wtorek, 15 grudnia 2015

Rewolucja w zabawie. Klocki


Dlaczego uważam, że klocki do najgenialniejsza zabawka, jaka kiedykolwiek powstała? Przede wszystkim dlatego, że klocki się nie nudzą. Każdego dnia garść niepozornych kawałków plastiku może stać się czymś innym. Dziś jest domkiem, jutro samolotem, pojutrze krwiożerczym wampirem. Siłą rzeczy uwalnia to z dziecka (i nie tylko) ogromne pokłady kreatywności. Ile wyobraźni potrzeba, aby w pozornie przypadkowo dobranych klockach ujrzeć tętniące życie miasteczko albo zagrodę dla zwierząt! Do tego praktyka zdolności konstrukcyjnych, myślenia przestrzennego oraz odgrywania ról.

Klocki to ostatni (po układankach – KLIK! i puzzlach – KLIK!) z trzech filarów, które zrewolucjonizowały naszą zabawę, zamieniając rzucającego wszystkim niemowlaka w myślące i analizujące dziecko.

Oto etapy, przez które przeszliśmy.

Klocki drewniane

To były nasze pierwsze klocki. Wybór tych drewnianych był dla mnie oczywisty; nie mają łączeń, z którymi małe, niemowlęce rączki jeszcze sobie nie poradzą, poza tym to klasyka w czystym wydaniu. Klocki drewniane były w naszym otoczeniu od początku, ich pełne wiaderko, pochodzące jeszcze z czasów mojego dzieciństwa, wciąż leżało w szafie. Potem dokupiłam jeszcze jedno wiaderko klocków bajecznie kolorowych, na dodatek z sorterem w pokrywce. Pamiętam, że zainteresowały Różę, kiedy miała mniej więcej siedem miesięcy. Budowałam dla niej wieżę, a ona ją ze śmiechem burzyła. Mając dziewięć lub dziesięć miesięcy lubiła wkładać i wykładać klocki z wiaderek, po jednym, w niezwykłym skupieniu. Tuż przed ukończeniem pierwszego roku sama nauczyła sie budować wieżę. Na tym się skończyło. Nigdy nie próbowała tworzyć bardziej skomplikowanych konstrukcji, obecnie wyciąga klocki tylko wtedy, gdy ja zainicjuję zabawę nimi, czasami wysypuje wszystko z wiader i na tym sprawa się kończy.

Zastanawiam się czy czas drewnianych klocków już minął, czy dopiero nadejdzie. Czy mają szansę zdobyć przewagę nad Duplo? Z pewnością obyłybyśmy się bez nich, nie mieć jednak w domu przynajmniej jednego zestawu brzmi smutno, niemal jak zmarnowane dzieciństwo. 






Klocki plastikowe

Rozróżniam je od Duplo, o których za chwilę, a które też są przecież plastikowe.

Mamy zestaw dużych klocków z firmy Wader, choć firm produkujących podobne produkty jest mnóstwo. Nasze są marnej jakości, łatwo je wygiąć, a nawet złamać. Nie są zbyt ładne i nie mają w zestawie olśniewających figurek. Nie trzeba ich dopasowywać precyzyjnie, przez co łączenie klocków jest łatwiejsze niż w Duplo, wystarczy wetknąć klocek na jakiś wystający element; będzie się trzymać. Podejrzewam, że gdyby Róża nie poznała czym jest Lego, to chętnie bawiłaby się innymi klockami, odkąd jednak na podłodze zagościło Duplo – sprawa stała się przegrana.

Dzisiaj nie korzystamy z nich już wcale. Tata zbudował z nich dla Róży kilka zabawek i te stoją w stanie niezmienionym od kilku już miesięcy.





Duplo

Nie jestem pewna co jest w nich takiego niezwykłego. Wśród zalet wyróżnić można te najbardziej przyziemne: mocny plastik, który wytrzyma wszystko. Po kilkudziesięciu (sic!) latach używania nie widać na nich jakiegokolwiek śladu zużycia. Są też uniwersalne. Można je łączyć z innymi zestawami tej samej firmy i wszystko pasuje zawsze jak ulał. Pozwala to na rozbudowywanie kolekcji, tworzenie coraz bardziej zaawansowanych budowli. Duplo to także styl, wygląd; na pierwszy rzut oka widać różnicę. Aż chce się człowiekowi bawić tymi ślicznymi, małymi figurkami zwierzaków.

