poniedziałek, 25 stycznia 2016

Gdzie i jak kupować książki (obcojęzyczne) i na co zwracać uwagę. Poradnik dla skąpych i chciwych



Zasypujecie mnie mailami*, w których pytacie o książki po angielsku. Często je czytamy i sporo z nich pokazuję na blogu. Pytacie gdzie i jak je kupić. Otrzymuję komentarze, że książki są świetne, ale drogie. Barierą jest też to, że nie można ich kupić w zwykłej, polskiej księgarni. Nie musi tak być! Nie musi być trudno i przede wszystkim – nie musi być drogo. Jako osoba bardzo skąpa i bardzo chciwa nie pozwalam sobie na to, żeby za książkę zapłacić za dużo. Zapraszam do lektury tego zwięzłego poradnika jak i gdzie kupować, żeby nie przepłacić, a żeby cieszyć się wspaniałymi książkami dla siebie i swoich dzieci.

[*Haha, każdy chce się czasami poczuć jak wpływowa blogerka i napisać, że jest zasypywany mailami. W rzeczywistości przez ostatni rok dostałam z dziesięć takich maili i mniej więcej drugie tyle zapytań na fejsie. Ale hej! To chyba wystarczy, żeby napisać o tym post, nie? :) ]

Choć post ma dotyczyć przede wszystkim książek obcojęzycznych, to wspomnieć muszę też o naszych rodzimych publikacjach. Tak, książki są drogie i nie zamierzam z tym dyskutować, można jednak podczas zakupów znacznie zaoszczędzić.

Czego unikać? Księgarni stacjonarnych. Lubię spacerować po Empiku i oglądać nowości, ale bez względu na to, jak bardzo podoba mi się książka i jak bardzo chcę ją mieć teraz, natychmiast – nigdy bym jej nie kupiła w regularnej cenie. Nawet, kiedy widzę obcych ludzi tak postępujących – przechodzą mnie ciarki.

Gdzie kupować? Księgarnie internetowe? Niekoniecznie. Ceny tam są niewiele niższe niż w stacjonarnych, doliczyć należy jeszcze koszty wysyłki. Nie warto! Jest jednak coś jeszcze – dyskonty książkowe! Rzecz stosunkowo nowa, która w ostatnim czasie bardzo się rozwinęła. Najpierw był Aros.pl, o którym pieśń pochwalną wyśpiewałam już TUTAJ. Teraz jednak powtórzę raz jeszcze – uwielbiam tę księgarnię! Ich ceny to bajka! -30% to reguła, ja jednak, jako skąpa i chciwa, czekam na więcej. Kilka razy w roku Aros robi promocję i niemal wszystkie książki przecenione są o 35%. Wysyłka jest tania, a realizacja zamówienia – błyskawiczna! No i ta dostępność! W Arosie jest wszystko, nigdy nie zdarzyło mi się jeszcze nie znaleźć tam tego, czego szukam. Oprócz książek są gry planszowe, tak tanie jak nigdzie, i artykuły biurowe (niedawno kupiłam tam bardzo korzystnie bloki techniczne).

Są i inne dyskonty, choć – mam wrażenie – od niedawna. Znam Nieprzeczytane.plCzytam.plMestro.pl. W żadnej z nich jeszcze nigdy nie robiłam zakupów. Ceny mają niskie – czasami niższe niż na Arosie (choć niewiele), ale dostępność książek ciągle kuleje. Odkąd wiem o istnieniu tych księgarni, robiłam zakupy już kilkukrotnie i za każdym razem nie znajdowałam w nich czegoś, co koniecznie mieć musiałam (gier też nie mają!). Padało więc na Arosa. Nie wykluczam jednak zakupów w innych dyskontach w przyszłości. 

Gdzie jeszcze kupuję? Swoje duże, przedświąteczne zakupy zrobiłam w księgarni ŚwiatKsiążki.pl. Weszłam tam zupełnie przypadkiem i okazało się, że wszystko to, czego potrzebuję przecenione jest o 35-40%! Nie wiem czy to przypadek czy regularne rabaty, ale porównując swoje koszyki (zawsze to robię!) – Aros mógł się schować! Na dodatek księgarnia oferuje darmową wysyłkę do swoich salonów. W przyszłości na pewno będę porównywała ceny książek także tam.

