poniedziałek, 28 grudnia 2015

Książki bez tekstu – do opowiadania i do szukania. Najlepsze z najlepszych



Każdy je zna i każdy, kto dba o czytelniczy rozwój swojego dziecka, z pewnością ma je na swoim regale. Mowa o obrazkowych książkach bez tekstu, pełnych szczegółów na każdej stronie.

Róża uwielbia te książki! Lubi słuchać historii, które jej opowiadam, a które za każdym razem, siłą rzeczy, są inne. Lubi też wyszukiwać na stronach szczegóły, o których znalezienie ją poproszę. Niedawno pokazywałam Wam tę samą zabawę w wersji planszowej (KLIK!), dziś nieco propozycji książkowych.

To przegląd naszych ulubionych książek, tych, które uznałam za najlepsze. Każdą z nich warto mieć na uwadze, bo ich „czytanie” i oglądanie to świetna zabawa i nauka przy okazji.

Seria Ulica Czereśniowa Rotraut Susanne Berner, wyd. Dwie Siostry

Więcej na ich temat pisałam TUTAJ.

Ta seria to coś, co po prostu mieć trzeba. To pierwsze książki tego typu, którymi zainteresowała się moja córka i które oglądać chciała dosłownie bez przerwy. Dodatkowy podział tematyczny na pory roku sprawia, że jak jedna z książek zaczyna być zbyt znajoma i zaczyna się nużyć, to wraz ze zmieniającą się aurą – wyciągamy kolejną część. Obrazki w „Ulicy Czereśniowej” są realistyczne, a przedstawione na ilustracjach sytuacje – z życia wzięte, więc zainteresuje się nimi już najmłodsze dziecko. Hit!





Seria Miasteczko Mamoko, Aleksandra Mizielińska, Daniel Mizieliński, wyd. Dwie Siostry

Więcej na ich temat pisałam TUTAJ.

Do „Miasteczka Mamoko” trzeba dorosnąć. „Mamoko” długo przegrywało u nas z „Ulicą Czereśniową”, ale w końcu wstąpiło na podium i dziś nie ma sobie równych. Żadna inna książka nie może się równać z dziełem Mizielińskich. Róża uwielbia te ilustracje, a fakt, że bohaterami są zwierzęta, a nie ludzie jest dla niej ogromnym atutem. 

Przyznam, że sama też zaczęłam cenić najbardziej tę właśnie serię. Losy bohaterów przeplatają się tutaj, ich ścieżki się łączą, można płynnie przechodzić od jednej historii do drugiej, co sprawia, że opowiadanie jest łatwiejsze i ciekawsze. Wiele chaotycznie rozmieszczonych elementów, które można wyszukać, to także duży plus. 




1001 drobiazgów Ali Mitgutsch, wyd. Tatarak

„1001 drobiazgów” to cała seria, wśród których znajdują się różne tematycznie książki. My mamy „Nad wodą” i bardzo żałuję, że tylko tyle. Ilustracje Ali Mitgutsch są bardzo specyficzne, utrzymane w nieco starym stylu. Mogą się podobać albo nie; ja je uwielbiam! Są zabawne i pełne zaskakujących szczegółów. Na dodatek w książce znajdują się także strony, na których zebrano pasujące tematycznie przedmioty i je nazwano. Przedmioty raczej niespotykane w książkach o bardziej ogólnej tematyce, rozwijające słownictwo i wzbogacające w bardziej specjalistyczną wiedzę o świecie.  





Rok w lesie Emilia Dziubak, wyd. Nasza Księgarnia

Książka, o której w ostatnim czasie napisano już wiele. Widziałam ją dosłownie na każdym blogu i aż strach było otworzyć lodówkę, żeby i stamtąd nie wyskoczyła.

Zachwyciła mnie od samego początku. Nie jestem wielką fanką ilustracji Dziubak (ojoj!), ale te całostronicowe grafiki są niesamowite. Książka składa się z dwunastu rozkładówek, na których miesiąc po miesiącu (od stycznia do grudnia) pokazane jest życie lasu i jego zwierzęcych mieszkańców. Za każdym razem widzimy to samo miejsce; polanę, fragment strumienia, podziemne norki i tunele. Ilustracje, pomimo zachowanego poczucia humoru, nie są pozbawione realizmu. Książkę można oglądać na różne sposoby; analizując każdy miesiąc po kolei albo przyglądając się konkretnemu zwierzęciu i jego rocznym zwyczajom. Można szukać szczegółów, opowiadać historie i na dodatek cieszyć oczy prawdziwym pięknem. Bardzo polecam! 





