poniedziałek, 16 listopada 2015

Puzzle, ciąg dalszy. Najlepsze puzzle dla półtoraroczniaka



Choć staram się nie ingerować w wybory mojego dziecka (a przynajmniej taki mam plan, bo obecnie to ja decyduję o tym, jakie kupimy zabawki, książki i kolor spodni, więc siłą rzeczy określoną tematykę i stylistykę narzucam), to święcę swoje małe triumfy i śmieję się pod nosem, gdy Róża w sklepie wybiera piankowe figurki piratów zamiast tych z księżniczkami i kiedy nad bajkę w telewizji przedkłada puzzle. Lubię tę formę rozrywki, uważam ją za niezwykle cenną dla rozwoju i cieszę się, że mojej córce też sprawia przyjemność dopasowywanie do siebie pasujących elementów.

Układanki (o których pisałam niedawno – KLIK!) od dawna podsuwałam Róży, zachęcałam, namawiałam, wydawało mi się, że czas na nie nadszedł. Puzzle, choć oczywiście kupione, stały zamknięte w tajnej szafie i ciągle wydawało mi się, że przed nami jeszcze daleka droga. Choć rzadko sugeruję się oznaczeniami wiekowymi proponowanymi przez wydawców, to akurat „2+” widniejące na każdym opakowaniu kazało mi wierzyć, że minie jeszcze kilka miesięcy zanim Róża będzie potrafiła ułożyć obrazek z rozsypanych elementów. Jakiś czas temu próbowałam dać jej do ułożenia pocięte na trzy części zdjęcie, ale nie była tym zainteresowana.

Wydawało mi się, że ułożenie obrazka bez dopasowywania do siebie puzzlowych elementów będzie łatwiejsze. Tymczasem to właśnie sam mechanizm łączenia poszczególnych fragmentów zainteresował Różę najbardziej. Kilka tygodni temu, zupełnie bez przekonania, podałam jej dwuelementowe puzzle od CzuCzu (Róża miała wówczas 17 miesięcy), pokazałam co należy z nimi zrobić, a ona zaczęła ćwiczyć. Na początku jej nie wychodziło, ale nauczona cierpliwości przy układankach próbowała dalej, podchodziła do rozsypanych puzzli co kilkadziesiąt minut. Jeszcze tego samego dnia udało jej się połączyć elementy, a sukces zmotywował ją do dalszych prób. W ciągu dwóch dni dwuelementowe puzzle przestały stanowić jakikolwiek problem. Tak naprawdę ciągle sam mechanizm układania interesuje ją najbardziej. Obrazek ma dla niej dużo mniejsze znaczenie, o ile w ogóle przywiązuje do niego uwagę. Jeśli coś da się połączyć – łączy. A że powstaje z tego świnio-krowa? Kto by się przejmował?!

O naszych puzzlowych wprawkach już pisałam (KLIK!). Zaczęłyśmy od Koła CzuCzu, od tego jednak czasu (zaledwie cztery miesiące!) postępy poczynione zostały ogromne. Co to będzie za kolejne cztery?!


Poznaję z CzuCzu Kwadrat / Trójkąt



Więcej na temat tych puzzli pisałam ostatnio (KLIK!). Wówczas wałkowałyśmy koło, pozostałe figury były dla Róży jeszcze nieco zbyt trudne. Bardzo szybko jednak załapała także kwadraty i trójkąty. Potem zaczęłam jej mieszać elementy tak, żeby sama zdecydowała jaki kształt pasuje w odpowiedni otwór. Nadal jednak nie interesuje jej obrazek przedstawiony na puzzlach, dopasowuje je całkiem przypadkowo (z kilkoma wyjątkami, które zapamiętała). Nie dziwie się jej jednak – sama często nie wiem co gdzie włożyć.




Dwuelementowe Puzzle do pary Zwierzątka od CzuCzu



To właśnie te puzzle dałam Róży na próbę i to one okazały się wielkim sukcesem. Są proste, wszystkie zbudowane tak samo (góra + dół), na dodatek każdy pasuje do każdego, nie trzeba więc układać ich zgodnie z obrazkami. Nie mogę się zdecydować czy to wada czy zaleta, być może jednak na początku – zaleta.

