czwartek, 31 grudnia 2015

Dieta matki karmiącej – bzdury i bzdurki



Dieta matki karmiącej to temat, o którym dużo się pisze i mówi. Wyszukując informacji w internecie natkniemy się na całą gamę mądrych rad i przemyśleń. Zbilansowana dieta, pełna cennych składników odżywczych, nikomu jeszcze na złe nie wyszła, tyle że każdy w końcu zwariuje na diecie składającej się wyłącznie z ciemnego ryżu i gotowanego na parze kurczaka. Przykry jest także fakt, że wokół tego co powinna, a czego nie może jeść karmiąca mama, narosło mnóstwo idiotycznych mitów i zabobonów kształtowanych przez jednostkowe przypadki i błędne informacje, które nijak mają się do rzeczywistości. Aby karmienie piersią nie stało się przykrym obowiązkiem, którego końca wypatrywać będziemy niecierpliwie, naszymi nawykami żywieniowymi kierować powinna jedna tylko zasada: jeść można wszystko.

Na początku oczywiście też świrowałam. Choć nie poddałam się rygorystycznej diecie, to z niepokojem obserwowałam Różę po tym, gdy po raz pierwszy zjadłam pomidora, truskawkę, pomarańczę, smażoną cebulę. Przez wiele tygodni nie odważyłam się na kalafiora, bo w pamięci wyryła mi się położna, która na zajęciach ze szkoły rodzenia ostrzegała przed zgubnymi konsekwencjami jego spożycia. Wewnętrzny konflikt przeżyłam tuż po powrocie ze szpitala wyjadając poświąteczną (rodziłam tuż po Wielkanocy) białą kiełbasę. Gotuje się ją u mnie z dużą ilością cebuli, a wytopiony tłuszcz w nieprzyzwoitej wręcz ilości zastyga na wierzchu tworząc „tłuszczową pierzynkę”. Ta kaloryczna i ciężkostrawna bomba w kilkudniowym ciele mojego noworodka nie wywołała żadnych obrażeń. Zaczęłam utwierdzać się w przekonaniu, że dieta matki karmiącej to mit i z premedytacją jadłam kolejne pozycje z listy produktów zakazanych, żeby udowodnić to sobie i światu. Nigdy nie zauważyłam u córki niepokojących objawów.

Straszy się jednak kobiety dietą już w ciąży. Straszą babcie i koleżanki, której dziecko kuzynki męża niemal zginęło w agonii bólu po spożyciu przez tą ogórka. Straszą specjaliści w internecie, którzy – według mojej spiskowej teorii dziejów – opłacani są przez koncerny produkujące sztuczne mleko, aby tym bardziej zniechęcać biedne matki w ich walkach laktacyjnych. Żeby jeszcze bardziej zdołować i podważyć wiarę we własne możliwości. Skoro dziecko płacze, to boli je brzuszek, a jeśli boli, to znaczy że to przez ciebie, kobieto! Bo pozwoliłaś sobie na tego schabowego i teraz masz! Straszy wreszcie – o zgrozo! – służba zdrowia. Pediatrzy, położne to niestety ludzie, od których usłyszycie kompletne bzdury. Nasłuchałam się ich na wspomnianej już szkole rodzenia, a gdybyście usłyszeli jak pielęgniara u pediatry (ta, o której wspominałam TUTAJ) straszy kapustą, to na zawsze odechciałoby się Wam gołąbków.

Wszystkie dziecięce objawy, drobne i niegroźne bolączki zawsze diagnozuje się więc jako reakcję na dietę karmiącej matki. Zadziwia mnie ta solidarność i konsekwencja. Takie niedoskonałości skórne, na przykład. Idąc z krostą do pediatry możemy być niemal pewni, że ten, na podstawie owego wyprysku, stwierdzi skazę białkową. Róża, jako niemowlę, czasami zmagała się z krostkami lub miejscowymi przesuszeniami. Choć doktor Google zapewniał, że to typowe i przejściowe niemowlęce dolegliwości (wszak zmiany na skórze nie swędziały, a po kilku dniach znikały samoistnie), to moja pediatra zawsze dostrzegała w nich początki skazy białkowej. Oczywiście wbrew jej zaleceniom, nigdy nie zrezygnowałam z nabiału, uwielbiam mleko i jego przetwory miłością wręcz fanatyczną (KLIK!).