W lesie Christine Henkel, W przedszkolu Guido Wandrey, wyd. Czarna Owieczka 


Książki mają różnych autorów, ale łączy je ten sam, polski wydawca – Czarna Owieczka. W serii znajdują się także inne tytuły.

„W lesie” od razy nasuwa skojarzenie z książką Emilii Dziubak i tak naprawdę to książka nieco podobna (w końcu co też takiego można o lesie wymyślić?). To idealna książka do wyszukiwania obiektów. Z boku każdej strony znajdują się podpisane zwierzęta i rośliny, które pojawiają się także na dużym obrazku. Róża bez problemu znajduje je wszystkie, podejrzewam, że ma też w pamięci zakodowane wszystkie nazwy. 



Tematyka „W przedszkolu” również nie zaskakuje. To bardzo przyjemne obrazki z dziećmi i ich zabawami w roli głównej. Na pewno spodobają się innym dzieciom. 


Seria Opowiem ci, mamo..., Katarzyna Bajerowicz, Marcin Brykczyński, wyd. Nasza Księgarnia


Powiem szczerze, że „Mrówki” mi się nie spodobały i nie lubię ich do tej pory. Ilustracje są niby zabawne, ale tak naprawdę to takie łaskotanie w pięty, na dodatek kompletnie pozbawione realizmu. Czy z książki można się czegoś dowiedzieć o życiu mrówek? Nie, to bardzo okołotematyczna wariacja, której bohaterami są robaczki. Do całostronicowych ilustracji dodano zadania w formie krótkich wierszyków. Dziecko jest proszone o znalezienie pewnych owadów, o porównanie obrazków, odnalezienie drogi w labiryncie i inne tym podobne rzeczy. Myślałam, że to będzie koniec mojej przygody z serią. 



Potem jednak wyszły „Żaby”, które bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły i książkę kupiłam. Zadbano tu o zachowanie realizmu, z samych obrazków dowiedzieć się można wielu ciekawych rzeczy. Dodano też kilka stron z ciekawostkami na temat żab i innych wodnych żyjątek. Poznamy więc nazwy stworzeń widocznych na ilustracjach, a także interesujące szczegóły na ich temat. Oprócz tego znowu wierszowane zadania oraz kilka innych aktywności, takich jak żabia gra planszowa. 




Jeszcze dalej poszła najnowsza publikacja z tej serii. „Miód” to już przede wszystkim informacje przyrodnicze, solidna dawka wiedzy i bardzo realistyczne ilustracje. Szczegółowo pisałam o niej TUTAJ



Róża na razie jest zbyt mała na wykonywanie zadań, lubi jednak oglądać obrazki w tych książkach i słuchać moich opowieści o płazach i owadach. To seria, która będzie rosła wraz z dzieckiem. Podoba mi się kierunek, w którym zmierzają twórcy i mam nadzieję na jeszcze więcej interesujących publikacji. I tylko do tych fatalnych dwuwierszy Brykczyńskiego nie mogę się przekonać, no nie mogę! Aż mnie skręca jak czytam je na głos. W serii ukazały się także inne tytuły, nie tylko dotyczące zwierząt, a także kreatywne kolorowanki tematycznie powiązane z książkami.

Mały detektyw, wyd. Aksjomat

Wydawało mi się, że ta książka będzie dla nas jeszcze zbyt trudna, ale Róża ściągnęła ją któregoś dnia z wyższej półki i nie chciała już oddać. Wałkujemy ją codziennie. Obrazki są niezbyt ładne i dosyć trudno zlokalizować na nich szczegóły, ale niezbadane są ścieżki upodobań młodocianych. Do każdego obrazka przygotowano zestaw pytań, na które mogą odpowiedzieć starsze dzieci.

Obecnie nakład „Małego detektywa” jest chyba wyczerpany (choć nie szukałam dokładnie), a szkoda, bo książka kosztowała 5 złotych. 




