sobota, 7 listopada 2015

Układanki z uchwytami (i bez uchwytów też)



Drewniane lub plastikowe, z uchwytami bądź bez. Chodzi o to, żeby pasujący element dopasować do otworu takiego samego kształtu znajdującego się w podstawie. Wspaniała, rozwijająca zabawa, doskonałe ćwiczenie koncentracji oraz precyzyjnych ruchów ręki, a także wstęp do prawdziwych puzzli. Od pewnego czasu układamy bez przerwy.

Róża długo ignorowała układanki tego typu. Próbowała włożyć jeden element, ale zniechęcona niepowodzeniem rzucała zabawką bardzo zdenerwowana. Nie chciała próbować, kombinować, przekręcać elementów. Ja jednak co jakiś czas podsuwałam jej jedną, prostą układankę . Któregoś dnia, mniej więcej miesiąc temu, wzięła do ręki jeden z elementów i, chyba zupełnie przypadkiem, udało jej się go włożyć dokładnie w pasujący otwór. To jedno powodzenie, zaskakujące przede wszystkim dla niej samej, sprawiło, że nabrała pewności siebie i uwierzyła, że jednak da się coś zrobić z tą dziwną drewnianą płytą, którą nieustannie katuje ją matka. To, co się wydarzyło potem, to była istna rewolucja. Róża zaczęła spędzać długie minuty nad swoją układanką, zaczęła dopasowywać poszczególne puzzle, w ciągu zaledwie kilku dni doszła w tym do perfekcji, a ja podsuwałam jej nowe, coraz trudniejsze układanki, które interesowały ją tak samo mocno.

Czym kieruję się wybierając układankę?

W ciągu ostatnich kilku tygodni przerobiłyśmy sporo układanek. Dużo oglądałam i wybierając nową zabawkę kieruję się przede wszystkim dwoma kryteriami.

Kształt elementów. Najważniejszą cechą układanki jest dla mnie to, żeby kształt poszczególnych elementów był jak najbardziej zróżnicowany i, aby patrząc na otwory, można było od razu stwierdzić który fragment powinien się w nim znaleźć. Na rynku mnóstwo jest układanek, których każdy element jest obłym klocem, bardzo podobnym do innych. Na przykład coś takiego:

źródło

Obrazki są różnorodne, ale co z tego, skoro każdy element ma niemal dokładnie taki sam kształt? Sama miałabym problem z ich dopasowaniem, a co dopiero małe dziecko.

Cena. Nie jest bez znaczenia, zwłaszcza jeśli Wasze dziecko zafiksuje się na układanie; na jednej zabawce z pewnością się nie skończy. Można więc wybrać piękną i na pewno świetną jakościowo układankę firmy Djeco, ale jej koszt to co najmniej 50 złotych. Można jednak znaleźć produkty może nieco mniej designerskie, ale za to jakościowo bez zarzutu, mieszczące się w przedziale cenowym 8-10 złotych. 

Nasze układanki

Pierwsza układanka, ta która podsuwana była Róży od kilku już miesięcy, to wyrób firmy Goki. Gdybym poszukała, to pewnie znalazłabym coś jeszcze prostszego, ale ta wydała mi się dosyć łatwa. Po pierwsze, elementów jest niewiele (pięć) i co najważniejsze – są one zupełnie różne. Nie sposób więc pomylić kształtu chłopca z kotem. 


Sporym utrudnieniem okazała się piłka. Producent nie zrobił z niej prostego koła, ale dorobił z jednej strony wypustkę, przez co piłkę można włożyć w otwór w jeden tylko sposób. Rozgryzienie piłki zajęło Róży najwięcej czasu, ale jak już się udało, to zrozumiała też połączenia między tradycyjnymi puzzlami. O puzzlach będzie jednak osobno, już niedługo. 





Kolejna układanka to produkcja Mellissa & Doug. Kupiłam ją w TK Maxxie. Spodobały mi się w niej proste figury geometryczne, które można przy okazji nazwać. Układanka okazała się bardzo prosta i mimo sporej ilości elementów Róża od razu wiedziała co gdzie wkładać. Samo wkładanie puzzli okazało się łatwe, ponieważ otwory są nieco większe niż puzzle i tym drugim zawsze pozostaje nieco luzu. Figury można też wkładać na różne sposoby (koło – dowolnie, pięciokąt – w pięciu różnych kierunkach itd.). Pewnym ułatwieniem (choć u nas chyba nie zostało to jeszcze zauważone) może być taki sam kolor w otworze jak ten na figurze, która do niego pasuje. Nie podobają mi się rysunki zwierząt nad figurami, które nie wnoszą niczego nowego, a mogą tylko utrudniać koncentrację. Bez nich byłby ideał. 




