojego zdania. Jestem ogromnie ciekawa pewnej kwestii: wcześniej Twoje poglądy wydawały mi się trochę feministyczne (a może projektuję teraz na Ciebie swoje wyobrażenia), teraz widzę, że dominuje temat dzieci, karmienia piersią itp. Chciałoby Ci się kiedyś napisać, jak widzisz połączenie tych dwóch spraw? Z chęcią bym taki wpis przeczytała. Moim zdaniem wychowywanie dziecka na pełen etat też ma wiele wspólnego z feminizmem, bo w końcu sama wybierasz, że tak chcesz. Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Link jest na górze posta, ale pewnie nie spodoba Ci się ten pierwszy tekst. ;)

      Tak, tematyka się raczej zmieniła, chociaż ateizm w kontekście chrztu też się pojawił, moje przekonania bynajmniej się nie zmieniły i jeśli tylko temat jest dobry – chętnie o nich piszę. Faktem jest jednak, że być może wraz z dzieckiem mózg zamienił mi się w pieluchę, ale to właśnie tematy okołodziecięce interesują mnie od pewnego czasu najbardziej. Nigdy w moim stylu nie będą stylizacje tygodnia ani rozkminy na temat balsamu do ciała. Interesuje mnie jednak wczesna edukacja, ciekawe zabawy. No i są pewne sprawy (jak kp), o których mam swoje zdanie i czuję potrzebę wypowiedzenia go głośno. Sprawia mi to radość, większą niż pisanie recenzji książek, choć wiem, że recenzje te były dobre :) i czasami mi tego brakuje. Czasu jednak na wszystko nie ma.

      Feminizm... Pojmuję go trochę inaczej, ale chyba mogę o swojej postawie powiedzieć w ten sposób. Często utożsamia się feministkę z kobietą, która nie chce założyć rodziny, a jeśli już ją ma, to realizuje się zawodowo i programowo olewa gotowanie obiadów. Dla mnie bycie matką to najpiękniejsza sprawa jaka mi się w życiu przydarzyła i uwielbiam celebrować każdy dzień tej sytuacji. Spełniam się zajmując się córką; nie czuję się zdegradowana do podrzędnej roli ani pozbawiona poważnych wartości i chyba to jest najważniejsze – żeby czuć się dobrze ze swoją życiową rolą.

      Bardzo ciekawe jest też połączenie feminizmu z karmieniem piersią. Mam często wrażenie (choć może stereotypowe, ale jednak skądś te wzorce zaczerpnęłam), że kobiety, które głośno i z dumą mówią, że karmić nie będą uważają postawę swoją za nowoczesną, a siebie za kobiety wyzwolone ze stereotypowej roli matki i wyrwane z uwięzi. No bo prawdą jest, że czasu jest więcej, można swobodnie wyjść albo nawet wyjechać na kilka dni, iść do pracy, ojciec może się wtedy zająć dzieckiem. Zupełnie nie rozumiem takiej postawy. To jakby na siłę udowadniać coś światu kosztem własnego dziecka. Bo jednak decyzję o braku karmienia naturalnego postrzegam jako szkodę dla dziecka i nie umiem spojrzeć na to inaczej.

      Usuń
    4. Przeczytałam tamten artykuł - w sumie tego się spodziewałam, przeczytawszy najpierw ten ;P

      Chciałabym napisać coś jeszcze o tym karmieniu piersią, feminizmie i odpowiedzieć też na pytanie, które zadałaś osobie niżej.

      Jakoś nigdy nie potrafiłam odnaleźć się w zadaniach, które przypisuje się kobietom. Nie umiem gotować, nie lubię spędzać wielu godzin na zajęciach domowych, nie mam smykałki do dekorowania wnętrz itp. Nigdy też nie chciałam być mamą na cały etat. Trochę mnie przeraża to, co widzę w Polsce: polskie dzieci mają tylko mamy. Czytam o jakichś badaniach, które przeprowadzono wśród mam (nie rodziców), przy tworzeniu produktów dla dzieci bierze się opinie mam (nie rodziców), artykuły kieruje się do mam (nie rodziców). I mamy później pełno wykończonych kobiet-matek rodzin, na których spoczywa cała odpowiedzialność za dziecko, bo wiadomo, faceci są do niczego, to przecież duże dzieci, i które swojego życia prawie w ogóle nie mają.