Zoologia, Prawie wszystko Joëlle Jolivet, wyd. Egmont

Więcej o książkach pisałam TUTAJ.

Książki nieco innego rodzaju. Nie opowiemy na ich podstawie historii, to książki do wskazywania i nazywania obiektów. „Prawie wszystko” odeszło u nas chwilowo w niełaskę, za to „Zoologię” mamy opanowaną do perfekcji. Obejrzałyśmy ją już tyle razy, że nawet najbardziej egzotyczne gatunki zwierząt nie są dla nas tajemnicą. Każdego dnia Róża wyciąga tę olbrzymią książkę, kładzie ją sobie na kolanach i czeka na moje propozycje do szukania. Bez wahania wskazuje burunduka, gwiazdonosa i wychuchola. Czy jest to wiedza niezbędna półtorarocznemu dziecko? Nie, ale, tak jak pisałam już w recenzji tych książek, nie ma informacji lepszych i gorszych i nic nie jest trudne i dziwaczne dopóki my, dorośli, tak tego nie nazwiemy. Szukamy więc i zachęcamy do tego samego. 



Big Book of Things to Spot, Thousands of Things to Spot, The Great Wildlife Search, Big Book of Picture Puzzles, wyd. Usborne


Na koniec propozycje anglojęzyczne, z mojego ukochanego wydawnictwa Usborne. Wydawnictwo swego czasu wydawało pojedyncze książeczki, np. „Things to Spot in the Sea”, „Things to Spot on the Farm”, a potem wpadło na świetny pomysł i stworzyło wydania zbiorcze, które nie dość, że są wygodne, to na dodatek wypadają też niezwykle korzystnie cenowo. Cztery książki, które mamy to właśnie takie wydania zbiorcze. Na podstawie obrazków można wysnuć wiele różnorodnych opowieści, jednak główną funkcją publikacji jest wyszukiwanie obiektów na ilustracjach.

„Big Book of Things to Spot” to cztery, a „Thousands of Things to Spot” – osiem różnorodnych tematycznie wyszukiwanek. Ważna jest tu umiejętność liczenia (za każdym razem należy wyszukać określoną ilość elementów), ale u młodszych dzieci można pominąć to zadanie i skupić się na samych przedmiotach. Ja pokazuję i nazywam dany obiekt, a Róża go wskazuje na dużej ilustracji, czasami kilkukrotnie. Potrafimy spędzić nad tymi książkami naprawdę dużo czasu. Ich ogromną zaletą jest język publikacji – angielski. Prosta forma – obrazek i podpis ułatwiają zapamiętywanie obcojęzycznych nazw, dzięki czemu już po kilkukrotnym ich wyszukiwaniu zostają zapamiętane. A terminologia znowu ciekawa, mieszcząca się w obrębie danej tematyki. Na końcu każdej książeczki znajdują się dodatkowe zadania oraz obiekty do wyszukania, więc żeby przerobić to wszystko potrzeba chyba kilku lat. 










Z tej serii mamy też świąteczną książeczkę, którą Róża dostała od Mikołaja (KLIK!).


„The Great Wildlife Search” i „Big Book of Picture Puzzles” na razie stoi na wysokiej półce i czeka, bo to jeszcze nie nasz etap. To zbiór kolejno trzech i czterech publikacji. „Big Book...” to historia, świat, zamki i dinozaury, w drugiej książce dominuje tematyka przyrodnicza.

Uwielbiam te książki! Przepełnione są nie tylko wspaniałymi ilustracjami (zwłaszcza realizm w „The Great Wildlife Search” mnie zachwyca), ale przede wszystkim informacjami. Na początku każdej książki znajduje się wprowadzenie tematyczne, a na każdej stronie, obok obiektów do wyszukania, ciekawostki na jego temat. Dzieci, podczas zabawy, jak gąbka chłoną takie wiadomości, a zapamiętanie ich wszystkich to już naprawdę solidna wiedza. Sama tematyka książek (historia, przyroda itd.) i obserwacja zgodnych z realizmem lub prawdą historyczną obrazków to niesamowita lekcja. Na końcu znaleźć można dodatkowe zadania oraz quiz utrwalający zdobytą wiedzę. To jedne z najciekawszych książek, które posiadamy w swojej kolekcji.













