piątek, 11 grudnia 2015

Siódmy miesiąc ciąży





Wiecie co w poprzedniej ciąży stało się moim największym problemem w związku z rosnącym brzuchem? To, że straciłam bardzo wygodne miejsce do trzymania laptopa. Miałam wtedy naprawdę sporo wolnego czasu. Studia i nauka pochłaniały większość moich dni, wracałam jednak wieczorem do domu, brałam kojący prysznic i opadałam na wygodne posłanie mojego łóżka, aby delektować się najnowszym odcinkiem Supernatural albo Revenge. To były czasy! Tymczasem zaczynam trzeci trymestr ciąży, nieprzyjemne dolegliwości powoli się zaczynają i niestety nie są one związane jedynie z problemami natury serialowej.

Dane techniczne:

Waga: 66 kg (+6 kg; zadziwia mnie, że tyję, że przybieram na wadze i kilogramy lecą w zastraszającym tempie. Może nic w tym niezwykłego, ale w poprzedniej ciąży nie tyłam. Tym razem dobiję z przyrostem do dwucyfrowego wyniku).

Obwód brzucha: 96 cm (+32 cm)

Rozstępy i zmiany skórne: jeden mały, nadal bezbarwny, rozstęp nad pępkiem, czyli bez zmian od ostatniego miesiąca (KLIK); żyły na powierzchni całego ciała, zwłaszcza na brzuchu, coraz bardziej widoczne

Apetyt: normalny, jak przed ciążą

Dwa tygodnie temu Szymon ważył już 1200 gramów. Wciąż jest duży, większy niż wiek ciąży wskazuje. Ułożony jest głową w dół. 

Wspólnie oczekujemy na przyjście dzidziusia. :)

Brzuch

Rośnie, choć nie w tak zastraszającym tempie jak w zeszłym miesiącu. Jest jednak wyraźnie cięższy. Nie mogę już zbyt wiele czasu spędzać leżąc na plecach. Przewracanie się z boku na bok nie jest jeszcze utrudnione, ale czuję, że już bardzo niedługo nadejdzie ten przykry moment. Zdarzają się jednak problemy. Coraz trudniej mi na przykład nosić Różę. Choć panie w żłobku złapałyby się pewnie za głowy, to tak, zdarza mi się jeszcze nosić moją córkę, nawet dosyć często. I nie mówię tu o potrzebie szybkiego się przemieszczenia w sklepie, na parkingu i w innych miejscach tego rodzaju. Także w domu, przynajmniej kilka razy dziennie, Róża potrzebuje wzięcia na ręce, o nocnych pobudkach nie wspominam. Brzuch coraz bardziej utrudnia mi te czynności i nie mam pojęcia co zrobię za miesiąc albo za dwa.

Kopniaki, przekręty i wygibasy stały się już bardzo mocne. Zdarzają się kopniaki w żebra, bywa, że ruchy są dla mnie bolesne. Pojawia się jednak też to, co najpiękniejsze. Pojedyncza, nie do końca zidentyfikowana kończyna wypchnięta nagle wysoko, wyróżniająca się na powierzchni brzucha tak mocno, że można ją złapać i przez chwilę przytrzymać.

Róża uwielbia tulić się do brzucha. Przystawia ucho do pępka, mówi do brata, przynosi swoje ubranka i przykłada je do brzuszka. To wspaniałe momenty!

Nowych rozstępów brak. Hurra!

Sen

Problemy ze snem to coś, co najbardziej dotyka mnie w ostatnim czasie. Budzę się około czwartej lub piątej nad ranem, bo mój pęcherz znajduje się już wtedy w stanie krytycznym. Wstaję i po powrocie z łazienki nie mogę zasnąć. Nie chodzi o niewygodę, bo na razie ciągle nie jest źle. Po prostu jestem rozbudzona i bardzo mi trudno ponownie zapaść w sen. Wszystko trwa godzinę, czasami dwie. Pamiętam, że w pierwszej ciąży było tak samo i stan ten niestety utrzymał się aż do końca. Niezliczoną ilość audiobooków wysłuchałam w te bezsenne noce. Lubiłam ten czas; był chwilą relaksu, kiedy nic nie musiałam i w spokoju oddawać mogłam się lekturze. Wiedziałam, że za kilka godzin znowu zasnę i będę spała tak długo, jak tylko będę miała ochotę. Nic też nie stało na przeszkodzie drzemki w ciągu dnia, jeśli miałoby mi to pomóc. Teraz jest inaczej. Nerwowo odliczam godziny, sprawdzając ile czasu na sen mi jeszcze pozostało i żałując każdej upływającej minuty. Wiem o której wstanie Róża i wiem też, że wyrwie mnie wtedy z bardzo głębokiego snu, którego mój organizm się domaga. W ciągu dnia nie będzie czasu na drzemkę, bo Róża zrezygnowała z nich już niemal całkowicie. Dalej słucham audiobooków, bo przecież coś robić trzeba, ale to już jednak nie to. W rezultacie jestem znowu bardzo zmęczona i ciągle niewyspana. Zastanawiam się skąd taka reakcja organizmu, który jest przecież zmęczony, a mimo to nie potrafi zasnąć. Czyżby było to naturalne przygotowanie do nocnego wstawania za kilka miesięcy? Jeśli tak – jesteśmy na dobrej drodze.