      Nie karmiłam piersią, bo chciałam, żeby od samego początku dziecko miało i mamę, i tatę. Nie chciałam spędzać wielu godzin na karmieniu i pozostawaniu w domu, podczas gdy można to rozwiązać inaczej. Chcę, żeby moje dziecko w razie problemów wołało mamę i tatę, a nie ciągle "mama, mama i mama".

      Masz rację, że odmowa karmienia kojarzy się z nowoczesnością, ale z drugiej strony istnieje niemal odgórny przymus karmienia, wspomniany laktoterroryzm i kobieta, która nie karmi musi się często i gęsto tłumaczyć.

      Skład obecnie produkowanych mieszanek coraz lepiej oddaje skład mleka matki, chociaż brakuje w nich np. przeciwciał. Nie jest tak, że zamiast czegoś dobrego dziecko otrzymuje samo zło.

      Dlaczego dziecko ma być najważniejsze, ważniejsze od matki? Myślę, że oboje są ważni, a u kobiet, które macierzyństwo zaskoczyło nie tylko pozytywnie, takie twierdzenia mogą wywoływać wyrzuty sumienia, przekonanie, że coś jest z nimi nie tak czy słynny baby blues.

      Usuń
    5. Nigdy nie potrafiłam tego zrozumieć. O ile wiedzę wyraźnie sens i potrzebę walczenia z różnicami społecznymi między płciami, a nawet głęboko zakorzenionymi kulturowymi, o tyle nie rozumiem dlaczego walczyć z naturą. Wtedy już na etapie ciąży zaczyna się nierówność, bo to kobieta musi się z nią męczyć przez 9 miesięcy i chociaż można to współcześnie obejść, to nie wyobrażam sobie, że jakaś obca baba miałaby nosić moje dziecko. Karmienie piersią jest dla mnie przedłużeniem tego procesu, tym bardziej że choć sama karmię dłużej i wiem, że to też ważne, to uważam, że najważniejsze są pierwsze miesiące, a to mija szybko. Zwłaszcza ten etap bycia na pełen etat trwa może z miesiąc. Uwierz mi, ja też nie odnajduję się w „kobiecych” zadaniach. Obiady najczęściej gotuje na kilka dni mój mąż, wracając z pracy zastaje kompletny syf, bo ja wolę z Różą poczytać albo pospać. Urządzanie wnętrz, makijaż, moje ubrania nie interesują mnie w najmniejszym nawet stopniu. Ale mam taką wewnętrzną świadomość, że są rzeczy, które mogę zrobić tylko ja – kobieta i nie dlatego, że tak się sprawa ma od średniowiecza, tylko dlatego, że tak jest i koniec. Zwłaszcza, że jest to najlepsza z opcji, najwygodniejsza, najtańsza itd. I nie uważam na przykład za obowiązek posiadania dziecka, ale jeśli już się je ma, to proces należy podjąć do końca.
      Nigdy nie miałam problemu, żeby dzielić się obowiązkami związanymi z dzieckiem z mężem. Tak naprawdę to on ma więcej roboty, bo zawsze albo był w pracy albo zajmował się Różą, a ja albo zajmowałam się Różą albo miałam wolne. To jednak zależy od faceta, bo jeden z prawdziwą radością zajmie się dzieckiem, drugi zniknie z kolesiami na piwo i dodatkowy obowiązek w postaci nakarmienia butlą potomka nie będzie miał dla niego żadnego znaczenia. To w zasadzie jedyna droga, żeby była tylko mama, a nie mama i tata, tak naprawdę nie widzę możliwości, żeby karmienie miało w tym jakoś pomóc/zaszkodzić. A akurat karmienie było dla mnie zawsze najprzyjemniejszym obowiązkiem. To był tak naprawdę czas dla mnie, kiedy nikt nie płakał, nie marudził i niczego nie chciał, mogłam sobie leżeć, czytać, oglądać seriale albo nawet drzemać.
      Sztuczne mleka bardzo niewiele mają wspólnego z naturalnym pokarmem, który przecież jest inny latem, inny zimą, inny w nocy, a inny gdy dziecko jest chore. Oczywiście firmy produkujące mm bardzo starają się wmówić nam, że jest takie podobne i niemal niezbędne, ale to przecież zupełnie nieprawda.
      Zgadzam się – matka i dziecko powinny być tak samo ważne i jeśli karmienie jest czymś, co naprawdę kobietę unieszczęśliwia, to ok. Ale zakładanie z góry, że będę przez to nieszczęśliwa jest co najmniej dziwne.