Inne

Wyszukiwanie szczegółów na obrazkach to oczywiście nie tylko zadanie dla maluchów! Istnieje całe mnóstwo najróżniejszych publikacji przeznaczonych dla starszych dzieci. Oto kilka z nich.

Utrzymane w tematyce świątecznej, pochodzące z czasów mojego dzieciństwa fantastyczne Znajdź świętego Mikołaja. World History to dzieło tego samego ilustratora, tematycznie i pomysłowo bliskie temu, co znalazłam z książce z Usborne. Jest też wydana kilka lat temu Gdzie jest pingwin?. A także legendarny Wally! Moje zbiorcze wydanie to aż siedem książeczek z serii Where’s Wally. Setki stron pokryte rysuneczkami tak drobnymi i szczegółowymi, że samo zerkanie na nie przyprawia o zawrót głowy i oczopląs. Zajmiemy się nimi wszystkimi za kilka lat. 






***

To oczywiście nie wszystkie książki bez tekstu dostępne na naszym rynku. Książki takie są obecnie bardzo popularne i niemal każde wydawnictwo ma w swojej ofercie podobną serię. Niektóre mi się nie podobają i uznałam, że nie warto ich kupować, innych po prostu nie znam. Jeśli macie dla nas jakieś ciekawe propozycje – koniecznie dajcie znać w komentarzach; dobrych książek nigdy za wiele! ;)

Koniecznie przeczytaj też:


30 komentarzy :

  1. Wstyd się przyznać, nie mamy żadnej, a podobają się bardzo, szczególnie "Rok w lesie" i "Ulica Czereśniowa". Piękne :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. O jejku, cudowne są te książki. Nie mam dzieci, a bardzo chcę mieć te książki - czy to będzie dziwne, jeśli kupię je sobie? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieeee... ;) Ja sobie sama kupowałam jak jeszcze nie miałam dziecka. :D

      Usuń
  3. I to się nazywa przegląd😊 a nie jak na innych blogach przegląd a tam 3 książki. My mamy 4 tego typu każda innego wydawnictwa i aż jestem zdziwiona, że mogę Cię zaskoczyć czymś czego nie masz: Od Zielonej Sowy, seria "w krainie" my mamy piratów, ale wiem, ze są mikołaje, księżniczki i dinozaury 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, wydaje się fajne! Znam inną serię z Zielonej Sowy: "Popatrz i znajdź" i graficznie dla mnie nie do zaakceptowania.

      Usuń
    2. Znam tylko serię 'w krainie'graficznie mi odpowiada choć nie lubię książek " różowych" pod dziewczynki więc 'w krainie wróżek' i w 'krainie księżniczek' tematycznie odpada

      Usuń
  4. Polecam jeszcze książkę Marcina Strzembosza "Jaki to miesiąc" z wydawnictwa Muchomor

    OdpowiedzUsuń
  5. Od jakiegoś czasu choruje na "ulice czereśniową" a dalej nie mamy jej w naszej biblioteczce :/ ostatnio była świetna okazja na prezent, ale matka zmarnowała okazję. Swoją drogą ciekawe jak poradzę sobie z opowiadaniem historii w książce bez tekstu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny przegląd! My mamy jeszcze "Złodziej kury" Beatrice Rodriguez. Pamiętam, że jak byłam mała to miałam książeczki do wyszukiwania elementów na obrazku (mam je nadal z resztą!) i absolutnie je uwielbiałam. Nie nudziło mi się rozwiązywanie ich po tysiąc razy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko mało szczegółów w "Złodzieju kury", nie? W tym stylu jest jeszcze "Gdzie jest tort?", ale u nas bez szału.
      Ja też je uwielbiałam jako dziecko! :D