Zdarza mi się też kupować na Matras.pl. Rzadko, zazwyczaj wtedy, gdy chcę mieć szybko, natychmiast po premierze jedną-dwie książki, bez czekania na promocję w ukochanym dyskoncie. Ceny w Matrasie są dobre, zazwyczaj obniżone o 25% (co kiedyś by mi odpowiadało, ale skoro można mieć 35% to po co przepłacać?). Do tego można sobie dołożyć dodatkowe 5% (rabaty się łączą!) za recenzję na stronie. Wystarczy o książce napisać kilka zdań, a jeszcze tego samego dnia otrzymamy kod upoważniający do 5%-owego rabatu. Daje nam to w sumie 30% i darmową wysyłkę do salonu, w którym książkę odebrać możemy już następnego dnia. Jeśli komuś się spieszy – warto.

Zostawmy jednak naszą polską rzeczywistość i skupmy się na tym, o czym być miało:

Gdzie kupować książki obcojęzyczne?

Możliwości jest wiele, ale jako skąpi i chciwi od razu odrzucić musimy niektóre z nich. Nigdy więc, tak jak w przypadku polskich książek, nie robię zakupów w księgarniach stacjonarnych. Można tam zamówić praktycznie wszystko, ale ceny są niestety nie do przejścia. Wyjątkiem jest tu TK Maxx. O ile nie znoszę odzieżowej, wcale nie taniej części tego sklepu, o tyle zawsze zaglądam do książek. Wybór jest tam bardzo ograniczony, ale często widuję Julię Donaldson i kilku innych ciekawych autorów w bardzo korzystnych cenach. Poza jednak tym jednym miejscem, znacznie lepszym pomysłem będą księgarnie internetowe.

Moją ulubioną, w której często kupuję jest KrainaKsiążek.pl. Ceny są nieduże, a obsługa i czas realizacji zamówienia – bez zarzutu. Bardzo lubię też BookDepository.com. Ceny bywają tam najniższe, na dodatek sklep oferuje bezpłatną wysyłkę do Polski i, co bardzo ważne w przypadku płatności kartą debetową, płatność w polskich złotych (unikamy wtedy opłaty za przewalutowanie). Małą księgarenką, z bardzo ograniczonym asortymentem, jest Kertas.pl. Asortyment jest jednak niezły; wiele ciekawych artykułów edukacyjnych dla dzieci: książki, gry, sporo wydawnictwa Usborne; ceny dużo niższe niż w innych sklepach. Nie polecam natomiast księgarni BookCity.pl. Ceny są zawyżone (każda książka, w porównaniu z Krainą  Książek, jest droższa o kilka złotych), mam także przykre doświadczenia z obsługą. Robiłam tam zakupy zanim odkryłam Krainę Bookdepository i wielokrotnie zdarzało się, że realizacja zamówienia się przeciągała (zamiast obiecanych 2-4 tygodni – 3 miesiące), po czym otrzymywałam informację, że książki, na której mi zależy, jednak nie ma. Brak dostępności oferowanego towaru był stałą zagrywką sklepu.

A co z wydawnictwem Usborne? Zdobywa ono u nas coraz większą popularność, pojawiło się sporo pośredników oferujących ich produkty. To polskie firmy, czasami osoby prywatne, które pośredniczą w zamówieniach książek bezpośrednio u wydawcy. Jeśli śledzicie książkową blogosferę, to na pewno kojarzycie kilku takich pośredników, bo dość mocno reklamują się na blogach. W Wielkiej Brytanii bycie pośrednikiem Usborne to całkiem popularne zajęcie, które porównać można do konsultantki Avon. Panie (najczęściej), które się tym zajmują organizują pokazy w prywatnych domach, otrzymują egzemplarze pokazowe i tak dalej (sporo tego można znaleźć na Youtubie, bo to jedna z form ich promocji). Nigdy nie zamawiałam niczego z ich oferty i raczej tego nie zrobię. Ceny są zbliżone do tych w księgarniach, a czasami nawet nieco wyższe (a więc detaliczne, bez rabatów). Konsultanci oferują jeszcze pomoc w wyborze książek i materiałów, dopasowanie ich do wieku dziecka, ale ja akurat ofertę Usborne mam w małym palcu i taka pomoc mi niepotrzebna. Poza tym strona internetowa wydawnictwa – KLIK! – jest tak znakomicie skonstruowana, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. 

