poniedziałek, 29 czerwca 2015

Prawdziwa „Gra o tron”? „Królowie przeklęci” Maurice Druon (tom I)

Królowie przeklęci (tom I)
Maurice Druon
Wydawnictwo Otwarte
Tłumaczenie: Adriana Celińska
Stron: 720

Nie powinno się zapominać o dobrych książkach i właśnie pojawiła się okazja, żeby sobie przypomnieć kilka z nich. Coś dla miłośników powieści historycznych, krwawych kaźni, dworskich intryg i sekretów.

czwartek, 18 czerwca 2015

"Mapy" Aleksandra i Daniel Mizielińscy



Jakiś czas temu, kiedy dość mocno zachłysnęłyśmy się książkami Joëlle Jolivet i wyrazy tego zachłyśnięcia opisywałam TUTAJ, w mojej głowie zaświtała myśl nieprzyzwoita i zuchwała, która zmroziła nawet mnie samą; a może czas na Mapy...?

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Samochodowe-love!


Upodobała sobie moja córka samochody. I te zabawkowe, i na obrazkach, i wreszcie – prawdziwe, buchające spalinami i warczące wrrrrrrr! Małymi – jeździ po podłodze, szafkach, mamie, tacie i kocie. W prawdziwym aucie koniecznie musi stanąć przy kierownicy, „włożyć” kluczyk do stacyjki, pokręcić gałką przy radiu.

czwartek, 4 czerwca 2015

W oparach absurdu...



Od jakiegoś czasu raczymy się absurdalnym humorem. To znaczy ja się raczę, bo Rózia chyba jeszcze za bardzo nie rozumie o co chodzi. Ona lubi rytmiczne teksty i rymy, a skoro można połączyć jedno z drugim, to czemu nie zafundować sobie takiej drobnej przyjemności?

wtorek, 2 czerwca 2015

Czym się różni owca od kostery?



Róża nigdy nie widziała owcy. W ogóle jak na wiejskie dziecko jej doświadczenia z gospodarskimi zwierzętami są niewielkie i ograniczają się na razie do rozmazanych krów widzianych zza szyby pędzącego wybojami samochodu i kurczaka pływającego w rosole. Pojęcia takie jak świnia albo baran są dla niej całkowitą abstrakcją. Mimo to bohaterami większości z jej książek są ciągle te same zwierzęta, urozmaicone czasami elementem afrykańskim. Wie jakie wydają odgłosy, wie, że niektóre dają mleko, a inne jajka; zna je na wylot. Czy uda jej się kiedykolwiek zobaczyć kosterę? Z dużym prawdopodobieństwem nie, tak samo jak kanczyla, łuskowca albo lotokota filipińskiego, jednak czy to oznacza, że nie może też wiedzieć co te nazwy oznaczają? Kiedy dziecko staje się „wystarczająco duże” na to, żeby zdobyć wiedzę większą niż w przewidzianych dla niego publikacjach pełnych „kaczuszek” i „świnek”? I czemu ci dziwni, nadambitni rodzice zabierają jego beztroski czas zabawy i męczą tymi głupotami, które do szczęścia mu przecież niepotrzebne? 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...