Obalmy więc podstawowe mity dotyczące diety! (Ich naukowego potwierdzenia możecie szukać między innymi TUTAJ). 

Jakość pokarmu spożywanego przez matkę, nie ma wpływu na jakość produkowanego przez nią mleka.

Niedostarczenie w diecie potrzebnych składników odżywczych z pewnością zaszkodzi kobiecie, która odżywia się niezdrowo (niedożywienie i odwodnienie mogą nawet hamować laktację), do mleka przenikną jednak wszystkie zgromadzone w jej organizmie zapasy (a tych w żywym ciele jest praktycznie nieskończenie wiele). Mleko jest zawsze doskonałe. Identyczne jakościowo będzie więc mleko kobiety, która prowadzi zbilansowaną dietę, każdego dnia spożywa ekologiczne warzywa i dopełnia je witaminowymi suplementami oraz Afrykanki, której za dzienny posiłek wystarczyć musi garść kaszy i mango. Znane są przypadki kobiet bardzo ubogich, niedożywionych, których dieta jest uboga w składniki odżywcze, a których mleko jest idealnie zbilansowanym posiłkiem dla niemowlęcia.

Co ważne, do mleka nie przenikają toksyny i szkodliwe składniki pokarmowe. Jeśli ktoś ma więc ochotę na fast foody i zupki chińskie, to śmiało może sobie pozwalać na te śmieciowe przekąski bez obawy, że negatywnie wpłyną one na dziecko.

Ba! Choć do tego nie namawiam, to nawet palenie papierosów nie stanowi przeciwwskazania do karmienia piersią. Pokarm palaczki jest wciąż bardziej wartościową miksturą, pełną niezbędnych niemowlęciu do życia substancji, niż sztuczne mleko. Daje do myślenia, prawda?

Produkty ciężkostrawne lub powodujące wzdęcia u matki nie wywołują takich samych objawów u dziecka.

Smażone więc w głębokim tłuszczu frytki i jesienne podgrzybki z cebulką, po których zjedzeniu będziemy się czuć ociężale przez resztę dnia, nie spowoduje, że dziecko poczuje się tak samo. Kalafior, czereśnie, kapusta kiszona i inne specyfiki nie wywołają natomiast u dziecka wzdęć, gazów, bólu brzucha, a już tym bardziej kolek, których przyczyny wciąż nie są znane medycynie.

Kluczowy jest tu mechanizm powstawania mleka, które powstaje z krwi. Do otoczonych naczyniami krwionośnymi gruczołów mlekowych przenikają gotowe już substancje (związki mineralne, witaminy itd.). Bąbelki powietrza, odpowiedzialne za uczucie wzdęcia, powstają w jelitach matki i nie przedostają się do jej krwiobiegu, tak samo jak po wypiciu Coca-Coli nasza krew nie stanie się gazowana. Zaznaczmy, że nie przedostaną się tam również pestki, jak głosi jeden z najbzdurniejszych chyba mitów o tym, że matka karmiąca uważać musi na kompoty z owoców pestkowych...

Skąd się zatem biorą u niemowląt brzuszkowe sensacje? Są one wynikiem tego, że niemowlęcy układ pokarmowy jest jeszcze niedojrzały i reagować może bardzo różnie. Może się więc okazać, że dziecko przyjaciółki sąsiadki Twojej mamy cierpiało katusze gdy ta zjadła cebulę, ale po pierwsze – po kolejnej cebuli niekoniecznie zareaguje tak samo, a po drugie – to nie znaczy, że każde dziecko odpowie taką samą reakcją. Nie warto martwić się i głodzić na zapas.

Spożywanie alergenów przez kobietę karmiącą nie powoduje alergii u dziecka.

Nie! I kropka! Nie zaleca się stosowania jakichkolwiek diet eliminacyjnych w okresie karmienia piersią. Jest wręcz przeciwnie! To właśnie unikanie alergenów może się przyczynić do powstania alergii. Żadnego uzasadnienia nie ma też często stosowana praktyka unikania przez matkę pewnych grup pokarmów w pierwszych miesiącach karmienia piersią i stopniowego ich wprowadzania w miesiącach późniejszych.

***

Słowem: jedzmy, cieszmy się ulubionymi smakami i nie dajmy sobie wmówić głupot. 


