wtorek, 3 listopada 2015

Nieco więcej chłodu. Cztery rzeczy, które z drugim dzieckiem zrobię inaczej


„Zimny chów” to zdecydowanie nie moja bajka. Pozostawianie dziecka samemu sobie aby się wypłakało, niereagowanie na jego potrzeby, kategoryczne zakazy noszenia i bujania, tresura zamiast wychowania to metody, które uważam za skrajne bestialstwo i których nigdy nie zastosuję. Opiekując się Różą nauczyłam się jednak, że we wszystkim potrzebny jest złoty środek, że złe przyzwyczajenia można w dziecku wyrobić i że nie warto zawierzać ślepo jednej tylko metodzie. Róża wychowywana była w skrajnej bliskości, nie dlatego jednak, że jej potrzebowała, ale dlatego, że takich metod postępowania nauczyłam się z czytanych poradników. Tak, było to bliskie moim instynktom i przychodziło niejako naturalnie. Dziś wiem jednak, że w którymś momencie przekroczyliśmy granicę. Róża nie byłaby mniej szczęśliwa, gdybyśmy od początku zachowywali się nieco inaczej, dużo szczęśliwsi bylibyśmy natomiast my – jej rodzice przez następnych kilkanaście miesięcy. Tym razem „chłodu” będzie więcej.  


1. Dziecko śpi samo

Róża nie miała okazji nauczyć się zasypiać i spać samodzielnie. Od początku kładliśmy ją do łóżka między siebie. Takie rozwiązanie było wygodne; nocne karmienia przebiegały niemal niezauważone, a ja czułam się spokojna czuwając nad prawidłowym oddechem córki. Mamy ogromne łóżko, wszystkim więc było wygodnie, a możliwość przytulenia się nad ranem do tego małego, ciepłego i tak wyczekanego ciałka była największą przyjemnością, jakiej w życiu doświadczyłam. Z biegiem czasu sen Róży stawał się jednak płytki, dużo bardziej niespokojny, a nocne pobudki z dwóch rozrosły się do kilkunastu. Różę zaczął budzić każdy ruch rodziców, noce stały się koszmarem. Prawda jest też taka, że na dłuższą metę sytuacja ta działała na nasz związek nieco destrukcyjnie. Wtedy wydawało nam się, że jest już za późno, ale dziś wiem, że to był właśnie czas, w którym córka mówiła nam „dajcie mi wreszcie spokój”.

Podobnie zawaliliśmy kwestię drzemek. Wspominałam już (KLIK!), że Róża od początku była dzieckiem nieodkładalnym, a ja, zamiast walczyć z tą trudną cechą, zaakceptowałam ją i utrwaliłam. W ciągu dnia Róża zasypiała przy piersi, opierała policzek o mój dekolt i oddawała się błogiemu wypoczynkowi. Bardzo lubiła zasypiać na ramieniu taty, w pozycji tej spędzała kolejne godziny. Nikt nie walczył, nie ryzykował pobudki i płaczu podczas przenoszenia jej do łóżeczka (z perspektywy czasu wiem, że baliśmy się tego płaczu; niepotrzebnie). My z wielką przyjemnością przyglądaliśmy się śpiącej córce. Przyglądać tak musieliśmy się przez najbliższe półtora roku. 

Nie zrozumcie mnie źle; nie demonizuję spania z dzieckiem. Nadal uważam je za świetną sprawę, jeśli faktycznie sen malucha jest dzięki temu spokojniejszy i wszyscy czują się komfortowo. Taka sytuacja ma czasami miejsce teraz. Bardzo wiele wysiłku kosztowało nas, żeby przetransportować roczną Różę do jej własnego łóżeczka, w końcu jednak się udało. Bywają jednak trudne nocy, kiedy budzi się przy każdej próbie odłożenia. Wtedy trafia do wspólnego łóżka, śpi spokojnie i wszyscy są zadowoleni.