      Usuń
    6. No właśnie ja, chociaż nie jestem osobą transseksualną, bez problemu oddałabym mężczyznom możliwość rodzenia i karmienia dzieci. Według mnie to głównie obciążenie, nie żadne błogosławieństwo. A co do karmienia piersią, myślę, że u wielu kobiet, które wybierają butelkę, zwycięża wygoda. Chociaż, jak piszesz, karmienie piersia też może być wygodne. Nie widzę też żadnej różnicy między dziećmi karmionymi piersią a mlekiem modyfikowanym - gdyby była ona bardziej wyraźna, może więcej kobiet zostawałoby z dzieckiem przy piersi. A tak, mając 5 dzieci do porównania, nie poznasz na podstawie ich rozwoju intelektualnego, stanu zdrowia, które było karmione piersią, a które butelką.

      Usuń
    7. Dla mnie to też żadne błogosławieństwo, ciąża to dla mnie droga przez mękę, ale jest jak jest, nikt tego niesprawiedliwie nie narzucił, nie utrwaliły tego krzywdzące normy społeczne. Ot, jest.

      Czy na pewno nie widać różnicy? Oczywiście, nic nie jest regułą, ale u dzieci karmionych piersią, nie tylko w trakcie karmienia, ale i później, występują dużo rzadziej infekcje i choroby albo przebiegają one łagodniej. To akurat fakt, który zaobserwowałam sama. Pamiętam też, że jak pisałam tekst o siatkach centylowych, to czytałam dokument, w którym wykazano, że duża większość (ok. 90%) otyłych dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym nie było karmionych piersią w niemowlęctwie. Nie mogę teraz znaleźć tej strony, ale może później się uda, to wrzucę link.

      Jest też oczywiście całe mnóstwo artykułów (tak, znów bez linków, jestem beznadziejna, ale nie mam ich nigdzie zapisanych, po prostu od lat o tym czytam) o tym, że skutki braku naturalnego karmienia wypływają dużo później, w dorosłym życiu, w postaci nowotworów, chorób cywilizacyjnych itp. Można w to wierzyć lub nie; ja wierzę, bo tak naprawdę nikt nie ma interesu w pisaniu tych rewelacji. W przeciwieństwie do drugiej strony... Natura jest zawsze lepsza niż sztuczna podróbka.

      Usuń
  7. Miałam jakiś w miarę błyskotliwy komentarz, ale to było tyle godzin temu. A taki był lepszy, lekko krytyczny, a nie tylko pochwalny jak zwykle. Ale nic już nie pamiętam.

    To tylko tak z głupia frant powiem, że Ursus drugiej nocy swego życia wyżłopał 240ml odciągniętego mleka, bo mi wówczas zabronili dawać piersią, gdyż piersi pogryzł i krwawiły i dawanie butlą miało wyeliminować moją ewentualna krew w jego ulaniach. I że potem w domu z raz jeden odciągałam, a potem mi się nie chciało umyć laktatora i mi zapleśniał i musiałam wyrzucić.

    A położna środowiskowa po pierwszym porodzie to kazała doić cycki. Jakoś tak ten pierwszy poród, chociaż ogólnie akceptowalny to był pierwszy i miał cechy pierwszego. Za pierwszym razem mówili, że mi herbata piersi wysuszy i musiałam pić ukradkiem. Mówili, że starte jabłko zatrzyma dziecku kupkę (starte zjedzone przeze mnie!), a zjedzone w kawałkach pomoże (dziecku) wypróżnić się. Nie żebym wierzyła, ale gadali a ja zapamiętywałam.