Zdecydowaną wadą są natomiast ilustracje. W karykaturalnych, uczłowieczonych wizerunkach nie potrafiła Róża na samym początku rozpoznać nawet bardzo dobrze znanych sobie zwierząt. Z pewnością też nie śmieszy jej kogut z opaską na oku, bo jest stanowczo za mała, żeby to zrozumieć.

Niemniej jednak puzzle są porządnie wykonane i doskonale sprawdzą się jako pierwsze, tradycyjne puzzle. Róża bardzo lubi się nimi bawić i chociaż z połączeniami radzi już sobie znakomicie, to układanie ciągle jej się nie nudzi. 



Zobaczcie też puzzle w akcji!



Trzyelementowe puzzle Co to? Zwierzęta od Maxim



To zdecydowanie najlepszy z zestawów, które mamy. Puzzle są idealne i stanowić powinny wzór dla każdego innego wydawcy. To aż 12 różnych zwierząt, każde składające się z trzech elementów. Ich wizerunki są bardzo realistyczne i nie ma problemów z rozróżnieniem gdzie lew a gdzie kot. Każdy obrazek zbudowany jest tak samo (przód + środek + tył) i jeśli dziecko załapie jak ułożyć jeden z nich, to z kolejnymi także nie będzie miało problemów.

Puzzli nie można łączyć dowolnie. Ich wypustki wydają się bardzo podobne, różnią się jednak nieznacznie i nie stworzymy z nich połączenia konia z wielbłądem. To w zasadzie zaleta, bo dzięki temu Rózia uczy się, że łączenie elementów nie może być przypadkowe. Z drugiej jednak strony samo niepasowanie elementów nie jest na razie dla niej sygnałem, że coś jest nie tak. Ciągle zdarza się, że nawet w poprawnie dobranych fragmentach coś nie zaskoczy, coś się nie uda, wtedy próbuje aż do skutku. Zauważyłam, że tak samo postępuje przy niepoprawnych połączeniach. Z czasem jednak zrozumie co jest na rzeczy, a wtedy brak możliwości przypadkowych połączeń będzie dużą zaletą.


Zobaczcie na filmie jak radzi sobie z puzzlami.



Tutaj, być może ze względu na bardzo realistyczne wizerunki zwierząt, układany obraz ma dla Róży znaczenie. Zdjęcia i filmiki, które znajdziecie powyżej robiłam dwa tygodnie temu. Musiałam wtedy jeszcze podawać Róży trzy elementy, które ona po prostu składała. Teraz bez najmniejszego problemu ze stosu elementów, poproszona o wybranie trzech części konkretnego zwierzęcia – wyciąga je i składa z nich obrazek. Zobaczcie!



Wady? Nie ma. Puzzli jest trochę za dużo, ale to akurat łatwo zmienić. Połowę zwierzaków schowałam. Rozdzieliłam na przykład bardzo podobne do siebie wizerunki kozy i barana albo psa i wielbłąda. Zestawy za jakiś czas zamienię albo dołożę coś nowego i odświeżone puzzle będą jak nowe.

W serii „Co to?” wyszły jeszcze inne tematycznie puzzle. Ponieważ są tak doskonałe, planowałam dokupić jeszcze pojazdy, ale widząc jak Róża świetnie sobie z nimi radzi i mając w zanadrzu jeszcze drugie tyle elementów schowanych na potem – odpuszczam. Strata Maxima, za dobry produkt zrobili. 

Baby Puzzle od Trefl



Każde opakowanie to zestaw czterech obrazków składających się kolejno z 2, 3, 4 i 5 elementów. Do tej pory korzystałyśmy z puzzli 2 i 3-elementowych, jednak te nie sprawiają już Róży problemów, dlatego wkrótce wyciągnę trudniejsze zestawy.

Puzzle wykonane są znakomicie, może aż za dobrze. Elementy są bardzo duże i baaaardzo grube (4 mm). To gabaryty dobre dla śliniącego i gryzącego wszystko niemowlęcia, ale półtoraroczniak (lub nawet dwulatek, według zaleceń na pudełku) układający puzzle nie potrzebuje chyba aż takich zabezpieczeń. Grubość oferowana przez CzuCzu albo Maxim wystarcza w zupełności. Z tej perfekcji rości sobie wydawca prawo do dość wysokiej ceny, trochę zbyt wysokiej jak za zestaw czterech układanek.