Sytuacja ta tym bardziej uświadamia mi, że będąc niemowlęciem Róża wcale nie potrzebowała naszej bliskości w nocy, że męczyły ją ciągłe pobudki spowodowane naszą obecnością. Po kilku miesiącach okazało się, że nieumiejętność samodzielnego zasypiania jest dla niej źródłem frustracji. Często twierdząco odpowiadała na pytanie czy jest zmęczona, prosiła o położenie do łóżeczka i kurczowo zaciskała powieki próbując zasnąć. Ciągle tego nie umie, a wraz z brakiem tak podstawowej kompetencji przychodzi irytacja i rozdrażnienie.

Szymon będzie odkładany do łóżeczka nawet jeśli trzeba to będzie robić wiele razy w ciągu nocy. Będzie też przyzwyczajany do łóżeczkowej przestrzeni w ciągu dnia. Chciałabym, żeby nie traktował łóżka jak więzienia, żeby choć trochę czasu spędzał na leżąco, a nie wyłącznie noszony i zabawiany. Również drzemki wyglądać będą inaczej. Nie będzie już czasu na to, żeby bezczynnie wpatrywać się w niemowlę. Żałuję, bo z prawdziwym rozczuleniem wspominam ten czas, może jednak wszystkim nam to wyjdzie na dobre. 

2. Akcja – reakcja?

Jestem zwolenniczką reagowania na potrzeby dziecka. Płacz uważam za sygnał, a nie fanaberię i nie wyobrażam sobie, żeby go ignorować. Z Różą jednak moje reakcje były zbyt szybkie. Kiedy ona spała ja nie miałam nic do roboty, nie miałam też ochoty robić nic innego, jak tylko siedzieć koło niej i co chwilę zerkać na nią znad kartek czytanej powieści. Kiedy więc Róża się budziła i kiedy usłyszałam bodaj delikatne kwilenie, już byłam przy niej, już brałam na ręce, już tuliłam i karmiłam. To był błąd, ogromny błąd. Ona tego nie potrzebowała, być może po przebudzeniu bardzo chętnie w samotności kontemplowałaby świat, ale nie miała takiej okazji. Bardzo szybko okresy aktywnego czuwania przestały istnieć. Róża domagała sie nieustannej uwagi i towarzystwa. Jeśli nie zastawała nikogo w pokoju po drzemce – zaczynała się awantura, jeśli w nocy od pierwszego jęku do reakcji rodzica minęło więcej niż 5 sekund – rozbudzała się. Chociaż ma juz półtora roku – to wszystko trwa nadal. Róża jest niecierpliwa, histerycznie reaguje na odmowę, a obudzona (zarówno w dzień jak i w nocy) nie potrafi sobie poradzić sama.

Tym razem będzie inaczej, Pozostawię dziecku więcej przestrzeni, pozwolę mu na samodzielność. Nie będę już miała czasu na czuwanie przy śpiącym niemowlęciu, bo żywiołowa dwulatka będzie w tym czasie potrzebowała mojej uwagi. Może to i lepiej. Być może obudzony Szymek przestraszy się, że jest sam, być może zacznie płakać i może ja będę potrzebowała dłuższej chwili, aby do niego dotrzeć. Nie uważam tego za krzywdę, dopóki płacz i krzyk nie stają się rozpaczliwe.

3. Cyc niekoniecznie dobry na wszystko

Karmienie piersią uważam za postawę macierzyństwa, pisałam już o tym TUTAJ oraz TUTAJ i oczywiście syna również będę karmiła przynajmniej przez rok.

Początki mojej drogi mlecznej przebiegły w nerwowej atmosferze. Zanim zaczerpnęłam fachowej wiedzy, zanim zaczęłam czytywać strony w mądry sposób traktujące o karmieniu piersią, sama uległam wszechobecnej panice związanej z tym, czy laktacja się utrzyma, czy kryzysów nie będzie oraz czy piersi stymulowane są wystarczająco często. Doprowadziło mnie to do tego, że proponowałam Róży mleko nieustannie, nawet wtedy, kiedy nie była głodna. Każdy też płacz, zająknięcie pacyfikowany był natychmiast cyckiem. To był niezawodny sposób na to aby uspokoić, a najczęściej także uśpić dziecko. W rezultacie nie wypracowałyśmy żadnych innych metod uspokajania i bardzo szybko Róża, przyzwyczajona do częstych karmień, zaczęła domagać się ssania często i bez względu na okoliczności. Dopiero kilka miesięcy temu, bardzo wielkim nakładem sił i nerwów udało nam się te karmienia nieco ograniczyć.