    A przy drugim to już byłam nadęta, pewna siebie, przekonana, że rodzę szybko i karmię bez problemu. I o ile podczas pierwszej laktacji miałam non stop pełne piersi, o tyle teraz cały czas mam fajne, mleka nie brakuje, a ja ani wkładek laktacyjnych ani nawet stanika nie stosuję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Mąż potwierdza, że fajne.

      Usuń
    2. :)
      Cytrynna, a nie dało się wyparzyć laktatora? :D Żeby zmyć pleśń? Uśmiałam się za wszystkie czasy z tym jabłkiem! Hahahaha :D
      Ja wkładek nie stosuję od 5 tygodnia po porodzie, tak mi się wszystko pięknie unormowało. Nie wiem co to będzie za bajka przy drugim dziecku. ;)

      Usuń
  8. Planuję karmić swojego Jaśka piersią - mam nadzieję, że się uda. Generalnie zaskoczyło mnie zdjęcie, które wstawiłaś - karmienie piersią to piękna sprawa, aczkolwiek osobiście nigdy nie wstawiłabym zdjęcia swojej piersi gdziekolwiek do sieci. Co do zawartości mleka - mam nadzieję, że nie dam sobie wmówić, że mam za mało mleka. Moja mama przy mnie i mojej siostrze, będąc młodą kobietą, poddała się wszelakim dobrym radom ciotek i uwierzyła, że ma za mało mleka, więc karmiła nas po miesiącu. Za to wiele lat później, kiedy pojawił się mój brat, przestała słuchać innych i miała mleko przez 3 lata... O czymś to świadczy. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do zdjęcia - zgadzam się w 100%. Dziewczyny wstydzą się wrzucać do sieci np. zdjęć z plaży, bo są osobiste, ale jeśli chodzi o karmienie piersią to nie ma żadnych krępacji.

      Usuń
    2. Ha! O tym właśnie piszę. ;) „Planuję” karmić zamiast „będę karmić”. :)
      A zdjęcia, jak zdjęcie. Umieściłabym je raczej w kategorii „kawałek cycka”. Zdjęcia z plaży też niedawno pokazywałam, nie mam z tym problemu. Lubię swoje ciało.

      Usuń
    3. Lubienie lubieniem, ale ja po prostu wolałabym pewne części ciała pokazywać jedynie swojemu mężowi, ewentualnie mojemu dziecku. Jednak - każdy ma swoje przekonania i robi, co chce. :)

      Usuń
    4. Poza tym - owszem, PLANUJĘ karmić, bo nigdy nie wiem, jak to będzie. Tak samo PLANUJĘ rodzić naturalnie, a skąd mogę wiedzieć, czy w ostatniej chwili nie skończy się cesarką? Myślę, że niektórzy zbyt mocno są zafiksowani na pewnych tematach...

      Usuń
  9. Tak jak nikt nie ma prawa zmuszać mnie do posiadania dziecka, posiadania drugiego, trzeciego itd., porodu naturalnego/cesarki tak uważam, że to tylko i wyłącznie moja sprawa jak będę karmić dziecko.
    Sorry, mój cyc - moja sprawa :) I osobiście nie rozumiem tego pędu ku terrorowi laktacyjnemu. Czy wbijam komuś do domu i wtrącam się w kwestii tego co, kto i jak robi? Nie. A widzę, że blogosfera to idealna platforma do pouczania i krytykowania.
    Nie zamierzam karmić piersią i nie zamierzam się z tego tłumaczyć. I tak jak szanuję wybór naturalnego karmienia, tak oczekuję, że ktoś uszanuje mój wybór. Bo to jednak wybór, nie obowiązek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca mogę się zgodzić w temacie decyzji. Według mnie to trochę tak jak z aborcją i odwiecznym sporem, czy decyzja o możliwości usunięcia dziecka należeć powinna wyłącznie do kobiety – to przecież jej ciało. Co jednak z dzieckiem? Czy ma prawo do życia? A co z ojcem dziecka? Z karmieniem piersią jest podobnie. To według mnie nie powinna być jedynie decyzja matki. Należy wziąć pod uwagę także niemowlę, któremu naturalny pokarm się należy i które, o ile tylko potrafiłoby zabrać głos, z pewnością podjęłoby inną decyzję.