Potem postawiłam na coś trudniejszego i Róża dostała dzikie zwierzęta z firmy Bigjigs Toys. Elementy w tej układance są ściśle dopasowane do otworów, co na początku sprawiło Róży sporo trudności, wyćwiczyło w niej jednak precyzję ruchów. Potem poszło już łatwo. Dziś to jej ulubiona układanka, a ułożenie wszystkich jej elementów zajmuje Róży niecałe pół minuty. 




Układankę z ubraniami dostałam jako gratis do jakiegoś zamówienia na Allegro, kiedy jeszcze byłam w ciąży. Nie wiem kto jest jej producentem. Układanka jest brzydka, ale porządnie wykonana. To już nieco wyższy poziom i zrozumienie o co w niej chodzi zabrało Róży kilka dni. Jednak jej obecna fascynacja ubraniami i ubieraniem sprawiła, że zabawka okazała się hitem. W układance są trzy rodzaje elementów (czapki, koszulki i spódnice). W niektóre z nich trzeba „ubrać” dziewczynkę na obrazku, pozostałe należy wepchnąć do szafy.  






Obrazek przedstawiający pokój to znowu firma Goki. To trudna układanka; elementów do włożenia jest bardzo dużo, a ich kształty są mało precyzyjne. Wprawiona jednak w układankowych bojach Róża szybko opanowała gdzie co być powinno. Sam obrazek pokoju jest przyjemny, ma mnóstwo elementów do wskazania i wykorzystujemy zabawkę na różne sposoby. Dodatkową zaletą są angielskie podpisy na wgłębieniach mówiące co należy w nie włożyć. Każde dziecko po pewnym czasie opanuje wzrokowo wygląd słów i nauczy się je czytać. 






Ciuchcia (tak, znowu Goki) to zupełnie nowy poziom wtajemniczenia. To połączenie układanki z puzzlami. Elementów do ułożenia jest pięć. Róża sobie z nimi radzi, choć wydaje mi się, że po prostu zapamiętała co gdzie pasuje, niewiele ma to wspólnego z rozpracowaniem obrazka. 





Na podobnej zasadzie działają te dwie układanki, które Róża dostanie, kiedy już do perfekcji opanuje ciuchcię. To polska firma Wader, wykonane są marnie, plastik-fantastik aż bije po oczach, na dodatek są brzydkie. Wzięłam je jednak w hipermarkecie, gdzie jedna sztuka kosztowała niecałe 4 złote.  


W swojej tajnej szafie pełnej dobra wszelkiego mam jeszcze kilka kolejnych układanek, które będę dawać Róży wraz z rozwojem jej umiejętności. :) 


Z całego serca polecam taką formę zabawy z dziećmi. Dla nas to nie tylko ćwiczenie sprawności intelektualnych i manualnych, ale przede wszystkim trening koncentracji i skupienia, a także panowanie nad emocjami, gdy coś nie wychodzi. To pierwsza zabawka przy której Róża zaczęła ćwiczyć umiejętności, których nie ma. Nie mogłam wyjść ze zdumienia za każdym razem, gdy wyciągała z półki układankę, siadała przy stoliku i ćwiczyła wkładanie elementów, których nie potrafiła dopasować jeszcze poprzedniego dnia. Układanki mamy rozmieszczone w różnych strategicznych częściach mieszkania, Róża sięga po nie z własnej, nieprzymuszonej woli, wiele razy w ciągu dnia. Wyjmuje wszystkie elementy i układa, potem znowu wyjmuje i znowu układa; bez znudzenia i irytacji.

Układanki z uchwytami (i bez uchwytów też!) to początek naszej zabawowej rewolucji. Niedługo potem nadszedł czas puzzli i klocków. O każdej z tych rzeczy napiszę jeszcze do końca miesiąca. :) 


Koniecznie przeczytaj też: 

3 komentarze :

  1. Zawsze jak gdzies jechalismy gdzie sa male dzieci to kupowalismy takie ukladanki. I zwykle byl to prezent bardzo trafiony. U nas z prwnoscia tez w swoim czasie wyladuje podobna kolekcja.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy zaglądam do Was to widzę jak jesteśmy w tyle. Nie mamy takich układanek...myślałam, że są za trudne. A Róża super sobie z nimi radzi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mamy na razie jedną taką układankę ze sklepu Tiger, Tosia ją bardzo lubi, układa codziennie :) Na pewno kupię kilka kolejnych!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...