Jaka jest alternatywa dla polskich księgarni? Oczywiście zakupy u źródła, czyli w księgarni zagranicznej, a jeśli tak, to w grę wchodzi jeden tylko gigant: Amazon. Mowa tu o brytyjskim Amazonie --> Amazon.co.uk. Na żadnym innym (ani amerykańskim, ani francuskim; choć kupuję książki z tych krajów) nie robiłam zakupów. Amazon to rewelacyjna obsługa, niepowtarzalna dostępność, a przede wszystkim – bardzo niskie ceny. 



Porównajmy ceny z kilku omawianych przeze mnie księgarni: 





Gdzie ja kupuję książki? To zależy. Publikacje brytyjskie – tylko na Amazonie! Także książki po francusku kupuję właśnie tam, ponieważ cena, w porównaniu z tą na Amazonie francuskim, jest ujednolicona. Jeżeli cena książki nie jest dużo niższa – wybieram Krainę Książek. Zazwyczaj ma to miejsce w przypadku publikacji amerykańskich, które jakimś dziwnym trafem są tam tańsze niż za granicą. 

Na co zwracać uwagę kupując w księgarni internetowej?

Decydując się na polską księgarnię internetową na uwadze trzeba mieć siłę naszej waluty. Zerknijmy więc na aktualny kurs funta lub dolara. Ceny w księgarniach zmieniają się codziennie i uzależnione są właśnie od pozycji obcej waluty. Zazwyczaj jest to różnica kilkunastu-kilkudziesięciu groszy, jednak te grosze po kilku już dniach zamienić się mogą w złotówki, co przy większych zakupach stanowi ogromną różnicę. Jeśli więc funt ma akurat górkę – poczekajmy.

Jak kupować na Amazonie?

Przede wszystkim: polować na promocje. Ceny na Amazonie mają to do siebie, że się zmieniają. Czasami przez kilka tygodni kwota pozostaje ta sama, a czasami w ciągu jednego dnia mamy aż trzy zmiany. Amazon oferuje spore promocje, jednak są one zazwyczaj mocno ograniczone w czasie (czasami tylko na jeden dzień). Jak śledzić zmianę cen? To proste! Nie trzeba za każdym razem odwiedzać strony z każdą książką. Wystarczy dodać interesujące nas pozycje do koszyka. Jeżeli ceny się zmienią, to po wejściu do koszyka, na górze, pojawi się taka informacja. Kiedy ja robiłam większość moich zakupów, obowiązywała jeszcze darmowa wysyłka do Polski, można więc było zamawiać bezkarnie wybrane tylko tytuły. Obecnie, sam koszt wysyłki (do Polski 4 funty; tabela dostępna TUTAJ) jest na tyle wysoki, że nie opłaca się zamawiać jednej lub dwóch pozycji tylko dlatego, że cena jest niższa o funta. Szkoda. 

Tym razem nie miałam szczęścia... ;) 

Kiedy promocja jest duża, a kiedy nie? Ceny na Amazonie są zawsze znacznie korzystniejsze niż w polskich księgarniach. Publikacje z wydawnictwa Usborne i innych brytyjskich wydawnictw nie są sprzedawane w regularnych cenach, ale z przynajmniej 25%-owym rabatem. Dla mnie, skąpej i chciwej, to jednak nadal za mało! Ceny popularnych publikacji bywają zazwyczaj jeszcze niższe (40-50%). Jeżeli mi na czymś zależy i przez dłuższy czas cena nie spada – kupuję. Warto jednak uzbroić się w cierpliwość, ponieważ zdarzają się większe rabaty, nawet do 70-80%! Wiele interesujących pozycji udało mi się ustrzelić w tak korzystnych cenach. Codziennie zaglądać należy do koszyka i śledzić zmiany cen, ponieważ tak duże promocje są zawsze niezapowiedziane, krótkie (jednodniowe) i bardzo wybiórcze (nie ma promocji na całą literaturę dziecięcą, ale na jeden, konkretny tytuł). 

Aktualny rabat pokazany jest zawsze przy cenie.

Na przykład książka, o której niedawno pisałam (KLIK!). Obecnie – droga, mnie jednak udało się ją kupić znacznie taniej. 




Kupowanie na Amazonie nie jest trudne i nie należy się go bać. Po dodaniu do koszyka wszystkiego, czego potrzebujemy, przechodzimy standardową procedurę: podanie adresu, wybór dostawy (zawsze wybieram najtańszą opcję: Standard Delivery) i płatności. To płatność budzi największe wątpliwości, ponieważ na Amazonie płacić można wyłącznie kartą, podając jej numer na stronie (u nas to ciągle niezbyt popularna metoda). Kiedyś było trudniej, ponieważ wymagana była wypukła karta kredytowa, która nie jest standardowo wydawana w polskich bankach. Obecnie wystarczy przeciętna karta debetowa.