Od kilku tygodni męczy mnie też przedłużająca się infekcja. Katar i kaszel nie chcą minąć i dodatkowo utrudniają mi sen, którego paradoksalnie potrzebuję jeszcze więcej. O tym napiszę jednak  osobno.

Inne

Mimo regularnie przyjmowanego magnezu nocne skurcze nóg stały się regułą. Nadwyrężone mięśnie bolą jeszcze przez cały dzień.

Dziąsła bolą mnie jak jasna cholera! 

Bardzo sporadycznie zaczęła występować u mnie zgaga. W pierwszej ciąży pojawiła się zaledwie kilkukrotnie i to po zjedzeniu takiego żarcia (jedzeniem tego nazwać nie można), że każdy, bez względu na stan błogosławiony, skręcałby się z bólu. Teraz też nie jest regułą, pojawia się po potrawach z pomidorów, zazwyczaj zjedzonych wieczorem. Jeśli będę uważać – da się żyć.

Najważniejsze na koniec: przestałam karmić piersią! Róża odstawiła się sama. Oczywiście kilka miesięcy temu cały proces trzeba było przeprowadzić na naszych warunkach (pisałam o tym TUTAJ), od pewnego czasu jednak pozostało nam już tylko karmienie wieczorne. Pewnego razu Róża nie poprosiła o cyca, a ja jej o tym nie przypominałam. Przytuliła się do mnie, ja jej śpiewałam, a ona zasnęła. Ot, tak. Teraz zasypia w ten właśnie sposób. Odstawienie to zdecydowanie sprawka ciąży; mleka było mało i siłą rzeczy cały rytuał przestał być dla Róży atrakcyjny. Mam mieszane uczucia. Przede wszystkim jestem w szoku! Nie spodziewałam się, że samoodstawienie jest u nas możliwe, kompletnie się na to nie zapowiadało. Przez dwa dni czułam delikatną melancholię, może nawet smutek, że to już koniec, potem jednak odetchnęłam z ulgą. Przede wszystkim ze względu na korzyści doraźne. Bolesność piersi znowu stała się nie do zniesienia, podoba mi się też nasz nowy wieczorny rytuał: czytanie, śpiewanie, przytulanie. Najważniejsza zmiana dotyczy jednak przyszłości. Nie będzie tandemu, nie będę karmiła dwójki dzieci. Taką mam przynajmniej nadzieję. Na razie, kiedy oglądamy książeczkę o farmie i pytam Różę kto daje mleko, odpowiedź jest jedna: mama. ;)


Poprzednie miesiące:

Koniecznie przeczytaj też:

6 komentarzy :

  1. Ale cudownie rośnie maleństwo! <3 Dużo zdrówka Wam życzę. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to możliwe, że przybyło Ci centymetrów w brzuchu, a w talii nic?! Mi wystarczy, że przybędzie 1 kg z jakiegokolwiek powodu, a wszystko odkłada się w formie pięknej oponki. Naprawdę zazdroszczę, ja jeśli kiedyś będę w ciąży, pewnie przytyję ze 20kg i będę to zrzucać przez kolejne 5 lat :P
    I gratuluję zdrowo rozwijającego się maluszka! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No, no ładny masz już brzuszek :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Słodkie są takie zdjęcia jak na samym dole :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale duży ten brzuszek :) Śliczny - TY taka szczuplutka, pewnie jak mały będzie szalał w brzuchu to będzie nieźle czuć i widać !

    OdpowiedzUsuń
  6. Szymek! Jak ładnie :) A Ty nadal masz figurę, oprócz brzuszka oczywiście :) ale coś mi się zdaje, że zaraz po porodzie będzie z Ciebie laska :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...