Tym razem chciałabym, żeby pierś traktowana była przede wszystkim jako źródło pożywienia. Będę karmiła Szymka na żądanie i nie będę z płaczącym noworodkiem czekała na wybicie określonej godziny. O ile jednak nerwowe zachowania powtarzać się będą zbyt często, na początku zawsze spróbuję innych form uspokajania, pierś traktując jako ostateczność. Po pewnym czasie (po jakim – praktyka pokaże) chciałabym wprowadzić regularne pory karmień, a także wydłużać przerwy między karmieniami nocnymi.

4. Plan dnia, rytuały

Lubię nasz swobodny plan dnia oraz to, że nie ma w nim obowiązkowych punktów do odhaczenia. Nie jestem też zwolenniczką bycia niewolnikiem rozkładów, niepozwalanie sobie na wyjazd czy jakąś atrakcję tylko dlatego, że właśnie nadeszła pora obiadu. Przy pierwszym dziecku poszłam jednak za daleko. W ciągu naszego dnia nie istniały żadne stałe punkty. Pory posiłków i drzemek miały bardzo szerokie amplitudy. Nie było spaceru ani kąpieli o regularnej porze. Wreszcie, najgorsze z najgorszych, nie było stałej pory usypiania, nie towarzyszyły temu żadne rytuały. Jeśli Róża robiła się senna (czasami o 18:00, czasami o 23:00) – usypiała przy piersi i wydawało nam się, że to podążanie za jej instynktem i potrzebami ma sens. Bzdura! Ona chciała drogowskazu, a my zawaliliśmy na całej linii. Niemowlęta potrzebują stałości i przewidywalności, daje im to poczucie bezpieczeństwa, pozwala na lepsze przystosowanie się do życia na tym świecie.

Tym razem będzie inaczej. Od początku wprowadzimy pewne stałe punkty dnia, które, z dopuszczalnymi wyjątkami, pozostaną niezmienne. Codziennie, o tej samej porze będzie kąpiel, która początkować będzie proces usypiania. Jestem pewna, że nawet najbardziej oporne niemowlę w końcu do rytuałów przywyknie i w którymś momencie nauczy się zasypiać słysząc określoną melodię albo doświadczywszy pewnej sekwencji wydarzeń.

***

Jestem pewna swych postanowień i zdeterminowana, aby ich dotrzymać. Czy uda się podołać zamierzeniom – już wkrótce rzeczywistość zweryfikuje je wszystkie. 



 

9 komentarzy :

  1. Możesz napisać więcej o tym jak udało Wam się ograniczyć ilość karmień? Jak sobie radzicie w nocy - Róża przesypia już noce? Jak się budzi to ją karmisz jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie napisane ;) i dzięki Tobie przemyslalam kilka błędów które popełniam z moim 5 tyg malcem :( mam nadzieje ze uda mi się je naprawić! I dokladam się do prośby wyżej jak udało się ograniczyć karmienia?

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie napisane ;) i dzięki Tobie przemyslalam kilka błędów które popełniam z moim 5 tyg malcem :( mam nadzieje ze uda mi się je naprawić! I dokladam się do prośby wyżej jak udało się ograniczyć karmienia?