Potem już tylko czekamy na kuriera, nie za długo; Amazon jest szybki. Zazwyczaj książki wysyłane są w kilku paczkach; jeśli sklep skompletuje część naszego zamówienia szybciej – wysyła partię tę na własny koszt. Bardzo szczegółowy stan realizacji zamówienia można śledzić w swoim panelu klienta. Paczki są należycie zabezpieczone, a opakowania w całości przeznaczone do recyklingu (papierowe taśmy klejące i sznurek). Towar można bez problemu oddać, wymienić lub reklamować, ja jednak nigdy nie musiałam tego robić.


Kupując obcojęzyczną książkę dla dziecka pamiętaj:

Praktyka wydawnicza w krajach anglosaskich jest inna niż u nas. Niemal każdy tytuł wydawany jest tam od razu w kilku wersjach. Mamy więc oprawę miękką i twardą oraz wersję całokartonową. Jeśli książka zdobywa popularność albo napisał ją dobrze sprzedający się autor powstaje też wersja pop-up (z trójelementowymi elementami) i książeczka dźwiękowa (w takich publikacjach oryginalny tekst jest często niepełny, skrócony). Do tego tematyczne kolorowanki i wycinanki (często zatytułowane dokładnie tak samo jak oryginalna wersja). Ta sama książka może być wydawana przez kilka różnych wydawnictw, a tym samym różnić się formatem i ilością stron (tu szczególnie uważać należy na tzw. „Little library”, ponieważ są to naprawdę malutkie, kilkucentymetrowe zaledwie książki). Kupując książkę trzeba więc dokładnie przejrzeć informacje na jej temat, porównać numer ISBN-13, ponieważ na pierwszy rzut oka wszystkie te wersje wyglądają tak samo. 

Info o książce

Warto mieć także na uwadze kraj, w którym wydana została książka. Wersje amerykańskie książek brytyjskich są zmienione, liczyć należy się z tłumaczeniem wielu brytyjskich fraz na te amerykańskie. Czasami to bez znaczenia, ja jednak raz nacięłam się w ten sposób na amerykańską Julię Donaldson, której tekst został drastycznie zmieniony.

***

Mam nadzieję, że wszyscy bibliofile i miłośnicy gromadzenia książek znaleźli odpowiedzi na nurtujące ich pytania i z tym większą łatwością ruszą na zakupy. Warto kupować dzieciom książki obcojęzyczne, zwłaszcza że wcale nie musi to oznaczać ogromnych wydatków.

[Post nie jest sponsorowany przez żadną z księgarni, polecam, jak zwykle, z dobroci serca. Amazonie! Jeśli to czytasz – odezwij się w sprawie reklamy! Chętnie podejmę współpracę!] :)

6 komentarzy :

  1. To dla mnie ten poradnik, prawda? Bo ciągle Ci głowę zawracam. :-) Ale baaaaardzo mi się on przyda, wszystko mam wreszcie w jednym miejscu! W końcu rzucę się na Amazon! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko dla Ciebie. :) Ale cieszę się, że się przyda! :)

      Usuń
  2. Ja najczęściej kupuję w TK Maxx, często też w lumpeksach są bardzo tanie książeczki obcojęzyczne. Oprócz tego oczywiście księgarnie językowe i brytyjski Amazon od czasu do czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny poradnik, dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nota bene, ja sporoe zakupy robiłam na dedalus, mają dobre ceny książek sprzed kilku lat, zwłaszcza dla dzieci. Ale oferta kuleje, bo są tylko wybrane pozycje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Słuchajcie wyhaczyłam fajnego sprzedawce na Allegro - ma mnóstwo książek anglojęzycznych (serię That's not my..., dużo Donaldson i inne) i BARDZO dobre ceny - nie opłaca się sprowadzać indywidualnie z Amazona IMO. Nie chcę tu uprawiać kryptoreklamy (choć nie mam nic wspólnego ze sprzedającym, poza nabyciem u niego/niej sporego pakieciku ;) ), więc kto zainteresowany niech pisze - chyba, że pozwolisz Zuzanno podać tu namiary?:) Pozdrawiam!
    Ania (amelani@gazeta.pl)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...