      Usuń
  7. były (lub są, bo bardzo powoli się z nich wyrasta) u nas wszystkie wymienione, aż do miejsca, gdzie pojawia się Usborne - od Czereśniowej, która jest też moim No1, przez Migutscha (mamu "Na wsi"), po najsłabszego moim zdaniem, ale uwielbianego przez J. i jego kuzyna "Małego detektywa"
    co w sumie jest dziwne, bo ja nie lubię wyszukiwanek! w wielu przeszkadza mi chaos i nagromadzenie szczegółów - jak w tych, które wymieniłaś jako "Inne", więc sama raz tylko szukałam Wally'ego i uważam, ze wystarczy
    pozostałe ratuje w moich oczach głównie spójność tematu, nieprzesadna ilość drobnych elementów i stonowane kolory
    no i nie bez znaczenia jest fakt, że Jane je lubi :)
    tak jak "Miasteczko.." - ja w przeciwieństwie do niego nie polubiłam, więc wypożyczaliśmy, a w drodze kompromisu kupiłam bardzo rozwijające "Mam oko na..." i częściej przeglądamy "Mapy"
    nie wymieniłaś książek "Legendy polskie dla dzieci w obrazkach" i "Przekroje - owoce i warzywa", o których pisałam tego lata u siebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale być może to właśnie te, które Ci się nie podobają :)

      Usuń
    2. Niee, to nie te. ;) Na "Przekroje" się nawet kiedyś czaiłam, ale później się rozeszło po kościach.
      Nie mam pojęcia co jest takiego w "Małym detektywie", że dzieci tak go uwielbiają, dla mnie też bez szału, a tu proszę... ;)
      Ja za to uwielbiałam wyszukiwanki, może dlatego teraz tak wiele radości sprawia mi znowu patrzenie na ten cały chaos. :)

      Usuń
  8. Imponujące zestawienie. Znamy mniej więcej połowę książek, które pokazujesz (tę pierwszą połowę). U nas ostatnio dużym zainteresowaniem cieszy się kartonówka "Otto w mieście". Młodszy ma nieustającą fazę na pojazdy, więc u nas są na topie książki z motywem motoryzacyjnym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam, ale chętnie obejrzę, bo u nas faza na pojazdy też ciągle w rozkwicie. :)

      Usuń
  9. Zawsze, gdy tu przyjdę, to zaczynam chcieć wszystko i nie pomaga mi nawet to, że mam około połowy. A przecież ja kolekcjonuję jeszcze inne kategorie i nie mogę tyle ładować w książki. Mąż niedawno koledze powiedział, że jego zdaniem my [żony] te książki dla dzieci to kupujemy dla siebie i mieli mnóstwo radości [ci mężowie].

    Czy tutaj świadomie zabrakło Czerwonego pociągu, który kiedyś tak polecałam? Mitgutscha to mamy po niemiecku takie zbiorcze wydanie na różne tematy (kupiłam używane i dobrze, bo to była ta książka, którą Ursus złamał). Mąż nazywa Mitgutscha Jarmużem. Staszek ma też chyba tego nad wodą, ale stoi u babci nieużyty.
    Na ulicy Czereśniowej brakuje nam zimy i lata. Wybierałam te pory roku, w których kupowałam i żałuję, bo noc jest latem i byłyby parą a zima jest taka urocza [zza okna].

    Mamy rok w lesie, nie mamy roku w mieście, bo moim zdaniem psychodeliczny taki. Tego Guido Wandreya mamy o mieście, ale nie robi szału. Z serii "opowiem ci mamo" mamy auta. Byłby popyt też na samoloty, ale one mnie graficznie odpychają. Wiem, ze wkrótce wyjdą też narzędzia. Ubolewam, że miód by się u nas nie przyjął, bo bym chciała miód, gdyż lubię miód. Ale uważam jednocześnie, że ta droższa książka o pszczołach taka teraz modna jest ładniejsza i treściwsza. Małego detektywa znalazłam na allegro za trochę ponad 10, ale mnie nie pociąga, a dzieci tyle dostały ostatnio, że im to nie ma co.
    Mamy "prawie wszystko" i Ursus bardzo dostojnie czasem sobie ogląda (potrafi ściągnąć z naprawdę wysoka), ale zoologii nie kupiłam- wszak zwierzęta to nie nasze koniki. Skądinąd nad tym prawie wszystkim ma taką fotkę, że gdyby było kandy o fotkę nad prawie wszystkim, to pewnie byśmy wygrali.