      Czy mogę Ci zadać pytanie? Jestem szczerze ciekawa odpowiedzi, bo postawa taka jak Twoja jest dla mnie po prostu niezrozumiała. Czy wiesz jak ważne jest karmienie piersią? Jak wiele niedających zastąpić się właściwości ma mleko matki? A jeśli tak – dlaczego chcesz tego pozbawić swojego dziecka? Myślę, że stąd, jak go nazywasz, terror laktacyjny. O dziecko tu chodzi i jego dobro, a przecież to ono powinno być najważniejsze.

      Przeczytaj proszę mój poprzedni wpis o kp, pisałam tam na ten temat sporo, nie chcę się powtarzać.

      Usuń
  10. Nie, nie wierzę, że porównujesz karmienie piersią do aborcji. Ekstremalna dziewczyna z Ciebie widzę.
    Dla mnie karmienie piersią jest decyzją. indywidualną, osobistą i podyktowaną różnymi aspektami.
    Znam masę zdrowych, szczęśliwych dzieci, które nie był karmione piersią.
    Macierzyństwo to odpowiedzialność, zapewnienie dziecku tego, co najważniejsze - myślę, że tutaj się zgadzamy. Jeśli widzę zdrowe, uśmiechnięte, zadowolone dziecko i spełnioną mamę to naprawdę nie jest dla mnie istotne czy dziecko było karmione piersią czy nie.
    Osobiście bardziej mnie razi późniejsze żywienie dzieci typu: McDonald`s, parówki, picie słodkich napoi, karmienie dziecka cukrem w wielu postaciach - co ma o wiele poważniejsze konsekwencje dla organizmu dziecka, niż brak mleka matki w pierwszym roku życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, już jak to pisałam to wiedziałam, że zostanie źle zrozumiane. Oczywiście nie porównuję ze sobą braku karmienia piersią i aborcji ani skutków, które za sobą pociągają; to zupełnie dwie różne sprawy. Co więcej, nie podaję tu przykładu aborcji jako zła największego, bo sama jestem zwolenniczką legalnej aborcji. Sam jednak moment decyzji: „to moja decyzja i moje ciało: nie będę karmić piersią” i „to moja decyzja i moje ciało: usunę ciążę” są przecież identyczne! I dlatego tak bardzo zastanawia mnie dlaczego w przypadku karmienia podkreśla się autonomię kobiety, zupełnie nie biorąc pod uwagę dziecka, a w przypadku aborcji tak często podkreśla się, że przecież nie chodzi tylko o matkę.

      Hej, ale nie odpowiedziałaś na moje pytanie! Bo z Twoich komentarzy wnioskuję, że nie masz jeszcze dzieci. Zgadza się? Dlaczego z góry zakładasz, że nie chcesz karmić piersią? Uważasz, że będzie to dla Ciebie męczące, będzie wymagało poświęceń? Jaki jest powód?

      Co do żywienia to akurat się nie zgodzę. Mleko matki, w przeciwieństwie do mm, buduje prawidłowy metabolizm dzięki któremu poradzenie sobie z syfiastym jedzeniem będzie dużo łatwiejsze niż w przypadku dziecka na mm (dużo mniejsze ryzyko otyłości, na przykład). Choć oczywiście zgadzam się, że kształtowanie zdrowych nawyków żywieniowych jest ważne także później.

      Argument, że na mm też są zdrowe i szczęśliwe dzieci nigdy mnie nie przekonywał i nie stanowi dla mnie karty przetargowej w decyzji karmić czy nie, ale o tym też pisałam już ostatnio. Mam też wrażenie, że nie do końca dajesz sobie sprawę jak wiele niezwykłych właściwości ma mleko kobiece. Poczytaj o tym, może sama się zdziwisz!

      Usuń
  11. Faktycznie, sporo kobiet ma jakieś problemy z karmieniem piersią, może nie tyle zaraz po porodzie, co już w trakcie karmienia. Ponieważ żyjemy w tak dogodnych czasach, łatwiej o zamiennik mleka, niż rozwiązanie problemu.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...