Pierwsze wprawki z Duplo poczyniła Róża mając niewiele ponad rok. Dałam jej wówczas kilka klocków, które nauczyła się łączyć. Większego zainteresowania jednak nie wzbudziły i traktowane było jak jeden z wielu gratów pokrywających podłogę w czasie zabawy.

Zainteresowanie dostrzegłam nieco później, Róża miała wówczas 15 miesięcy. Zaczęła budować, gromadzić klocki w jednym miejscu, wyławiać je spośród innych przedmiotów. Ćwiczyła łączenia, sprawdzała jakie kombinacje zachowują równowagę, a które upadają. Budowała sobie prowizoryczne samochodziki, którymi później jeździła po podłodze. Wkrótce zaczęły interesować ją otwierane drzwiczki, klocki z oczami. Na początku jej konstrukcje pięły się do góry. Jedyne, co potrafiła zbudować to coraz wyższe wieżyczki. Z czasem zaczęła budować także wszerz, zaczęła wykorzystywać figurki, klocki z obrazkowymi elementami. Niedawno zbudowała już coś takiego! 


Klocki potrafią ją zająć na długi czas i, co najważniejsze, nie potrzebuje do tej zabawy nikogo innego. Bawi się sama! Buduje abstrakcyjne konstrukcje, a potem w dla siebie tylko widzialnej rzeczywistości manewruje figurkami. Trudno jednak zostawić ją samą przy zabawie; Duplo to coś jeszcze. To także niesamowita frajda dla rodziców. Tworzenie konstrukcji z tych klocków sprawia mi naprawdę mnóstwo radości. A gdybyście tylko zobaczyli mojego męża! Niejednokrotnie zdarzało się, że Róża znużona zabawą zajmowała się czymś innym, a on dalej siedział nad klockami i budował. Bywa, że Młoda idzie spać, a my jeszcze kończymy nasze domki i pojazdy.

Z Duplo jest jeden wielki problem: są bardzo, bardzo drogie. Na dodatek nawet jak już człowiek wyda te dwie stówy za zestaw klocków i przyniesie do domu obiecujące, naprawdę wiele pudło, to doznaje ogromnego rozczarowania, kiedy wypada z niego zaledwie garstka klocków. Naprawdę! W mniejszych zestawach (takich za kilkadziesiąt złotych) znajduje się najczęściej zaledwie kilkanaście elementów. To niesamowicie frustrujące!

Nasze dwa pierwsze zestawy to... moje klocki z dzieciństwa! Dwa wielkie pudła po brzegi wypełnione klockami przetrwały kolejne pokolenie, a mam wrażenie, że wcześniej należały jeszcze do kogoś innego. To taki nasz zestaw startowy; jest tu dużo prostych klocków w czterech podstawowych kolorach, klocki z kołami, oczy, kilka figurek. Taka ilość jest na razie wystarczająca, kto jednak raz zasmakował w Lego chce mieć ich więcej i więcej, tym bardziej, że im więcej klocków, tym lepsza zabawa. Najbliższe święta są wspaniałą okazją do poszerzenia kolekcji. Od różnych członków rodziny Róża dostanie kilka pięknych zestawów Duplo, pokażę je za jakiś czas. 















Nie trzeba chyba klocków nikomu polecać; to zabawka, która przetrwała pokolenia i która na pewno znajduje się w każdym domu z dzieckiem. Pewnie nie ma jednego słusznego wyboru i każdy musi odkryć co pasuje mu i dziecku najbardziej. Ważne, żeby budować, coraz wyżej i dalej! 