Koniecznie przeczytaj też:

15 komentarzy :

  1. Witam!
    Bardzo fajny temat ale nie zgadzam się z tym ze powinno jeść się wszystko mimo alergi. Mój synek od 5 tyg miał bardzo brzydkie kupki posłucham lekarza który powiedział ze to nie moze być spowodowane mlekiem ponieważ dziecko ma ładna skórę i jest szczęśliwy jadlam i piłam wszystko . Po dwóch tyg zaczęły pojawiać się niteczki z krwią, przestałam jeść nabial krew zniknęła kupki się poprawiają. Gdybym poszła za Pani porada mój synek nadal by się męczył i miał problemy z jelitami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, nie! Jeśli alergia faktycznie zostanie stwierdzona to oczywiście trzeba wyeliminować składnik z diety. Wiele kobiet jednak z góry zakłada, że nie będzie jadło czekolady, truskawek, orzeszków i innych potencjalnych alergenów "na wszelki wypadek", co jest bez sensu. Jeśli chodzi o skazę,  bo to o niej chyba tu mowa, to czytałam, że w rzeczywistości cierpi na nią drobny procent niemowląt, stwierdzana jest jednak w wielu niesłusznych przypadkach. Jeśli się pojawi to oczywiście nie można narażać maluszka na cierpienie.  
      Ja nie wyeliminowałam nabiału bo uznałam, zresztą słusznie, że diagnoza mojej pediatry jest błędna. Nie było u nas nigdy problemów z brzuszkiem, a jedynie drobne niedoskonałości skórne, które znikały same. Skaza tak łatwo nie ginie, zwłaszcza przy ilościach mleka które spożywam. ;)
      Dziękuję za komentarz i życzę aby uczulenie minęło jak najszybciej (bo mija). :)

      Usuń
  2. Witam!
    Bardzo fajny temat ale nie zgadzam się z tym ze powinno jeść się wszystko mimo alergi. Mój synek od 5 tyg miał bardzo brzydkie kupki posłucham lekarza który powiedział ze to nie moze być spowodowane mlekiem ponieważ dziecko ma ładna skórę i jest szczęśliwy jadlam i piłam wszystko . Po dwóch tyg zaczęły pojawiać się niteczki z krwią, przestałam jeść nabial krew zniknęła kupki się poprawiają. Gdybym poszła za Pani porada mój synek nadal by się męczył i miał problemy z jelitami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesssu, mnie tak lekarze katowali dietą eliminacyjną, że po dwóch miesiącach ważyłam mniej niż przed ciążą. A dziecko jak miało kolki tak miało. Masz rację, chodzi o niedojrzałość układu pokarmowego i żadna dieta matki tu nie pomoże. Mam tylko jedno ale. W momencie gdy odstawiłam nabiał, głównie mleko, którego piłam bardzo dużo (mrożona inka z mlekiem podczas upałów, mniaaaam!) Tosię mniej męczyły te kolki, była spokojniejsza. Serio!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko zależy od dziecka, pierwszego syna karmiłam 2 i pół miesiąca nie jedząc praktycznie nic bo na wszystko źle reagował. Później też źle reagował na każdą nowość i nadal jest alergikiem. Młodego karmię 3 i pól miesiąca i jem praktycznie wszystko. Dobijają mnie rady położnych w stylu odmawiania sobie wszystkiego na wszelki wypadek.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że nie wiedziałam tego wszystkiego na początku drogi mlecznej...pamiętam, że mama (mieszkaliśmy u niej przez pierwsze 4 miesiace) gotowała mi specjalne obiadki - duszona cielęcinka, marchewka i ryż. Dopiero po jakimś czasie doszłam do wniosku, że hola - stop, nie ma co się katować "dietą dla karmiącej"

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo wraz z Mężem chcielibyśmy pochwalić najekonomiczniejszy wybór w Maczku. Mąż miał wątpliwości, czy aby na pewno jest tak najekonomiczniej, gdyż nie wiedział, że i napój można mieć w ramach 2forU. Sami dziś taki zjedliśmy, gdyż w Nowy Rok chadzamy do restauracji. Był czas w naszym życiu, że posiadaliśmy bonifikartę i jedliśmy "duże" bułki za 6 złotych.

