poniedziałek, 7 grudnia 2015

Prezenty... Ach, prezenty!



Pamiętacie, gdy jako dzieci budziliście się w grudniowy poranek i biegliście do swoich butów, żeby zobaczyć co przyniósł Wam Mikołaj? Ja bardzo dobrze pamiętam tę mieszaninę niepewności, podekscytowania, ciekawości, a wreszcie ulgi i radości. Historia się powtarza. 

O naszym świeckim podejściu do świąt napiszę jeszcze osobno, dziś tylko zaznaczę, że wiarę w Mikołaja uważam za jedno z najpiękniejszych i najbardziej magicznych wspomnień z dzieciństwa. Szczerze wierzyłam w to, że prezenty przynosi grubas z brodą. Przecież one zawsze pojawiały się tak niespodziewanie! Szukałam ich wcześniej w domu, ale nigdy ich nie było! Nieee, to nie mogli być rodzice, w przedszkolu prowadziłam zażarte spory w mikołajowej kwestii. Potem, jak już nie wierzyłam, to udawałam, że wierzę. Nie dlatego, że bałam się utraty prezentów, ale dlatego, że byłby to koniec pewnego etapu, odczarowanie świąt, a na to nie byłam gotowa. 

Chcę, żeby Róża wierzyła w Mikołaja, żeby jej święta, a także cały grudzień były jak najbardziej magiczne, pełne czaru, pięknych wspomnień. Chcę, żeby znajdowała prezenty pojawiające się znikąd. Żadnemu dziecku też jeszcze nigdy nie zaszkodziły drobne, grudniowe groźby w stylu „bądź grzeczna, bo Mikołaj patrzy...”. :) Nie mam pojęcia, czy pojęcie prezentu znaczy cokolwiek dla tak małego dziecka. Bardzo często prezentuję przecież córce nowe książki i zabawki (może zbyt często i zbyt dużo?). Coś jednak jest na rzeczy, przecież pakunki w kolorowym papierze, który można zedrzeć, nie pojawiają się codziennie. Były więc piski, śmiechy, radość i błysk w oczach. Nawet we mnie obudziło się znajome podekscytowanie i zniecierpliwienie, chociaż myślałam, że utraciłam je na zawsze wiele lat temu.

W tym roku nie chowam jeszcze paczek, nie ustawiam ich koło butów, bo Róża nawet by tam nie zajrzała. Położyłam wszystko na dywanie, gdzie mogła je zobaczyć z samego rana. Jako prezenty wybrałam to, co kupiłam wcześniej. Podczas ostatnich porządków związanych z przygotowywaniem pokoików dla dzieci dokładnie przejrzałam zgromadzone zasoby; można by tym zaspokoić intelektualno-kulturalnie kilkanaście placówek wychowawczych. Do tej pory wszystko stało na wierzchu. Teraz zostało sklasyfikowane, spisane i sfotografowane, po czym zapakowane w worki trafiło na strych. Zyskaliśmy nie tylko wiele miejsca, stworzyliśmy także obszerną bazę prezentową na różne okazje, z której czerpać będziemy przez najbliższe dziesięć lat. Tylko książki nadal stoją, nie miałam serca się z nimi rozstawać. W tym roku wyciągnęłam jeszcze coś z wyższych półek, w przyszłym – grzbiety będą już pewnie zbyt znajome, aby udawać, że są nowe. Co chwilę wychodzi jednak tyle wspaniałych nowości, które i tak kupuję, że inspiracji nie zabraknie.

Co więc znalazła Róża „w bucie”? Obowiązkowo książki o świętach. Amerykański klasyk: „The Night Before Christmas” Clementa Moore’a z niesamowitymi ilustracjami Roberta Ingpena (wyd. Palazzo) i świąteczna książeczka do wyszukiwania szczegółów z wydawnictwa Usborne (wersja francuska, a co!). Mamy z tej serii inne części i Róża bardzo je lubi, edycja świąteczna umożliwi nazwanie całego mnóstwa przedmiotów związanych ze świętami. Chciałabym przy okazji oglądania i czytania książek poruszyć nieco gwiazdkowych tematów i myślę, że właśnie nadeszła na to dobra pora. Poza tym coś zgoła innego i bynajmniej nie świątecznego: „Ketchup on Your Cornflakes” Nicka Sharratta (tak, tak, tego samego – KLIK!). Podobną książkę autora – „Big Book od Crazy Mix-Ups” wertowałyśmy ostatnio w nieskończoność, tak uparcie i intensywnie, że musiałam ją schować, nie mogąc już znieść jej widoku. Czas zacząć od nowa. Literaturę polskojęzyczną dumnie reprezentuje kolejny w naszej kolekcji Elmer (z bardzo intrygującym tytułem) i następne dwie części przygód Kici Koci. Dwie wspomniane serie to ostatnio ulubione lektury Róży, wałkowane wielokrotnie każdego dnia i wiedziałam, że coś nowego z udziałem jej ulubionych bohaterów na pewno ją ucieszy. O książkach z pewnością będę jeszcze pisać. 