Koniecznie przeczytaj też:

9 komentarzy :

  1. Przerabiamy te same etapy. Klocki nie Duplo już dawno odstawione. Na szczęście etap na drewniane puzzle jeszcze trwa. Lubi i radzi sobie manualnie,a puzzle tekturowe nawet mające mniejszą ilość elementów córcię frustrują ,bo nie może dopasować na złączeniach.
    Dupko nie do zdarcia tylko zdzierają po kieszeni. My musieliśmy zainwestować, bo oboje nigdy w dzieciństwie Duplo nie mieliśmy (standardowe Lego już tak). Jestem ciekawa w jakim wieku jest Róża? Moja córeczka ma 2lata i 3m i przeżywa fascynację lego ale raczej pojazdami, ludzikami i zwierzątkami. Nic nie buduje, nawet nie próbuje 😐

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 19 miesięcy,  po prawej jest suwak z dokładnym wiekiem. :) A budujecie razem z nią? Pokazywaliscie jej, że można z klocków stworzyć coś fajnego? Bo u nas to budowanie to po prostu naśladowanie naszych zachowań, tak myślę. Poza tym w końcu na pewno zacznie. ;)

      Usuń
    2. Budujemy, budujemy, może się rozleniwiła bo tylko 'tata garaż' 'mama zamek'a sama nie chce, bawi sie raczej w opowiadanie historii miedzy ludzikami, a gada i gada. Każde dziecko jest inne :-)

      Usuń
    3. Budujemy, budujemy, może się rozleniwiła bo tylko 'tata garaż' 'mama zamek'a sama nie chce, bawi sie raczej w opowiadanie historii miedzy ludzikami, a gada i gada. Każde dziecko jest inne :-)

      Usuń
    4. Budujemy, budujemy, może się rozleniwiła bo tylko 'tata garaż' 'mama zamek'a sama nie chce, bawi sie raczej w opowiadanie historii miedzy ludzikami, a gada i gada. Każde dziecko jest inne :-)

      Usuń
  2. u nas drewniane + piankowe (i odrobina Wadera) pozwoliły sprawnie pominąć etap Duplo, ale być może między innymi Jane w fazę fascynacji Lego wkroczył z ogromnym zapałem i obecnie (jako świeży 5-latek) z palcem w nosie rozkminia zestawy z [bezsensownym] opisem 9-12 oraz Lego Technic - i to niemal codziennie
    także klocki, jak najbardziej, mamy... wszędzie :D
    ale najlepsze jest to, ze te najstarsze (między innymi takie jak wasze "dźwiękowe" Eichhorny, Bajo i -najlepsze!- te najprostsze ala Jenga) wcale nie poszły w odstawkę, bo świetnie pasują do tworzenia dworców przy uwielbianych od lat drewnianych torów - do których, wiadomo, łatwo dopasować pojazdy Lego własnej konstrukcji ;)
    pamiętam jak kiedyś przez moment się bałam, że nie ciągnie go budowanie, kombinowanie, kreowanie - wystarczyła chwila, odrobinę dorósł i załapał - klocki rządzą!
    może Róża tez jeszcze doceni możliwości zwykłych sześcianów, ale jak nie, to przecież i tak się u Was nie zmarnują :)
    a tata pewnie nie może się doczekać, kiedy wyjmie swoje stare Lego? u nas kuno każdego nowego kompletu to małe święto dla obu chłopców :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tata nie ma!!!! Ja za to mam! Ogromne wiadro i zestaw ze strażą pożarną. :D Ale na razie nie przeszkadzają mi te duże Duplo, lubię je, większe budowle z nich powstają. :)

      Usuń
  3. Mój siostrzeniec uwielbia klocki - zwykłe najprostsze, za parę grodzy kupione w markecie. Ale teraz na gwiazdkę kupiłam mu porządne, drewniane, plus kolejkę na szynach. Mam nadzieję, że będzie radocha.
    Same klocki są świetne - rozwijają wyobraźnię dziecka :) Chociaż młody woli, kiedy sami coś z klocków zbudujemy, a on może to zniszczyć :D Taka fajna zabawa z dwulatkiem... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Klocki są ponadczasowe! :) Bawiłam się nimi ja i będą nimi bawiły się moje dzieci. Na pewno minie jeszcze trochę czasu, zanim będę mogła sprezentować Jasiowi klocki, ale na pewno nadejdzie ten czas (i to szybciej niż myślę), a przy okazji zakupię je również chrześniaczce. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...