    Co zaś tyczy się diety matki karmiącej, to nasze niemowlę urodziło się w sezonie na bób i drżałam czy aby nie wzgardzi tym cudnym pokarmem, ale zachowało rozsądek. Już w szpitalu podawałam mu truskawki i przeżył. Dostałam kiedyś uroczy esemes od mamy półroczniaka, którą akurat zaprosiliśmy. Jego fragment brzmiał tak: "nie jadam nabiału pod żadna postacią sera, mleka, jogurtów, śmietany itp. I nie jem rzeczy smażonych. nie jem też m.in. truskawek, czereśni, porzeczek i rzeczy wzdymających." Umiem nie jeść czekolady, ale z ulubionych owoców bym chyba nie zrezygnowała. Ani z jeszcze ulubieńszych rzeczy wzdymających:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja i tak uważam, że rada Ci udzielona o opozycji jabłka tartego do tego w kawałkach to jest hit absolutny. Chciałam tu o tym napisać, ale uznałam, że skoro nie moja historia to jednak nie.
      A Mc to się zna i wie oczywiście jak najkorzystniej łączyć zestawy. ;) 

      Usuń
  7. Moja szwagierka niedawno urodziła i jej synek ma niestety skazę białkową - a to oznacza, że jeśli ona zje za dużo majonezu, śmietany i tym podobnych to mały dostanie wysypki :) więc trochę to jedzenie wpływa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Majonez? Ehhh... przecież o tym właśnie piszę... :(

      Usuń
  8. Ja w zasadzie jadłam wszystko z tym, że kilka najbardziej alergizujących produktów wprowadzałam pojedynczo. I tak w sumie po pierwszych czterech tygodniach jadłam już wszystko jak leci i specjalnie się tym nie przejmowałam, bo nigdy nie zauważyłam żadnej relacji między tym co jem a reakcją syna. No z nabiałem byłam dalej ostrożna ale to dlatego, że sama miałam skazę białkową w dzieciństwie.

    OdpowiedzUsuń
  9. No i po raz kolejny fajny głos w debacie okołolaktacyjnej (za poprzednie Twoje spostrzeżenia dziękowałam w poprzednich komentarzach jeszcze będąc w ciąży :-)), nasłuchałam się wszem i wobec jak powinna wyglądać dieta, w skrajnym przypadku nawet ostrzegano mnie, że mogę skończyć na samym suchym chlebie (!), więc jako przykładna matka przez pierwsze dni się słuchałam i ściśle przestrzegałam porad położnej i wszelkiej maści matek z doświadczeniem . Ale moje postanowienia wzięły w łeb, bo nie jestem specjalnie konsekwentną osobą, na szczęście w tym wypadku okazało się to zaletą - wróciłam do urozmaiconej diety, niespecjalnie nawet oszczędzałam się w święta i co? I nic. Moje dziecko okazało się kompletnie odporne na te wszystkie "zakazane" produkty. Ba! Za moje obżarstwo odpokutowałam wzdęciami, a córkę kompletnie to obeszło :D Jak widać nie trzeba zawczasu siać paniki, jeśli nie ma powodu- pozdrowienia dla Ciebie i wszystkich matek karmiących czytających ten blog/ Olga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i dobrze! Kolejna szczęśliwa mama (i dziecko) zamiast męczennicy. :) Bardzo pozdrawiam!

      Usuń
  10. W kwietniu urodziłam córeczkę i jakie było moje zdziwienie, kiedy lekarka powiedziała: "Może jeść pani wszystko i co najważniejsze dużo pić" "Kawę też" (to jedna z moich podstawowych przyjemności więc oczywiście o to zapytałam). Ponieważ przy moim pierwszym dziecku - rodzonym 8 lat wcześniej - podejście było zupełnie inne zaczęłam trochę czytać na ten temat i okazało się, że te wszystkie diety to mit budowany na niewiedzy. Pora z tym skończyć. My mieliśmy do tej pory problem jedynie z truskawkami jedzonymi w dużej ilości (jak im nie ulec na początku lata!). Ja mam takie swoje powiedzenie: Mama to też człowiek. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Oczywiście nie można wprowadzać jednocześnie wielu rzeczy w dużych ilościach - tylko zjeść coś nowego i obserwować czy coś się dzieje z dzieckiem. Dieta jest uzasadniona w konkretnych przypadkach i musi mieć swoje uzasadnienie a nie dla wszystkich matek karmiących z założenia i bezpodstawnie. My Mamy musimy dbać o siebie :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...