Są i puzzle. Dopiero co (KLIK!) pokazywałam Wam jak radzimy sobie z zestawami dwu i trzyelementowymi. To już stanowczo za mało! Puzzle Zwierzęta od Granny to strzał w dziesiątkę! Cztery, sześć elementów to dla Róży pikuś, a jeśli na obrazku jest goryl – jej ulubione zwierzę, to hit mamy murowany. Dwunastoelementowe zebry na razie schowałam, ale chyba nie na długo. Wielką zaletą tych puzzli są dołączone obrazki, na których można układać puzzle. Układanka z kogucikiem to dodatek, już ją widzieliście (KLIK!). 


Jest też gra! Znowu Granna, „Pory roku”. To już nasza druga loteryjka z tego wydawnictwa. Pierwsza rozpracowana jest do perfekcji i kolejna, taka z nieznanymi obrazkami potrzebna była niezwłocznie. Wyszukiwanie szczegółów na obrazkach to jedna z ulubionych zabaw naszej córki, a przy okazji rozrywka niezwykle rozwijająca. Obrazki, które można wziąć do rączki zamiast tych wydrukowanych w książce to bardzo miła odmiana. O loteryjkach też na pewno jeszcze napiszę, niech no tylko porządnie weźmiemy się z „Porami roku” do roboty. 


Róża z podarunków był baaaardzo zadowolona, od razu wszystko zostało wielokrotnie przeczytane i ułożone. :) Nawet poranna owsianka została zignorowana w obliczu tak niezwykłych rzeczy dziejących się na podłodze. Kolejna tura w Wigilię! 


















A jak Wasze Mikołajki? Dzieciaki zadowolone z prezentów? Pielęgnujecie wiarę w Mikołaja? 

Koniecznie przeczytaj też:

10 komentarzy :

  1. piękne prezenty ! :) książki sa najlepsze tak samo jak drewniane klocki :)
    ps mamy taki dywan jak Wy tylko że czarny też Wam się go tak paskudnie i ciężko odkurza a łapie wszystkie śmieci w lot ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, odkurza się w porządku. U nas tylko te białe kropki są pełne śladów kocich łap, bo dywan to pierwsze miejsce gdzie przychodzą wracające z ogrodu koty, ale to akurat bardzo indywidualny problem. :)

      Usuń
    2. nasz jest w łapy psa :P ale 3 odkurzacze sierści i wypadającym włosom nie dają rady ...

      Usuń
  2. Świetne prezenty! Już nie mogę doczekać się, kiedy ja za rok będę mogła obserwować mojego Jasia otwierającego prezenty, choć jeszcze z dużą dozą naszej pomocy. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książki to najlepszy prezent dla dziecka ;). Mój synek też znalazł w Mikołajowej paczce książeczki i był ogromnie zadowolony :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta radość w oczach, uwielbiam ją oglądać w oczach mojego rodzeństwa, otwieranie prezentów to największa radość. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. nie obchodzimy Mikołajków tak hucznie, ale powiedziałabym, ze J. wyciągając z butów malutką paczkę LEGO i Mieszanki Studenckiej miał taka samą minę jak Róża na widok prezentów :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja cały czas się waham co do tego, czy utrzymywać mit Mikołaja. Może jest w tym coś magicznego, ale jakoś sama tej magii mikołajowej nigdy nie czułam. Co do prezentów to - nie. Na razie synowi nie podoba się żaden prezent, który mu kupiłam. Ma swoją łyżkę i słoiczek z kaszą gryczaną i niczym innym nie chce się bawić. Poczekam z nowymi zabawkami aż sam zacznie się o nie dopraszać, a tymczasem zbieram dla niego książki na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  7. Niezwykle szczodry był Mikołaj w tym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurcze, mam wrażenie, że chyba tylko u nas się mikołajków nie obchodziło. A przynajmniej nie w taki sposób - dostawałam czekoladowego mikołaja i to wszystko. Ech :/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...