    A ode mnie dodam, że mamy takie coś jak "w podróży czas się nie dłuży"- papier miękki ale sympatyczne. I nowość u nas, ale stareńka- mini Maks w Nowym i w Starym Testamencie (1996). Ten to się Mężowi podoba. A jeśli chodzi o książki religijne, to mamy też fajne piankowe z puzzlami wydane przez vocatio. Codziennie puzzle latają wszędzie. I jest treść, ale opowiadać można swoje jeśli jakieś dziecko słucha a nie roznosi puzzli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnym sensie świadomie zabrakło Czerwonego pociągu, ponieważ książki nigdzie nie znalazłam. :(
      Rok w mieście - straszny!

      Usuń
    2. Proszę- nie wiem co za problem.
      http://atik.pl/czerwony-pociag

      Usuń
  10. Świetne są takie książeczki, bo niezwykle rozbudzają kreatywność rodzica i dziecka. Mam dla Jasia dwie takie książeczki, które już teraz sprawiają mi masę radości - mam nadzieję, że i syn będzie zadowolony. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeśli lubicie takie książki to koniecznie kupcie (premiera w styczniu): "O Rety! przyroda" T. Samojlika. Rewelacja! ja uwielbiam tego autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Co lepsze dla 18-miesięczniaka -Rok w lesie czy W lesie? I w sumie w ogóle która pozycja Twoim zdaniem ciekawsza i bardziej przyszłościowa? Bo jakoś dwie w tej samej tematyce mnie nie przekonują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka Dziubak ("Rok w lesie") daje chyba więcej możliwości. Można na podstawie tych obrazków wysnuć dosłownie tysiące historii i opowieści. "W lesie" nie proponuje żadnej narracji, nie ma tam zwierzęcych bohaterów, których wizerunki pojawiają się na kolejnych stronach. Jest tu za to większy realizm ilustracji, pojawiają się rośliny, pod względem edukacyjnym stoi wyżej (ale to już raczej zaleta dla większych dzieci). Można też wyszukiwać obiektów z marginesów. Szybciej się jednak znudzi. Gdybym musiała wybrać jedną - wybrałabym Dziubak, ale obie są świetne!

      Usuń
    2. Dziękuję! Na dniach zamawiam. Dzięki za inspirację :)

      Usuń
    3. Moja córka lubi obie, ale W lesie zainteresowało ją wcześniej, to pierwsza z książek tego typu, jaką chciała ogladac (nawet przed Czereśniowa). Aczkolwiek ostatnio lubi rzeczywiscie śledzić losy róznych zwierzat w Roku w lesie. Rok w lesie na początku był dla niej zbyt przytłaczający, bo w nim więcej się dzieje i rysunki są mniej czytelne. Musiała do niego dojrzeć. Ale ona ogólnie takimi książkami zainteresowała się dopiero tuż przed 2 rokiem życia. Jak miała 1,5 roku to nie zwracała na nie uwagi.

      Usuń
  13. witaj,
    piękny przegląd,
    a gdzie kupiłaś Usborne'a?
    Pozdrawiam,
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :)
      Usborne zawsze kupuję na brytyjskim Amazonie --> amazon.co.uk
      O najlepszych i najtańszych opcjach pisałam jakiś czas temu: http://www.panna-swawolna.pl/2016/01/gdzie-i-jak-kupowac-ksiazki.html
      Pozdrawiam i bardzo polecam publikacje Usborne! :)

      Usuń
    2. Ślicznie dziękuję...
      przestudiowałam poradnik, bomba! Tylko moje konto jest teraz zagrożone :) Mój mąż Cię nie polubi :) i tylko jedno pytanie techniczne: wyszukując podane przez Ciebie tytuły Usborne'a na amazon.co.uk w przypadku wszystkich prawie trafiłam na kilka pozycji używanych za 0.01 funta..to jakiś naciągacz? Czy prawdziwa cena? I co, jeśli kupię od różnych sprzedających? Płacę kilka razy za przesyłkę, czy są jakoś łączone? (czy powinnam szukać od tego samego sprzedawcy?) przepraszam, jeśli pytania naiwne, ale raczkuę w temacie :)

      Usuń
    3. Nigdy nie kupowałam na Amazonie nic od innych sprzedawców niż Amazon, więc obawiam się, że za bardzo nie pomogę. Kiedyś jednak próbowałam i koszty wysyłki wyniosły kilka razy więcej niż cena nowego towaru. Kupując od różnych sprzedających kosztów wysyłki na pewno będzie kilka.
      Pozdrawiam męża! :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...