Nie są też puzzle te bardzo proste. Faliste krawędzie utrudniają nieco zadanie. Na początku Róża próbowała na przykład wypustkę puzzla włożyć w otwór między nogami zwierzęcia myśląc, że to odpowiednie miejsce. Po oswojeniu się z obrazkami poszło już bez problemów. 




Puzzle 3,4,5,6,7 od Maxim



W każdym pudełku znajduje się pięć zestawów puzzli ze stale rosnącą ilością elementów. Na razie bawimy się puzzlami 3-elementowymi. To zdecydowanie najtrudniejsze układanki z tych tu opisywanych. Obrazek układa się w ramce, która stanowić powinna ułatwienie. Brak jednak prostych krawędzi stanowi nie lada wyzwanie. Róża ma tu problemy z ułożeniem elementu w odpowiednim kierunku. Ponieważ, tak jak wspominałam, sam obrazek nie jest dla niej jeszcze kwestią decydującą, nie potrafi rozstrzygnąć co powinno znajdować się na górze, a co na dole. Proste krawędzie i liniowe ułożenie elementów w poprzednich zestawach stanowiły dla niej podpowiedź. Tutaj pomagam jej układając pierwszy element, wtedy idzie już gładko. Mimo niepowodzeń ćwiczy Róża wytrwale i niedługo na pewno przejdziemy do trudniejszych zestawów.

Same puzzle wykonane są bardzo dobrze, obrazki nie są już tak realistyczne jak w przypadku „Co to?” tej samej marki, ale powodów do narzekania też nie ma.




***

Puzzle  i opisywane wcześniej układanki zmieniły nasze zabawy, które stały się bardziej samodzielne i inicjowane przez Różę. Wcześniej nie było przedmiotów, które uważałaby za swoje ulubione zabawki, które chciałaby brać ze sobą, gdy wyjeżdżamy. Będąc w obcym miejscu wystarczyło dać jej do zabawy pustą, plastikową butelkę, teraz oczekuje innych rozrywek. Z radością obserwuję ten rozwój, wspomagam go jak tylko mogę i oczyma wyobraźni coraz wyraźniej widzę nas, jak za kilka lat ułożymy razem jakiś ogromny obrazek.

Koniecznie przeczytaj też:

19 komentarzy :

  1. Pamiętam, że puzzle były jedną z moich ulubionych rozrywek w dzieciństwie :) Choć chyba zaczęłam je układać w trochę starszym wieku, w wieku Róży raczej układałam przeróżne układanki, np. klocki z obrazkami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne pomysły na zabawy edukacyjne :) na pewno wykorzystamy te pomysły przy kupowaniu prezentów świątecznych!

    OdpowiedzUsuń
  3. Puzzle są rewelacyjne, uważam, że to bardzo odpowiednia forma edukacji i rozwoju :)
    matkapolka89

    OdpowiedzUsuń
  4. o jak fajnie sobie radzi, ile Róża ma tutaj dokładnie miesięcy? Mój synek 25 listopada skończy 18 miesięcy i na razie tylko puzzle ogląda i wydaje odgłosy zwierzątek które na nich widzi :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 18 miesięcy. Ale widzisz, każde dziecko coś. Róża, poza hau i mmmuu, uparcie nie chce wydawać innych odgłosów zwierząt.  :)