    OdpowiedzUsuń
  4. Z punktem trzecim troche sie utozsamiam. Tez mam wrazenie, ze nieco za czesto pojawia sie piers ale nie mam pomyslu jak to ograniczyc. Co do reszty to u nas nie bylo problemu, ale to chyba dlatego, ze my na poczatku mielismy inne podejscie. Ja juz przed porodem mialam zakodowane: dziecko idzie spac punk 20, spi samo i nie lecimy do niego jak tylko zacznie kwilic. I bylo mi ciezko na poczatku z tymi postanowieniami ale jakos sie udalo (no i nie bylo to az tak sztywne). A jak ten poczatek sie przetrwalo to potem juz sie zrobilo calkiem spokojnie. I jeszcze co do placzu, to ostatnio zauwazylam, ze Miki czesto zaczyna plakac ( nawet bardzo rzewnie) gdy sie zdenerwuje, ze nie moze po cos siegnac lub mu sie cos odturla. Ale gdy sie go zignoruje to szybko sam sie uspokaja i albo zajmie sie czyms innym albo probuje dalej (troche mu wtedy ukradkiem pomagam). Jednak robi przy tym wrazenie, ze wcale nie placze zeby mnie zawolac, tylko zeby jakos okazac swoje emocje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzeczywiście z tym reagowaniem na każde kwilenie to troszkę błędne podeście, widzę to u mojego siostrzeńca, że z czasem dziecko się tak nauczy tego całkowitego skupiania na sobie uwagi, że wręcz zmusza rodzica do reakcji, choć nie ma takiej potrzeby. Czasem trzeba dać dziecku też popłakać. Choć oczywiście mnie łatwo mówić, nie mam dzieci i nie znam tego dylematu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mama Carla, Magda Skrzypczak - w bardzo dużym skrócie: w nocy musiało mnie zabraknąć, Róża została z tatą. To była ciężka noc, ale wszystkie nasze noce były ciężkie. Kolejnej nocy przespała już ciągiem 6 godzin. Ciągle nie przesypia całych nocy, ale konsekwentnie nie karmię i z 12-15 pobudek zjechałyśmy do 1-3. Wystarczy wziąć ją na chwilę na ręce, przytulić i za chwilę można z powrotem odłożyć. W ciągu dnia też nic oryginalnego: wyznaczyłam 4 karmienia i poza nimi piersi nie dawałam. Było dużo płaczu i dużo tulenia, ale po 3 dniach (!) przestała się już dopominać. A sytuacja była tragiczna bo wcześniej cycek musiał być nawet co pół godziny. Wszystko to jest dużo bardziej skomplikowane i kilkuetapowe. Zaczęłam już nawet pisać posta na ten temat gdzie wszystko dokladnie opisuję i w przyszłym tygodniu na pewno go wrzucę. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ambitny plan z tymi kąpielami. Nasze pierwsze dziecko zawsze się rytualnie kapało a potem było usypiane przez kilka minut do trzech godzin z przewagą tych trzech godzin. Nasze drugie dziecko kąpie się bardziej dla przyjemności niż dla umycia czy rytuału, bo ja akurat nie daję rady. Szczęściem to drugie dziecko odkąd siedzi to siedzi na tyle sprawnie, że nie potrzebuje doglądania w wannie. Bo jak już wspomniałam, nie daję rady. I jedynym rytuałem jaki ma to młodsze dziecko jest kładzenie spać starszego dziecka.

    Ale nie planuj chłodu. Chociaż pewnie "więcej chłodu" w Twoim wydaniu to cieplej niż maksimum niejednej matki. Ja planowałam, że drugie dziecko będziemy karmić nie dłużej niż pierwsze było i że butlę to pozna od razu żebym nie była niewolnikiem jak poprzednio. Karmimy dalej (i nie możemy przestać bo jakieś chorowite to), a niewolnikiem jestem jeszcze większym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten chłód to oczywiście takie tylko bardzo umowne pojęcie, żaden za tym chłód emocjonalny czy uczuciowy na pewno nie pójdzie. ;) Te rzeczy jednak muszę zmienić, bo drugiego takiego maratonu już chyba nie przeżyję, psychicznie i fizycznie.
      U nas kąpiele to bajka, bo Róża się przez godzinę bawi swoimi piankowymi piratami i kubeczkami z Ikei, a ja sobie siedzę na kiblu i czytam i tylko jej dolewam gorącą wodę co pewien czas. ;)

      Usuń
  8. Każdy popełnia błędy, szczególnie przy pierwszym dziecku :) Twoje błędy pomogą na pewno mi, kiedy zostanę mamą :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...