      Usuń
  5. Świetne układanki :) teraz mam komu kupować takie zabawki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Naprawdę świetnie radzi sobie z puzzlami! Lepiej niż mój Niemiec (ostatnio próbowałam z nim układać, to musiałam po nim poprawiać, a do przecież dorosły facet jest!). Niemniej w trakcie oglądania filmików naszło mnie takie pytanie: Jak wygląda u Róży rozwój mowy? O tym chyba jeszcze nie pisałaś, raczej o wszelakiego rodzaju innych umiejętnościach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wygląda wcale. Mówi bardzo mało, nie próbuje nawet. Rozumie absolutnie wszystko (w dwóch językach) i wszystko potrafi przekazać na swój sposób. Sztab pediatrów (trzech) twierdzi że to całkowicie normalne i przywołują swój ulubiony przykład o Einsteinie, który nic nie mówił przez 3 lata. ;) Podobno to też cecha dzieci dwujęzycznyh, a Róża tak trochę dwujęzyczna jest. Nie ma reguły. W żłobku był chłopiec w wieku Róży, który mówił zdaniami! Ale są też takie, co mówią jeszcze mniej. Nie martwię się, choć mówienie z pewnością by ułatwiło kilka spraw w komunikacji. W końcu jednak zacznie gadać, znasz jakieś dziecko które by nie mówiło? :D 

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję za odpowiedź. Nie, nie znam niemówiącego dziecka :). Tyle że wszystkie, które znam, w wieku Róży już zdrowo nawijały, dlatego pytam ^^.

      Usuń
  7. kluczowe pytanie:ile czasu zajęło Tobie kompletowanie tych wszystkich zabawkowo-książkowych dzieł? :DD Ja ostatnie miesiące ciąży spędziłam na kupowaniu i zamawianiu a i tak mam tego wszystkiego tylko trzy półki i jedną szufladę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniej więcej tyle ile starania o dziecko razem z ciążą: 3 lata. Ale u mnie to była reakcja na stres i niepowodzenia, pewnie można by przepuścić pieniądze na gorsze sposoby, mimo wszystko jednak nie polecam moich metod. ;)

      Usuń
  8. Świetne są te puzzle... Jasiowi jeszcze nie będę ich kupowała, ale chrześniaczka ma w maju pierwsze urodziny, więc rozejrzę się za takimi cudami. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. puzzle kochamy. Do pierwszych prób układania dodałabym jeszcze te z orchard toys. Mój 22 miesięczny synek też nic jeszcze nie mówi. Starszy w tym wieku nawijał zdaniami. każde dziecko jest inne. Nie ma reguły. Niemniej komunikacja trochę kuleje. Pozdrowienia
    J.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ależ świetnie sobie radzi z puzzlami twoja Róża! Nie wiem dlaczego moja 2-letnia córka ma opór przed puzzlami tekturowymi. Wie co i gdzie, ale nie potrafi manualnie wpiąć puzzli, tak się denerwowała przy tym, ze teraz nie próbuje nawet tylko pokazuje, które i "mama ty rób". wszystkie Czu czu, baby Trefl, Lisciani i Granna poszły w kąt (a mamy tego 2 półki) nadal układa tylko drewniane, wiec kolekcja drewnianych ciągle się powiększa, nie wiem czy jakieś dziecko ma więcej drewnianych puzzli od mojej Ali ;-)

    Uśmiałam się jak oglądałam filmiki z Różą razem z Alą, bo krzyczała "Nie ten dzidziu", "Żlee" "O fuu" w momencie jak Róża układała 'zwierzątka czu czu". Reprymendy daje a sama nie ułoży tylko ten i ten , ten i ten ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hmm... faktycznie ciekawe. A może spróbujcie drewniane puzzle, ale w kształcie tradycyjnych?

    OdpowiedzUsuń
  12. To rzeczywiście coś ze kształtem bo drewnianych w naturalnej formie też nie ułoży. Aż tak się nie przejmuję, normalnie się rozwija tylko ot tak niechęć jak coś się nie udaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas bardzo długo też tak było i w wielu aspektach życia nadal jest. Jak tylko Róży się coś nie udaje, jakieś najmniejsze niepowodzenie to wszytko rzuca, wscieka się i nie chce dalej próbować. Puzzle i klocki to właśnie takie pierwsze zabawki przy których zaczęła próbować i które nauczyły ją cierpliwości i stało się to dosłownie z dnia na dzień. :)

      Usuń
  13. Nawet takie puzzle już zmuszają do główkowania, a młody mózg lubi się uczyć. To, że już w tak wczesnym wieku rodzic zwraca uwagę na rozwój dziecka, dobrze rokuje na przyszłość, bo inteligencja jest cenna.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzieci mają tyle zabawek, ale puzzle nigdy się nie nudzą!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...